Głęboko i wysoko

Jak mó­wić o Świę­tach, aby praw­dy teo­lo­gicz­ne zmie­nia­ły ży­cie zwy­kłych lu­dzi?

Aby cie­szyć się osią­gnię­ciem ce­lu, trze­ba wcze­śniej wie­dzieć, że do nie­go war­to dą­żyć, ko­niecz­ne jest przy­go­to­wa­nie tra­sy i pil­no­wa­nie dro­gi. Wy­pa­da też do­brze roz­ło­żyć si­ły, za­brać to, co po­trzeb­ne w dro­dze i kon­se­kwent­nie iść do przo­du.

To o wy­ciecz­ce? Nie, to wpro­wa­dze­nie do mą­dre­go prze­ży­cia Ad­wen­tu.

Prze­drzeć się przez śmie­ci

Spraw­dzi­łem w in­ter­ne­to­wych wy­szu­ki­war­kach, że wpi­su­jąc sło­wo „śmie­ci” od ra­zu je­stem prze­kie­ro­wy­wa­ny na „od­pa­dy”. Są mi pro­po­no­wa­ne stro­ny o eko­lo­gicz­nym se­gre­go­wa­niu od­pa­dów, włą­cza się w to rów­nież mi­ni­ster­stwo śro­do­wi­ska. Ale prze­cież wie­le zu­peł­nie no­wych rze­czy jest śmie­cia­mi! Do­sko­na­le wie­dział o tym pa­tron Ad­wen­tu, Świę­ty Jan Chrzci­ciel, wy­bie­ra­jąc styl ży­cia, któ­ry po­zwa­la na­zwać go pu­stel­ni­kiem. Ad­went ka­że nam zo­ba­czyć, co jest zu­peł­nie nie­po­trzeb­ne, co prze­sła­nia pięk­no, sens i cel ży­cia. Ce­lem Ad­wen­tu jest przy­go­to­wa­nie miej­sca dla Je­zu­sa. A On się nie brzy­dzi bru­dem mo­je­go ser­ca, tak jak nie brzy­dził się staj­nią w Be­tle­jem. Gdy Go za­pro­szę, gdy tro­chę od­gar­nę śmie­ci, to On we mnie za­miesz­ka. Ro­bi się we mnie ja­koś ja­śniej. Po­tem chęt­nie pa­trzy, jak ja da­lej ro­bię po­rząd­ki. To ta­kie pro­ste, a tak zmie­nia ży­cie. Jest szan­sa, że za­pra­gnę, aby tak zo­sta­ło na za­wsze.

foto_01-01_24-2014

Na chwi­lę trze­ba się za­trzy­mać i spo­koj­nie popatrzeć.Aby zo­ba­czyć nie tyl­ko to, co gło­śne, o czym pi­szą bru­kow­ce, co jest znisz­cze­niem al­bo ka­ta­kli­zmem. Uczę się wi­dzieć to, co jest głę­biej. Uczę się za­chwy­cić tym, co na­praw­dę pięk­ne, ale też w po­rę prze­ra­zić tym, co zmie­rza do śmier­ci.

Śmie­ci to wie­le sza­tań­skich po­my­słów na to, co od­da­la lu­dzi od sie­bie. A Ad­went to czas za­uwa­ża­nia te­go, cze­go nie po­win­no się wy­rzu­cać.

Po­znać i wy­ko­rzy­stać każ­dą po­moc

Po­mo­cą są przede wszyst­kim da­ry od Bo­ga i Ko­ścio­ła: ła­ski i zna­ki.

Ła­ski pły­ną z sa­kra­men­tów świę­tych. Zna­ki usta­no­wio­no po to, by pew­ne rze­czy ła­twiej za­uwa­żyć. War­to też po­słu­chać Bo­żych obiet­nic – tych frag­men­tów Pi­sma Świę­te­go, któ­re są przy­go­to­wa­ne na Ad­went.

Ro­ra­ty to do­sko­na­ły po­mysł na to, by uczyć się wy­cze­ki­wa­nia. Wcze­sne wsta­wa­nie to tyl­ko ze­wnętrz­ny znak, to pod­ję­cie wy­sił­ku, by coś dać z sie­bie, by nie prze­ga­pić. A uczest­ni­cząc we Mszy Świę­tej, słu­cham Bo­że­go sło­wa, któ­re wie­le wie­ków przed na­ro­dze­niem Sy­na Bo­że­go przy­go­to­wy­wa­ło ludz­kość na ten wła­śnie czas.

Słu­cha­my o „po­myśl­nej za­po­wie­dzi”, „po­ka­za­niu dro­gi grzesz­ni­kom”, o „po­zna­niu Bo­żych ście­żek”, o „trwo­dze bez­rad­nych”, za­ufa­niu tych, któ­rzy „strze­gą Je­go praw i przy­mie­rza”. Po­tem za­chę­ta do pod­nie­sie­nia gło­wy, bo On, Bóg ca­łe­go świa­ta nad­cho­dzi i chce wy­wyż­szyć na­szą god­ność. Po­tem słu­cha­my o obiet­ni­cy, któ­ra mó­wi, że wy­try­śnie źró­dło ży­cia, z któ­re­go każ­dy za­wsze bę­dzie mógł czer­pać. I chy­ba nie trze­ba wiel­kiej spo­strze­gaw­czo­ści, by za­uwa­żyć, że to nie tyl­ko za­po­wiedź na­ro­dzin, ale rów­nież za­po­wiedź usta­no­wie­nia Eu­cha­ry­stii, z któ­rej czer­pie­my si­łę i nad­przy­ro­dzo­ną mą­drość. W na­stęp­ne dni po­ja­wia­ją się ko­lej­ne Bo­że obiet­ni­ce, któ­rych speł­nie­nie jest tak bar­dzo po­trzeb­ne świa­tu, obiet­ni­ce, za któ­ry­mi świat tę­sk­ni, tyl­ko tak ma­ło je po­znał. Wie­lu lu­dzi uważ­nie czy­ta frag­men­ty Bi­blii przy­go­to­wa­ne na po­szcze­gól­ne dni Ad­wen­tu, na­wet je­śli jest ja­kiś po­wód, dla ja­kie­go nie mo­gę być na ro­ra­tach, to za­wsze mo­gę w swo­ją mo­dli­twę włą­czyć słu­cha­nie tych słów, któ­re od­czy­ty­wa­ne są pod­czas Mszy.

Ła­ska spo­wie­dzi ad­wen­to­wej czy ła­ska re­ko­lek­cji to da­ry Pa­na Bo­ga, dzię­ki któ­rym sta­ję się „ja­śniej­szyˮ, a przez to ła­twiej mi ko­chać i być ko­cha­nym.

A zna­ki? Choć­by opła­tek… Nie tyl­ko skła­nia do te­go, by za­sta­no­wić się, ilu lu­dzi pra­co­wa­ło na chleb. Ilu zbie­ra­ło ziar­na, ilu pra­co­wa­ło w mły­nie, ja­ką trze­ba za­cho­wać de­li­kat­ność przy wy­pie­ku opłat­ków. A to prze­cież tyl­ko sym­bol wy­sił­ku wszyst­kich pra­wych lu­dzi. Spe­cjal­nie wy­pie­ka się opłat­ki tak krót­ko, aby by­ły nie­ska­zi­tel­nie bia­łe. Aby­śmy mo­gli wziąć je tyl­ko bar­dzo czy­sty­mi rę­ka­mi i aby na­sze du­sze by­ły po­dob­ne. Biel to naj­pięk­niej­szy z ko­lo­rów, sam ma swój urok i każ­dy in­ny ko­lor wy­glą­da przy nim wy­raź­niej. Moż­na też dojść do wnio­sku, że po­dob­nie mo­że być z ży­cze­nia­mi, któ­re bę­dę skła­dać: ma­ją być na­ma­lo­wa­ne czy­sty­mi ko­lo­ra­mi na śnież­no­bia­łych in­ten­cjach. A prze­ła­mu­jąc opła­tek, dzie­lę się tym, co mam, głów­nie w ser­cu. Jed­nym sło­wem przed tym dniem po­wi­nie­nem być szcze­gól­nie bo­ga­ty, bo ina­czej po­dzie­lę się tyl­ko pust­ką. Opła­tek to przy­po­mnie­nie Chle­ba Nie­śmier­tel­no­ści, czy­li Eu­cha­ry­stii, któ­re­go zwy­kły czło­wiek nie po­wi­nien do­ty­kać.

Za­uwa­żyć mi­łość w ludz­kich ser­cach

Nikt nie jest sa­mot­ną wy­spą” – tak kie­dyś To­masz Mer­ton, mą­dry za­kon­nik za­ty­tu­ło­wał swo­ją książ­kę. Ota­cza­ją nas lu­dzie, któ­rzy ma­ją swo­je ta­jem­ni­ce, ale któ­rzy ma­ją pra­wo na nas li­czyć. Czas świąt, do któ­rych przy­go­to­wu­je Ad­went, wy­raź­nie skła­nia do za­uwa­że­nia czło­wie­ka. Na pierw­szym miej­scu czło­wie­ka, któ­ry ży­je obok. Ad­wen­to­we wy­ci­sze­nie, do któ­re­go za­chę­ca Ko­ściół, jest nie tyl­ko po to, by wsłu­chać się w głos anio­łów, ale rów­nież by mieć czas na po­słu­cha­nie czło­wie­ka. Sta­ty­sty­ki są prze­ra­ża­ją­ce: na­ukow­cy spo­koj­nie re­la­cjo­nu­ją wy­ni­ki swo­ich ba­dań, któ­re mó­wią, że prze­cięt­ny oj­ciec roz­ma­wia ze swo­im dziec­kiem 5 czy 7 mi­nut, że mał­żon­ko­wie nie w każ­dym ty­go­dniu „ma­ją czas” sie­bie po­słu­chać. A prze­cież – jak kie­dyś po­wie­dział pod­czas kon­fe­ren­cji św. Mak­sy­mi­lian Kol­be – „ma­my czas na to, na co chce­my mieć cza­sˮ. Ad­went jest oka­zją, by się po­uczyć słu­cha­nia sie­bie, a Ad­went mą­drze i do­brze wy­ko­rzy­sta­ny po­zo­sta­wi w na­szej co­dzien­no­ści trwa­łe śla­dy.

Za­wsze, a szcze­gól­nie od po­cząt­ku Ad­wen­tu mo­że­my (i po­win­ni­śmy) mo­dlić się za tych, z któ­ry­mi za­sią­dzie­my do wie­cze­rzy wi­gi­lij­nej, i z któ­ry­mi spo­tka­my się w świę­ta.

Ad­went to też czas po­my­śle­nia o pre­zen­tach. Pre­zent po­wi­nien mieć bar­wę czy za­pach mi­ło­ści. Ma mieć du­szę. Nie jest waż­ne, ile bę­dzie kosz­to­wał, by­le ob­da­ro­wa­ny wie­dział, że jest nam bli­ski, by­le wie­dział, że my­śle­li­śmy, co mu spra­wi praw­dzi­wą ra­dość. Moż­na w to wło­żyć po­czu­cie hu­mo­ru, ale każ­dy dro­biazg jest przy­go­to­wa­ny spe­cjal­nie dla kon­kret­nej oso­by.

W wie­lu śro­do­wi­skach pięk­nym zwy­cza­jem jest tak zwa­ne „Sian­ko ad­wen­to­we”. W wie­lu pa­ra­fiach na Mszy Świę­tej w pierw­szą nie­dzie­lę Ad­wen­tu roz­da­je się dzie­ciom ko­per­tę z czy­ściut­kim, pach­ną­cym sian­kiem. Każ­de z dzie­ci przy­go­to­wu­je so­bie dru­gą ko­per­tę i wie­czo­ra­mi przy ra­chun­ku su­mie­nia do­brze li­czy do­bre uczyn­ki speł­nio­ne da­ne­go dnia. Do tej dru­giej ko­per­ty wol­no by­ło prze­ło­żyć jed­no źdźbło za każ­dy do­bry uczy­nek. A po­tem na ostat­nie ro­ra­ty, w wi­gi­lij­ny po­ra­nek, każ­dy przy­no­si te „wy­pra­co­wa­ne” źdźbła, by je wło­żyć do żłób­ka. Na ty­le bę­dzie Pa­nu Je­zu­so­wi mięk­ko, na ile wy­mo­ści­my Mu żłó­bek do­bry­mi uczyn­ka­mi. Nie mu­szą to być po­szcze­gól­ne źdźbła, mo­gą to być da­ry przy­go­to­wa­ne w ser­cu, „by Je­zu­so­wi, by Bo­gu by­ło le­piej w na­szym ser­cu”.

Moc­no iść do przo­du

Ra­dość świąt nie za­le­ży od ozdób i po­traw – to ma tyl­ko pod­kre­ślić obec­ność Je­zu­sa. Trze­ba za­cho­wać tę Obec­ność na za­wsze. Bo prze­cież za­wsze mo­że być Bo­że Na­ro­dze­nie. Mo­gę wszyst­kich do te­go Bo­że­go Na­ro­dze­nia za­pra­szać, zwłasz­cza jak tra­cą na­dzie­ję. Bo prze­cież i w żłób­ku, i w ludz­kiej du­szy z Je­zu­sem ro­dzi się na­dzie­ja.

Obok Je­zu­sa każ­dy czu­je się bez­piecz­nie.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski