Czystość dostałam w pakiecie

Do mo­jej pu­sty­ni z ca­łą swo­ją mo­cą, mi­ło­ścią i pięk­nem wtar­gnął Je­zus Chry­stus, w jed­nej se­kun­dzie uzdra­wia­jąc mnie z de­pre­sji i uwal­nia­jąc z nie­umie­jęt­no­ści prze­ba­cze­nia so­bie.

Na­uka Ko­ścio­ła w za­kre­sie czy­sto­ści by­ła dla mnie bez sen­su. We wstrze­mięź­li­wo­ści wi­dzia­łam tyl­ko sztucz­ność, w za­cho­wa­niu dzie­wic­twa – prze­dziw­ne, hi­sto­rycz­ne pięt­no.

Mo­że by­ło tak, bo sa­ma z za­cho­wa­niem czy­sto­ści mia­łam spo­re pro­ble­my – od po­żą­dli­wo­ści oczu, flir­tu i por­no­gra­fii, po nie­upo­rząd­ko­wa­ne re­la­cje sek­su­al­ne z męż­czy­zna­mi, ko­bie­ta­mi i wspól­ne miesz­ka­nie pod jed­nym da­chem. Ale ta­kie tłu­ma­cze­nie mo­je­go bun­tu prze­ciw szó­ste­mu przy­ka­za­niu jest du­żym uprosz­cze­niem.

foto_01-02_21-2015

Przez wszyst­kie la­ta głów­nie stu­denc­kie­go ży­cia by­łam oso­bą, jak mi się wów­czas wy­da­wa­ło, wie­rzą­cą. Cho­dzi­łam do dusz­pa­ster­stwa, nie­mal co­dzien­nie przy­stę­po­wa­łam do Ko­mu­nii św., czę­sto do spo­wie­dzi, czy­ta­łam po­boż­ną lek­tu­rę. Mia­łam więc świa­do­mość, że każ­dy nie­upo­rząd­ko­wa­ny kon­takt sek­su­al­ny był grze­chem. Oczy­wi­ście, ro­dzi­ło to fru­stra­cję, a ta więk­sze znie­chę­ce­nie i po­czu­cie od­rzu­ce­nia, co jesz­cze moc­niej kie­ro­wa­ło mnie w ob­ję­cia tych, u któ­rych szu­ka­łam ak­cep­ta­cji i bli­sko­ści, a znaj­do­wa­łam prze­lot­ne za­spo­ko­je­nie. Znów po­ja­wiał się grzech, któ­ry jak la­wi­na, po la­tach ta­kiej plą­ta­ni­ny, spra­wił, że zna­la­złam się na skra­ju wy­czer­pa­nia ner­wo­we­go, w sil­nej de­pre­sji i po­czu­ciu to­tal­ne­go bez­sen­su.

Gdy po la­tach zma­gań sta­nę­łam w praw­dzie, tym, co ude­rzy­ło mnie naj­moc­niej, był już nie wy­miar cu­dzo­łó­stwa, ale prze­ko­na­nie, że Bo­ga nie ma. Al­bo że nie jest do koń­ca do­bry. Prze­sta­łam się sta­rać, ży­łam z dnia na dzień. W po­czu­ciu względ­ne­go ate­izmu prze­we­ge­to­wa­łam ko­lej­ne dwa la­ta, ma­rząc o śmier­ci.

I wte­dy stał się cud. Tak. Na­gle, nie­spo­dzie­wa­nie, nie wia­do­mo dla­cze­go. Do mo­jej pu­sty­ni z ca­łą swo­ją mo­cą, mi­ło­ścią i pięk­nem wtar­gnął Je­zus Chry­stus, w jed­nej se­kun­dzie uzdra­wia­jąc mnie z de­pre­sji i uwal­nia­jąc z nie­umie­jęt­no­ści prze­ba­cze­nia so­bie. Ogrom Je­go ła­ski był dla mnie nie­wy­tłu­ma­czal­ny. Po­dob­nie jak świa­do­mość, że On jest i że nie­ustan­nie przy mnie był. Że mógł oka­zać swo­ją chwa­łę wcze­śniej, po­wstrzy­mu­jąc mnie przed wie­lo­ma głu­pi­mi de­cy­zja­mi, któ­rych kon­se­kwen­cję po­no­szę do dzi­siaj. A jed­nak w swo­im nie­skoń­czo­nym mi­ło­sier­dziu po­zwo­lił na to, by grzech pa­no­szył się w mo­im ży­ciu, by wszę­dzie tam, gdzie by­ło ze­psu­cie, jesz­cze ob­fi­ciej roz­la­ła się Je­go ła­ska. To nie­sa­mo­wi­te!

Czy­stość do­sta­łam nie­ja­ko w pa­kie­cie. Ot, pstryk­nię­cie pal­ca­mi. Pa­mię­tam, jak rzu­ci­łam ak­tem strze­li­stym: „Bo­że, al­bo za­bierz ode mnie ten syf, al­bo ja się wy­pi­su­ję. Ja mam de­cy­zję, Ty masz to re­ali­zo­wać”. Ta­ki szan­taż emo­cjo­nal­ny i Bóg na to przy­stał. W jed­nej chwi­li sta­łam się cał­ko­wi­cie wol­na. W jed­nej se­kun­dzie! Nie mam pro­ble­mów z czy­sto­ścią, po­kus, któ­re by mnie przy­mu­sza­ły, żad­nych pa­lą­cych pra­gnień, któ­re ni­gdy w peł­ni nie da­wa­ły mi te­go, cze­go po­trze­bo­wa­łam. Nie ma po­czu­cia bra­ku mi­ło­ści, bo Je­go mi­łość i ak­cep­ta­cja jest nie­ustan­nie na­de mną. Od­na­la­złam po­kój i nor­mal­ność. Je­stem szczę­śli­wa. A trud za­cho­wa­nia czy­sto­ści ze stu pro­cent zma­lał do jed­ne­go pro­cen­ta – mo­je­go ak­tu wo­li. Bo sto­ję w au­to­ry­te­cie Je­zu­sa Chry­stu­sa. On jest Księ­ciem Czy­sto­ści. To On rzą­dzi mo­im ży­ciem.

 

oprac. Do­mi­ni­ka Pu­ty­ra