Dogadać się z rodzicami

Ma­ma i ta­ta to dla więk­szo­ści z nas naj­waż­niej­sze oso­by w ży­ciu. Gdy re­la­cja z ni­mi jest moc­na i zdro­wa, uskrzy­dla. Ale cza­sem naj­zwy­czaj­niej w świe­cie – trud­no się do­ga­dać.

Ko­cha­my ro­dzi­ców, a oni ko­cha­ją nas. A jed­nak po­ja­wia­ją się mię­dzy na­mi pro­ble­my. Choć­by ro­dzi­ce by­li naj­wspa­nial­si, choć­by­śmy i my bar­dzo się sta­ra­li. Nie­któ­rych spięć moż­na unik­nąć, zmie­nia­jąc spo­sób ko­mu­ni­ka­cji. In­ne ma­ją po­waż­niej­sze przy­czy­ny i ich roz­wią­za­nie nie le­ży tyl­ko po na­szej stro­nie. Za­cznij­my od po­cząt­ku: co za­wdzię­cza­my ro­dzi­com?

Dom – na­sza ba­za

Po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa i za­spo­ko­je­nie naj­bar­dziej pod­sta­wo­wych po­trzeb, dzię­ki cze­mu mo­że­my my­śleć o roz­wo­ju, a nie tyl­ko o prze­trwa­niu – to da­ją nam ro­dzi­ce. Ob­ser­wu­jąc ma­mę i ta­tę, po­zna­je­my wzor­ce ko­bie­co­ści i mę­sko­ści. Dzię­ki nim bę­dzie­my twór­czo kształ­to­wać sa­mych sie­bie ja­ko ko­bie­ty i męż­czyzn. Bu­du­jąc więź z ro­dzi­ca­mi – uczy­my się, jak wcho­dzić w re­la­cje. Wła­śnie więź jest naj­cen­niej­szym pre­zen­tem, ja­ki nam da­ją.

foto_01-03_01-2015

Na czym po­le­ga? – Ko­cham cię nie za to, ja­ki je­steś i co ro­bisz, ale tak po pro­stu. Ko­cham, kie­dy jest do­bra oce­na i kie­dy jest źle, kie­dy się ra­zem śmie­je­my i kie­dy są do­ły – mó­wi pa­ni Mag­da­le­na Sa­bik, pe­da­gog spe­cjal­ny i in­struk­tor Szko­ły dla Ro­dzi­ców. Pa­ni Ewa Fus-Ku­bac­ka, na­uczy­ciel i so­cjo­te­ra­peut­ka, za­py­ta­ła uczniów 1. kla­sy gim­na­zjum, co dla nich ozna­cza sło­wo „więź”. Od­po­wie­dzie­li, że to coś trwa­łe­go, kon­takt, roz­mo­wa, od­da­nie, zjed­no­cze­nie, zgo­da, wspól­no­ta, mi­łość, za­ufa­nie, zro­zu­mie­nie. Brak wię­zi po­wo­du­je strach, obo­jęt­ność, ból, za­mknię­cie w so­bie, bez­rad­ność, brak sza­cun­ku i lek­ce­wa­że­nie. Zga­dza­cie się?

Sko­ro więź jest tak waż­na, a jej brak przy­no­si do­tkli­we skut­ki – jak ją two­rzyć? – Bu­du­ją ją ma­łe rze­czy. Ta­kie jak wspól­ny śmiech przy śnia­da­niu, czy­ta­nie tej sa­mej książ­ki, oglą­da­nie ra­zem fil­mu – mó­wi pa­ni Mag­da­le­na Sa­bik. Więź z ro­dzi­ca­mi to na­sza ba­za, dzię­ki któ­rej z od­wa­gą wcho­dzi­my w do­ro­słe ży­cie, po­zna­je­my świat, na­wią­zu­je­my re­la­cje, po­dej­mu­je­my pierw­sze sa­mo­dziel­ne de­cy­zje. Jed­nak na­wet gdy jest sil­na i zdro­wa, mo­gą przyjść pro­ble­my.

To idzie no­we

Gdy prze­sta­je­my być dzieć­mi, zmie­nia się na­sze po­dej­ście do ro­dzi­ców. Już ich nie ide­ali­zu­je­my, za­czy­na­my do­strze­gać ich wa­dy. Za­miast z ni­mi, chęt­niej spę­dza­my czas ze zna­jo­my­mi. Co­raz czę­ściej chce­my po­dej­mo­wać de­cy­zje sa­mi. Ro­dzi­ce czu­ją, że coś się zmie­nia, i nie jest to dla nich ła­twe. Pa­ni Ewa Fus-Ku­bac­ka mó­wi: – Ro­dzi­ce przy­cho­dzą do mnie, bo ma­ją kło­pot, że to dziec­ko, któ­re te­raz ma­ją przed so­bą, to nie to sa­mo dziec­ko, któ­re by­ło kie­dyś. Co jest dla nich naj­trud­niej­sze? – Brak kon­tak­tu fi­zycz­ne­go i emo­cjo­nal­ne­go, brak po­czu­cia, że są au­to­ry­te­tem, brak chę­ci spę­dza­nia wspól­ne­go cza­su – wy­mie­nia so­cjo­te­ra­peut­ka. Do­da­je też, że trud­na dla ro­dzi­ców jest kry­ty­ka ze stro­ny dziec­ka oraz to, że sa­mi kry­ty­ku­ją.

Zmia­ny nie idą tyl­ko w jed­ną stro­nę. Pa­ni Ewa pod­kre­śla, że ro­dzi­ce do­strze­ga­ją też plu­sy no­wej sy­tu­acji. Do­ce­nia­ją po­moc, któ­rą otrzy­mu­ją od dzie­ci, ich sa­mo­dziel­ność, dzię­ki któ­rej ma­ją wię­cej cza­su dla sie­bie. Po­ja­wia się u nich uczu­cie du­my, że dziec­ko zdo­by­wa no­we umie­jęt­no­ści: – Chło­pak na­pra­wia kran, dziew­czy­na ro­bi no­we da­nia. Ro­dzi­ce cie­szą się, że mo­gą wspól­nie z dzieć­mi uży­wać rze­czy, ciu­chów, ta­ta ra­zem z sy­nem mo­że na­pra­wiać ro­wer czy dzie­lić się nar­ta­mi – do­da­je. Ro­dzi­ce do­strze­ga­ją, że ich re­la­cja z dzieć­mi sta­je się bar­dziej doj­rza­ła, part­ner­ska.

Za­nim jed­nak to na­stą­pi, zmia­ny – i na plus, i na mi­nus – spo­wo­du­ją wie­le na­pięć.

Woj­na do­mo­wa

Wszyst­ko wska­zu­je na to, że nie da się jej unik­nąć. Moż­na co naj­wy­żej zła­go­dzić jej prze­bieg.

Pa­ni Ewa Fus-Ku­bac­ka uspo­ka­ja: Róż­ni­ca mię­dzy­po­ko­le­nio­wa wy­ni­ka z na­tu­ral­nej chę­ci ode­rwa­nia się od ro­dzi­ców i szu­ka­nia wła­snej toż­sa­mo­ści i au­to­no­mii. Każ­dy na­sto­la­tek w okre­sie doj­rze­wa­nia te­go szu­ka. To jed­ne z pod­sta­wo­wych ce­lów ży­cio­wych. Za­zna­cza jed­nak, że mo­że­my róż­nie prze­ży­wać ten etap. Je­śli ma­my więź z ro­dzi­ca­mi, jest więk­sza szan­sa, że prze­ży­je­my go do­brze i twór­czo. Mo­że­my kłó­cić się wte­dy o po­wierz­chow­ne spra­wy, ale w głę­bi ma­my za­ko­rze­nio­ne war­to­ści, któ­re prze­ka­za­li nam ro­dzi­ce – dzię­ki wię­zi.

Go­rzej, gdy za­miast wię­zi ma­my do czy­nie­nia z ro­dzi­ciel­ską wła­dzą. Wte­dy od­po­wie­dzią mo­że być bunt. Czym on jest? Pa­ni Ewa wy­ja­śnia: Bunt to nie­za­spo­ko­jo­na po­trze­ba wol­no­ści. A wol­ność to nie za­chcian­ka, tyl­ko bar­dzo waż­na ży­cio­wa po­trze­ba. Moż­na ją za­spo­ka­jać w róż­ny spo­sób, nie tyl­ko przez póź­ne wra­ca­nie do do­mu. Im mniej­sza więź, a więk­sza wła­dza, tym trud­niej przejść ten trud­ny dla obu stron etap. Co zro­bić, gdy ro­dzi­na za­miast się wspie­rać, zmie­nia się w po­li­gon?

Przy okrą­głym sto­le

Na do­mo­wej li­nii fron­tu nie ma wy­gra­nych, bo na­wet je­śli któ­raś ze stron od­nie­sie do­raź­ne zwy­cię­stwo, to je­go kosz­ty są za­zwy­czaj wy­so­kie. Dla­te­go war­to spró­bo­wać ina­czej. Przede wszyst­kim waż­na jest ko­mu­ni­ka­cja. – Każ­dy chło­pak i każ­da dziew­czy­na mo­że się na­uczyć wy­ra­żać emo­cje w spo­sób, któ­ry nie ra­ni – prze­ko­nu­je pa­ni Ewa Fus-Ku­bac­ka. Ten nie­ra­nią­cy spo­sób to ko­mu­ni­ka­ty „ja” oraz po­świę­ce­nie uwa­gi po­trze­bom. Je­śli czu­je­my emo­cje, np. smu­tek czy złość, spy­taj­my sie­bie, ja­ka po­trze­ba za ni­mi stoi? Roz­mo­wa o tym i go­to­wość, by wy­słu­chać po­trzeb ro­dzi­ców, jest jak za­pro­sze­nie do okrą­głe­go sto­łu. – Na­sto­la­tek mo­że na­ma­wiać ro­dzi­ców na de­ba­tę. Moż­na się na­ra­dzić, wy­brać kil­ka rze­czy do re­ali­za­cji i póź­niej zo­ba­czyć, co nam wy­szło. Bo o ile ma­łym dzie­ciom moż­na coś na­rzu­cić, z du­ży­mi się ne­go­cju­je – pod­su­mo­wu­je pa­ni Ewa.

By­wa­ją jed­nak sy­tu­acje, w któ­rych nie je­ste­śmy w sta­nie udźwi­gnąć cię­ża­ru od­po­wie­dzial­no­ści za re­la­cję z ro­dzi­ca­mi. Zwłasz­cza że w na­tu­ral­nym po­rząd­ku to na nich spo­czy­wa tro­ska o jej ja­kość. Pa­ni Ewa pod­kre­śla, że moż­na się uczyć, jak ra­dzić so­bie z bar­dzo trud­ny­mi emo­cja­mi – np. na warsz­ta­tach pro­wa­dzo­nych w wie­lu szko­łach. Pod­czas spo­tkań ucznio­wie na­wza­jem pod­po­wia­da­ją so­bie, jak od­re­ago­wać emo­cje. Ich po­my­sły to np. wyj­ście na bal­kon, bie­ga­nie, ro­wer, mu­zy­ka, ciem­ny po­kój.

Pa­ni Mag­da­le­na Sa­bik pod­kre­śla, że nie mo­że­my zo­stać sa­mi z pro­ble­ma­mi: – Aby prze­trwać, trze­ba móc ko­muś o tym po­wie­dzieć. Mu­si zna­leźć się ktoś, ko­mu moż­na za­ufać – mó­wi. W skraj­nych sy­tu­acjach (al­ko­hol, prze­moc psy­chicz­na czy fi­zycz­na, za­nie­dba­nie, nie­obec­ność fi­zycz­na czy emo­cjo­nal­na) nie bój­my się szu­kać po­mo­cy na ze­wnątrz.

A w co­dzien­nych utarcz­kach z ko­cha­ją­cy­mi nas ro­dzi­ca­mi, my, ko­cha­ją­cy na­sto­lat­ko­wie, spo­ty­kaj­my się jak naj­czę­ściej przy okrą­głym sto­le. Pa­mię­taj­my, że ten etap jest nie­zwy­kle waż­ny dla nas wszyst­kich. I dzię­kuj­my za ca­łe do­bro, któ­re prze­cież do­sta­je­my od na­szych „sta­rusz­ków”.

 

Mag­da­le­na Urlich