Jak odnaleźć swoje powołanie?

Naj­le­piej to py­ta­nie „za­dać” oso­bom, któ­re od­na­la­zły się w pla­nie Bo­żym i z po­wo­dze­niem go re­ali­zu­ją.

Nie trzy­maj się kur­czo­wo „pla­nu na ży­cie”

Nie­któ­re oso­by ma­ją plan na ży­cie i są prze­ko­na­ne, że wy­star­czy się go trzy­mać, by sen­sow­nie je prze­żyć. Jed­nak na­sze wy­obra­że­nia bar­dzo czę­sto roz­mi­ja­ją się z Bo­ży­mi pla­na­mi. Le­kar­ka Ju­sty­na Wal­czak chcia­ła sku­pić się na ka­rie­rze i pra­cy na­uko­wej. Na po­cząt­ku mał­żeń­stwa są­dzi­ła, że bę­dzie mia­ła jed­no dziec­ko do­pie­ro po uzy­ska­niu dok­to­ra­tu.

Oka­za­ło się ina­czej. Po uro­dze­niu trze­cie­go dziec­ka zre­zy­gno­wa­ła z pra­cy. Od­na­la­zła swo­je po­wo­ła­nie w by­ciu mat­ką, i to mat­ką dzie­się­cior­ga dzie­ci! Zna­la­zła na­wet czas, aby to opi­sać w książ­ce „Dom pe­łen ko­smi­tów”. Nic dziw­ne­go, że mąż okre­śla ją w po­dzi­wie mia­nem „ho­use ma­na­ger”.

foto_01-01_10-2014

Nie igno­ruj sy­gna­łów Pa­na Bo­ga

Cza­sa­mi Bóg in­ter­we­niu­je w ewi­dent­ny spo­sób. W przy­pad­ku o. Jo­achi­ma Ba­de­nie­go po­przez kil­ka prze­żyć mi­stycz­nych. W cią­gu jed­ne­go dnia roz­bu­dzi­ły w roz­ryw­ko­wym mło­dzień­cu po­wo­ła­nie do za­ko­nu do­mi­ni­ka­nów i głód eu­cha­ry­stycz­ny. Każ­dy z tych zna­ków mło­dy Ba­de­ni mógł zi­gno­ro­wać lub od­rzu­cić. Te kil­ka „Bo­żych sy­gna­łów” nie ode­bra­ło mu wol­nej wo­li. Pan Bóg sza­nu­je ludz­ką wol­ność.

Za­wsze są ja­kieś zna­ki. To nie przy­pa­dek, że uro­dzi­li­śmy się w ta­kiej, a nie in­nej ro­dzi­nie, w tym, a nie in­nym miej­scu, w tym, a nie in­nym cza­sie. To nie przy­pa­dek, że spo­tka­ły nas ta­kie do­świad­cze­nia. Na­wet te naj­gor­sze. Być mo­że dzię­ki nim bę­dzie­my przy­go­to­wa­ni do ja­kie­goś za­da­nia le­piej niż in­ni. Tyl­ko jak roz­po­znać to ży­cio­we za­da­nie? Nie­ła­twe py­ta­nie.

Za­ufaj Bo­gu, On wie le­piej

Bóg przy­go­to­wał ks. Mar­ka Bał­wa­sa do mi­sji, nie wy­ja­wia­jąc mu swo­ich pla­nów. Za­chę­cił go, by za­jął się nie­peł­no­spraw­ny­mi i na­uczył się da­wać im ra­dość. Nie­spo­dzie­wa­nie, w wy­ni­ku wy­pad­ku, ks. Ma­rek utra­cił wła­dzę nad swo­imi no­ga­mi. Wie­dział już jed­nak, jak bę­dzie wy­glą­dać je­go ży­cie, dla­te­go nie wpadł w pa­ni­kę.

Na do­da­tek prze­kuł tę sła­bość na świa­dec­two prze­ka­zy­wa­ne w set­kach pa­ra­fii w Pol­sce. Jest re­ko­lek­cjo­ni­stą na wóz­ku. Tak tra­gicz­na – w ludz­kim po­ję­ciu – sy­tu­acja oka­za­ła się być owoc­na, wręcz zba­wien­na dla in­nych. Ks. Ma­rek na­zy­wa sie­bie „osioł­kiem na kół­kach”, na­wią­zu­jąc do ośli­cy, na któ­rej Pan Je­zus wje­chał do Je­ro­zo­li­my.

Kie­dy już znaj­dziesz, bądź wier­ny

Każ­dy z nas otrzy­mał do prze­by­cia wła­sną dro­gę, wła­sne po­wo­ła­nie. Od wier­no­ści te­mu po­wo­ła­niu za­le­ży sens me­go ist­nie­nia: Two­ja chwa­ła, a na­sza za­słu­ga na szczę­ście wie­ku­iste. Spraw Pa­nie, abym zro­zu­miał me po­wo­ła­nie na każ­dy dzień i daj mi Twą Ła­skę, abym mu był wier­ny”. Tak mo­dlił się Je­rzy Cie­siel­ski, in­ży­nier bu­dow­nic­twa i na­uczy­ciel aka­de­mic­ki, któ­re­mu przy­słu­gu­je dziś chlub­ne okre­śle­nie: Czci­god­ny Słu­ga Bo­ży.

Ca­łe swo­je ży­cie ro­dzin­ne i za­wo­do­we poj­mo­wał ja­ko za­da­nie po­sta­wio­ne mu przez Bo­ga. Przy­jaź­nił się z ks. Ka­ro­lem Woj­ty­łą, z któ­rym czę­sto roz­ma­wiał o sa­kra­men­cie mał­żeń­stwa ja­ko po­wo­ła­niu dwoj­ga lu­dzi oraz o pra­cy za­wo­do­wej, któ­ra rów­nież mo­że być ele­men­tem chrze­ści­jań­skie­go po­wo­ła­nia. W swo­im ży­ciu łą­czył za­an­ga­żo­wa­nie w roz­ma­ite ak­tyw­no­ści, któ­re za­wsze po­strze­gał w nad­przy­ro­dzo­nym kon­tek­ście. Obo­wiąz­ki oj­ca wy­peł­niał wzo­ro­wo, aż do śmier­ci, któ­ra za­sko­czy­ła go w ka­ju­cie stat­ku pod­czas usy­pia­nia dzie­ci.

Naj­ciem­niej pod la­tar­nią

Two­im po­wo­ła­niem nie mu­si być spek­ta­ku­lar­ne dzie­ło, któ­re do­cze­ka się fil­mu czy wy­róż­nień pań­stwo­wych. Nie o to prze­cież cho­dzi! Mo­że Pan Bóg chce, byś od­na­lazł szczę­ście w jak naj­lep­szym wy­peł­nie­niu za­da­nia, któ­re masz tuż przed no­sem?

 

Mi­chał Nie­niew­ski