Depresja to nie „foch”

Z de­pre­sją zma­ga się czte­ry proc. na­sto­lat­ków, ale ob­ja­wy de­pre­syj­ne mo­że prze­ja­wiać aż co pią­ta oso­ba. Jak ją od­róż­nić od przed­wio­sen­ne­go spad­ku for­my czy chwi­lo­we­go przy­gnę­bie­nia?

Naj­waż­niej­sze na po­czą­tek: de­pre­sja to cho­ro­ba. Nie tak ła­twa do po­ko­na­nia jak gry­pa, ale do okieł­zna­nia z po­mo­cą spe­cja­li­stów. Nie­le­czo­na mo­że mieć po­waż­ne skut­ki ubocz­ne, z pró­ba­mi sa­mo­bój­czy­mi włącz­nie.

Trud­ne doj­rze­wa­nie

Za­cznij­my od prze­strze­ni, w któ­rej mo­że po­ja­wić się cho­ro­ba. Cóż, Ame­ry­ki nie od­kry­je­my, je­śli po­wie­my, że okres doj­rze­wa­nia to je­den z naj­trud­niej­szych eta­pów w ży­ciu. Zmie­nia się wszyst­ko: ty­po­wo ko­le­żeń­ska re­la­cja mo­że się prze­ro­dzić w pierw­szą mi­łość, doj­rze­wa­ją­ce cia­ło mo­że bu­dzić nie­po­kój i za­wsty­dze­nie, po­ja­wia­ją się no­we szko­ły i gru­py ró­wie­śni­cze, w któ­rych trze­ba „za­wal­czyć” o swo­ją po­zy­cję. W do­dat­ku co­raz ja­skra­wiej ry­su­ją się wszel­kie nie­do­sko­na­ło­ści ro­dzi­ców, któ­rzy na­gle prze­sta­ją być wszech­wie­dzą­cy i wszech­wład­ni. I ten świat – ta­ki nie­spra­wie­dli­wy, pe­łen hi­po­kry­zji, z upa­dły­mi au­to­ry­te­ta­mi… To na­praw­dę moż­ne czło­wie­ka przy­gnę­bić.

Fot. Da­vid Pe­re­iras Vil­la­gra¡ © 123RF.com

Tu mu­si­my się za­trzy­mać: choć okres doj­rze­wa­nia jest obiek­tyw­nie trud­ny, z bu­zu­ją­cy­mi emo­cja­mi i skłon­no­ścia­mi do na­prze­mien­nej apa­tii i wy­bu­cho­wo­ści, tłu­ma­cze­nie prze­dłu­ża­ją­cych się sta­nów izo­la­cji, chan­dry czy otę­pie­nia nie moż­na za­wsze z gó­ry uza­sad­niać „trud­nym wie­kiem”. O de­pre­sji nie da się po­wie­dzieć: aha, to cha­rak­te­ry­stycz­ne dla okre­su doj­rze­wa­nia, mi­nie z wie­kiem. Bo nie­le­czo­na de­pre­sja nie mi­nie.

Krzyw­dzą­ce mi­ty

To był pierw­szy mit: że „fo­chy na­sto­lat­ków” to po pro­stu „fo­chy na­sto­lat­ków” a nie żad­na tam cho­ro­ba psy­chicz­na.

Mit dru­gi gło­si, że na de­pre­sję cho­ru­ją dzie­ci uza­leż­nio­nych ro­dzi­ców (al­ko­ho­li­ków, nar­ko­ma­nów…), na­sto­lat­ki, któ­re sa­me się­ga­ją po pro­cen­ty lub do­pa­la­cze, dzie­ci z bied­nych ro­dzin i sze­ro­ko po­ję­tych „trud­nych śro­do­wisk”. W rze­czy­wi­sto­ści za­cho­ro­wać mo­gą tak­że dzie­ci z „do­brych do­mów”, któ­re ma­ją kil­ka­set zło­tych kie­szon­ko­we­go i na­praw­dę faj­nych ro­dzi­ców.

Mit trze­ci: „on nie ma de­pre­sji, to po pro­stu okrop­ny leń!”. Tym­cza­sem rze­ko­me „le­ni­stwo” w przy­pad­ku osób cho­rych na de­pre­sję to po pro­stu ob­ja­wy cho­ro­by m.in. smu­tek, nie­moż­ność prze­ży­wa­nia ra­do­ści („nic mnie nie cie­szy”), po­rzu­ce­nie swo­je­go hob­by, spo­wol­nie­nie, zmę­cze­nie, brak ener­gii i lęk. Na­sto­lat­ki z ob­ja­wa­mi de­pre­syj­ny­mi mie­wa­ją trud­no­ści w kon­cen­tra­cji i za­pa­mię­ty­wa­niu, cze­go efek­tem by­wa po­gor­sze­nie wy­ni­ków w na­uce.

Mit czwar­ty po­głę­bia błęd­ne prze­ko­na­nie, że za­gro­że­ni de­pre­sją są co naj­wy­żej wy­co­fa­ni in­tro­wer­ty­cy. „Kaś­ka? Ta sza­lo­na i prze­bo­jo­wa du­sza to­wa­rzy­stwa, kró­lo­wa każ­dej im­pre­zy? Ona ma de­pre­sję? Chy­ba żar­tu­jesz!”. Tyl­ko jak po­go­dzić to prze­ko­na­nie z fak­tem, że w ga­bi­ne­cie psy­cho­te­ra­peu­ty nie­je­den na­sto­la­tek przy­zna­je, iż ra­do­snym cwa­nia­kiem jest tyl­ko „na ze­wnątrz”? Oczy­wi­ście, do cza­su, kie­dy de­pre­sja nie po­zwo­li mu wstać z łóż­ka. Na de­pre­sję mo­gą cier­pieć wzo­ro­wi ucznio­wie i kla­so­we bła­zny. Sza­re mysz­ki i draż­li­wi awan­tur­ni­cy. To cho­ro­ba de­mo­kra­tycz­na – mo­że do­tknąć każ­de­go.

De­pre­sja czy chan­dra?

Za­tem po czym po­znać, czy ob­ni­że­nie na­stro­ju to zwy­kłe zi­mo­we prze­si­le­nie, czy mo­że już po­wód do kon­sul­ta­cji ze spe­cja­li­stą? Oprócz wy­mie­nio­nych wy­żej cech cha­rak­te­ry­stycz­nych de­pre­sji, nie­rzad­ko my­lo­nych z ob­ra­zem „na­sto­lat­ka-le­nia”, war­to jesz­cze wy­mie­nić draż­li­wość, chwiej­ność na­stro­ju i po­bu­dze­nie psy­cho­ru­cho­we. Oso­by w sta­nach de­pre­syj­nych po­rzu­ca­ją kon­tak­ty z przy­ja­ciół­mi, czę­sto wy­co­fu­jąc się do świa­ta wir­tu­al­ne­go. Ra­no z tru­dem wy­cho­dzą spod koł­dry, za to wie­czo­rem zmie­nia­ją się w „noc­ne mar­ki”. Po­ja­wia­ją się u nich zmia­ny ape­ty­tu – mie­wa­ją na­pa­dy gło­du lub prze­ciw­nie – nie czu­ją go nie­mal w ogó­le. Sy­gna­łem alar­mo­wym mo­że też być za­nie­cha­nie dba­ło­ści o wy­gląd („wszyst­ko mi jed­no, jak wy­glą­dam”). Na­sto­lat­ki w de­pre­sji skar­żą się na bó­le brzu­cha, gło­wy, mo­gą się sa­mo­oka­le­czać, a tak­że nad­mier­nie in­te­re­su­ją się śmier­cią, sa­mo­bój­stwa­mi. To o wie­le po­waż­niej­szy stan od chwi­lo­we­go: „nic mi się nie chce, zo­sta­ję dziś w do­mu”. Okre­so­wa nie­moc do­pa­da cza­sem każ­de­go z nas. Zwy­kle wy­star­czy się wy­spać, obej­rzeć do­bry film, zjeść cze­ko­la­dę i po­plot­ko­wać ze zna­jo­my­mi. Z kla­sycz­ną de­pre­sją ża­den z tych „do­mo­wych spo­so­bów” so­bie nie po­ra­dzi. Tu jest po­trzeb­na psy­cho­te­ra­pia, za­ży­wa­nie le­ków a w po­waż­nych sta­nach – po­byt w szpi­ta­lu. De­pre­sji nie wol­no ani le­czyć, ani dia­gno­zo­wać na wła­sną rę­kę (tak­że przy po­mo­cy te­go ar­ty­ku­łu)!

O de­pre­sji nie da się po­wie­dzieć: aha, to cha­rak­te­ry­stycz­ne dla okre­su doj­rze­wa­nia, mi­nie z wie­kiem. Bo nie­le­czo­na de­pre­sja nie mi­nie.

S.O.S.!

Jesz­cze kil­ka­dzie­siąt lat te­mu o oso­bach cier­pią­cych na za­bu­rze­nia psy­chicz­ne mó­wi­ło się, że to wa­ria­ci al­bo świ­ry. Świa­do­mość spo­łecz­na się zmie­nia i cho­ro­by psy­chicz­ne są już oswo­jo­ne. Tak­że de­pre­sja na­sto­lat­ków, któ­ra szcze­gól­nie w ostat­nich la­tach sta­ła się te­ma­tem go­rą­cym, głów­nie ze wzglę­du na du­ży nie­do­bór spe­cja­li­stów od mło­dzie­ży: psy­chia­trów, psy­cho­te­ra­peu­tów i psy­cho­lo­gów. Jed­nak mi­mo co­raz więk­szej wie­dzy o cho­ro­bie, nie każ­dy po­trze­bu­ją­cy na­sto­la­tek znaj­du­je em­pa­tycz­ne wspar­cie wśród swo­ich ro­dzi­ców czy na­uczy­cie­li. „Dzi­siaj w szko­le do­sta­łam ta­kie­go ata­ku pa­ni­ki, że sły­sza­łam krzy­ki, któ­re wręcz roz­sa­dza­ły mi gło­wę – na­pi­sa­ła na jed­nym z fo­rów We­ro­ni­ka. – Pie­lę­gniar­ka szkol­na mó­wi­ła mi, że to wszyst­ko sie­dzi tyl­ko w mo­jej gło­wie i mu­szę my­śleć po­zy­tyw­nie. Ja po­wie­dzia­łam, że to tak nie dzia­ła, nie umiem. Do­sta­łam ochrzan za to, że so­bie wma­wiam ta­kie rze­czy i po­ucze­nie, że­by za­kła­dać dłuż­sze spód­ni­ce, bo wstyd, że in­ni mo­gą zo­ba­czyć bli­zny po tym, jak się cię­łam”…

Cza­sem pierw­szy krok ła­twiej po­sta­wić wir­tu­al­nie. War­to zaj­rzeć na www.forumprzeciwdepresji.pl lub za­dzwo­nić do an­ty­de­pre­syj­ne­go te­le­fo­nu za­ufa­nia (dzia­ła w każ­dą śro­dę i czwar­tek w go­dzi­nach 17.00–19.00 pod nu­me­rem 22 594 91 00).

Kie­dy w naj­bliż­szym oto­cze­niu trud­no zna­leźć za­ufa­ną oso­bę, któ­rej moż­na by się zwie­rzyć, war­to ro­zej­rzeć się da­lej, sze­rzej. A gdy­by tak umó­wić się z ulu­bio­ną cio­cią, li­de­rem wspól­no­ty al­bo ma­mą ko­le­żan­ki? To waż­ne, aby w tak trud­nej sy­tu­acji nie zo­stać sa­me­mu.

Mag­da Gu­ziak-No­wak

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.