Magia w świecie bajek, czyli magia w ładnym opakowaniu

Wam­pi­rzy­ca za­miast księż­nicz­ki. Amu­let mo­cy w miej­sce ko­ro­ny. Czerń za­miast ró­żu. Ma­gia w cen­trum za­in­te­re­so­wa­nia, bez miej­sca dla spra­wie­dli­wo­ści i wal­ki ze złem. Mrocz­ne, płyt­kie, ogłu­pia­ją­ce i do bó­lu współ­cze­sne – wła­śnie ta­kie baj­ki po­do­ba­ją się te­raz naj­bar­dziej. Jak do te­go do­szło?

Choć sam pro­blem wąt­ków ma­gicz­nych w baj­kach prze­zna­czo­nych dla dzie­ci nie jest ni­czym no­wym, to jed­nak ni­gdy wcze­śniej nie by­ły one tak bar­dzo po­pu­lar­ne jak te­raz.

Baj­ki w swo­im pier­wot­nym za­my­śle to ta­kie hi­sto­rie (ad­re­so­wa­ne głów­nie dla dzie­ci), któ­re prze­ka­zu­ją za po­mo­cą pro­stej tre­ści ja­kąś waż­ną myśl – tak zwa­ny mo­rał. Tak przy­naj­mniej by­ło kie­dyś.

Kie­dyś baj­ki wy­cho­wy­wa­ły i prze­ka­zy­wa­ły wzor­ce oso­bo­wo­ścio­we, wzor­ce za­cho­wań. Baj­ki uczy­ły wraż­li­wo­ści. By­ły wzru­sza­ją­ce i pięk­ne. Pra­wie każ­da dziew­czyn­ka w przed­szko­lu ma­rzy­ła o tym, że­by być księż­nicz­ką, że­by miesz­kać w pięk­nym pa­ła­cu jak baj­ko­we bo­ha­ter­ki. Każ­da z tych księż­ni­czek by­ła nie tyl­ko pięk­na ze­wnętrz­nie, ale rów­nież szla­chet­na, do­bra i spra­wie­dli­wa.

foto_01-02_22-2013

Chłop­cy chcie­li być wa­lecz­ny­mi ry­ce­rza­mi i musz­kie­te­ra­mi. Za­pro­wa­dzać na świe­cie spra­wie­dli­wość i wal­czyć w obro­nie in­nych.

Czar­no­księż­ni­cy, cza­row­ni­ce i wszyst­kie mo­ce ma­gicz­ne by­ły w ta­kich baj­kach tym, cze­go na­le­ża­ło się bać i wy­strze­gać. By­ły one prze­ciw­wa­gą dla do­bra. To wła­śnie z ni­mi wal­czy­li ry­ce­rze, wo­jow­ni­cy i księż­nicz­ki. To wła­śnie one sta­no­wi­ły nie­bez­pie­czeń­stwo dla spo­ko­ju i spra­wie­dli­wo­ści. Dziś są głów­ny­mi bo­ha­ter­ka­mi i idol­ka­mi dzie­ci. Nie bez przy­czy­ny w baj­kach to­czy się zwy­kle wal­ka do­bra ze złem. Na koń­cu za­wsze zwy­cię­ża do­bro. Przy­naj­mniej kie­dyś tak wła­śnie by­ło.

Obec­nie ta­kie my­śle­nie o baj­kach to prze­ży­tek. Baj­ka ma się po­do­bać i to wy­star­czy. Jest pro­duk­tem mar­ke­tin­go­wym, któ­ry ma zy­skać po­pu­lar­ność i do­brze się sprze­dać. We współ­cze­snych baj­kach gra­ni­ca do­bra i zła zo­sta­ła zu­peł­nie za­tar­ta. Baj­ki ma­in­stre­amo­we, te naj­bar­dziej me­dial­ne i naj­po­pu­lar­niej­sze nie prze­ka­zu­ją żad­nych pod­nio­słych idei, ani żad­nych szla­chet­nych war­to­ści. Prze­cież to ta­kie nie­ży­cio­we i ta­kie nie­po­trzeb­ne. Współ­cze­sne baj­ki zdo­by­wa­ją swo­ją glo­bal­ną po­pu­lar­ność tyl­ko i wy­łącz­nie dzię­ki świet­ne­mu mar­ke­tin­go­wi i re­kla­mom, a nie z po­wo­du cie­ka­wej fa­bu­ły czy war­to­ścio­wej tre­ści.

Baj­ki za­wsze by­ły i pew­nie za­wsze bę­dą bar­dzo waż­ne dla zdro­we­go i pra­wi­dło­we­go roz­wo­ju dzie­ci. To wła­śnie one uczą wraż­li­wo­ści i wy­kształ­ca­ją po­czu­cie pięk­na. Bo­ha­te­ro­wie baj­ko­wi to dla dzie­ci praw­dzi­wi mo­de­le spo­so­bu by­cia i ży­cia w ogó­le. Dzie­ci ich ob­ser­wu­ją, po­dzi­wia­ją i sta­ra­ją się na­śla­do­wać, czę­sto w spo­sób nie­uświa­do­mio­ny. Sko­ro jed­nak baj­ki uczą dzie­ci wraż­li­wo­ści i wy­kształ­ca­ją wzo­rzec pięk­na, to po­myśl­my, ja­cy lu­dzie wy­ro­sną z po­ko­le­nia, któ­re­go ido­la­mi są wam­pi­ry, cza­ro­dzie­je i wil­ko­ła­ki. Czy aby na pew­no miej­sce Kop­ciusz­ka lub Rosz­pun­ki mo­gą za­jąć wam­pi­rzy­ce z Mon­ster Hi, cza­ro­dziej­ki z Witch lub Har­ry Pot­ter?

Jesz­cze kil­ka lat te­mu dziew­czyn­ki w wie­ku szkol­nym, po­cząt­ku­ją­ce na­sto­lat­ki uwiel­bia­ły ser­dusz­ka, kwiat­ki, mo­ty­le – wszyst­ko co ró­żo­we i „słod­kie”. Obec­nie stan­dar­dy pięk­na bar­dzo się zmie­ni­ły (gów­nie za przy­czy­ną no­wych tren­dów wpro­wa­dzo­nych w baj­kach). Ser­dusz­ka i kwiat­ki nie są już ani tro­chę „co­ol”. Le­piej wy­glą­da­ją tru­pie czasz­ki i pisz­cze­le na czar­nym tle, wam­pi­rzy­ce z fio­le­to­wy­mi wło­sa­mi i czar­no-bia­ła sza­chow­ni­ca.

Co jed­nak wy­da­je się naj­bar­dziej nie­po­ko­ją­ce to fakt, że owe „idol­ki” wy­kra­cza­ją po­za ekran te­le­wi­zo­ra. To już nie tyl­ko baj­ko­we po­sta­ci, ale „trend­set­ter­kiˮ. La­lecz­ki Mon­ster High to już kul­to­we bo­ha­ter­ki, któ­re po­ja­wia­ją się na wie­lu ga­dże­tach, ze­szy­tach, szkol­nych przy­bo­rach itd. Je­śli chcesz być ta­ka jak wszy­scy, po pro­stu mu­sisz ją mieć.

Dzie­ci w wie­ku szkol­nym bar­dzo nie lu­bią się wy­róż­niać. Lu­bią pa­so­wać ide­al­nie do to­wa­rzy­stwa i mieć to sa­mo, co po­sia­da­ją ich ró­wie­śni­cy. Nie na­le­ży im się za­tem dzi­wić, że po­cią­ga­ją je rów­nież la­lecz­ki wam­pi­rzy­ce. Zwłasz­cza, że one sa­ma nie mu­szą do­strze­gać w nich żad­ne­go nie­bez­pie­czeń­stwa.

Mó­wiąc o nie­bez­pie­czeń­stwie nie mam tu­taj na my­śli te­go, że każ­da dziew­czyn­ka, któ­rej ma­ma spra­wi piór­nik z Mon­ster High lub Hel­lo Kit­ty, bę­dzie opę­ta­na. Je­stem da­le­ka od po­pa­da­nia w prze­sa­dę. Nie ro­zu­miem jed­nak śle­pe­go po­dą­ża­nia za tym, co mod­ne – na­wet kie­dy ta mo­da jest zwy­czaj­nie nie­od­po­wied­nia dla dzie­ci i praw­dę mó­wiąc brzyd­ka.

Te­mat Har­re­go Pot­te­ra wra­ca juk bu­me­rang i nie­któ­rym mo­że już się wy­da­wać nu­żą­cy, ale nie spo­sób nie wspo­mnieć o nim w tym mo­men­cie. Ta baj­ka – je­śli w ogó­le moż­na tak o tym mó­wić – to naj­lep­szy przy­kład na to, cze­go nie po­win­ny czy­tać i oglą­dać dzie­ci. Ca­ła jej treść prze­siąk­nię­ta jest ma­gią i wła­śnie na niej się kon­cen­tru­je. To książ­ka opi­su­je prak­ty­ki czy­sto okul­ty­stycz­ne i wbrew na­szej wo­li moc­no od­dzia­łu­je na pod­świa­do­mość czy­tel­ni­ka. Za­cie­ra i czy­ni zu­peł­nie płyn­ną gra­ni­ce do­bra i zła. Czy­ta­nie lub na­wet oglą­da­nie tej opo­wie­ści sie­je nie­po­kój na­wet u do­ro­słe­go czy­tel­ni­ka. Czy wo­bec te­go to książ­ka od­po­wied­nia dla dzie­ci? Szcze­rze wąt­pię...

I wca­le nie chcę prze­ko­ny­wać ni­ko­go, że każ­dy, kto prze­czy­ta tę książ­kę lub obej­rzy film o Har­rym Pot­te­rze skoń­czy ja­ko opę­ta­ny, zu­peł­nie nie w tym rzecz. Uwa­żam jed­nak, że nie jest to hi­sto­ria sto­sow­na dla dzie­ci. Nie prze­ka­zu­je żad­nych po­zy­tyw­nych war­to­ści. Jest po pro­stu do­brze roz­re­kla­mo­wa­nym, po­pu­lar­nych pro­duk­tem mar­ke­tin­go­wym. Fakt, że ma­gia nie po­win­na na­le­żeć do spek­trum za­in­te­re­so­wa­nia ka­to­li­ka (a wła­śnie o niej jest ta książ­ka), jest tyl­ko uzu­peł­nie­niem resz­ty ar­gu­men­tów.

Wszyst­kie baj­ki, fil­my i pro­duk­ty z ni­mi zwią­za­ne nie po­ka­zu­ją ma­gii praw­dzi­wej, ta­kiej ja­ką fak­tycz­nie jest – mo­cy nie­bez­piecz­nej dla czło­wie­ka, okul­ty­stycz­nej i sza­tań­skiej, ale ubie­ra­ją ją w ład­ne opa­ko­wa­nie. Czę­sto te opa­ko­wa­nia są tak ład­ne, że od­wra­ca­ją uwa­gę i usy­pia­ją czuj­ność. Bo prze­cież co mo­że być nie­bez­piecz­ne­go w baj­ce dla dzie­ci? Co złe­go mo­że zdzia­łać uro­czy ko­tek Hel­lo Kit­ty al­bo lal­ki z Mon­ster Hi? Trze­ba po­wie­dzieć ja­sno: Nie ma do­brej ma­gii. Na­wet ta ma­gia z ba­jek jest w ja­kimś stop­niu nie­bez­piecz­na. Wpi­su­je ma­gię w za­kres za­in­te­re­so­wań dzie­ci, co mo­że w przy­szło­ści po­to­czyć się z bar­dzo złym kie­run­ku i skoń­czyć się na­wet tra­gicz­nie. Na roz­wój mo­gą wpły­wać tyl­ko i wy­łącz­nie źle. Nie przed­sta­wia­ją żad­nych istot­nych war­to­ści, a mo­del pięk­na przez nie pro­po­no­wa­ny jest co naj­mniej nie­wła­ści­wy dla mło­dych lu­dzi.

 

Ka­ro­li­na Po­lak