Efekt wioski

Czy­li dla­cze­go kon­tak­ty z ludź­mi są (do­słow­nie) śmier­tel­nie waż­ne.

Na wło­skiej wy­spie Sar­dy­nia ist­nie­je re­jon, któ­ry zo­stał przez ba­da­czy z uni­wer­sy­te­tów w Ca­li­ga­ri i So­uthamp­ton na­zwa­ny „nie­bie­ską stre­fą”. W tym trud­no do­stęp­nym miej­scu lu­dzie ży­ją nie­prze­cięt­nie dłu­go – sto­sun­ko­wo du­żo osób prze­kra­cza gra­ni­cę set­nych uro­dzin. Miesz­kań­cy „stre­fy” rza­dziej cier­pią z po­wo­du de­pre­sji, cie­szą się lep­szym zdro­wiem, są dłu­żej ak­tyw­ni fi­zycz­nie. Pi­sze o tym Su­san Pin­ker w swo­jej książ­ce Efekt wio­ski. Jak kon­tak­ty twa­rzą w twarz mo­gą uczy­nić nas zdrow­szy­mi, szczę­śliw­szy­mi i mą­drzej­szy­mi. Dla­cze­go tak jest? Po­nie­waż ży­ją w nie­wiel­kich wio­skach o czy­stym, choć su­ro­wym śro­do­wi­sku? Jest w tym spo­ro sen­su, ale tę dłu­go­wiecz­ność ba­da­nia przy­pi­su­ją przede wszyst­kim kon­tak­tom z ludź­mi i cią­głe­mu, czyn­ne­mu udzia­ło­wi w ży­ciu ro­dzin­nym i spo­łecz­nym. W tam­tym miej­scu do­słow­nie każ­dy zna każ­de­go.

W dal­szej czę­ści swo­jej książ­ki Pin­ker za­sta­na­wia się też nad wię­zia­mi w ro­dzi­nie prze­cięt­ne­go Ko­wal­skie­go. Jak czę­sto ja­da­my wspól­ne po­sił­ki i ja­ką at­mos­fe­rę two­rzy­my w na­szych do­mach? Po­ja­wia­ją się py­ta­nia o emo­cje, któ­re to­wa­rzy­szą na­szym roz­mo­wom, o na­sze dba­nie o sie­bie na­wza­jem (tro­skę o przy­ja­ciół, ro­dzi­ców, dzie­ci czy dziad­ków). Au­tor­ka za­sta­na­wia się, czy po­tra­fi­my współ­od­czu­wać i oka­zy­wać em­pa­tię, wraż­li­wość, mi­łość. Przy­znam, że lek­tu­ra Efek­tu wio­ski by­ła dla mnie bo­le­snym i wsty­dli­wym ra­chu­nek su­mie­nia. O wie­le za czę­sto re­zy­gnu­je­my z kon­tak­tów twa­rzą w twarz – co Pin­ker pod­kre­śla nie­mal w każ­dym roz­dzia­le – na rzecz złud­ne­go sub­sty­tu­tu, ja­kim są por­ta­le spo­łecz­no­ścio­we, in­ter­net, te­le­wi­zja i używ­ki. To na­praw­dę śmier­tel­nie (!) waż­ne, że­by wi­dzieć i sły­szeć sie­bie wza­jem­nie. W „re­alu”, nie w sie­ci. Dla­cze­go?

Ża­den czło­wiek nie jest sa­mo­ist­ną wy­spą: każ­dy sta­no­wi uła­mek kon­ty­nen­tu, część lą­du. Je­że­li mo­rze zmy­je choć­by grud­kę zie­mi, Eu­ro­pa bę­dzie po­mniej­szo­na, tak sa­mo jak gdy­by po­chło­nę­ło przy­lą­dek, włość two­ich przy­ja­ciół czy two­ją wła­sną. Śmierć każ­de­go czło­wie­ka umniej­sza mnie, al­bo­wiem je­stem ze­spo­lo­ny z ludz­ko­ścią. Er­nest He­min­gway, Ko­mu bi­je dzwon

W in­nym miej­scu w książ­ce opi­sa­ne jest pew­ne ba­da­nie prze­pro­wa­dzo­ne na my­szach. Osob­ni­ki, któ­re mia­ły za­spo­ko­jo­ne wszyst­kie po­trze­by po­za to­wa­rzy­stwem, umie­ra­ły szyb­ciej, czę­ściej cho­ro­wa­ły i w po­rów­na­niu z my­sza­mi, któ­re ży­ły z to­wa­rzy­sza­mi, ra­dzi­ły so­bie go­rzej w każ­dej dzie­dzi­nie. I cho­ciaż to tyl­ko gry­zo­nie, coś mi mó­wi, że wca­le nie róż­ni­my się pod tym wzglę­dem tak bar­dzo. Co cie­ka­we, nasz mózg jest za­pro­jek­to­wa­ny w ta­ki spo­sób, że­by szu­kać wspól­no­ty i spraw­nie funk­cjo­no­wać w ży­ciu spo­łecz­nym – pi­sze o tym Da­niel Go­le­man w swo­jej książ­ce In­te­li­gen­cja spo­łecz­na. Ośrod­ki ner­wo­we od­po­wie­dzial­ne za od­bie­ra­nie „pierw­sze­go wra­że­nia”, in­tu­icję spo­łecz­ną, em­pa­tię i współ­od­czu­wa­nie są w od­bie­ra­niu i prze­twa­rza­niu bodź­ców za­ska­ku­ją­co szyb­kie i spraw­ne (li­czy­my w mi­li­se­kun­dach!). Nie­moż­li­we, że­by by­ło to bez­ce­lo­we.

Wie­rzę, że każ­dy z nas po­trze­bu­je cza­su tyl­ko dla sie­bie. Ma to jed­nak być za­le­d­wie uła­mek na­sze­go ży­cia, miej­sce do wy­ci­sze­nia. Po­zo­sta­ła część to ży­cie wśród lu­dzi, da­wa­nie i otrzy­my­wa­nie. Twa­rzą w twarz, w swo­jej wła­snej „wio­sce”, któ­rą sta­no­wią na­sza ro­dzi­na, przy­ja­cie­le, śro­do­wi­sko. Bądź­my tam na­praw­dę, że­by żyć dłu­żej, bar­dziej szczę­śli­wie i zdro­wo.

 

Sa­ra Ry­now­ska

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.