I odpuść nam nasze winy…

Bóg chce każ­de­mu od­pu­ścić grze­chy z prze­szło­ści, że­by­śmy tu i te­raz ży­li w mi­ło­ści i ra­do­ści. Wa­run­kiem da­ro­wa­nia win jest na­sze na­wró­ce­nie.

Grzech to ta­kie za­cho­wa­nie, przez któ­re wy­rzą­dza­my krzyw­dę sa­mym so­bie lub in­nym lu­dziom, bo nie słu­cha­my Bo­ga. Stwór­ca nie ob­ra­ża się wte­dy – ani nas nie ka­rze – lecz cier­pi z na­mi oraz z ty­mi, któ­rych krzyw­dzi­my. Bóg przy­szedł do nas oso­bi­ście w ludz­kiej na­tu­rze, gdyż chciał być ostat­nim skrzyw­dzo­nym. Pra­gnie, że­by­śmy, wzru­sze­ni Je­go mi­ło­ścią aż do krzy­ża, od­tąd jed­ni dru­gich ko­cha­li. Wte­dy znik­ną krzyw­dy i cier­pie­nia. Gdy nie kie­ru­je­my się De­ka­lo­giem i mi­ło­ścią Bo­ga, to sta­je­my się po­dob­ni do sy­nów Ja­ku­ba, któ­rzy wła­sne­go bra­ta sprze­da­li do nie­wo­li egip­skiej. Je­ste­śmy też wte­dy po­dob­ni do sy­na mar­no­traw­ne­go, któ­ry nie­mal śmier­tel­nie skrzyw­dził sa­me­go sie­bie. Uzna­nie wła­snych grze­chów i po­sta­no­wie­nie po­pra­wy to wa­run­ki, że­by Bóg prze­ba­czył nam złą prze­szłość. Bóg nie sta­wia gra­nic swe­mu mi­ło­sier­dziu, jed­nak nie wszy­scy ko­rzy­sta­ją z Je­go mi­ło­sier­nej mi­ło­ści. Gdyż nie wszy­scy uzna­ją swo­je wi­ny, na­wra­ca­ją się i za­czy­na­ją ko­chać.

Fot. pixabay.com

Ja­ko i my od­pusz­cza­my…

Dru­gim, obok na­wró­ce­nia, wa­run­kiem od­pusz­cze­nia grze­chów, jest na­sze mi­ło­sier­dzie wo­bec bliź­nich. Je­śli my nie prze­ba­cza­my, to nie uwie­rzy­my, że Bóg prze­ba­cza. Gdy ktoś nas skrzyw­dził, to w ser­cu od ra­zu po­win­ni­śmy prze­ba­czyć. Jed­nak po­wie­my o tym krzyw­dzi­cie­lo­wi do­pie­ro wte­dy, gdy prze­sta­nie nas krzyw­dzić, gdy na­wró­ci się, gdy prze­pro­si i za­cznie wy­na­gra­dzać. Je­śli na­to­miast na­dal pró­bu­je nas krzyw­dzić, to po­win­ni­śmy mi­mo to go ko­chać i ni­gdy się nie mścić. Na­to­miast tu i te­raz po­win­ni­śmy się przed nim sta­now­czo bro­nić po to, że­by nie stał się jesz­cze więk­szym krzyw­dzi­cie­lem. Trze­ba od­róż­niać prze­ba­cze­nie od po­jed­na­nia. To, czy prze­ba­czę wi­no­waj­cy, za­le­ży ode mnie. Na­to­miast to, czy doj­dzie mię­dzy na­mi do po­jed­na­nia, za­le­ży od po­sta­wy krzyw­dzi­cie­la. By­ło­by na­iw­no­ścią oka­zy­wa­nie prze­ba­cze­nia ko­muś, kto się nie na­wra­ca i kto na­dal usi­łu­je nas krzyw­dzić.

Bóg utoż­sa­mia się z na­mi

Stwór­ca ko­cha nas do te­go stop­nia, że utoż­sa­mia się z każ­dym krzyw­dzo­nym czło­wie­kiem. Wy­ja­śnia, że co­kol­wiek czy­ni­my jed­ne­mu z naj­mniej­szych bra­ci czy sióstr, to Je­mu sa­me­mu czy­ni­my. Nie sły­sza­łem, że­by ktoś z bar­dzo na­wet ko­cha­ją­cych ro­dzi­ców po­wie­dział sy­no­wi czy cór­ce: Je­śli skrzyw­dzisz ko­goś z ro­dzeń­stwa, to mnie skrzyw­dzisz. Je­śli ude­rzysz bra­ta czy sio­strę, to mnie ude­rzysz. Je­śli ktoś bę­dzie przez cie­bie pła­kał, to ja – ma­ma czy ta­ta – bę­dę pła­kać przez cie­bie i bę­dę cier­pieć jesz­cze bar­dziej niż czło­wiek, któ­re­go skrzyw­dzisz. A Je­zus przyj­mu­je ta­ką wła­śnie po­sta­wę! Nikt nie czy­ni aż tak wie­le jak Bóg, by­śmy już nie krzyw­dzi­li ani sa­mych sie­bie, ani in­nych lu­dzi. Stwór­ca pra­gnie, by­śmy ży­li w ro­dzi­nach, w któ­rych każ­dy ko­cha każ­de­go.

Je­śli my nie prze­ba­cza­my, to nie uwie­rzy­my, że Bóg prze­ba­cza.

Dla­cze­go prze­ba­czać wi­no­waj­com?

Gdy prze­ba­cza­my wi­no­waj­com, to prze­sta­je­my roz­dra­py­wać ra­ny z prze­szło­ści. Wte­dy szyb­ciej się one go­ją. Po dru­gie, ła­twiej nam wte­dy uwie­rzyć w to, że Bóg nam prze­ba­cza na­sze wi­ny. Po trze­cie, ła­twiej nam wte­dy prze­ba­czyć sa­me­mu so­bie. Nie­któ­rzy nie­na­wi­dzą sie­bie i za­drę­cza­ją sie­bie z te­go po­wo­du, że wcze­śniej grze­szy­li. In­ni po­bła­ża­ją so­bie, czy­li na­iw­nie prze­ba­cza­ją so­bie złą prze­szłość, mi­mo że na­dal grze­szą. Wte­dy tak­że ich te­raź­niej­szość jest zła. Oj­ciec z przy­po­wie­ści Je­zu­sa oka­zu­je mi­ło­sier­dzie mar­no­traw­ne­mu sy­no­wi wte­dy, gdy ten wra­ca prze­mie­nio­ny. I ani se­kun­dy wcze­śniej. Od­pusz­cze­nie grze­chów nie ma nic wspól­ne­go z na­iw­no­ścią czy z po­bła­ża­niem złu. Bóg prze­ba­cza nam grze­chy z prze­szło­ści po to, że­by­śmy ko­cha­li i by­li szczę­śli­wi w te­raź­niej­szo­ści.

 

ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki