Mali bohaterowie

Od­wa­ga to sło­wo czę­sto ro­zu­mia­ne opacz­nie, my­lo­ne z bra­wu­rą, sza­leń­stwem, prze­sa­dzo­ną pew­no­ścią sie­bie, nad­mier­ną śmia­ło­ścią lub zwy­kłym bra­kiem roz­sąd­ku. Gdy my­śli­my „od­wa­ga”, przy­cho­dzi nam za­zwy­czaj na myśl ktoś w ro­dza­ju Su­per­ma­na. Prze­cięt­ne wy­obra­że­nie o czło­wie­ku od­waż­nym od­zwier­cie­dla ro­słe­go męż­czy­znę, naj­le­piej żoł­nie­rza, tzw. „twar­dzie­la”, któ­ry ni­gdy nie pła­cze i ni­cze­go się nie boi.

Czy czło­wiek od­waż­ny to na pew­no oso­ba, któ­rej ob­cy jest strach i wstyd? Tyl­ko w sy­tu­acji rze­czy­wi­ste­go, bez­po­śred­nie­go za­gro­że­nia we­ry­fi­ku­je się na­sza od­wa­ga. Czę­sto od­waż­ną oka­zu­je się być oso­ba, któ­rej ni­gdy wcze­śniej o to nie po­dej­rze­wa­li­śmy. W me­diach sły­szy się co ja­kiś czas opo­wie­ści o „ma­łych bo­ha­te­rach” i nic dziw­ne­go, po­nie­waż czę­sto do­ro­śli mo­gli­by uczyć się od nich od­wa­gi, opa­no­wa­nia i umie­jęt­no­ści za­cho­wa­nia zim­nej krwi w sy­tu­acji za­gro­że­nia.

 

 

Przed sied­mio­ma la­ty dzie­się­cio­let­nia dziew­czyn­ka ura­to­wa­ła ży­cie oko­ło stu oso­bom. Po­cho­dzą­ca z An­glii Til­ly prze­by­wa­ła wte­dy ra­zem ze swo­imi ro­dzi­ca­mi i młod­szą sio­strą na wy­spie Phu­ket w Taj­lan­dii. W cza­sie za­ba­wy na pla­ży za­uwa­ży­ła, że wo­da za­cho­wu­je się dziw­nie, za­czy­na­ją two­rzyć się bą­bel­ki, fa­le co­fa­ją się bar­dziej gwał­tow­nie niż zwy­kle. Dzie­się­cio­lat­ka w po­rę przy­po­mnia­ła so­bie lek­cję geo­gra­fii, na któ­rej na­uczy­ciel mó­wił, jak moż­na roz­po­znać nad­cho­dzą­ce tsu­na­mi. Wie­dzia­ła, że od te­go mo­men­tu jest jesz­cze dzie­sięć mi­nut do chwi­li ude­rze­nia po­tęż­nej fa­li. Dzię­ki ob­ser­wa­cji Til­ly i roz­sąd­ko­wi do­ro­słych, któ­rzy nie zlek­ce­wa­ży­li zda­nia dzie­się­cio­lat­ki, ewa­ku­owa­ni zo­sta­li wszy­scy pla­żo­wi­cze i miesz­ka­ją­cy w po­bli­skim ho­te­lu. Ura­to­wa­nych zo­sta­ło oko­ło stu osób. Dziew­czyn­ka jest od te­go cza­su na­zy­wa­na „anio­łem z pla­ży”.

Gdy­by za­da­no nam py­ta­nie, czy w ra­zie po­trze­by udzie­li­li­by­śmy pierw­szej po­mo­cy, za­pew­ne wie­lu z nas ze stra­chu przed od­po­wie­dzial­no­ścią od­po­wie­dzia­ło­by ne­ga­tyw­nie, jed­no­cze­śnie jed­nak na­dal uwa­ża­li­by się za lu­dzi od­waż­nych.

Po­nad­prze­cięt­nym opa­no­wa­niem i umie­jęt­no­ścią za­cho­wa­nia zim­nej krwi oka­za­ła się czwór­ka dzie­ci z Bie­cho­wa: Da­ria, Dia­na, Szy­mon i Da­mian (naj­młod­sze z dzie­ci mia­ło 9 lat, naj­star­sze 13). Udzie­li­li nie­zbęd­nej po­mo­cy przed­me­dycz­nej cięż­ko ran­ne­mu mo­to­ro­we­rzy­ście. Wra­ca­li sa­mi do do­mu na ro­we­rach i w pew­nym mo­men­cie spo­strze­gli na swo­jej dro­dze ran­ne­go i unie­ru­cho­mio­ne­go przy­gnia­ta­ją­cym go po­jaz­dem mo­to­ro­we­rzy­stę. Dzie­ci zro­bi­ły wszyst­ko, co by­ło w ich mo­cy, aby ura­to­wać po­szko­do­wa­ne­go. Na szczę­ście ak­cja ra­tun­ko­wa za­koń­czy­ła się po­myśl­nie. Naj­pierw usu­nę­li mo­to­ro­wer, ran­ne­go uło­ży­li w po­zy­cji bocz­nej bez­piecz­nej. Bez chwi­li zwło­ki we­zwa­li po­go­to­wie, a do­dat­ko­wo – aby uspraw­nić ka­ret­ce do­tar­cie – chłop­cy wy­je­cha­li na skrzy­żo­wa­nie i wska­za­li nad­cią­ga­ją­cej po­mo­cy dro­gę. Mo­to­ro­we­rzy­sta wy­szedł z wy­pad­ku bez szwan­ku tyl­ko dzię­ki od­wa­dze i do­brej or­ga­ni­za­cji czwór­ki ma­łych bo­ha­te­rów.

Til­ly i dzie­ci z Bie­cho­wa to nie je­dy­ni ma­li bo­ha­te­ro­wie, któ­rym wie­lu do­ro­słych mo­że za­wdzię­czać ży­cie. Śp. Bra­jan Bar­tło­miej Chle­bow­ski zgi­nął w po­ża­rze łódz­kiej ka­mie­ni­cy, ma­jąc za­le­d­wie sześć lat. Dzię­ki bo­ha­ter­skiej od­wa­dze chłop­ca ura­to­wa­no z po­ża­ru kil­ku­dzie­się­ciu miesz­kań­ców ka­mie­ni­cy. Te­le­fon na 112, któ­ry wy­ko­nał wła­śnie sze­ścio­let­ni chło­piec, umoż­li­wił stra­ży po­żar­nej szyb­kie do­tar­cie na miej­sce zda­rze­nia. Sa­me­go Bra­ja­na nie uda­ło się ura­to­wać. Zgi­nął za­tru­ty tlen­kiem wę­gla. Zo­stał przez ów­cze­sne­go pre­zy­den­ta Pol­ski od­zna­czo­ny po­śmiert­nym me­da­lem za Ofiar­ność i Od­wa­gę.

 

 

Ka­ro­li­na Po­lak