Jedna kobieta, dwudziestu urzędników i przymusowa aborcja

Jest rok 1997. He­idi Fu wraz ze swo­im mę­żem Bo­bem de­cy­du­ją się na de­spe­rac­ką uciecz­kę z Chin. He­idi za­szła w cią­żę bez obo­wiąz­ko­we­go „po­zwo­le­nia na dziec­ko”. Gdy­by po­zo­sta­ła w kra­ju, nie­mal na pew­no zmu­szo­no by ją do abor­cji.

He­idi uda­ło się uciec, gdyż ukry­ła swą cią­żę i uda­jąc, że chce wy­je­chać na wa­ka­cje, wy­ku­pi­ła wy­ciecz­kę za­gra­nicz­ną. Dziś ra­zem z mę­żem Bo­bem miesz­ka­ją w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i sta­ra­ją się po­ma­gać ro­da­kom po­przez za­ło­żo­ną przez sie­bie fun­da­cję Chi­na Aid. Bob Fu opi­sał ich hi­sto­rię w świet­nej au­to­bio­gra­ficz­nej książ­ce „Taj­ny agent Bo­ga”.

foto_01-01_20-2016

23-let­nia Jian­mei Feng nie mia­ła ty­le szczę­ścia co Bob i He­idi. Sta­ra­ła się unik­nąć obo­wiąz­ko­wych wi­zyt u gi­ne­ko­lo­ga, do któ­re­go Chin­ki mu­szą zgła­szać się re­gu­lar­nie, by udo­wod­nić, że nie są w cią­ży. Mi­mo de­spe­rac­kich prób ukry­cia od­mien­ne­go sta­nu zo­sta­ła od­na­le­zio­na przez biu­ro pla­no­wa­nia ro­dzi­ny w Zhen­ping w pół­noc­no-środ­ko­wych Chi­nach. Si­łą wy­wle­czo­no ją w do­mu, uśpio­no za­strzy­kiem i za­bi­to jej – już wów­czas sied­mio­mie­sięcz­ne – nie­na­ro­dzo­ne dziec­ko. W szpi­ta­lu od­na­la­zła ją bra­to­wa a zro­bio­ne przez nią zdję­cie nie­przy­tom­nej dziew­czy­ny i le­żą­ce­go obok niej mar­twe­go ma­leń­stwa obie­gło ser­wi­sy spo­łecz­no­ścio­we. Część ro­da­ków na­zwa­ła Jian­mei zdraj­czy­nią, bo na­gło­śnie­nie jej hi­sto­rii za gra­ni­cą wy­wo­ła­ło kry­tycz­ne ko­men­ta­rze na te­mat chiń­skiej po­li­ty­ki lud­no­ścio­wej.

Bła­ga­nia o li­tość

33-let­nia Liu Xi­ven zo­sta­ła w środ­ku no­cy wy­cią­gnię­ta z łóż­ka i si­łą prze­wie­zio­na do pla­ców­ki, w któ­rej do­ko­na­no abor­cji jej sze­ścio­mie­sięcz­ne­go dziec­ka. Po jed­ną ko­bie­tę przy­szło aż dwu­dzie­stu urzęd­ni­ków. Liu Xi­ven mia­ła już kil­ku­let­nie­go sy­na i nie by­ła w sta­nie za­pła­cić ka­ry za dru­gie dziec­ko. Bła­ga­nia o li­tość nic nie po­mo­gły.

Każ­de­go dnia w Chi­nach za­bi­ja­nych jest 35 ty­się­cy nie­na­ro­dzo­nych dzie­ci. Pod­czas nie­bez­piecz­nych za­bie­gów wie­lo­krot­nie umie­ra­ją rów­nież ko­bie­ty. Ro­dzi­com za­le­ży na tym, że­by – je­śli do­sta­ją po­zwo­le­nie tyl­ko na jed­ne­go po­tom­ka – za­cho­wać przy ży­ciu sy­na, mo­gą­ce­go w przy­szło­ści utrzy­mać ro­dzi­nę. Ni­ko­go nie dzi­wią ma­so­we za­bój­stwa dziew­czy­nek – przed i po na­ro­dze­niu. Ko­bie­ty, któ­re chcą zna­leźć pra­cę, mu­szą przed­sta­wić przy­szłym pra­co­daw­com spe­cjal­ny cer­ty­fi­kat pla­no­wa­nia ro­dzi­ny, czy­li do­ku­ment po­świad­cza­ją­cy, że nie ma­ją żad­ne­go „nie­le­gal­ne­go” dziec­ka. Je­śli przy oka­zji urzęd­ni­cy od­kry­ją, że ko­bie­ta jed­nak po­sia­da ta­kie „nie­le­gal­ne” dziec­ko, zo­sta­je pod­da­na przy­mu­so­wej ste­ry­li­za­cji a na­wet za­mknię­ta w wię­zie­niu. W cza­sie pro­ce­su – w prze­ci­wień­stwie do wszyst­kich in­nych prze­stęp­ców – nie ma pra­wa do ad­wo­ka­ta. „Nie­le­gal­ne” dzie­ci nie ma­ją pra­wa do opie­ki zdro­wot­nej ani do edu­ka­cji. Lu­dzie bo­ją się mó­wić o ma­ka­brycz­nych za­bój­stwach, bo za ja­ką­kol­wiek kry­ty­kę ko­mu­ni­stycz­nej wła­dzy gro­żą ostre szy­ka­ny. Trud­no uwie­rzyć, że w cza­sie, kie­dy pi­szę ten tekst, w Chi­nach zo­sta­ło za­bi­tych kil­ka­set nie­na­ro­dzo­nych dzie­ci. Mię­dzy­na­ro­do­we or­ga­ni­za­cje zaj­mu­ją­ce się pra­wa­mi czło­wie­ka nie­zbyt chęt­nie po­ru­sza­ją te­mat roz­gry­wa­ją­ce­go się w tym kra­ju bar­ba­rzyń­stwa. Chi­ny są dla wie­lu państw klu­czo­wym part­ne­rem go­spo­dar­czym. W cza­sie mię­dzy­na­ro­do­wych spo­tkań przy­wód­cy świa­ta mil­czą i w tro­sce o wła­sne in­te­re­sy przy­my­ka­ją oczy na dra­mat mi­lio­nów Chiń­czy­ków.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc