Z Ka­ro­liną Ulbrych, stre­etwor­kerką Pro­gramu Ak­tyw­no­ści Lo­kal­nej „Stre­etwork – od­kryj po­ten­cjał osie­dla” Miej­skiego Ośrodka Po­mocy Spo­łecz­nej w Kra­ko­wie, roz­ma­wia Agata Gołda

Kim jest stre­etwor­ker?

– To pra­cow­nik uliczny, który spo­tyka się z oso­bami nie w biu­rze, ale w prze­strzeni pu­blicz­nej np. na klatce scho­do­wej w bloku. W Pol­sce nie ist­nieje za­wód stre­etwor­kera. W kra­kow­skim MOPS-ie osoby pra­cu­jące me­todą stre­etwork to pra­cow­nicy so­cjalni. Stre­etwork to praca m.in. w śro­do­wi­sku mło­dych lu­dzi i ich oto­cze­niu, re­ali­zo­wana np. przez to­wa­rzy­sze­nie, rzecz­nic­two in­te­re­sów, tre­ningi kom­pe­ten­cji i umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych (wyj­ścia gru­powe i warsztaty).

Z kim Pani pracuje?

– Z mło­dzieżą w wieku 17–25 lat, po­cho­dzącą z trud­nych śro­do­wisk. Nie­ko­niecz­nie są to osoby o ni­skim sta­tu­sie ma­te­rial­nym lub z ro­dzin, w któ­rych wy­stę­puje prze­moc. Naj­czę­ściej to mło­dzież, która więk­szość czasu spę­dza w ogól­no­do­stęp­nej prze­strzeni pu­blicz­nej i po­trze­buje wspar­cia np. po­mocy psy­cho­lo­gicz­nej, praw­nej, so­cjal­nej czy za­go­spo­da­ro­wa­nia czasu wolnego.

foto_01-03_lipec-2017

Ja­kie cele chce Pani osią­gać w pracy?

– Wy­zna­czamy je in­dy­wi­du­al­nie. Ce­lem może być np. przej­ście do na­stęp­nej klasy, wyj­ście z na­łogu, uwol­nie­nie się z sy­tu­acji prze­mo­co­wej, ale też po­zna­nie moc­nych i sła­bych stron czy roz­wój za­in­te­re­so­wań. Sku­piamy się na ta­kim wspar­ciu osoby, by w jej ży­ciu na­stą­piły zmiany, które po­pra­wią jego jakość.

Jak wy­gląda stre­etwork?

– Pra­cu­jemy w dwu­oso­bo­wych ze­spo­łach. Za­czy­namy zwy­kle „na ulicy”. Wi­dząc po raz ko­lejny te same osoby sie­dzące na ławce w parku, pod­cho­dzimy do nich. Przed­sta­wiamy się. Py­tamy, co sły­chać itp. Sta­ramy się na­wią­zać sku­teczny kon­takt. In­for­mu­jemy o tym, gdzie i kiedy można nas spo­tkać. Mó­wimy też o biu­rze, do któ­rego mogą przyjść. Obec­nie w róż­nych czę­ściach Kra­kowa me­todą stre­etwork działa w ra­mach MOPS-u dzie­więć osób. Więk­szość czasu pracy spę­dzamy poza biu­rem w oto­cze­niu osób, z któ­rymi pracujemy.

Co wtedy robicie?

– Or­ga­ni­zu­jemy wyj­ścia gru­powe: re­kre­acyjne, roz­ryw­kowe i edu­ka­cyjne tj. ba­sen, kino czy mu­zeum. Pro­po­nu­jemy wy­cieczki po Kra­ko­wie i pod­miej­skie, warsz­taty (np. sa­mo­obrony dla ko­biet i pro­fi­lak­tyczne), za­ję­cia ku­li­narne i tur­nieje spor­towe. To jed­nak tylko do­da­tek. Więk­szość mło­dzieży de­cy­duje się na kon­takt z nami, po­nie­waż czę­sto je­ste­śmy je­dy­nymi do­ro­słymi, z któ­rymi mogą w otwarty i bez­pieczny spo­sób po­roz­ma­wiać na każdy te­mat. Za­ufa­nie, au­ten­tycz­ność, otwar­tość na dru­giego czło­wieka i praw­dziwe za­an­ga­żo­wa­nie to fi­lary na­szej pracy. Więk­szość z mo­ich współ­pra­cow­ni­ków to osoby z cha­ry­zmą i za­in­te­re­so­wa­niami, któ­rymi mogą się dzie­lić z innymi.

Zda­rzają się sy­tu­acje niebezpieczne?

– Oso­bi­ście ni­gdy nie czu­łam za­gro­że­nia, z któ­rym nie mo­gła­bym so­bie po­ra­dzić. Dzia­łamy zdro­wo­roz­sąd­kowo. Gdy wi­dzimy grupę ki­bi­ców, któ­rzy praw­do­po­dob­nie są pod wpły­wem al­ko­holu, to do nich nie pod­cho­dzimy. Ba­zu­jemy na do­świad­cze­niu za­wo­do­wym i in­stynk­cie sa­mo­za­cho­waw­czym. Wiele obaw ustę­puje, gdy w każ­dym po­trafi się do­strzec czło­wieka, zo­ba­czyć po­zy­tywne strony i po­zwo­lić mu je w so­bie odkryć.

Czy trudno zmie­nić mło­dych ludzi?

– Je­ste­śmy tylko na­rzę­dziami tej zmiany. Na­szym za­da­niem jest po­ka­za­nie im, że można żyć ina­czej. Nie chcemy ni­kogo zmie­niać na siłę. Mło­dzież weź­mie tyle, ile chce i w da­nej chwili może udźwi­gnąć. Stre­etwor­ker­skie ocze­ki­wa­nia są tu­taj dru­go­pla­nowe. Je­ste­śmy dla nich, nie oni dla nas.

Ja­kie jest Pani naj­więk­sze osiągniecie?

– Każda, na­wet drobna, zmiana w ży­ciu mło­dego czło­wieka to sukces.

Dzię­kuję za rozmowę.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Drogi”. Za­chę­camy do pre­nu­me­raty. O „Drogę” py­taj­cie także w swo­ich parafiach.

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: