O Bo­gu waż­niej­szym od pie­nię­dzy, ka­rie­ry i sła­wy z Ka­ta­rzy­ną Stra­bu­rzyń­ską, psy­cho­lo­giem i au­tor­ką książ­ki Do­tyk Mi­ło­ści, roz­ma­wia Aga­ta Goł­da.

Mia­ła Pa­ni nie­wie­rzą­cych ro­dzi­ców, ale wie­rzą­cych dziad­ków. Jak to się sta­ło, że od­da­li­ła się Pa­ni od Bo­ga?

– Gdy mia­łam 14 lat, zmarł mój dzia­dek, z któ­rym by­łam bar­dzo bli­sko. Za­cho­ro­wał na cięż­ki no­wo­twór płuc, a ja do­wie­dzia­łam się o tym na krót­ko przed je­go śmier­cią. Dzia­dek miał moc­ną re­la­cję z Pa­nem Bo­giem. Roz­ma­wia­łam z nim du­żo o wie­rze. Bar­dzo prze­ży­łam je­go śmierć. To był dla mnie ko­niec świa­ta. Nie ro­zu­mia­łam, jak to moż­li­we, że ta­kie coś spo­tka­ło wie­rzą­cą oso­bę. Ob­ra­zi­łam się na Pa­na Bo­ga. Pa­mię­tam, że zło­ści­łam się na Nie­go.

Ja­koś to Pa­ni oka­zy­wa­ła?

– Mia­łam du­ży ob­ra­zek z Pa­nem Je­zu­sem Mi­ło­sier­nym. W gnie­wie go po­dar­łam. Od te­go mo­men­tu za­czę­łam się stop­nio­wo od­da­lać do Pa­na Bo­ga. Rok póź­niej przy­ję­łam bierz­mo­wa­nie, ale by­ło to bar­dzo po­wierz­chow­ne. Mia­łam w ser­cu pra­gnie­nie, by przy­jąć imię Mag­da­le­na, ale ksiądz po­wie­dział, że nie mo­gę go wy­brać.

Uza­sad­nił to?

– Wy­tłu­ma­czył mi, że to nie­god­ne imię, bo to by­ła kur­ty­za­na. Bar­dzo mnie to do­tknę­ło. Jesz­cze bar­dziej się zbun­to­wa­łam. Po bierz­mo­wa­niu prze­sta­łam się mo­dlić i rzad­ko cho­dzi­łam do ko­ścio­ła. W szko­le śred­niej wy­bra­łam dro­gę bez Pa­na Bo­ga.

To zna­czy?

– Ce­lem sta­ły się dla mnie pie­nią­dze, sła­wa i ka­rie­ra. W wie­ku 16 lat pra­co­wa­łam ja­ko ho­stes­sa przy róż­nych de­gu­sta­cjach i pro­mo­cjach. Pró­bo­wa­łam sił w mo­de­lin­gu i po­ka­zach mo­dy. Za­czę­łam do­brze za­ra­biać. W wie­ku 22 lat stwo­rzy­łam agen­cję re­kla­mo­wą, któ­ra do­brze pro­spe­ro­wa­ła. Póź­niej ja­ko psy­cho­log pro­wa­dzi­łam szko­le­nia do­ty­czą­ce roz­wo­ju oso­bi­ste­go dla róż­nych kor­po­ra­cji i in­sty­tu­cji, te­ra­pie opar­te na New Age i po­zy­tyw­nym my­śle­niu. Wplą­ta­łam się w okul­tyzm. Pro­pa­go­wa­łam feng shui. Pust­kę po śmier­ci dziad­ka i po Bo­gu (choć wte­dy tak te­go nie od­czu­wa­łam) za­peł­nia­łam pie­niędz­mi, im­pre­za­mi do bia­łe­go ra­na, al­ko­ho­lem, związ­ka­mi part­ner­ski­mi (ży­jąc w cu­dzo­łó­stwie) i za­ku­po­ho­li­zmem.

Na po­zór wszyst­ko ukła­da­ło się tak, jak Pa­ni te­go chcia­ła.

– Do cza­su. Naj­pierw za­czę­li od­cho­dzić moi klien­ci. My­śla­łam, że to chwi­lo­we pro­ble­my. Do­brze się ba­wi­łam i ży­łam z oszczęd­no­ści. Po­tem po­ży­cza­łam pie­nią­dze. W tym sa­mym cza­sie za­wa­lił mi się zwią­zek (ży­łam w kon­ku­bi­na­cie). By­ło fa­tal­nie, ale jesz­cze się sa­ma ze wszyst­kim bok­so­wa­łam. W koń­cu zo­sta­łam bez środ­ków do ży­cia i do­szłam do kre­su wy­trzy­ma­ło­ści. Pa­dłam wte­dy na ko­la­na i za­wo­ła­łam: „Pa­nie Je­zu, po­wiedz mi, co się dzie­je w mo­im ży­ciu, bo nie ro­zu­miem te­go”. Wie­dzia­łam, że Bóg jest mo­ją ostat­nią de­ską ra­tun­ku.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Najnowszy numer:
Najnowszy numer:
Polecamy: