Pro­sta teo­lo­gia ka­płań­stwa we­dług pa­pie­ża Fran­cisz­ka: „Bądź­cie pa­ste­rza­mi, któ­rzy pach­ną jak owce” – po­wie­dział do księ­ży. A gdzie jest na­sze miej­sce w Bo­żym sta­dzie?

Księ­ża są róż­ni. Ener­gicz­ni i spo­koj­ni. Żar­tow­ni­sie i my­śli­cie­le. Eks­cen­trycz­ni i zwy­czaj­ni. Przy­stoj­ni i… mniej przy­stoj­ni. Cza­sem o nie­któ­rych mó­wi­my „faj­ni”, bo ma­ją ła­twość w na­wią­zy­wa­niu kon­tak­tu, ży­ją na­szy­mi spra­wa­mi, ro­zu­mie­ją nas, a mo­że tak­że ma­ją nie­tu­zin­ko­we hob­by, któ­re do­da­je im „sła­wy”. Tym­cza­sem war­to pa­mię­tać, że Ko­ściół mó­wiąc o zna­kach Bo­żej obec­no­ści w świe­cie, wska­zu­je na kil­ka bar­dzo kon­kret­nych rze­czy­wi­sto­ści. Na­ucza, że Pan Bóg jest obec­ny w sa­kra­men­tach świę­tych, Pi­śmie Świę­tym, Mszy św. i wspól­no­cie (np. mło­dzie­żo­wej, kół­ku ró­żań­co­wym, ale też wte­dy, gdy spo­ty­ka­my się na Eu­cha­ry­stii). Pan Bóg jest rów­nież obec­ny w ka­pła­nie. Każ­dym ka­pła­nie.

O nie­któ­rych mó­wi­my „dusz­pa­ste­rze mło­dzie­ży”. Zwy­kle ma­my wte­dy na my­śli, że opie­ku­ją się gru­pa­mi mło­dzie­żo­wy­mi, pro­wa­dzą ka­te­che­zę w szko­łach lub ewan­ge­li­zu­ją w bar­dziej sza­lo­ny spo­sób: na de­sko­rol­ce, na pla­ży, pod­czas ogrom­ne­go kon­cer­tu. Praw­da jed­nak jest ta­ka, że każ­dy ksiądz mo­że być dusz­pa­ste­rzem mło­dzie­ży, na­wet je­śli wy­da­je nam się, że… trud­no się do­ga­dać. – Je­śli ksiądz gło­si Chry­stu­sa, to otwo­rzy każ­de ser­ce, na­wet to zbun­to­wa­ne – prze­ko­nu­je o. Łu­kasz Buk­sa, kra­kow­ski fran­cisz­ka­nin z de­sko­rol­ką, au­tor tek­stów i wo­ka­li­sta, in­struk­tor snow­bo­ar­du, po­my­sło­daw­ca cy­klu kon­fe­ren­cji „Obudź się! Mo­żesz wię­cej”.

Róż­no­rod­ność

Przy­go­da o. Łu­ka­sza z mło­dzie­żą roz­po­czę­ła się wte­dy, gdy sam na­le­żał do te­go za­szczyt­ne­go gro­na – dziś mó­wi, że po pro­stu spła­ca dług wdzięcz­no­ści wo­bec osób, któ­re mu wte­dy po­mo­gły. – Gdy by­łem na­sto­lat­kiem, ży­łem da­le­ko od Ko­ścio­ła i Pa­na Bo­ga – opo­wia­da. – Nie zna­łem war­to­ści ży­cia. Moi ro­dzi­ce pra­co­wa­li za gra­ni­ca. Ka­sa by­ła, ale sen­su nie by­ło. Mia­łem pie­nią­dze, więc ku­po­wa­łem so­bie przy­ja­ciół, ale rów­no­cze­śnie za­ko­py­wa­łem sie­bie – swo­je ta­len­ty, oso­bo­wość, po­mysł na ży­cie. Tym­cza­sem ku­po­wa­nie szczę­ścia za­wsze ra­ni. Do­pie­ro szczę­ście za­pra­co­wa­ne ro­dzi wła­sną war­tość i po­czu­cie god­no­ści – za­uwa­ża o. Łu­kasz.

Wte­dy gdy by­ło mu trud­no, po­moc i wspar­cie otrzy­mał od kil­ku osób du­chow­nych m.in. od ks. Grze­go­rza. – Wy­cią­gnął do mnie rę­kę, gdy by­łem w szko­le śred­niej. Po­gu­bi­łem się, mia­łem kło­po­ty w na­uce i nie prze­sze­dłem z kla­sy do kla­sy. To ks. Grze­gorz obu­dził we mnie to, co by­ło uśpio­ne, czy­li mi­łość do mu­zy­ki, śpie­wu, pi­sa­nia tek­stów. Po­wie­dział mi: „Uwierz w to, co do­sta­łeś, a uwie­rzysz w sie­bie na no­wo” – wspo­mi­na fran­cisz­ka­nin i… mu­zyk.

Dziś trud­ne do­świad­cze­nia z mło­do­ści po­ma­ga­ją o. Łu­ka­szo­wi zro­zu­mieć pro­ble­my współ­cze­snych na­sto­lat­ków. Ła­two na­wią­zu­je z ni­mi kon­takt i, przede wszyst­kim, ro­zu­mie. – To ja­sne, że nie­któ­rzy księ­ża ma­ją więk­sze pre­dys­po­zy­cje do pra­cy z mło­dzie­żą. Je­ste­śmy róż­ni i trze­ba się z te­go cie­szyć, bo róż­no­rod­ność ro­dzi Bóg – za­uwa­ża o. Łu­kasz. – Ale pa­mię­taj­cie też o bar­dzo waż­nej rze­czy: wy też mo­że­cie wyjść z ini­cja­ty­wą! A na­wet po­win­ni­ście! W cza­sie przy­go­to­wań do Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży po­ka­za­li­ście, że na­wet w pa­ra­fiach, w któ­rych nie dzia­ła­ły żad­ne gru­py dla mło­dzie­ży, moż­na zor­ga­ni­zo­wać coś świet­ne­go. Pro­ście księ­ży, że­by chcie­li z wa­mi być. To bę­dzie wa­sza tro­ska o ich świę­tość! – mó­wi fran­cisz­kań­ski przy­ja­ciel mło­dzie­ży.

Obec­ność

Do opi­su, na czym ma po­le­gać wza­jem­na tro­ska – księ­dza o mło­dzież i mło­dzież o księ­dza – ide­al­nie pa­su­je ob­raz Pa­na Je­zu­sa Do­bre­go Pa­ste­rza, któ­ry w fan­ta­stycz­ny spo­sób zin­ter­pre­to­wał kie­dyś pa­pież Franciszek.Przemawiając do ka­pła­nów, po­wie­dział, że dusz­pa­sterz ma pach­nieć swo­imi owca­mi. – To zna­czy, że po­wi­nien je znać, wie­dzieć, ja­kie ma­ją pro­ble­my, czym ży­ją – wy­ja­śnia o.Łukasz. – Je­śli pa­sterz trzy­ma w rę­ce la­skę, to nie idzie z ty­łu sta­da i nie bi­je owiec po ple­cach, ale pod­pie­ra się na niej i idzie z przo­du, aby pro­wa­dzić owce we­dług swo­jej mą­dro­ści i do­świad­cze­nia. Co waż­ne, pa­sterz, któ­ry pro­wa­dzi owce do spo­tka­nia z Je­zu­sem, zo­sta­wia 99 z nich i szu­ka jed­nej za­gu­bio­nej. I uwa­ga – je­śli zo­sta­wia po­zo­sta­łe, po­trze­bu­je wie­dzieć, że one są wspól­no­tą, że da­dzą ra­dę przez chwi­lę być bez Nie­go, że się nie roz­pierzch­ną. Pa­sterz po­trze­bu­je mieć świa­do­mość, że gdy pój­dzie szu­kać zgu­bio­nej owiecz­ki, to po­zo­sta­łe bę­dą się za nie­go mo­dlić i ich mo­dli­twa bę­dzie jak li­na, po któ­rej do nich wró­ci – opi­su­je o. Łu­kasz.

Po to jest wspól­no­ta Ko­ścio­ła i dzia­ła­ją­ce w niej mniej­sze wspól­not­ki (np. oa­za, KSM) – by owce mia­ły po­moc pa­ste­rza i by pa­sterz czuł, że jest im po­trzeb­ny. W ta­kiej (sil­nej) wspól­no­cie ani pa­sterz, ani owce nie po­wie­dzą: „Do­bra jest, daj­my spo­kój, jed­na zgi­nę­ła, trud­no się mó­wi. Zo­sta­ło prze­cież aż 99…”.

Bo w tej zgu­bio­nej owcy też był Chry­stus. – No­szę w so­bie pe­wien ob­raz – mó­wi oj­ciec. – Śni­ło mi się, że przy­sze­dłem do klasz­to­ru po­twor­nie zmę­czo­ny. Na­gle zja­wił się mło­dy czło­wiek i mó­wił, że chce po­ga­dać. Po­pro­si­łem go, że­by przy­szedł ju­tro, bo pa­da­łem z nóg i za­sną­łem. I w tym śnie za­uwa­ży­łem, że ten mło­dy czło­wiek to był Chry­stus. Prze­bu­dzi­łem się i przez ca­łą noc szu­ka­łem go po Kra­ko­wie, aż wresz­cie zna­la­złem. A po­tem na­praw­dę się obu­dzi­łem… To by­ło moc­ne.

Wza­jem­ność

Po­trze­bu­je­my ka­pła­nów, któ­rzy bę­dą mie­li dla nas czas. Z dru­giej stro­ny to my je­ste­śmy po­trzeb­ni im i ca­łe­mu Ko­ścio­ło­wi. – Mło­dzi lu­dzie, któ­rzy prze­ży­wa­ją swo­ją mło­dość w Ko­ście­le, wno­szą do nie­go ener­gię, wi­tal­ność, za­pał. Spra­wia­ją, że star­si grze­ją się ich ża­rem i bu­dzą w so­bie mło­de­go du­cha – prze­ko­nu­je fran­cisz­ka­nin i ape­lu­je do nas: – Ko­ściół was po­trze­bu­je. Po co ma­cie wstać z ka­na­py? Że­by się po­smę­cić i znów za­snąć jesz­cze głęb­szym snem? Nie, ma­cie wstać i za­brać się do pra­cy w wa­szych wspól­no­tach. Ra­zem z na­mi, wa­szy­mi pa­ste­rza­mi!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: