Jak pomóc osobie pełnosprawnej?

Jak się za­cho­wać w kon­tak­cie z oso­bą nie­peł­no­spraw­ną? Co moż­na zro­bić, a cze­go nie, by nie ura­zić lub nie zra­zić do sie­bie oso­by z nie­peł­no­spraw­no­ścią? Jak się w jej to­wa­rzy­stwie za­cho­wy­wać?

Jak nie lu­bię być trak­to­wa­ny/-a? Nie­na­tu­ral­nie, z nad­gor­li­wo­ścią, pro­tek­cjo­nal­nie? Bo z tym ko­ja­rzy się ob­cho­dze­nie się z kimś „jak z jaj­kiem”, tzw. cac­ka­nie się. Słow­nik po­da­je, że to tak­że po­dej­ście z ostroż­no­ścią, ze szcze­gól­ną de­li­kat­no­ścią. To przy­jem­niej brzmi, cho­ciaż sło­wo „szcze­gól­na” znów spra­wia, że się je­ży­my. Bo po co ta szcze­gól­ność? Wo­li­my być trak­to­wa­ni „z ja­jem” czy­li bar­dziej na­tu­ral­nie, z uśmie­chem, dow­ci­pem, szczyp­tą sza­leń­stwa. Jed­nym sło­wem: z ży­ciem!

Czy każ­dy tak wo­li?

Nie­ko­niecz­nie. Je­śli ktoś jest otwar­ty, eks­tra­wer­tycz­ny, ener­gicz­ny, to tak wo­li: szyb­ciej skra­cać dy­stans, nie ob­wi­jać w ba­weł­nę. Ale oso­by nie­śmia­łe, za­mknię­te w so­bie i me­lan­cho­lij­ne pew­nie wo­la­ły­by tę ostroż­ność, a już na pew­no de­li­kat­ność. I po­trze­bu­ją wię­cej cza­su na oswo­je­nie się z no­wy­mi ludź­mi i sy­tu­acja­mi.

Fot. 123rf.com – Ol­ga Yastrem­ska and Le­onid Yastrem­skiy

Czy­li naj­bez­piecz­niej w kon­tak­cie z dru­gą oso­bą za­cho­wy­wać się na­tu­ral­nie. To zna­czy zgod­nie z wła­snym uspo­so­bie­niem i tym, jak „czy­ta­my” te­go dru­gie­go. Z uważ­no­ścią na nie­go i na sie­bie. Jak to „na sie­bie”?! Prze­cież roz­ma­wia­my o kon­tak­cie z oso­bą nie­peł­no­spraw­ną fi­zycz­nie!

Kwe­stie tech­nicz­ne

War­to za­cząć od py­ta­nia: jak lu­bię być trak­to­wa­ny/-a? Mi­mo że nie mam żad­nej fi­zycz­nej nie­peł­no­spraw­no­ści. Po­mi­mo te­go ta­ka re­flek­sja ma sens, tak­że w od­nie­sie­niu do to­wa­rzy­stwa osób nie­peł­no­spraw­nych. Bo w na­wią­za­niu i bu­do­wa­niu zna­jo­mo­ści z dru­gą oso­bą, w re­la­cji, któ­ra z cza­sem mo­że się prze­ro­dzić w przy­jaźń czy bli­skość, co za zna­cze­nie ma ja­kieś ogra­ni­cze­nia fi­zycz­ne? To są, moż­na po­wie­dzieć, „kwe­stie tech­nicz­ne”. Dla­te­go waż­ne są obie stro­ny, umow­nie na­zwa­ne: Peł­no­spraw­ną i Nie­peł­no­spraw­ną. Obu po­mo­że świa­do­mość wła­snych od­czuć wo­bec te­go, co im po­ma­ga, a co prze­szka­dza czuć się ze so­bą swo­bod­nie. Peł­no­spraw­na nie­chaj zda so­bie spra­wę z wła­sne­go lę­ku, onie­śmie­le­nia, nie­pew­no­ści wo­bec Nie­peł­no­spraw­nej. A Nie­peł­no­spraw­na nie­chaj zro­bi… to sa­mo w dru­gą stro­nę. Po­tem war­to o tym po­ga­dać. Udzie­lić so­bie wszel­kich po­trzeb­nych in­for­ma­cji, któ­re, wspo­mnia­ne wy­żej, kwe­stie tech­nicz­ne, uprosz­czą. Np.:

– Prze­stra­szy­łam się, kie­dy za­ha­czy­łaś ku­lą o po­ręcz! Spa­ni­ko­wa­łam! Nie wiem, czy cię w ta­kich ra­zach chwy­tać choć­by za kap­tur blu­zy?

– Spo­ko, cza­sem o coś za­wa­dzę le­wą ku­lą, ale ma­newr wy­cho­dze­nia z tej opre­sji mam opa­no­wa­ny. Wo­lę się sa­ma ogar­niać. Jak na­po­tka­my ja­kąś prze­szko­dę nie do prze­by­cia dla mnie, to cię po­pro­szę o po­moc.

Bez osa­cza­nia

War­to się umó­wić, że to Nie­peł­no­spraw­ny da­je znać, kie­dy i ja­kiej po­mo­cy po­trze­bu­je. To on wie le­piej. Peł­no­spraw­ne­mu rów­nie czę­sto mo­że nie star­czyć wy­obraź­ni jak i mo­że osa­czyć na­do­pie­kuń­czo­ścią.

Co moż­na zro­bić, a cze­go nie moż­na zro­bić, by cię nie ura­zić? Jak się za­cho­wy­wać w two­im to­wa­rzy­stwie ?”- to py­ta­nia, któ­re so­bie na­wza­jem za­da­je­my i na któ­re od­po­wia­da­my w kon­tak­cie z każ­dym czło­wie­kiem. Ta roz­mo­wa w du­żej mie­rze to­czy się po­za sło­wa­mi. Je­że­li sza­nu­je­my lu­dzi i je­ste­śmy sie­bie na­wza­jem cie­ka­wi, to od­naj­dzie­my dro­gę. W swo­im tem­pie, wła­sny­mi sło­wa­mi, uśmie­chem, zdzi­wio­nym spoj­rze­niem, znie­cier­pli­wie­niem, in­nym ra­zem wy­ro­zu­mia­ło­ścią. Uczy­my się je­den dru­gie­go. Po­zna­je­my „in­struk­cje ob­słu­gi” Ka­si i Aga­ty, Jac­ka, Be­aty, Rom­ka.

Każ­dy po­trze­bu­je

Z cza­sem wszyst­ko się wy­mie­sza. Nie­peł­no­spraw­ność rzu­ca­ją­ca się na pierw­szy rzut oka u Ka­si, oka­zu­je się ni­czym wo­bec tej nie­wi­docz­nej u Be­aty. Nie wia­do­mo, kto ko­go bar­dziej wspie­ra. Te­go się nie mie­rzy i nie wa­ży. Ob­da­ro­wu­je­my się na­wza­jem. Nikt nie po­trze­bu­je li­to­ści czy ła­ski. Każ­dy po­trze­bu­je dru­gie­go czło­wie­ka.

An­na Ku­char­ska-Zyg­munt, psy­cho­log

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.