Czy Pan Bóg nie mógł wymyślić nic lepszego?

Wciąż wra­ca py­ta­nie o śmierć Je­zu­sa. Wie­rzy­my, że to Syn Bo­ży, wy­zna­je­my praw­dę o Bo­żej Mi­ło­ści, dzię­ki któ­rej ma­my do­stęp do Zba­wie­nia, ale czy nie moż­na by­ło te­go roz­wią­zać ja­koś mniej bru­tal­nie? Nie ma ro­ku, aby co naj­mniej kil­ka osób nie za­da­ło te­go py­ta­nia: a to w ko­re­spon­den­cji, a to w pro­wa­dzo­nych prze­ze mnie au­dy­cjach ra­dio­wych, a to w cza­sie ka­te­che­zy, a na­wet pod­czas spo­wie­dzi.

Nie ma się co oszu­ki­wać: nie zgłę­bi­my ni­gdy Bo­żych Ta­jem­nic, Stwór­ca od­sło­nił nam tyl­ko to, co jest nam po­trzeb­ne do zba­wie­nia, do te­go, aby tę dro­gę roz­po­znać i w spo­sób wol­ny ją wy­brać. Mo­że­my za­tem, a na­wet po­win­ni­śmy sta­wiać ta­kie py­ta­nia i po­win­ni­śmy na nie od­po­wia­dać. Od­po­wiedź ni­gdy nie bę­dzie peł­na, nie bę­dzie do koń­ca sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ca, ale sa­mo szu­ka­nie jest dla czło­wie­ka twór­cze, sa­mo szu­ka­nie po­zwa­la „po­zna­wać” Bo­ga, czy­li przy­bli­żać się do Je­go mi­ło­ści.

Spró­buj­my za­tem jesz­cze raz…

Spójrz­my, jak wiel­ka jest mi­łość Bo­ga do czło­wie­ka... Mógł ina­czej nas zba­wić, ale chciał, aby by­ło czy­tel­ne w ludz­kich ka­te­go­riach, jak wie­le jest go­tów zro­bić dla każ­de­go z nas.

Każ­de opo­wia­da­nie o mi­ło­ści jest pięk­ne, mo­że wzru­szać, ale jed­nak jest od­le­głe, je­śli je je­dy­nie sły­szy­my. Du­żo wię­cej z ta­kiej hi­sto­rii zro­zu­mie­my, przyj­mie­my, gdy tę re­la­cję zda­je nam ktoś bli­ski, ktoś, kto sam uczest­ni­czył w wy­da­rze­niach, o któ­rych mó­wi.

Syn Bo­ży przy­jął ludz­kie cia­ło i prze­szedł przez tę zie­mię ja­ko czło­wiek, ma­ło te­go, jest praw­dą wia­ry, któ­rą mu­si­my so­bie od cza­su do cza­su przy­po­mi­nać, że Je­zus w prze­ży­wa­niu Swe­go czło­wie­czeń­stwa zu­peł­nie zre­zy­gno­wał z mo­cy Bo­żej. Z owej mo­cy ko­rzy­stał je­dy­nie dla in­nych, ko­rzy­stał, aby Je­go na­ucza­nie sta­ło się wia­ro­god­ne, ale sam ni­cze­go so­bie nie uła­twiał.

Dla­te­go Je­go Mę­ka i Je­go Śmierć są tak bar­dzo wy­mow­ne. Mo­że­my – tro­chę pa­ra­fra­zu­jąc – po­wie­dzieć, że z Krzy­ża wo­łał: „Zo­bacz, jak bar­dzo mi na To­bie za­le­ży! Jak bar­dzo pra­gnę Two­jej od­po­wie­dzi na Bo­żą Mi­łość! Za­płacz nad swo­im grze­chem, po­patrz, do cze­go pro­wa­dzi każ­de zło, każ­de odej­ście od Wo­li Me­go Oj­ca!”.

Po­za tym wy­wyż­sze­nie Krzy­ża przy­po­mi­na, że nikt nie zo­stał przez Bo­ga opusz­czo­ny, On chce, aby ten Znak przy­po­mi­nał wszyst­kim, któ­rzy na nie­go po­pa­trzą, że On nas ro­zu­mie, że On – w ludz­kim wy­mia­rze – cier­pi i że moż­na mu ulżyć w Je­go cier­pie­niu przez przy­ję­cie wszyst­kich tru­dów nie­sio­nych przez ży­cie.

Każ­dy, ko­mu się wy­da­je, że jest za­po­mnia­ny przez Pa­na Bog,a wy­obra­ża so­bie, że szczę­ście moż­na osią­gnąć, gdy są speł­nia­ne wła­sne pla­ny i ma­rze­nia, a tym­cza­sem praw­da obiek­tyw­na jest zu­peł­nie in­na. Na­sze wy­obra­że­nia ma­ją wy­miar i war­tość chwi­li, Bo­że pla­ny za­pra­sza­ją nas do szczę­ścia w wiecz­no­ści – u Je­go bo­ku. Na­wet trud­na dro­ga jest lep­sza, je­śli pro­wa­dzi do speł­nie­nia Bo­żych obiet­nic.

Mo­że trze­ba się też uczyć po­słu­szeń­stwa, aby choć raz dzien­nie speł­niać nie swo­ją wo­lę. To oczy­wi­ście mu­si być roz­trop­ne – nie wol­no speł­nić cu­dzej wo­li, je­śli pro­wa­dzi do zła, na­wet jak­by by­ła po­le­ce­niem służ­bo­wym czy ro­dzi­ciel­skim. Ale umieć zre­zy­gno­wać ze swo­jej wo­li, z wy­po­wie­dze­nia uwag, któ­re wła­ści­wie nic nie wno­szą, to po­czą­tek wiel­ko­ści czło­wie­ka, któ­ry w ten spo­sób bu­du­je do­brze ro­zu­mia­ną po­ko­rę – peł­ną po­czu­cia wła­snej war­to­ści, ale też ci­cho­ści i jed­no­ści z Pa­nem Bo­giem.

Zjed­no­cze­nie się z Chry­stu­sem, na ad­o­ra­cji i przez przyj­mo­wa­nie Ko­mu­nii Świę­tej jest spo­so­bem, aby uf­ność Chry­stu­sa prze­ni­ka­ła nas od we­wnątrz, by sta­wa­ła się rów­nież na­szym udzia­łem.

W cza­sie, któ­ry te­raz prze­ży­wa­my moż­na (w li­tur­gii i oso­bi­ście, sa­me­mu, na­wet we wła­snym miesz­ka­niu) ad­o­ro­wać Krzyż – oczy­wi­ście nie ja­ko chwa­łę mę­ki, ale ja­ko uwiel­bie­nie Mi­ło­ści, któ­ra przez Krzyż po­ka­zu­je jak wiel­ka jest mi­łość do każ­de­go z nas, jak bar­dzo Bo­gu na mnie i na to­bie za­le­ży.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski