Kłamstwo sprzed 40 lat

Od 1973 r., kie­dy zo­stał wy­da­ny wy­rok przez Sąd Naj­wyż­szy USA w spra­wie Roe ver­sus Wa­de, w Sta­nach Zjed­no­czo­nych Ame­ry­ki Pół­noc­nej zgi­nę­ło 50 mi­lio­nów nie­na­ro­dzo­nych dzie­ci.

Ja­ne Roe, a wła­ści­wie Nor­ma McCo­rvey, nie chcia­ła mieć dzie­ci. Pierw­szą cór­kę od­da­ła do wy­cho­wa­nia swo­jej mat­ce, dru­gą ad­op­to­wał bio­lo­gicz­ny oj­ciec dziec­ka. Kie­dy za­szła w trze­cią cią­żę, chcia­ła do­ko­nać nie­le­gal­nej abor­cji, nie mo­gła jed­nak zna­leźć kli­ni­ki, któ­ra by się na to zde­cy­do­wa­ła. Nor­ma nie wie­dzia­ła tak na­praw­dę, czym jest abor­cja. Ja­ko że prze­ry­wa­nie cią­ży by­ło nie­le­gal­ne w sta­nie Tek­sas (tam miesz­ka­ła McCo­rvey), rów­nież ru­chy pro-li­fe nie mu­sia­ły roz­po­czy­nać kam­pa­nii in­for­ma­cyj­nej skie­ro­wa­nej prze­ciw abor­cji. Wresz­cie je­den z le­ka­rzy wska­zał jej ad­res ad­wo­ka­ta, któ­ry zaj­mu­je się znaj­do­wa­niem ro­dzin do ad­op­cji. Sa­rah Wed­ding­ton – bo tak na­zy­wa­ła się praw­nicz­ka – na spo­tka­nie za­pro­si­ła rów­nież swo­ją zna­jo­mą ad­wo­kat Lin­dę Cof­fee. Ich ro­la oka­za­ła się de­mo­nicz­na. Prze­ko­na­ły Nor­mę McCo­rvey (któ­ra przy­ję­ła pseu­do­nim Ja­ne Roe) do oskar­że­nia sta­nu Tek­sas o zmu­sze­nie do no­sze­nia cią­ży. Sto­so­wa­ły przy tym tech­ni­ki ma­ni­pu­la­cyj­ne, nie po­in­for­mo­wa­ły Nor­my, czym w rze­czy­wi­sto­ści jest abor­cja. McCo­rvey, jak sa­ma po la­tach przy­zna­ła, pod­pi­sy­wa­ła do­ku­men­ty bez uprzed­nie­go prze­czy­ta­nia ich. Wśród nich zna­la­zło się oświad­cze­nie, w któ­rym Nor­ma ze­zna­ła, iż po­czę­ła dziec­ko w wy­ni­ku gwał­tu, co nie mia­ło nic wspól­ne­go z rze­czy­wi­sto­ścią.

 

 

Sąd okrę­go­wy od­rzu­cił wnio­sek McCo­rvey. W mię­dzy­cza­sie uro­dzi­ła dziec­ko i od­da­ła je do ad­op­cji. Jed­nak­że re­zo­lut­ne ad­wo­kat­ki nie po­prze­sta­ły na pierw­szej in­stan­cji i po­sta­no­wi­ły od­wo­łać się do Są­du Naj­wyż­sze­go USA. Pro­ces to­czył się pod sil­ny­mi na­ci­ska­mi lob­by pro­abor­cyj­ne­go, pra­sa in­for­mo­wa­ła o to­ku spra­wy. Wed­ding­ton i Cof­fee szcze­gól­ny na­cisk kła­dy na fakt, że ich klient­ka zo­sta­ła zmu­szo­na uro­dzić dziec­ko wbrew wła­snej wo­li.

Wy­rok zo­stał wy­da­ny 22 stycz­nia 1973 r. Sąd Naj­wyż­szy USA nie tyl­ko uchy­lił pra­wo an­ty­abor­cyj­ne w Tek­sa­sie, ale rów­nież re­gu­lo­wał kwe­stię prze­rwa­nia cią­ży we wszyst­kich sta­nach. Sąd użył kla­sycz­ne­go ar­gu­men­tu, we­dług któ­re­go ko­bie­ta „ma pra­wo” de­cy­do­wać o tym, czy chce uro­dzić dziec­ko, czy też je za­mor­do­wać. Od te­go cza­su we wszyst­kich sta­nach USA ko­bie­ty mo­gą do­ko­nać abor­cji „na ży­cze­nie” w pierw­szym try­me­strze cią­ży (pierw­szych trzech mie­sią­cach). Co do prze­rwa­nia cią­ży w dru­gim try­me­strze, Sąd Naj­wyż­szy USA po­sta­no­wił po­zo­sta­wić de­cy­zję po­szcze­gól­nym sta­nom, któ­re jed­nak nie mo­gły cał­ko­wi­cie jej za­ka­zać. W trze­cim try­me­strze za­sad­ni­czo nie po­win­no do­cho­dzić do do­ko­ny­wa­nia abor­cji, jed­nak jest to co­raz częst­sze zja­wi­sko.

Nor­ma McCa­rvey ni­gdy nie do­ko­na­ła abor­cji. Chcąc nie chcąc, sta­ła się sym­bo­lem ru­chu pro­abor­cyj­ne­go w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i na ca­łym świe­cie. Nie­wie­lu zwra­ca uwa­gę na to, że ja­ko je­den z ar­gu­men­tów w pro­ce­sie po­da­wa­no fakt, że Nor­ma mia­ła zo­stać zgwał­co­na, co by­ło kłam­stwem wy­my­ślo­nym przez ad­wo­kat­ki. McCa­rvey w 1992 r. za­czę­ła pra­co­wać w kli­ni­ce abor­cyj­nej, w któ­rej to­wa­rzy­szy­ła ko­bie­tom w cza­sie do­ko­ny­wa­nia „za­bie­gu” prze­ry­wa­nia cią­ży. Wów­czas zo­ba­czy­ła ca­łe zło abor­cji. Przy­ję­ła chrzest we wspól­no­cie me­to­dy­stycz­nej, a wkrót­ce do­ko­na­ła kon­wer­sji do Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go. Obec­nie jest dzia­łacz­ką ru­chu pro-li­fe. Zło­ży­ła rów­nież proś­bę do Są­du Naj­wyż­sze­go USA o re­wi­zję wy­ro­ku z 1973 r. W 2005 r. Sąd od­da­lił jej wnio­sek.

 

Ka­je­tan Raj­ski