Pa­trzę za okno i wszystko aż krzy­czy, że lato w pełni. Co dzień o pią­tej rano bu­dzi mnie śpiew pta­ków i wschód słońca. Po­zwa­lam, żeby pro­mie­nie za­gląd­nęły mi w oczy, biorę głę­boki wdech i ob­ser­wuję bu­dzące się do ży­cia są­siedz­two. Ci­sza, spo­kój. Dzię­kuję Bogu, że się obudziłam.

Pa­mię­tam, jak kie­dyś mama za­brała mnie i sio­stry na wy­cieczkę do pew­nego miej­sca, które wspo­mina z wła­snego dzie­ciń­stwa. Łap­szanka to ma­leńka wio­ska z jedną, bar­dzo stromą dróżką i naj­pięk­niej­szą pa­no­ramą Tatr, jaką wi­dzia­łam. Kiedy do­je­dziesz na szczyt dróżki, za­trzy­mu­jesz się przed opa­da­jącą spo­koj­nie po­laną, na któ­rej stoi ka­pliczka. Nad głową la­tają orły i so­koły. Czas jakby się za­trzy­muje. Ci­sza. Poza śpie­wem pta­ków do­cie­rają je­dy­nie od­le­głe od­głosy co­dzien­nej krzą­ta­niny ni­gdzie nie­spie­szą­cych się miesz­kań­ców. Wi­dzisz ten ob­raz pod po­wie­kami? Na­ma­luję ci jesz­cze drugi. Sa­motna plaża, śro­dek lata. Spo­kojny szum fal. Miękki pia­sek prze­sy­pu­jący się swo­bod­nie mię­dzy pal­cami stóp pod­czas spa­ceru. Bursz­tyny. Świeże, mor­skie po­wie­trze i lekka bryza. Spo­kój w sercu. Można usły­szeć wła­sne my­śli. Albo po­roz­ma­wiać z Bogiem.

foto_01-03_sierpien-2017

Ktoś mu­siał to zaplanować

Za­wsze w ta­kich mo­men­tach to On przy­cho­dzi mi do głowy. Dla mo­jego umy­słu jest oczy­wi­ste, że tak do­sko­nały świat, w któ­rym każde źdźbło trawy jest inne, każdy pła­tek śniegu nie­po­wta­rzalny, nie mógł po­wstać przez przy­pa­dek. Ani bez planu. Z pew­no­ścią nie mógł też po­wstać bez mi­ło­ści. Ktoś mu­siał to wszystko za­pla­no­wać i stwo­rzyć. Wie­rzę, że to Bóg. Teo­lo­gia na­zywa to po­zna­niem na­tu­ral­nym. We­dług tej teo­rii, przy­roda pod­po­wiada ludz­kiemu ro­zu­mowi ist­nie­nie Stwórcy.

W sercu na­zy­wam matkę na­turę córką Boga. Co mówi mi o Ojcu? Z pew­no­ścią to, że On cią­gle, nie­ustan­nie działa w świe­cie. Dwa­dzie­ścia cztery go­dziny na dobę spra­wia, że ro­sną ro­śliny, które po­tem mogę zjeść. Po­zwala ro­dzić się zwie­rzę­tom, które nie­kiedy stają się mo­imi przy­ja­ciółmi. Bo­gac­two ga­tun­ków jest tak prze­ogromne, że na­dal od­kry­wamy i na­zy­wamy nowe. To wszystko po­ka­zuje mi, że Bóg jest do­bry. Wiem też, że jest po­tężny – kiedy nad moją głową sza­leje bu­rza z pio­ru­nami i grzmo­tami, które po­wo­dują re­zo­nans w ca­łym ciele i gę­sią skórkę – je­stem pewna, że byle kto nie urzą­dziłby ta­kiego po­kazu. Po­trafi wzbu­rzyć gwał­towny sztorm na spo­koj­nym mo­rzu, wy­pię­trzyć Mo­unt Eve­rest i spra­wić, że Etna wy­pluwa lawę. Po­trafi po­ru­szyć pły­tami tek­to­nicz­nymi, strą­cić gwiazdy z nieba, spro­wa­dzić ulewne desz­cze, stwo­rzyć cały kon­ty­nent. Kiedy o tym my­ślimy, można się prze­ra­zić. Ale szcze­rze mó­wiąc – chcę mieć ta­kiego wła­śnie Boga i cie­szę się, że Go mam, bo dla Niego nie jest pro­ble­mem do­ko­na­nie rze­czy nie­moż­li­wych. Tylko na Ziemi czło­wiek może swo­bod­nie od­dy­chać, roz­wi­jać się, zna­leźć po­ży­wie­nie – mamy dla sie­bie ogromny, do­pa­so­wany do na­szych po­trzeb świat, w któ­rym nie zo­staje za­po­mniane naj­mniej­sze stwo­rze­nie. Bóg, który nie ży­czyłby nam do­brze i nie da­rzył mi­ło­ścią, ra­czej nie umie­ściłby nas w ta­kim wła­śnie świe­cie. A prze­cież tu­taj jesteśmy!

Tak, do­świad­czamy ka­ta­kli­zmów, ka­ta­strof na­tu­ral­nych. Ktoś gi­nie za­ata­ko­wany przez dra­pież­nika lub pod wo­dami tsu­nami. To za­wsze boli, spra­wia cier­pie­nie, ale to już te­mat na od­rębny fe­lie­ton. Dzi­siaj weź do serca drę­czące mnie py­ta­nie: skoro do­bry i po­tężny Bóg dał ci taki nie­sa­mo­wity świat i pod­trzy­muje go w ist­nie­niu, dla­czego zda­rza nam się go nie sza­no­wać i niszczyć?

 

Sara Ry­now­ska

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Drogi”. Za­chę­camy do pre­nu­me­raty. O „Drogę” py­taj­cie także w swo­ich parafiach.

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: