Drodzy Czytelnicy!

Ży­je­my jak zom­bie. Wpa­trze­ni w na­sze smart­fo­ny. Ba­da­nia do­wo­dzą, że do­ty­ka­my ich 2600 ra­zy (!) dzien­nie i prze­cięt­nie się­ga­my po nie co dzie­sięć mi­nut. Jak to wpły­wa na na­sze re­la­cje z in­ny­mi? Od­po­wiedź ma­my pod no­sem. W prze­no­śni i do­słow­nie. Spójrz­my na naj­bliż­szy sto­lik w ka­wiar­ni.

Grup­ka zna­jo­mych – wi­dać, że zna­ją się jak ły­se ko­nie. Sie­dzą ni­by ze so­bą, ale każ­dy z nich trzy­ma w rę­ku te­le­fon i re­agu­je na każ­de otrzy­ma­ne po­wia­do­mie­nie. A my? Na spo­tka­niach ro­dzin­nych trzy­ma­my smart­fon w dło­ni lub na sto­le. Bo jak to? Prze­ga­pić zdję­cie Tom­ka lub po­wia­do­mie­nie od Ani? Za nic w świe­cie!

Czy prze­mknę­ła nam kie­dyś przez gło­wę myśl, ile cza­su spę­dza­my wpa­trze­ni w ekran te­le­fo­nu? Po­le­cam spraw­dzić to obiek­tyw­nie, uży­wa­jąc choć­by przez kil­ka dni jed­nej z apli­ka­cji do mie­rze­nia cza­su i spo­so­bu je­go spę­dza­nia przez nas, gdy ma­my nos w smart­fo­nie. Wy­ni­ki mo­gą za­sko­czyć i prze­ra­zić. Z pew­no­ścią skoń­czą wy­mów­ki, że nie ma­my na nic cza­su. Bo go ma­my, tyl­ko mar­nu­je­my na scrol­lo­wa­nie Fa­ce­bo­oka, Twit­te­ra czy Pin­te­re­sta. A co gdy­by tak czas wy­li­czo­ny przez apli­ka­cję spę­dzić na na­uce na kla­sów­kę z ma­te­ma­ty­ki, spo­tka­niach ze zna­jo­my­mi, jeź­dzie na ro­we­rze, grze w ko­szy­ków­kę czy czy­ta­niu ksią­żek? W nu­me­rze przy­pa­tru­je­my się wiecz­nie za­lo­go­wa­ne­mu po­ko­le­niu i za­sta­na­wia­my nad tym, czy moż­li­wy jest po­wrót do świa­ta unplug­ged.

Z czę­ści dla bierz­mo­wa­nych do­wie­cie się, czym jest olej krzyż­ma i dla­cze­go jest wy­ko­rzy­sty­wa­ny przy udzie­la­niu sa­kra­men­tu Bierz­mo­wa­nia. Znaj­dzie­cie od­po­wiedź na sta­re py­ta­nie, czy Pan Bóg zsy­ła na nas cier­pie­nie. Po­zna­cie rów­nież le­kar­kę gi­ne­ko­lo­ga, któ­ra kie­dyś do­ko­ny­wa­ła abor­cji. Te­raz moż­na ją spo­tkać na Mar­szu dla Ży­cia w Wa­szyng­to­nie.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na