Istnienia Jezusa nie da się podważyć!

Tak­że dziś lu­dzie pod­li naj­chęt­niej po raz dru­gi ska­za­li­by Je­zu­sa na śmierć i pil­no­wa­li, że­by już ni­gdy nie wy­szedł z gro­bu. Jed­nym ze spo­so­bów „no­wo­cze­sne­go” ska­zy­wa­nia Je­zu­sa na śmierć jest twier­dze­nie, że On ni­gdy nie ist­niał.

Co ja­kiś czas po­ja­wia­ją się lu­dzie, któ­rzy pod­da­ją w wąt­pli­wość to, czy Je­zus ist­niał na­praw­dę. Jak to jest moż­li­we, że ktoś uzna­je za po­stać mi­to­lo­gicz­ną ko­goś naj­bar­dziej zna­ne­go w hi­sto­rii ludz­ko­ści, kto w ra­dy­kal­ny spo­sób zmie­nił dzie­je te­go świa­ta, za ko­go mi­lio­ny mę­czen­ni­ków od­da­ło ży­cie i kto jest naj­więk­szym au­to­ry­te­tem mo­ral­nym dla co naj­mniej mi­liar­da osób w na­szych cza­sach? Od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie sta­nie się oczy­wi­sta wte­dy, gdy uświa­do­mi­my so­bie, czym cha­rak­te­ry­zu­je się czło­wiek świę­ty.

Chry­stus nio­są­cy krzyż, El Gre­co, ok. 1578 r.

Lu­dzie pod­li bo­ją się świę­to­ści

Czło­wiek świę­ty to ktoś, kto cie­szy i fa­scy­nu­je lu­dzi szla­chet­nych, kto nie­po­koi tych, któ­rzy grze­szą i ko­go chcą za­bić lu­dzie pod­li. Tak by­ło na przy­kład ze św. Ja­nem Paw­łem II. Lu­dzie szla­chet­ni przy­jeż­dża­li do nie­go z ca­łe­go świa­ta, że­by cho­ciaż na chwi­lę go zo­ba­czyć. Grzesz­ni­kom przy Pa­pie­żu trzę­sły się rę­ce z nie­po­ko­ju i po­czu­cia wi­ny, a lu­dzie pod­li wy­sła­li płat­ne­go mor­der­cę, że­by go za­strze­lił. Po­dob­nie by­ło z ks. Je­rzym Po­pie­łusz­ką. Lu­dzie uczci­wi wszę­dzie go szu­ka­li, grzesz­ni­cy przy nim się nie­po­ko­ili, a lu­dzie prze­wrot­ni po­rwa­li go i w be­stial­ski spo­sób za­mę­czy­li na śmierć. Naj­więk­szym świę­tym, ja­ki cho­dził po tej Zie­mi, był wcie­lo­ny Syn Bo­ży, Je­zus Chry­stus. On był sa­mą mi­ło­ścią i świę­to­ścią, we wszyst­kim po­dob­ny do nas, oprócz grze­chu. To wła­śnie dla­te­go lu­dzie szla­chet­ni szli za Nim z en­tu­zja­zmem na­wet na pu­sty­nię. Lu­dzie grzesz­ni spusz­cza­li przed Nim gło­wy i bła­ga­li Go o li­tość, a lu­dzie pod­li po­sta­no­wi­li Go za­bić i ska­za­li Go na śmierć krzy­żo­wą.

Wo­bec Je­zu­sa nikt z lu­dzi nie jest w sta­nie przejść obo­jęt­nie. Każ­dy z nas czu­je, że to ktoś wy­jąt­ko­wy i je­dy­ny w ca­łej hi­sto­rii. Tak­że w na­szych cza­sach ci, któ­rzy ko­cha­ją, szcze­rym ser­cem szu­ka­ją Je­zu­sa i ży­ją z Nim w przy­jaź­ni. Ci, któ­rzy grze­szą i chcą się na­wra­cać, przy­cho­dzą do Je­zu­sa za­wsty­dze­ni, wy­zna­ją swo­je wi­ny jak syn mar­no­traw­ny i pro­szą Go o mi­ło­sier­dzie. Na­to­miast ci, któ­rzy nie ko­cha­ją i nie chcą się zmie­niać, pa­trzą na Je­zu­sa z nie­na­wi­ścią, gdyż Je­go ist­nie­nie jest dla nich nie­zno­śnym wy­rzu­tem su­mie­nia. W swo­jej na­iw­no­ści my­ślą, że zło, któ­re czy­nią, nie jest aż tak wiel­kim złem, je­śli so­bie wmó­wią, że Bóg nie ist­nie­je. To wła­śnie dla­te­go tak­że w XXI wie­ku lu­dzie pod­li naj­chęt­niej po raz dru­gi ska­za­li­by Je­zu­sa na śmierć i pil­no­wa­li, że­by już ni­gdy nie wy­szedł z gro­bu. Jed­nym ze spo­so­bów „no­wo­cze­sne­go” ska­zy­wa­nia Je­zu­sa na śmierć jest twier­dze­nie, że On ni­gdy nie ist­niał.

Po­gań­scy hi­sto­ry­cy o Je­zu­sie

Po­wąt­pie­wa­nie w to, czy Je­zus jest po­sta­cią hi­sto­rycz­ną, świad­czy o nie­wie­dzy tych, któ­rzy ta­kie twier­dze­nia wy­po­wia­da­ją. O Je­go ist­nie­niu świad­czą nie tyl­ko Li­sty św. Paw­ła, na­pi­sa­ne 25–30 lat po śmier­ci Je­zu­sa oraz Ewan­ge­lie, któ­re po­wsta­ły kil­ka­dzie­siąt lat po wy­da­rze­niach, któ­re opi­su­ją i któ­rych świad­ka­mi by­ły ty­sią­ce lu­dzi. Rze­czy­wi­ste ist­nie­nie Je­zu­sa po­twier­dza­ją tak­że sta­ro­żyt­ni hi­sto­ry­cy po­gań­scy, któ­rzy by­li Mu nie­życz­li­wi, a w naj­lep­szym przy­pad­ku neu­tral­ni wo­bec Nie­go. Po­pa­trz­my na nie­któ­re z hi­sto­rycz­nych za­pi­sów.

Pierw­szym nie­chrze­ści­jań­skim au­to­rem, któ­ry na­pi­sał o Je­zu­sie, był ży­dow­ski hi­sto­ryk Jó­zef Fla­wiusz. Oko­ło ro­ku 93 po na­ro­dzi­nach Je­zu­sa wy­dał on „Daw­ne dzie­je Izra­ela”. W swo­jej kro­ni­ce pi­sze m.in.: „W tym cza­sie żył Je­zus, czło­wiek mą­dry, je­że­li w ogó­le moż­na go na­zwać czło­wie­kiem. Czy­nił bo­wiem rze­czy nie­zwy­kłe i był na­uczy­cie­lem lu­dzi, któ­rzy z ra­do­ścią przyj­mo­wa­li praw­dę. Po­szło za nim wie­lu Ży­dów, ja­ko też po­gan. On to był Chry­stu­sem. A gdy wsku­tek do­nie­sie­nia naj­zna­ko­mit­szych u nas mę­żów, Pi­łat za­są­dził go na śmierć krzy­żo­wą, je­go daw­ni wy­znaw­cy nie prze­sta­li go mi­ło­wać. Al­bo­wiem trze­cie­go dnia uka­zał im się znów ja­ko ży­wy. I od­tąd, aż po dzień dzi­siej­szy, ist­nie­je spo­łecz­ność chrze­ści­jan, któ­rzy od nie­go otrzy­ma­li tę na­zwę”.

O Je­zu­sie pi­sze też hi­sto­ryk Ta­cyt, któ­ry żył w la­tach 56–120: „Aby zni­we­czyć ha­ła­śli­we wie­ści, Ne­ron pod­su­nął win­nych i na naj­bar­dziej wy­szu­ka­ne ka­ry od­dał tych, któ­rych lud­ność ja­ko znie­na­wi­dzo­nych z po­wo­du ich zbrod­ni na­zy­wa chrze­ści­ja­na­mi. Twór­ca tej na­zwy Chry­stus za rzą­dów Ty­be­riu­sza zo­stał przez pro­ku­ra­to­ra Pon­cju­sza Pi­ła­ta ska­za­ny na śmierć”. Fakt ist­nie­nia Je­zu­sa po­twier­dza­ją in­ni hi­sto­ry­cy sta­ro­żyt­no­ści – Pli­niusz Młod­szy (62–113), Lu­kian z Sa­mo­sa­ty (ok. 125 – 180) i Cel­sus (II w.). Lu­kian na­pi­sał: „Do dziś czczą jak wia­do­mo tam­te­go wiel­kie­go czło­wie­ka, ukrzy­żo­wa­ne­go w Pa­le­sty­nie za to, że wpro­wa­dził mię­dzy lu­dzi te no­we ob­rzę­dy”. O hi­sto­rycz­no­ści Je­zu­sa pi­szą po­nad­to au­to­rzy ży­dow­scy czy­li ra­bi­ni, zwłasz­cza w Tal­mu­dzie Ba­bi­loń­skim.

Współ­cze­śni na­śla­dow­cy He­ro­da

W słyn­nym mu­si­ca­lu „Je­sus Christ Su­per­star” jest sce­na szcze­gól­nie za­pa­da­ją­ca w pa­mięć. Oto Je­zu­sa ska­za­ne­go na śmierć pro­wa­dzą do kró­la He­ro­da, któ­ry mógł­by Go jesz­cze ura­to­wać. He­rod jest czło­wie­kiem nie­mo­ral­nym i pró­bu­je so­bie kpić z Je­zu­sa. W prze­śmiew­czy spo­sób żą­da od Nie­go ja­kie­goś cu­du. W tej sy­tu­acji Je­zus w ogó­le się nie od­zy­wa. He­rod nie wy­trzy­mu­je kon­fron­ta­cji ze spo­ko­jem Je­zu­sa i wy­krzy­ku­je: „get out from my li­fe!” (wy­noś się z mo­je­go ży­cia!).

Na grun­cie na­uki ża­den czło­wiek nie jest w sta­nie za­prze­czyć hi­sto­rycz­ne­mu ist­nie­niu Je­zu­sa. Do­wo­dy na Je­go ist­nie­nie są zbyt oczy­wi­ste. W tej sy­tu­acji nie­któ­rzy pró­bu­ją za­prze­czać te­mu, że Je­zus zmar­twych­wstał i że po­wró­cił do apo­sto­łów. Ta­cy lu­dzie twier­dzą, że Je­zus wpraw­dzie ist­niał i był wręcz naj­bar­dziej szla­chet­nym czło­wie­kiem w hi­sto­rii ludz­ko­ści, ale że nie był Bo­giem. Te­go ty­pu twier­dze­nie jest nie­lo­gicz­ne i sprzecz­ne z oczy­wi­sty­mi fak­ta­mi. Otóż Je­zus wprost mó­wił, że sta­no­wi ze swo­im Oj­cem w Nie­bie jed­no, że dzia­ła w imie­niu Bo­ga i że ma wła­dzę rów­ną Bo­gu. Czy­ni cu­da, wskrze­sza i od­pusz­cza grze­chy. Zo­stał ska­za­ny na śmierć przez An­na­sza i Kaj­fa­sza wła­śnie za to, że uwa­żał sie­bie za Bo­ga. Je­śli ktoś twier­dzi, że Je­zus był naj­bar­dziej szla­chet­nym czło­wie­kiem w hi­sto­rii ludz­ko­ści, a jed­no­cze­śnie twier­dzi, że nie był Bo­giem, to czy­ni z Je­zu­sa kłam­cę lub cho­re­go psy­chicz­nie. A kłam­ca czy ktoś za­bu­rzo­ny nie mo­że być uzna­wa­ny za naj­bar­dziej wy­jąt­ko­we­go czło­wie­ka w ca­łej hi­sto­rii.

Za lub prze­ciw Je­zu­so­wi

Je­zus nie zo­sta­wia nam wy­bo­ru: al­bo za­chwy­ca­my się Je­go mą­dro­ścią i Je­go mi­ło­ścią aż do od­da­nia za nas ży­cia na krzy­żu, al­bo wma­wia­my so­bie, że był to ja­kiś nie­szczę­śnik, któ­ry nie wie­dział, kim jest. Gdy ktoś po­stę­pu­je w spo­sób nie­god­ny czło­wie­ka, to dla „uspo­ko­je­nia” su­mie­nia cho­wa się przed Je­zu­sem i wma­wia so­bie, że On w ogó­le nie ist­niał, że nie był Bo­giem, al­bo że nie jest dla nas waż­ny.

Dwa ty­sią­ce lat te­mu ten Bóg przy­szedł do nas oso­bi­ście, cho­ciaż z gó­ry wie­dział, że źli lu­dzie ska­rzą Go na śmierć. Od­tąd już wie­my, że Bóg nie tyl­ko ist­nie­je, ale że Twój i mój los jest dla Nie­go waż­niej­szy niż Je­go wła­sny los.

Na grun­cie na­uki ża­den czło­wiek nie jest w sta­nie za­prze­czyć hi­sto­rycz­ne­mu ist­nie­niu Je­zu­sa. Do­wo­dy na Je­go ist­nie­nie są zbyt oczy­wi­ste.

ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.