Dużo, więcej, tornado

Je­śli po­zwo­lisz, aby rze­czy za­czę­ły rzą­dzić two­im ży­ciem – zro­bią to. Kon­se­kwent­nie bę­dą się mno­żyć, że­by w koń­cu cał­ko­wi­cie za­jąć two­je my­śli.

Otwie­rasz drzwi swo­je­go po­ko­ju i po­ty­kasz się o po­rzu­co­ny na pod­ło­dze ple­cak. Sia­dasz przed biur­kiem, że­by za­jąć się kre­atyw­ną pra­cą, ale two­je pry­wat­ne kró­le­stwo twór­czo­ści umy­sło­wej przy­po­mi­na ra­czej za­tło­czo­ny par­king al­bo biu­ro rze­czy zna­le­zio­nych. Kie­dy już je od­gru­zu­jesz, nie mo­żesz sku­pić się na my­śle­niu, bo pla­kat ido­la wi­szą­cy na ścia­nie cią­gle cię roz­pra­sza. Ran­kiem szu­kasz skar­pe­tek, ale znaj­du­jesz tyl­ko sa­mot­ne i smut­ne sztu­ki bez pa­ry. W au­to­bu­sie ner­wo­wo szu­kasz port­fe­la, w któ­rym scho­wa­łeś bi­let, ale dro­gę do nie­go za­gra­dza­ją: te­le­fon, dwie pa­ry klu­czy, gum­ka do ma­za­nia, trzy dłu­go­pi­sy, sie­dem pa­pier­ków po cu­kier­kach, pa­ra­gon, dwa opa­ko­wa­nia gu­my do żu­cia, ulot­ka z dys­kon­tu, kal­ku­la­tor, pu­deł­ko za­pa­łek, bre­lo­czek… Kie­dy otwie­rasz szaf­kę, że­by wy­jąć z niej ku­bek na her­ba­tę, spa­da ci na gło­wę ja­kaś wy­szczer­bio­na pa­sku­da, któ­rej ni­gdy nie lu­bi­łeś – ale ja­koś żal wy­rzu­cić...

foto_01-02_21-2016

Brzmi zna­jo­mo?

Przy­znaj, ile masz rze­czy, któ­re od daw­na nie na­da­ją się do ni­cze­go, a wciąż je trzy­masz, bo „kie­dyś się przy­da­dzą”? Na­zy­wam ta­kie „cu­da” mia­nem „przy­da­siów”. „Przy­da­sie” są zdra­dli­we. Po­wo­li i nie­po­strze­że­nie zaj­mu­ją two­je szaf­ki, biur­ko, łóż­ko i te­ren pod nim, szu­fla­dy, pa­ra­pe­ty, tor­by, ple­ca­ki, ła­zien­kę, kuch­nię, przed­po­kój – wszyst­ko po to, że­by na ko­niec do­brać się do twej gło­wy. „Przy­da­sie” do­sta­jesz od ko­le­gi, cio­ci, ma­my, wuj­ka, bab­ci, Pierw­szej Wiel­kiej Mi­ło­ści, pa­ni z przed­szko­la, któ­rą lu­bi­łeś, współ­lo­ka­to­ra z ko­lo­nii. Na­le­ży do nich rów­nież kil­ka nie­ko­niecz­nie tra­fio­nych pre­zen­tów bo­żo­na­ro­dze­nio­wych, swe­ter, w któ­ry daw­no już się nie mie­ścisz i po­pla­mio­ne wo­skiem je­an­sy.

Po­trzeb­na prze­strzeń

Ba­ła­gan za­czy­na się na biur­ku i prze­no­si na ży­cie. Co zro­bić, że­by mieć w gło­wie po­rzą­dek i prze­strzeń? Czy za­wsze „wię­cej” ozna­cza „le­piej”?

Bar­dzo po­do­ba mi się nurt zwa­ny mi­ni­ma­li­zmem i cho­ciaż ma wie­le de­fi­ni­cji – wszyst­kie spro­wa­dza­ją się do jed­nej: po­sia­daj tyl­ko to, co ko­niecz­ne a zy­skasz wol­ność, nie­za­leż­ność i kre­atyw­ność.

Je­śli po­sia­dasz wie­le przed­mio­tów, o każ­dy z nich mu­sisz się trosz­czyć – czy­ścić, od­ku­rzać, na­pra­wiać. Po­że­ra to ogrom­ne ilo­ści cza­su, pra­cy, ener­gii. A prze­cież mo­żesz ten czas po­świę­cić dla przy­ja­ciół, ro­dzi­ny, hob­by, roz­wo­ju oso­bi­ste­go. Kie­dyś mój po­kój przy­po­mi­nał kra­jo­braz po tor­na­do – wszyst­kie­go by­ło w nim peł­no. Trud­no mi by­ło funk­cjo­no­wać. Zmę­czo­na tym sta­nem, na­tknę­łam się na książ­kę Sztu­ka mi­ni­ma­li­zmu au­tor­stwa D. Lo­re­au. Za­czę­ło się stop­nio­we od­gru­zo­wy­wa­nie, sprzą­ta­nie, od­da­wa­nie in­nym te­go, co mi nie­po­trzeb­ne, wy­rzu­ca­nie śmie­ci i „przy­da­siów”. Ufff... ode­tchnę­łam. Na mo­ich ścia­nach nie ma ani jed­ne­go ob­raz­ka – nic, prócz iko­ny Świę­tej Trój­cy Ru­blo­wa. Na­gle mo­gę my­śleć, two­rzyć, od­po­czy­wać. Wy­star­cza mi je­den re­gał na książ­ki, pia­ni­no, śred­niej wiel­ko­ści sza­fa, skrzyn­ka na róż­no­ści, łóż­ko i pu­deł­ko z pa­miąt­ka­mi. Ty­le. W jed­nym po­ko­ju miesz­czę nie­mal wszyst­ko, co po­sia­dam. Cza­sem ku­pu­ję coś, co nie jest mi po­trzeb­ne (że­by za­spo­ko­ić zmysł es­te­tycz­ny), ale za­cho­wu­ję tyl­ko na­praw­dę waż­ne pa­miąt­ki. I... je­stem szczę­śli­wa!

Nie zro­zum mnie źle, nie ka­żę ci po­zby­wać się na­gle wszyst­kie­go i żyć jak pu­stel­nik. Mo­że jed­nak war­to za­trzy­mać się chwi­lę nad ba­ła­ga­nem w gło­wie i za­sta­no­wić się, czy nie bie­rze się on z ba­ła­ga­nu na biur­ku?

 

Sa­ra Ry­now­ska

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.