Droga do zbawienia

Pan Bóg chce, aby­śmy „mie­li ży­cie i mie­li je w ob­fi­to­ści” (por. J 10, 10). Dla­te­go za­pra­sza nas na ucztę przy oł­ta­rzu, na któ­rym Daw­ca Ży­cia ofia­ro­wu­je się za nas ja­ko Chleb Ży­wy.

To ta sa­ma ofia­ra Chry­stu­sa, któ­ra do­ko­na­ła się na krzy­żu dwa ty­sią­ce lat te­mu. I choć spo­sób jej skła­da­nia jest już in­ny, bez­kr­wa­wy, to Eu­cha­ry­stia jest nie tyl­ko pa­miąt­ką, ale tak­że uobec­nie­niem Je­go Mę­ki i Zmar­twych­wsta­nia tu i te­raz. Dla Bo­ga czas nie ma zna­cze­nia – św. Piotr tłu­ma­czy nam, że „je­den dzień u Pa­na jest jak ty­siąc lat, a ty­siąc lat jak je­den dzień” (2 P 3, 8). Ko­mu­nia eu­cha­ry­stycz­na jest rów­nież za­ląż­kiem ży­cia wiecz­ne­go – nasz udział w tej uczcie za­po­wia­da udział w uczcie kró­le­stwa Bo­że­go. God­ne spo­ży­wa­nie Cia­ła Chry­stu­sa i pi­cie Je­go Krwi gwa­ran­tu­je nam, że zmar­twych­wsta­nie­my. Pan Je­zus da­je sa­me­go sie­bie na po­karm, że­by­śmy nie osła­bli w dro­dze. Tę dro­gę do wiecz­no­ści sym­bo­li­zu­je pro­ce­syj­ne po­dą­ża­nie do Ko­mu­nii Świę­tej. Nie­przy­pad­ko­wo ja­ko ostat­ni sa­kra­ment udzie­la­ny umie­ra­ją­cym jest na­zy­wa­na wia­ty­kiem, czy­li „za­opa­trze­niem” na czas po­dró­ży (łac. via­ti­cum).

foto_01-01_11-2013

Ja je­stem chle­bem ży­wym, któ­ry zstą­pił z nie­ba. Je­śli kto spo­ży­wa ten chleb, bę­dzie żył na wie­ki. Chle­bem, któ­ry Ja dam, jest mo­je Cia­ło za ży­cie świa­ta”. Te sło­wa Je­zu­sa zdu­mia­ły słu­cha­czy. Na ich wąt­pli­wo­ści od­po­wie­dział w do­bit­ny spo­sób: „Je­że­li nie bę­dzie­cie spo­ży­wać Cia­ła Sy­na Czło­wie­cze­go i nie bę­dzie­cie pi­li Krwi Je­go, nie bę­dzie­cie mie­li ży­cia w so­bie. Kto spo­ży­wa mo­je Cia­ło i pi­je mo­ją Krew, ma ży­cie wiecz­ne, a Ja go wskrze­szę w dniu osta­tecz­nym” (J 6, 51–54). Je­zus zwra­ca na­szą uwa­gę na to, że peł­ny udział w Eu­cha­ry­stii to ko­niecz­ność. Idąc za tym wska­za­niem, Ko­ściół sfor­mu­ło­wał jed­no z przy­ka­zań ko­ściel­nych zo­bo­wią­zu­ją­ce każ­de­go ka­to­li­ka do pla­nu mi­ni­mum: choć raz w ro­ku po­wi­nien przy­stą­pić do Ko­mu­nii Świę­tej.

Eu­cha­ry­stia jest cen­tral­nym punk­tem ży­cia re­li­gij­ne­go Ko­ścio­ła. Jed­nak już na po­cząt­ku XV w. dzie­ło O na­śla­do­wa­niu Chry­stu­sa upo­mi­na­ło się o wła­ści­wą cześć dla Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu. Zwró­co­no w nim uwa­gę, że piel­grzym­ki do róż­nych miejsc, gdzie lu­dzie „zwie­dza­ją ogrom­ne świą­ty­nie” i ca­łu­ją re­li­kwie świę­tych, ma­ją mniej­szy po­ży­tek du­cho­wy, niż sta­wie­nie się przed Sa­kra­men­tem Oł­ta­rza, w któ­rym jest obec­ny sam Bóg, „Świę­ty świę­tych”. Au­tor wy­ra­żał żal, „że wie­lu lu­dzi tak rzad­ko zwra­ca się ku tej zba­wien­nej ta­jem­ni­cy”. Sfor­mu­ło­wał dia­gno­zy pa­su­ją­ce do na­szych cza­sów: „Nie ce­nią bar­dziej te­go nie­wy­po­wie­dzia­ne­go da­ru, a dla­te­go wła­śnie, że moż­na go mieć na co dzień, od­wra­ca­ją się na­wet od nie­go! Przy­pu­ść­my, że ten naj­święt­szy Sa­kra­ment umiesz­czo­ny był­by tyl­ko w jed­nym sank­tu­arium i kon­se­kro­wa­ny tyl­ko przez jed­ne­go ka­pła­na na świe­cie, po­myśl­my, ja­kie pcha­ły­by się tam tłu­my, jak­że ob­le­ga­no by te­go ka­pła­na, aby uj­rzeć, jak od­pra­wia to Bo­skie mi­ste­rium. A tym­cza­sem ty­lu jest ka­pła­nów i w ty­lu miej­scach ofia­ro­wu­je się nam Chry­stus, aby oka­za­ła się tym więk­sza ła­ska­wość i mi­łość Bo­ga do czło­wie­ka, im sze­rzej roz­cho­dzi się po świe­cie Ko­mu­nia Świę­ta”. Wier­ny czy­tel­nik tej książ­ki, św. Igna­cy Loy­ola, dzię­ki za­ufa­niu po­kła­da­ne­mu w mo­cy Eu­cha­ry­stii upo­rząd­ko­wał swo­je ży­cie, a na­wet wzniósł wiel­kie dzie­ło za­ko­nu je­zu­itów. Kie­dy śpie­wa­my „Du­szo Chry­stu­so­wa, uświęć mnie. Cia­ło Chry­stu­so­we, zbaw mnie, Krwi Chry­stu­so­wa, na­pój mnie”, uży­wa­my słów je­go ulu­bio­nej mo­dli­twy. Na­śla­duj­my więc tak­że je­go wia­rę w moc Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu.

 

Mi­chał Nie­niew­ski