Do świętości przez służbę najmniejszym

Nie­zwy­kłe ży­cie św. Elż­bie­ty Wę­gier­skiej

Co ro­ku 17 li­sto­pa­da w ka­len­da­rzu li­tur­gicz­nym wspo­mi­na­my nie­zwy­kłą mło­dą świę­tą, pa­tron­kę Nie­miec, Wę­gier i fran­cisz­kań­skie­go za­ko­nu świec­kich. Elż­bie­ta, bo o niej mo­wa, ca­łe swo­je ży­cie pod­po­rząd­ko­wa­ła sło­wom z Ewan­ge­lii: „Wszyst­ko, co­kol­wiek uczy­ni­li­ście jed­ne­mu z Mo­ich naj­mniej­szych, Mnie­ście uczy­ni­li” (Mt 26, 40).

Świę­ta Elż­bie­ta ży­ła w cza­sach dość od­le­głych – uro­dzi­ła się w 1207 r. w Bra­ty­sła­wie ja­ko trze­cie dziec­ko An­drze­ja II, kró­la Wę­gier, i Ger­tru­dy, sio­stry św. Ja­dwi­gi Ślą­skiej. Mia­ła za­le­d­wie czte­ry la­ta, gdy zo­sta­ła za­rę­czo­na z Lu­dwi­kiem IV. Tak mło­dy wiek za­rę­czyn był jed­nak ów­cze­śnie dość czę­sto spo­ty­ka­ny na dwo­rach kró­lew­skich. Elż­bie­ta wy­cho­wy­wa­ła się wraz z na­rze­czo­nym na zam­ku Wart­burg. Wy­szła za mąż zgod­nie z za­mie­rze­niem swo­je­go oj­ca do­pie­ro 10 lat póź­niej, w wie­ku 14 lat. Z mał­żeń­stwa uro­dzi­ło się tro­je dzie­ci: Her­man, Zo­fia i Ger­tru­da. Jed­nak po 6 la­tach, w 1227 r. Lu­dwik zmarł pod­czas wy­pra­wy krzy­żo­wej w Brin­di­si we Wło­szech. I tak Elż­bie­ta zo­sta­ła wdo­wą, ma­jąc za­le­d­wie 20 lat.

Elż­bie­ta od wcze­snej mło­do­ści pra­gnę­ła cze­goś wię­cej niż tyl­ko wy­god­ne­go ży­cia księż­nicz­ki. Kie­dy zgod­nie z fran­koń­skim pra­wem spad­ko­wym opu­ści­ła wraz z dzieć­mi Wart­burg, za­miesz­ka­ła naj­pierw w po­bli­skim Eise­nach, a na­stęp­nie w Mar­bur­gu. Z wła­snych fun­du­szy zbu­do­wa­ła szpi­tal w mie­ście Go­tha, a po­tem wła­śnie w Mar­bur­gu. Ale nie spo­czę­ła tyl­ko na wy­bu­do­wa­niu i utrzy­my­wa­niu szpi­ta­la w tym mie­ście – był miej­scem, w któ­rym sa­ma chęt­nie słu­ży­ła. Pra­co­wa­ła tam do ostat­nich dni swe­go ży­cia, speł­nia­jąc wszyst­kie po­słu­gi. Przez ca­ły okres wdo­wie­go ży­cia św. Elż­bie­ta ni­gdy nie za­nie­dba­ła po­mo­cy ubo­gim, szcze­gól­niej­szą opie­ką da­rząc ka­le­ki, lu­dzi trę­do­wa­tych i szcze­gól­nie po­krzyw­dzo­nych przez los. Od­da­ła się wy­cho­wa­niu dzie­ci, mo­dli­twie, uczyn­kom po­kut­nym i mi­ło­sier­dziu. Zna­la­zła tak­że spo­wied­ni­ka, któ­rym był wy­so­ko po­sta­wio­ny w hie­rar­chii ko­ściel­nej nor­ber­ta­nin Kon­rad z Mar­bur­ga, słyn­ny ka­zno­dzie­ja i in­kwi­zy­tor. Pro­wa­dził ją dro­gą nie­zwy­kłej po­ku­ty. W 1228 r. Elż­bie­ta zło­ży­ła ślub wy­rze­cze­nia się świa­ta i przy­ję­ła ja­ko jed­na z pierw­szych ha­bit III za­ko­nu św. Fran­cisz­ka (tzw. ter­cjar­ski). Ostat­nie la­ta spę­dzi­ła w skraj­nym ubó­stwie, od­da­jąc się bez resz­ty cho­rym i bied­nym. Zmar­ła w no­cy z 16 na 17 li­sto­pa­da 1231 r. w wie­ku 24 lat.

Sła­wa jej świę­to­ści by­ła tak wiel­ka, że na jej grób za­czę­ły przy­cho­dzić piel­grzym­ki. Oj­ciec Kon­rad z Mar­bur­ga, ko­rzy­sta­jąc ze swe­go sta­no­wi­ska in­kwi­zy­to­ra, spi­sał jej ży­wot i zwró­cił się do Rzy­mu z for­mal­ną proś­bą o ka­no­ni­za­cję. Pa­pież Grze­gorz IX bez­zwłocz­nie wy­słał ko­mi­sję dla zba­da­nia ży­cia Elż­bie­ty i cu­dów, ja­kie mia­ły się dziać przy jej gro­bie. Stwier­dzo­no wów­czas ok. 60 nie­zwy­kłych wy­da­rzeń. W nie­zwy­kle krót­kim cza­sie, bo za­le­d­wie po czte­rech la­tach, Grze­gorz IX bul­lą z 27 ma­ja 1235 r. ogło­sił uro­czy­ście Elż­bie­tę świę­tą. Obec­nie jej re­li­kwie prze­cho­wy­wa­ne są w ko­ście­le pod we­zwa­niem św. Elż­bie­ty w Mar­bur­gu.

Naj­ży­wiej i naj­szyb­ciej roz­wi­nął się jej kult w za­ko­nach fran­cisz­kań­skich, gdyż by­ła jed­ną z pierw­szych ter­cja­rek w Eu­ro­pie, a jej sła­wa przy­czy­ni­ła się do dy­na­micz­ne­go wzro­stu po­boż­no­ści fran­cisz­kań­skiej w śre­dnio­wie­czu. Dzię­ki dzia­łal­no­ści za­ko­nów, a tak­że ogrom­nej po­pu­lar­no­ści sa­mej świę­tej kult ten roz­sze­rzył się nie­mal na ca­łą Eu­ro­pę. Naj­wię­cej ko­ścio­łów, ka­plic i ob­ra­zów po­świę­co­no jej w Niem­czech, Bel­gii, Fran­cji, Wło­szech i Hisz­pa­nii oraz w Pol­sce. Ko­ścio­ły pod jej we­zwa­niem znaj­dzie­my m.in. we Wro­cła­wiu, Ny­sie, Gdań­sku, Sta­rym Są­czu i w Po­wsi­nie.

Sa­ma Elż­bie­ta nie za­ło­ży­ła żad­ne­go za­ko­nu, ale to z jej ży­cia czer­pa­ła in­spi­ra­cję Do­ro­ta Wolf, któ­ra w XIX wie­ku w Ny­sie na Ślą­sku po­wo­ła­ła zgro­ma­dze­nie za­kon­ne, na­zwa­ne wła­śnie elż­bie­tan­ka­mi. Po­dob­nie jak sa­ma świę­ta, elż­bie­tan­ki sta­ra­ją się wi­dzieć Chry­stu­sa Ukrzy­żo­wa­ne­go przede wszyst­kim w cho­rych, bied­nych, sła­bych i po­ni­ża­nych. Dziś, wy­cho­dząc na­prze­ciw po­trze­bom Ko­ścio­ła, sio­stry pro­wa­dzą dzia­łal­ność pie­lę­gniar­ską i cha­ry­ta­tyw­ną w szpi­ta­lach, w do­mach, w za­kła­dach opie­kuń­czo-re­ha­bi­li­ta­cyj­nych, ka­te­chi­zu­ją w szko­łach i w przed­szko­lach, or­ga­ni­zu­ją re­ko­lek­cje dla dzie­ci i mło­dzie­ży, pra­cu­ją w do­mach dziec­ka oraz w pa­ra­fiach mi­syj­nych w 15 kra­jach świa­ta.

Elż­bie­ta, mi­mo że ży­ła w cza­sach bar­dzo od­le­głych, mo­że być nam dzi­siaj bli­ska. Zwłasz­cza wte­dy, kie­dy spo­ty­ka­my oso­by cho­re, star­sze, nie­do­łęż­ne, że­bra­ków na uli­cy czy bez­dom­nych na dwor­cach. Mo­że­my wte­dy pro­sić ją, by z na­mi mo­dli­ła się do Bo­ga o zo­ba­cze­nie w tych lu­dziach ob­ra­zu sa­me­go Chry­stu­sa, któ­ry idąc na mę­kę, po­dob­nie jak oni nie miał wdzię­ku ani bla­sku, aby na nie­go po­pa­trzeć, ani wy­glą­du, by się nam po­do­bał, jak mó­wi pro­rok Iza­jasz.

 

(oprac. r.m.)

 

Mo­dli­twa przez wsta­wien­nic­two św. Elż­bie­ty Wę­gier­skiej

Wszech­mo­gą­cy Bo­że, dzię­ki Two­jej ła­sce Świę­ta Elż­bie­ta wi­dzia­ła i czci­ła Chry­stu­sa w ubo­gich, za jej wsta­wien­nic­twem daj nam du­cha mi­ło­ści, aby­śmy wy­trwa­le słu­ży­li po­trze­bu­ją­cym i cier­pią­cym. Przez Chry­stu­sa Pa­na na­sze­go. Amen.