O sio­strza­nej wię­zi, stra­cie i świę­tych ob­co­wa­niu z Te­re­są Kmieć, sio­strą śp. He­len­ki, roz­ma­wia Mag­da­le­na Urlich.

Lu­dzie pro­szą Cię o mo­dli­twę za wsta­wien­nic­twem He­len­ki. Jak to od­bie­rasz?

– Te­raz już się przy­zwy­cza­iłam. Je­śli wie­rzy­my, że He­len­ka jest w nie­bie, to trze­ba z te­go „ko­rzy­stać”. My­ślę, że jak po­ma­ga­ła in­nym na zie­mi, tak po­ma­ga te­raz.

Coś się zmie­ni­ło w Two­im ro­zu­mie­niu świę­tych ob­co­wa­nia?

– Chy­ba nie... Ale nie stra­ci­łam wcze­śniej ko­goś, ko­go bym zna­ła tak do­brze jak He­len­kę. Po­nie­waż ten brak jest dla mnie doj­mu­ją­cy, bar­dziej po­trze­bu­ję świę­tych ob­co­wa­nia i bar­dziej się z nie­go cie­szę. To jest je­dy­ne, co mi zo­sta­ło oprócz wspo­mnień. Je­dy­ny spo­sób, że­by z He­len­ką po­roz­ma­wiać, cho­ciaż w in­ny spo­sób niż kie­dyś.

He­len­ka Kmieć (z le­wej) zmar­ła rok te­mu w no­cy z 24 na 25 stycz­nia 2017 r. w miej­sco­wo­ści Co­cha­bam­ba w środ­ko­wej Bo­li­wii, gdzie mie­ści­ła się pla­ców­ka mi­syj­na i ochron­ka dla dzie­ci, za­ło­żo­na przez Sio­stry Słu­żeb­nicz­ki Dę­bic­kie. Pod­czas zda­rze­nia na­past­nik ugo­dził He­len­kę no­żem. Mi­mo ak­cji re­ani­ma­cyj­nej, mi­sjo­nar­ka zmar­ła. Ro­dzi­na i przy­ja­cie­le He­len­ki są prze­ko­na­ni, że opie­ku­je się na­mi z Nie­ba.

Tę­sk­nisz za nią?

– To in­na tę­sk­no­ta, niż jak ktoś wy­je­dzie, bo wte­dy wia­do­mo, że ta oso­ba wró­ci. Po­za tym moż­na utrzy­my­wać kon­takt. A ja te­raz po pierw­sze mu­szę po­cze­kać kil­ka­dzie­siąt lat, aż się spo­tka­my po śmier­ci. Po dru­gie mu­szę tak żyć, aby do­trzeć tam, gdzie ona jest. A po trze­cie to jest zu­peł­nie in­ne spo­tka­nie, niż so­bie wy­obra­ża­my. Chcia­ła­bym, że­by by­ło jak daw­niej. Czę­sto ro­bi­ły­śmy coś ra­zem, na­wet bę­dąc już da­le­ko od sie­bie. W co­dzien­nym funk­cjo­no­wa­niu mu­szę się prze­sta­wić na to, że mam sio­strę ina­czej. Re­la­cja, któ­rą bu­do­wa­ły­śmy pra­wie 26 lat, zo­sta­ła prze­cię­ta na pół. Tak jak­by ktoś za­brał mi ka­wa­łek ser­ca. Ale je­że­li wie­rzę, wiem, że się kie­dyś spo­tka­my, i że bę­dzie su­per. I nie je­stem w roz­pa­czy. Choć tak po ludz­ku nie jest to pro­ste.

Mó­wi­łaś kie­dyś, że w He­len­ce by­ła har­mo­nia. Co to zna­czy?

– Dla mnie jej ży­cie by­ło spój­ne. Mia­ła czas na wszyst­ko, co by­ło waż­ne. Przede wszyst­kim na Pa­na Bo­ga. On był naj­waż­niej­szy w jej ży­ciu i do tej naj­wyż­szej war­to­ści usta­wia­ła wszyst­ko. A jed­no­cze­śnie mia­ła czas na stu­dia, pra­cę, zna­jo­mych, od­po­czy­nek, hob­by. By­ła czło­wie­kiem w peł­ni. Nie by­ła jed­no­wy­mia­ro­wa, ale bar­dzo do­brze zor­ga­ni­zo­wa­na. Wszyst­ko mia­ło od­po­wied­nie miej­sce w jej ży­ciu. Gdy Pan Bóg jest na pierw­szym miej­scu, to wszyst­ko in­ne jest na wła­ści­wym. U He­len­ki tak by­ło.

Ktoś, kto Was znał, na­pi­sał, że gdy­by nie star­sza sio­stra, nie by­ło­by ta­kiej He­len­ki.

– Mia­łam so­bie wie­le do za­rzu­ce­nia, po tym jak He­len­ka zgi­nę­ła. Uwa­ża­łam, że nie by­łam dla niej do­brą star­szą sio­strą. Do­ra­sta­nie w jed­nym śro­do­wi­sku i do­ra­sta­nie ra­zem bar­dzo na czło­wie­ka wpły­wa, więc wy­da­je mi się, że ja na He­len­kę też ja­koś wpły­nę­łam. Mam na­dzie­ję, że nie tyl­ko przez umoż­li­wia­nie mę­czeń­stwa w co­dzien­no­ści (uśmiech). He­len­ka by­ła dla mnie naj­waż­niej­szą oso­bą w ży­ciu, tak po ludz­ku, na zie­mi, i ja na pew­no też mia­łam waż­ne miej­sce w jej ser­cu. Mia­ły­śmy ta­ką re­la­cję, że po­mi­mo te­go, że się nie wi­dy­wa­ły­śmy np. trzy mie­sią­ce, bo miesz­ka­ły­śmy w róż­nych mia­stach, to mia­ły­śmy kon­takt przez sms-y czy na Fa­ce­bo­oku, bez oka­zji. Ode­szły­śmy do in­nych śro­do­wisk i mia­ły­śmy tam swo­ich zna­jo­mych i róż­ne obo­wiąz­ki, ale za­wsze by­ło miej­sce dla sio­stry. Bar­dzo mi szko­da, że już nie pój­dzie­my ra­zem na za­ku­py, nie przy­go­tu­je­my nic wspól­nie, He­len­ka nie bę­dzie przy­mie­rzać przy mnie su­kien­ki ślub­nej... Wiem, co stra­ci­łam.

Na pew­no wiel­ki wpływ na Was mie­li też ro­dzi­ce. Co naj­cen­niej­sze­go wy­nio­sły­ście z ro­dzin­ne­go do­mu?

– Na pew­no wia­rę, to pod­sta­wa. Naj­waż­niej­sza wia­do­mość, ja­ką ro­dzi­ce mo­gą prze­ka­zać dzie­ciom, to ta, że Pan Bóg jest i że się trosz­czy, że jest Kimś waż­nym i war­to w tę re­la­cję za­in­we­sto­wać swój czas. To już plus pięć­dzie­siąt punk­tów na star­cie do szczę­ścia – wy­cho­wać się w ro­dzi­nie, któ­ra się ra­zem mo­dli, roz­ma­wia o Pa­nu Bo­gu. Nie urzą­dza­li­śmy so­bie po­ga­da­nek re­li­gij­nych, po pro­stu Pan Bóg to był u nas nor­mal­ny te­mat. Oprócz wia­ry – po­czu­cie hu­mo­ru. Zwłasz­cza ta­ta je ma. Ro­bi­li­śmy so­bie ka­wa­ły, do tej po­ry tak jest, że żar­tu­je­my na róż­ne te­ma­ty. My z He­len­ką bar­dzo lu­bi­ły­śmy oglą­dać ka­ba­re­ty. Póź­niej mó­wi­ły­śmy ty­mi tek­sta­mi. Otwar­tość na róż­ne no­we wy­zwa­nia też jest z do­mu. Za­wsze mia­ły­śmy du­żo do­dat­ko­wych za­jęć. Na­si ro­dzi­ce uwa­ża­li tak: le­piej za­cząć i zre­zy­gno­wać, niż nie spró­bo­wać wca­le. Stąd był i śpiew, i ta­niec, He­len­ka upra­wia­ła wspi­nacz­kę, cho­dzi­ła po gó­rach, ja też. Z do­mu wy­nio­sły­śmy za­rad­ność w ta­kim sen­sie, że ro­dzi­ce nam bar­dzo ufa­li. Od gim­na­zjum cho­dzi­ły­śmy na gru­pę oa­zo­wą. By­wa­ło tak, że wy­cho­dzi­ły­śmy z do­mu o 17, a wra­ca­ły­śmy o 23. Nie by­ły­śmy jesz­cze do­ro­słe, ale ma­ma nam ufa­ła. To za­ufa­nie spo­wo­do­wa­ło, że He­len­ka po­je­cha­ła do szko­ły do An­glii (na dwa la­ta, w dru­giej i trze­ciej kla­sie li­ceum). Jak­by ma­ma by­ła na­do­pie­kuń­cza, to być mo­że nie ro­bi­ły­by­śmy tych wszyst­kich rze­czy.

He­len­ka ma w Li­bią­żu uli­cę swo­je­go imie­nia. Ty jeź­dzisz na spo­tka­nia, gdzie o niej opo­wia­dasz. Lu­dzie ją pa­mię­ta­ją?

– To za­le­ży. Śro­do­wi­sko lu­dzi zwią­za­nych z He­len­ką ca­ły czas pa­mię­ta. Cza­sa­mi spo­ty­kam się z tym, że ktoś pa­mię­ta o He­len­ce, cho­ciaż jej wca­le nie znał. Ostat­nio ja­kaś dziew­czy­na za­py­ta­ła mnie, czy je­stem sio­strą He­len­ki. Po­wie­dzia­łam, że tak. A ona: „He­len­ka zmie­ni­ła mo­je ży­cie”. Moi zna­jo­mi mó­wi­li mi cza­sem: za­czą­łem się wię­cej mo­dlić, al­bo: od­wa­ży­łem się na coś, bo zo­ba­czy­łem, że He­len­ka jest ta­ka od­waż­na. Ko­le­żan­ka je­cha­ła sa­mo­cho­dem w cza­sie ule­wy. Pod­wio­zła sio­strę za­kon­ną. I ta sio­stra, jak tyl­ko we­szła do sa­mo­cho­du, mó­wi: to chy­ba He­len­ka mi was ze­sła­ła. Zda­rza się, że ko­muś, ko­go na­wet nie znam, He­len­ka jest tak bar­dzo bli­ska.

A gdy­by He­len­ka mia­ła zo­stać bło­go­sła­wio­ną, czy­ją pa­tron­ką mo­gła­by być?

– Ste­war­dess! He­len­ka by­ła­by ide­al­na! Lu­dzi, któ­rzy uczą się i ży­ją za­gra­ni­cą. Ta­kich, któ­rzy ro­bią du­żo rze­czy na­raz. Mo­gła­by być pa­tron­ką wo­lon­ta­ria­tu mi­syj­ne­go. I sióstr.

Dzię­ki za roz­mo­wę!

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: