Katolicyzm „light”

Ła­two za­uwa­żyć, że od ja­kie­goś cza­su na­stą­pił wy­syp (a tak­że wy­lew) pro­duk­tów na róż­ne spo­so­by „od­chu­dzo­ny­chˮ (li­ght). Wszyst­ko za­czę­ło się od co­li i pi­wa „li­gh­tˮ, a po­tem w skle­pach za­czę­ły po­ka­zy­wać się in­ne pro­duk­ty z tym „do­dat­kie­mˮ w na­zwie – mia­no­wi­cie wę­dli­ny, na­biał, pro­duk­ty zbo­żo­we itp. Pod­sta­wo­wa za­sa­da po­ja­wia­nia się te­go ty­pu wy­ro­bów to mi­ni­ma­li­zo­wa­nie ilo­ści te­go skład­ni­ka, któ­ry – sto­so­wa­ny w nor­mal­nej ilo­ści – mo­że nie­któ­rym oso­bom za­szko­dzić.

foto_01-01_18-2014

Od tych spo­strze­żeń ro­dem z su­per­mar­ke­tu przejdź­my do spraw po­waż­niej­szych. Otóż od wie­lu lat stop­nio­wo ob­ser­wu­je­my ten­den­cję do „roz­wad­nia­niaˮ, „od­chu­dza­niaˮ wia­ry ka­to­lic­kiej – na ta­ką wia­rę „li­ght”. Pod­sta­wo­wa idea kry­ją­ca się za ta­ki­mi pró­ba­mi to chęć uczy­nie­nia wia­ry ła­twiej ak­cep­to­wal­ną dla współ­cze­sne­go czło­wie­ka. Ten­den­cja ta ujaw­nia się w książ­kach ka­to­lic­kich, pra­sie, ka­za­niach i pod­czas na­uki re­li­gii – od przed­szko­li po­czy­na­jąc, na dusz­pa­ster­stwach aka­de­mic­kich koń­cząc. Ale nie tyl­ko. Rok te­mu na Przy­stan­ku Wo­od­stock dzie­siąt­ki ty­się­cy mło­dych usły­sza­ło od bar­dzo zna­ne­go ka­pła­na na­stę­pu­ją­ce sło­wa: „Nic nie przy­je­cha­łem ofe­ro­wać. Ofe­ru­ję sie­bie, swo­je do­świad­cze­nie. Rób­ta co chce­ta!”

Roz­wad­nia­nieˮ ka­to­li­cy­zmu osią­ga się na przy­naj­mniej dwa spo­so­by. Pierw­sza me­to­da to cał­ko­wi­te po­mi­ja­nie prawd, któ­re są uwa­ża­ne dziś za „nie­mod­neˮ lub „zbyt trud­neˮ do zro­zu­mie­nia przez współ­cze­sne­go czło­wie­ka. Na­le­żą tu ta­kie ka­to­lic­kie praw­dy, jak np. na­ucza­nie o grze­chu pier­wo­rod­nym, o grze­chu śmier­tel­nym za­słu­gu­ją­cym na pie­kło, o sa­mym pie­kle ja­ko ta­kim, o czyść­cu, o ist­nie­niu dia­bła, o sied­miu grze­chach głów­nych, o fak­cie ku­sze­nia przez Złe­go, o po­trze­bie i war­to­ści po­ku­ty w po­sta­ci po­stu, o są­dzie szcze­gó­ło­wym każ­de­go czło­wie­ka za­raz po śmier­ci i o są­dzie osta­tecz­nym przy koń­cu świa­ta. Nie­któ­rzy cał­kiem słusz­nie na­zwa­li tę wy­biór­czość co do prawd wia­ry „Ka­wia­ren­ką Ka­to­li­cy­zmˮ.

Dru­ga me­to­da to prze­sad­ne pod­kre­śla­nie przy­jem­nych i ra­do­snych aspek­tów ka­to­li­cy­zmu. Oczy­wi­ście, że one ist­nie­ją i są po­trzeb­ne, ale pod­kre­śla się je zbyt moc­no, np. pierw­szeń­stwo mi­ło­ści (czę­sto bez okre­śle­nia ja­kiej mi­ło­ści), Bo­ża do­broć, mi­ło­sier­dzie i chęć prze­ba­cza­nia wraz z wprost stwier­dza­ną wia­rą w to, że wszy­scy pój­dą do nie­ba. Wer­sja „li­ght” ta­kie­go „od­chu­dzo­ne­goˮ na­ucza­nia to prak­tycz­nie czy­sty hu­ma­ni­ta­ryzm, nie­róż­nią­cy się od na­ucza­nia pro­te­stanc­kie­go.

Obec­ny nu­mer „Dro­gi”, któ­ry trzy­ma­cie w rę­kach, po­świę­co­ny jest od­po­wie­dzi na py­ta­nie: „Co ka­to­lik mo­że?”. Czy stać nas dzi­siaj tyl­ko na wia­rę „li­ght”? Czło­wiek czę­sto bo­wiem py­ta o to, czy da­na rzecz jest czy nie jest jesz­cze grze­chem. Po­wiedz­my otwar­cie, że ta­kie sta­wia­nie spra­wy wy­raź­nie wska­zu­je na sła­bą jesz­cze wia­rę, ro­zu­mia­ną ja­ko ko­niecz­ność uchy­la­nia się od pew­nych za­cho­wań (czę­sto przy­jem­nych) po to, by za­do­wo­lić Bo­ga Oj­ca, któ­ry mógł­by się po­gnie­wać. Nie ma to jed­nak nic wspól­ne­go z wia­rą. Czy oso­bie za­ko­cha­nej trze­ba wy­ja­śniać, co na­le­ży czy­nić, a cze­go nie? Po co? Od­po­wiedź jest pro­sta: „Ro­bię wszyst­ko, co uszczę­śli­wi ukochaną/ uko­cha­ne­go, a wiem to po pro­stu z ser­ca! Nie po­trze­bu­ję pod­ręcz­ni­ka”.

Za­chę­cam was do prze­czy­ta­nia ca­łe­go nu­me­ru „Dro­gi”. Bar­dzo róż­ne i mą­dre po­dej­ście do te­ma­tu mo­że być dla was in­spi­ra­cją na no­wo roz­po­czę­ty rok szkol­ny i ka­te­che­tycz­ny. Przy­glą­daj­cie się świa­tu. Oce­niaj­cie we­dług Ewan­ge­lii. I dzia­łaj­cie – z mło­da mo­cą, tak jak tyl­ko wy po­tra­fi­cie. Do ta­kiej oso­bi­stej od­po­wie­dzi na py­ta­nie „Co ka­to­li­ko­wi wol­no?” – w od­nie­sie­niu do Bo­ga i w opar­ciu o przy­ka­za­nia i Ewan­ge­lię – z ser­ca was dziś za­pra­szam.

 

Ks. Piotr Wró­bel