Pod wpły­wem pu­ry­ta­ni­zmu uwa­żano, że Bóg „uży­waˮ męż­czy­zny i ko­biety oraz ich współ­ży­cia, aby za­pew­nić ga­tun­kowi homo sa­piens eg­zy­sten­cję. Używa ich więc jako środ­ków do celu. Mał­żeń­stwo uważa się za do­bre tylko wtedy, gdy służy pro­kre­acji, a przy­jem­ność jest złem ko­niecz­nym, które trzeba to­le­ro­wać. Ta­kie po­glądy na­wią­zują do ma­ni­che­izmu – to co cie­le­sne, jest złe. Ten ry­go­ry­styczny spo­sób my­śle­nia o mi­ło­ści mał­żeń­skiej można spo­tkać i w dzi­siej­szych cza­sach. Błę­dem jest ro­zu­mie­nie sto­sunku Boga do osób ludz­kich jako do uży­tecz­nych przed­mio­tów. Przy­po­mi­nam normę per­so­na­li­styczną Ka­rola Woj­tyły: osoba jest ta­kim do­brem, ma taką god­ność, że ni­gdy nie może słu­żyć jako śro­dek do celu. Stwórca dał męż­czyź­nie i ko­bie­cie ro­zumną na­turę i zdol­ność świa­do­mego, sa­mo­dziel­nego wy­bie­ra­nia celu, ja­kim jest pro­kre­acja. Tam zaś, gdzie dwie osoby mogą wspól­nie wy­brać pewne do­bro jako cel, tam ist­nieje moż­li­wość mi­ło­ści. Bóg daje im moż­li­wość szcze­gól­nej re­ali­za­cji ich mi­ło­ści, a już od nich za­leży, czy współ­ży­cie po­sta­wią na po­zio­mie wła­ści­wym oso­bom czy też po­ni­żej tego po­ziomu. Ka­rol Woj­tyła pi­sał: „Ist­nieje zgodna z na­turą po­pędu sek­su­al­nego i za­ra­zem do­sto­so­wana do po­ziomu osób ra­dość, która w ca­łej roz­le­głej dzie­dzi­nie mi­ło­ści mię­dzy ko­bietą i męż­czy­zną wy­pływa ze wspól­nego dzia­ła­nia, z wza­jem­nego zro­zu­mie­nia i har­mo­nij­nej re­ali­za­cji wspól­nie wy­bra­nych ce­lów. Nie może być trak­to­wana od­ręb­nie w ode­rwa­niu od osoby, jako sa­mo­dzielny cel dzia­ła­nia, bo wtedy trak­tu­jemy dru­giego czło­wieka jako śro­dek do celu”.

foto_01-03_02-2014

Drugi fał­szywy kie­ru­nek my­śle­nia o czło­wieku, który miał ogromny wpływ na dzi­siej­sze po­glądy, za­po­cząt­ko­wał Zyg­munt Freud, przed­sta­wi­ciel pan­sek­su­ali­zmu. Wszel­kie prze­jawy ży­cia ludz­kiego tłu­ma­czył on jako prze­jawy po­pędu sek­su­al­nego. Zro­dze­nie po­tom­stwa – obiek­tywny cel po­pędu – uwa­żał za nie­istotne. Prze­kre­ślił wnę­trze osoby, po­nie­waż uwa­żał, że czło­wiek jest tylko ze­wnętrz­nie uwraż­li­wiony na bodźce zmy­słowe. Psy­chika ludzka we­dług niego jest wła­ści­wie na po­zio­mie psy­chiki zwie­rzę­cej i po­dob­nie jak u zwie­rzę­cia sto­su­nek do obiek­tyw­nych ce­lów roz­wią­zuje się na dro­dze in­stynk­tow­nej. Po­pęd sek­su­alny jest po­pę­dem do roz­ko­szy. Mal­tu­zja­nizm i neo­mal­tu­zja­nizm wy­ko­rzy­stał taką in­ter­pre­ta­cję po­pędu i wy­cią­gnął z tego straszne wnio­ski: trzeba ogra­ni­czyć wszel­kimi spo­so­bami roz­mna­ża­nie się lu­dzi, a za­cho­wać su­biek­tywną ce­lo­wość po­pędu sek­su­al­nego. Zwo­len­nicy ta­kich po­glą­dów całą sprawę wi­dzą tylko w ka­te­go­riach tech­nicz­nych. Etyka ka­to­licka, zgod­nie z per­so­na­li­stycz­nymi za­ło­że­niami, nie zga­dza się z ta­kim po­glą­dem. Zde­cy­do­wa­nie twier­dzi, że nie wolno kie­ro­wać się „ra­chun­kiem przy­jem­no­ści” tam, gdzie w grę wcho­dzi sto­su­nek osoby do osoby. Osoba ni­gdy nie może być przed­mio­tem uży­cia! Po­pęd sek­su­alny ma z na­tury cha­rak­ter al­te­ro­cen­tryczny, a nie ego­cen­tryczny. Je­śli czło­wiek – „udu­cho­wione ciało” – w swoim po­stę­po­wa­niu po­mie­sza te kie­runki, nie może się pra­wi­dłowo rozwijać.

 

Elż­bieta Marek

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: