Każ­da gru­pa lu­dzi mo­że wy­two­rzyć wła­sny ję­zyk. Czę­sto jest po­trzeb­ny, by­wa za­baw­ny, a je­go waż­ną funk­cją jest, że łą­czy człon­ków gru­py. Pro­blem z „ko­ścio­ło­wym” ję­zy­kiem po­ja­wia się wte­dy, gdy za­czy­na­my uży­wać słów wy­try­chów, za któ­ry­mi nie wia­do­mo, co się kry­je. Kie­dy sta­je­my się nie­zro­zu­mia­li dla wszyst­kich prócz swo­jej wspól­no­ty. Al­bo kie­dy wpa­da­my w pa­tos, bo w nie­ade­kwat­nej sy­tu­acji to naj­prost­szy prze­pis na śmiesz­ność. Oto wy­bra­ni przed­sta­wi­cie­le re­li­gij­ne­go slan­gu.

foto_01-02_10-2017

Omo­dlić – to sło­wo wy­stę­pu­je w słow­ni­ku, uży­wał go sam Nor­wid. Je­go sens jest pięk­ny: oto­czyć mo­dli­twą. Jed­nak czę­sto­tli­wość uży­cia i róż­no­rod­ność wa­rian­tów by­wa przy­tła­cza­ją­ca. Spra­wy we wspól­no­cie są oma­dla­ne, ktoś mu­si coś prze­mo­dlić. Pod­kre­śla to wa­gę mo­dli­twy. Ale czy nie wy­star­czy­ło­by: mo­dlić się?

Ubo­ga­cać – uży­wa­ne, gdy ktoś chce pod­kre­ślić wa­gę ja­kie­goś do­świad­cze­nia i to, ile zy­skał. Co to wła­ści­wie zna­czy? Je­śli mó­wisz o tym, co za­wdzię­czasz np. re­ko­lek­cjom, to cen­niej­szy był­by przy­kład. Wy­ra­że­nie to brzmi pre­ten­sjo­nal­nie. Ma­ło mnie ubo­ga­ca, gdy je sły­szę.

Poc hy­lać się nad – zna­czy po­świę­cać cze­muś uwa­gę, ale nie tak zwy­czaj­nie, tyl­ko bar­dziej uro­czy­ście. Mo­im zda­niem, to nie­po­trzeb­ny pa­tos. Ale we­dług nie­któ­rych ład­nie brzmi. Tak pod­nio­śle.

Win­ni­śmy – po­ja­wia się na ka­za­niach. Moż­na wy­mie­niać, co ko­mu je­ste­śmy win­ni. Ale czy o to cho­dzi Pa­nu Bo­gu, by­śmy ba­zo­wa­li na po­czu­ciu wi­ny? On sza­nu­je na­szą wol­ność do te­go stop­nia, że wy­dał na śmierć Sy­na. Ale nie po to, że­by­śmy czu­li się win­ni. Że­by­śmy zo­ba­czy­li, jak nas ko­cha.

Otwórz­my Łu­ka­sza – brzmi jak wy­ję­te ze slan­gu chi­rur­gów. Lek­tu­ra Ewan­ge­lii wpraw­dzie by­wa cza­sem jak ope­ra­cja na otwar­tym ser­cu. Aby unik­nąć nie­po­ro­zu­mień i aby oko­licz­ni Łu­ka­sze nie czu­li się za­gro­że­ni, po­le­cam otwie­rać Ewan­ge­lię świę­te­go Łu­ka­sza.

Brud­ne – mo­gą być my­śli al­bo czy­ny. Naj­czę­ściej jest to sło­wo-wy­trych, zwią­za­ne ze sfe­rą sek­su­al­ną. Ra­zi mnie z trzech po­wo­dów. Po pierw­sze, czy­stość po chrze­ści­jań­sku ma o wie­le szer­sze zna­cze­nie. Brud bar­dzo spły­ca rów­na­nie: czy­stość kon­tra nie­czy­stość. Po dru­gie, do­brze jest na­zy­wać rze­czy po imie­niu, za­miast cho­wać się za słow­ny­mi wy­try­cha­mi. Po trze­cie, do sfe­ry sek­su­al­nej przy­kle­ja się ety­kiet­ka: brud­ne. A to cał­kiem nie tak.

 

oprac. mu

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: