Mieć Matkę na zawsze

Po­je­cha­łem z pry­mi­cją na Ja­sną Gó­rę, aby mieć Mat­kę. Mat­kę, któ­ra już bę­dzie za­wsze…”

Ste­fan Wy­szyń­ski uro­dził się w 1901 r. w wio­sce Zu­ze­la nad Bu­giem. Wy­cho­wy­wał się ra­zem z sio­stra­mi Ana­sta­zją, Ja­ni­ną oraz Sta­sią. Je­go młod­szy brat Wa­cław zmarł w wie­ku 11 lat. Dzie­ciń­stwo przy­szłe­go kar­dy­na­ła przy­pa­dło na trud­ny okres za­bo­rów. W szko­le pa­no­wa­ła ru­sy­fi­ka­cja, któ­rej sprze­ci­wiał się ma­ły Ste­fan. Nie­rzad­ko za to klę­czał w ką­cie. Pew­ne­go ra­zu oświad­czył przy ca­łej kla­sie: „Mam dość na­ucza­nia pa­na pro­fe­so­ra!”

Mło­dy Ste­fan był śred­nio po­boż­nym dziec­kiem. Dłu­gie klę­cze­nie w cza­sie ro­dzin­ne­go ró­żań­ca moc­no go mę­czy­ło. Co ra­no wpa­try­wał się w dwa ob­ra­zy Ma­ryj­ne nad je­go łóż­kiem. Za­sta­na­wiał się, cze­mu jed­na Ma­ry­ja by­ła bia­ła, a dru­ga czar­na. Kie­dy miał 9 lat, prze­żył jed­no z naj­smut­niej­szych wy­da­rzeń w ży­ciu: śmierć mat­ki, za któ­rą ni­gdy nie prze­stał tę­sk­nić. W 1924 r. mó­wił: „Po­je­cha­łem z pry­mi­cją na Ja­sną Gó­rę, aby mieć Mat­kę. Mat­kę, któ­ra już bę­dzie za­wsze…”

Ka­pe­lan w po­wsta­niu

Z ro­dzin­ne­go do­mu Ste­fan wy­niósł du­ży sza­cu­nek do ludz­kiej pra­cy. Po stu­diach zo­stał pro­fe­so­rem i wy­kła­dow­cą na­uk spo­łecz­nych w se­mi­na­rium we Wło­cław­ku, a rów­no­cze­śnie pro­wa­dził dusz­pa­ster­stwo dla ro­bot­ni­ków. Pod­czas Po­wsta­nia War­szaw­skie­go był ka­pe­la­nem gru­py „Kam­pi­nos” w AK, gdzie m.in. opie­ko­wał się ran­ny­mi. Był po­szu­ki­wa­ny przez na­zi­stów.

W 1946 r. Ste­fan Wy­szyń­ski zo­stał mia­no­wa­ny bi­sku­pem lu­bel­skim, a po dwóch la­tach po­wo­ła­no go na urząd ar­cy­bi­sku­pa Gnie­zna i War­sza­wy. By­ło to wów­czas jed­no­znacz­ne z pia­sto­wa­niem funk­cji pry­ma­sa Pol­ski.

Epo­ka by­ła wy­jąt­ko­wa: 1 kwiet­nia 1956 r. mi­ja­ło trzy­sta lat od Ślu­bów Lwow­skich, zło­żo­nych przez kró­la Ja­na Ka­zi­mie­rza, a na rok 1966 przy­pa­da­ły ob­cho­dy Ju­bi­le­uszu Ty­siąc­le­cia Chrztu Pol­ski, Z ini­cja­ty­wy pry­ma­sa po­prze­dzo­no je uro­czy­stą no­wen­ną w la­tach 1957 – 1966.

Non po­ssu­mus

Nad Pol­ską wi­sia­ła groź­bą po­now­nej ro­syj­skiej in­ter­wen­cji. Ko­mu­ni­stycz­ne wła­dze do­ma­ga­ły się co­raz więk­szej kon­tro­li nad pol­skim Ko­ścio­łem. Pry­mas z du­żą dy­plo­ma­cją i roz­wa­gą re­ago­wał na na­ci­ski ko­mu­ni­stów. Chciał w ten spo­sób za­po­biec po­now­nym roz­le­wom krwi. Lecz kie­dy rząd wy­ma­gał pod­pi­sa­nia do­ku­men­tu, pod­po­rząd­ko­wu­ją­ce­go ko­mu­ni­stom wszel­ką dzia­łal­ność ko­ściel­ną (w tym np. mia­no­wa­nie bi­sku­pów), pry­mas ja­sno się prze­ciw­sta­wił, oznaj­mia­jąc se­kre­ta­rzo­wi ko­mu­ni­stycz­nej par­tii: „Non po­ssu­mus!” (z łac.: „Nie mo­że­my!”).

Szy­ka­ny ze stro­ny władz na­bie­ra­ły co­raz to groź­niej­szych form. Naj­pierw nie po­zwo­lo­no kar­dy­na­ło­wi udać się do Rzy­mu. W 1956 r. kar­dy­nał Wy­szyń­ski zo­stał aresz­to­wa­ny i wy­wie­zio­ny z War­sza­wy. In­ter­no­wa­nie pry­ma­sa by­ło szo­kiem dla wier­nych, lecz on sam był już od daw­na na to przy­go­to­wa­ny. Do wię­zie­nia nie za­brał ni­cze­go, prócz do­brych bu­tów, bre­wia­rza i ró­żań­ca. Przez trzy la­ta był prze­wo­żo­ny w róż­ne miej­sca. Umiesz­cza­no go prze­waż­nie w od­osob­nio­nych klasz­to­rach. Lo­sa­mi pol­skie­go Ko­ścio­ła kie­ro­wał z ce­li, pi­sząc m. in. tekst od­no­wio­nych Ślu­bów Na­ro­du na dzień 26 sierp­nia 1956 r. Kil­ka mie­się­cy póź­niej zo­stał uwol­nio­ny. Kie­dy w 1957 r. ru­szy­ła świą­tecz­na no­wen­na wraz z pe­re­gry­na­cją ko­pii ob­ra­zu Mat­ki Bo­skiej Czę­sto­chow­skiej, po­now­nie od­dał Pol­skę na wiecz­ną wła­sność Ma­ryi.

Wy­bór Oj­ca Świę­te­go Ja­na Paw­ła II, bli­skie­go przy­ja­cie­la pry­ma­sa, sta­no­wił jak­by zwień­cze­nie dzie­jo­wej po­słu­gi Pry­ma­sa Ty­siąc­le­cia, któ­ry swo­ją ziem­ską mi­sję za­koń­czył dwa i pół ro­ku póź­niej – w 1981 r.

Je­go be­aty­fi­ka­cja jest za­pla­no­wa­na na 7 czerw­ca 2020 r. Ma się od­być na Pla­cu J. Pił­sud­skie­go w War­sza­wie.

 

An­na Sła­wek