Czy Jezus mógł się zbuntować?

Jak przy­jąć do wia­do­mo­ści, że Je­zus nie zbun­to­wał się wo­bec wy­da­ne­go na sie­bie wy­ro­ku? Czy w ogó­le miał ta­ką moż­li­wość? Dla­cze­go do­bro­wol­nie przy­jął na sie­bie nie­za­słu­żo­ną żad­ną wła­sną wi­ną śmierć?

Bunt to na­tu­ral­na re­ak­cja, któ­ra po­ja­wia się za­wsze wte­dy, gdy ktoś chce na­ru­szyć na­sze do­bro. Mło­dzi lu­dzie bun­tu­ją się wy­jąt­ko­wo czę­sto. Mło­dość to czas, w któ­rym je­ste­śmy bar­dziej niż zwy­kle wraż­li­wi i nie chce­my do­pu­ścić do te­go, aby kto­kol­wiek (łącz­nie z ro­dzi­ca­mi) na­ru­szał na­szą sa­mo­dziel­ność, wol­ność, swo­bo­dę – krót­ko mó­wiąc ja­kieś do­bro, któ­re nam się na­le­ży.

Te­raz wy­obraź­my so­bie, że ktoś w wy­jąt­ko­wo bru­tal­ny, be­stial­ski spo­sób chce ode­brać nam ży­cie. Kto w ta­kiej sy­tu­acji za­cho­wał­by mil­cze­nie? Kto zre­zy­gno­wał­by z wal­ki? Kto mi­mo świa­do­mo­ści by­cia nie­win­nym pod­dał­by się nie­za­słu­żo­nej ka­rze i po­zwo­lił­by na swo­je uni­ce­stwie­nie?

foto_01-01_05-2014

Od­po­wiedź brzmi: Je­zus!

Wie­lo­krot­nie słu­cha­jąc w ko­ście­le opi­su Mę­ki Pań­skiej, trud­no by­ło mi zro­zu­mieć po­sta­wę Je­zu­sa. Nie mo­głam po­jąć, dla­cze­go On mil­czy? Cza­sem na­ra­sta­ła we mnie swe­go ro­dza­ju złość i ob­my­śla­łam, co po­wi­nien po­wie­dzieć. Dla­cze­go po­zwa­la na to, aby oplu­wa­li Go i wy­zy­wa­li zbrod­nia­rze, któ­rzy za chwi­lę do­ko­na­ją strasz­li­wej eg­ze­ku­cji? Dla­cze­go po­zwa­la na zmie­sza­nie się z bło­tem, na ośmie­sza­nie, drwi­ny, ob­ra­że­nie wo­bec lu­dzi, uko­ro­no­wa­nie cie­nio­wą ko­ro­ną i po­gar­dę? Dla­cze­go nie za­wo­ła do Nie­ba i nie spu­ści na nich wszyst­kich gro­mów? Dla­cze­go nie za­cho­wu­je się „jak ba­ra­nek na rzeź pro­wa­dzo­ny”?

Od­po­wiedź na te wszyst­kie py­ta­nia jest za­ra­zem bar­dzo pro­sta i bar­dzo trud­na. Je­zus mi­mo po­twor­ne­go cier­pie­nia, mi­mo chwi­li sła­bo­ści wy­ra­ża­ją­cej się w sło­wach z ogro­du Oliw­ne­go: „Oj­cze, je­śli to moż­li­we, od­bierz ode mnie ten kie­lich” ma peł­ną świa­do­mość swo­jej mi­sji. On przy­szedł na świat wła­śnie po to, aby po­nieść śmierć, któ­rą od­ku­pi ludz­kość. Nie za­mie­rza sprze­ci­wiać się Bo­żej wo­li. Na­le­ży w tym miej­scu pa­mię­tać o tym, że On sam jest Bo­giem. Przy­szedł na świat, aby wy­peł­nić hi­sto­rię zba­wie­nia czło­wie­ka – prze­zwa­ną raj­skim nie­po­słu­szeń­stwem. Jest no­wym Ada­mem, któ­ry do­peł­nia zbaw­czej mi­sji.

W od­róż­nie­niu od na­sze­go pra­oj­ca Ada­ma nie bun­tu­je się wo­bec Bo­żej wo­li, ale cał­ko­wi­cie się jej pod­da­je.

Sło­wa wy­po­wie­dzia­ne w ogrój­cu nie są za­tem chę­cią re­zy­gna­cji z do­peł­nie­nia zbaw­cze­go po­słan­nic­twa, nie są od­wró­ce­niem się od Bo­że­go za­my­słu, ale je­dy­nie świa­dec­twem ludz­kiej na­tu­ry Je­zu­sa.

Je­zus nie bun­tu­je się, bo jest „spo­koj­ny” o to, że znaj­du­je się „w do­brych rę­kach” – w rę­kach Swe­go Oj­ca. Ma świa­do­mość te­go, jak skoń­czy się Je­go mę­ka. Wie, że zmar­twych­wsta­nie po trzech dniach od śmier­ci. Rę­ce je­go opraw­ców po­twor­nie go ska­tu­ją i spo­nie­wie­ra­ją, a w koń­cu ukrzy­żu­ją, ale ostat­ni ruch na­le­ży tu­taj do Bo­ga. On w koń­cu po­dźwi­gnie Go z gro­bu. Rę­ka Bo­ska zwy­cię­ży nad ludz­ką. Śmierć zo­sta­nie po­ko­na­na i za­ja­śnie­je zba­wie­nie.

Od Je­zu­sa każ­dy z nas mógł­by na­uczyć się wiel­kiej po­ko­ry i za­ufa­nia. Nikt in­nych nie stał­by z „za­ło­żo­ny­mi rę­ka­mi”, bę­dąc wy­da­wa­nym na nie­za­słu­żo­ną śmierć. Je­go mil­cze­nie w tych dniach jest szcze­gól­nie wy­mow­ne.

 

Ka­ro­li­na Po­lak