Czemu nie?

Czym jest aser­tyw­ność?

Sło­wo aser­tyw­ność jest czę­sto ro­zu­mia­ne opacz­nie i w spo­sób nie­peł­ny. Obie­go­wa de­fi­ni­cja aser­tyw­no­ści to umie­jęt­ność mó­wie­nia „nie”. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak to znacz­nie wię­cej. Po­wie­dzieć „nie” nie jest wca­le aż tak trud­no jak to, aby przy­znać się – dla­cze­go nie. Aser­tyw­ność za­tem to nie tyl­ko umie­jęt­ność od­ma­wia­nia, ale tak­że zdol­ność, któ­ra po­zwa­la otwar­cie i bez wzglę­du na oko­licz­no­ści wy­ra­zić swo­ją opi­nię i nie ule­gać na­ci­skom z ze­wnątrz. Jest więc aser­tyw­ność czymś jesz­cze wię­cej niż tyl­ko zdol­no­ścią do ma­ni­fe­sto­wa­nia swo­ich po­glą­dów i prze­ko­nań. To kon­kret­na, pra­wi­dło­wa po­sta­wa wo­bec świa­ta i lu­dzi.

Aser­tyw­ność a agre­sja

Sło­wo aser­tyw­ność ko­ja­rzyć się mo­że błęd­nie z agre­sją, bun­tem i opo­rem wo­bec wszyst­kie­go, co pro­po­nu­je nam świat. Z od­rzu­ca­niem wszyst­kie­go tyl­ko w tym ce­lu, aby prze­ko­nać in­nych, że po­tra­fię po­wie­dzieć „nie”. Ta­ka po­sta­wa to ra­czej nie­chęć, prze­sad­na po­dejrz­li­wość czy na­wet an­ty­kon­for­mizm, któ­ry za­kła­da opór wo­bec wszyst­kie­go, co ofe­ru­je nam świat. Nie ma ona nic wspól­ne­go z po­sta­wą aser­tyw­ną i mo­że pro­wa­dzić tyl­ko do agre­sji.

Mó­wić „nie” moż­na na wie­le spo­so­bów i wca­le nie jest tak, że im gło­śniej, tym le­piej. Nie li­czy się to, jak gło­śne jest na­sze „nie”, ale to, czy jest sta­now­cze i po­wie­dzia­ne z prze­ko­na­niem. Wca­le nie trze­ba pod­no­sić gło­su ani tym bar­dziej rę­ki; wca­le nie trze­ba wda­wać się w kon­flik­ty ani zbęd­ne dys­ku­sje, aby od­mó­wić. Naj­waż­niej­sze to dać do zro­zu­mie­nia, że mo­ja de­cy­zja jest osta­tecz­na, nie pod­le­ga dys­ku­sji, a mo­je „nie” nie­pod­wa­żal­ne. Oso­by, któ­re mu­szą ucie­kać się do agre­sji, aby obro­nić swo­je sta­no­wi­sko, nie są aser­tyw­ne, ale sła­be. Agre­sja jest osta­tecz­nym ar­gu­men­tem, do któ­re­go po­su­wa­ją się ci lu­dzie, któ­rym bra­ku­je ar­gu­men­tów me­ry­to­rycz­nych dla obro­ny swo­je­go sta­no­wi­ska.

Mło­dość – czas pró­by

Po co od­ma­wiać, kie­dy nie trze­ba? Dla­cze­go re­zy­gno­wać z te­go, co przy­jem­ne i ła­twe? Dla­cze­go ja mam być tą je­dy­ną, któ­ra nie pa­li na im­pre­zie, sko­ro wszy­scy pa­lą? Prze­cież od jed­ne­go pa­pie­ro­sa nikt jesz­cze nie umarł! Jak się nie na­pi­ję pi­wa ze wszyst­ki­mi, to we­zmą mnie za nie­ży­cio­wą świę­tosz­kę. Jak się przy­znam, że cho­dzę do ko­ścio­ła, to mnie wy­śmie­ją. Jak nie pój­dę do klu­bu, to nie bę­dę miał przy­ja­ciół... Prze­cież mło­dość ma swo­je pra­wa! Mu­szę się wy­sza­leć, pó­ki je­stem mło­dy!

Mło­dość ma swo­je pra­wa! – to bar­dzo po­pu­lar­ne stwier­dze­nie, któ­re jest świet­nym uspra­wie­dli­wie­niem dla mło­dzień­czych wy­bry­ków. Szko­da tyl­ko, że nikt nie przy­po­mi­na o tym, że za tzw. błę­dy mło­do­ści pła­ci się czę­sto ca­łe ży­cie.

Mło­dość to czas pró­by. Zwłasz­cza we współ­cze­snych re­aliach. Świat ofe­ru­je mło­de­mu czło­wie­ko­wi tak wie­le atrak­cji i przy­jem­no­ści, że czę­sto to, co na­praw­dę waż­ne, scho­dzi na dru­gi plan, a li­czy się je­dy­nie do­bra za­ba­wa. W cza­sach, w któ­rych przy­szło nam żyć, mu­si­my być aser­tyw­ni bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek.

Mo­ty­wa­cja to pod­sta­wa

Aby oprzeć się po­ku­som i aser­tyw­nie od­ma­wiać te­go, co złe, trze­ba mieć mo­ty­wa­cję. Tak jest po pro­stu du­żo ła­twiej. Mo­ty­wo­wać mo­że np. świa­do­mość, że mło­dość jest tyl­ko jed­na. Je­że­li ją zmar­nu­je­my, to nie bę­dzie już do niej po­wro­tu. To przede wszyst­kim czas zdo­by­wa­nia wie­dzy i umie­jęt­no­ści. Mło­dzi lu­dzie czę­sto nie zda­ją so­bie spra­wy z te­go, na jak waż­nym eta­pie ży­cia wła­śnie się znaj­du­ją, ale mu­si­my uświa­do­mić so­bie, że na­sze de­cy­zje z mło­do­ści ma­ją wpływ na to, ja­kie bę­dzie ca­łe na­sze ży­cie. Wy­bór szko­ły, kie­run­ku stu­diów, wresz­cie ro­ze­zna­wa­nie ży­cio­we­go po­wo­ła­nia i wy­bór swo­jej dro­gi, do­ko­nu­ją się wła­śnie w okre­sie doj­rze­wa­nia i mło­do­ści. Waż­ne, że­by uświa­do­mić so­bie, że już te­raz pra­cu­je­my na swo­ją przy­szłość. Tu­taj do­ty­ka­my też kwe­stii by­cia aser­tyw­nym wo­bec sa­me­go sie­bie. So­bie rów­nież trze­ba umieć po­wie­dzieć „nie”. Ta­ka aser­tyw­ność wo­bec sa­me­go sie­bie to dys­cy­pli­na we­wnętrz­na. Od­ma­wia­nie so­bie mo­że być jesz­cze trud­niej­sze, niż mó­wie­nie „nie” in­nym. Z pew­no­ścią jed­nak, je­śli na­uczy­my się być sta­now­czy wo­bec sie­bie, to „nie” wo­bec in­nych też przyj­dzie ła­twiej.

Ko­lej­nym, a w za­sa­dzie naj­waż­niej­szym po­wo­dem dla któ­re­go trze­ba umieć mó­wić „nie” jest wia­ra. Za tzw. błę­dy mło­do­ści po­no­si­my rów­nież od­po­wie­dzial­ność mo­ral­ną. Mło­dość nie jest cza­sem „urlo­pu” dla su­mie­nia i nie zwal­nia nas z od­po­wie­dzial­no­ści za grze­chy. Świa­do­mość po­peł­nia­nia grze­chu mo­że czę­sto być naj­lep­szym „mo­to­rem”, aby zdo­być się na od­mo­wę i ja­sne po­sta­wie­nie spra­wy.

Grunt to hart du­cha

Lu­dziom z cha­rak­te­rem za­wsze w ży­ciu ła­twiej! Nie moż­na prze­cież być czy­stą kart­ką. Okres doj­rze­wa­nia i mło­dość to czas, w któ­rym po­zna­je­my sa­mych sie­bie, kształ­tu­je­my swój cha­rak­ter i oso­bo­wość. For­mu­je­my swój świa­to­po­gląd. Je­ste­śmy cie­ka­wi świa­ta i lu­bi­my wy­ra­żać swo­ją opi­nię na je­go te­mat.

Lu­dzie, któ­rzy po­tra­fią bro­nić swo­je­go sta­no­wi­ska, oso­by pew­ne sie­bie i nie­złom­ne, bu­dzą w in­nych po­dziw i sza­cu­nek. Z ta­ki­mi oso­ba­mi na­le­ży się li­czyć, ta­kie oso­by są przez in­nych trak­to­wa­ne po­waż­nie. Rów­nież w gro­nie ró­wie­śni­ków – je­że­li nie bę­dziesz wsty­dził się mó­wić wprost o tym, co my­ślisz, mo­żesz za­skar­bić so­bie sza­cu­nek i przy­jaźń, a nie od­rzu­ce­nie i nie­chęć. Wca­le nie trze­ba być ta­kim jak resz­ta, że­by być lu­bia­nym. Czę­sto to wła­śnie oso­by in­ne niż wszy­scy, od­waż­ne i ta­kie, któ­re nie oba­wia­ją się przy­znać do swo­je­go zda­nia, są uzna­wa­ne za war­to­ścio­we. Trze­ba też umieć do pew­ne­go stop­nia zo­bo­jęt­nieć na oto­cze­nie. Trze­ba umieć ra­dzić so­bie z tym, że jest się w opo­zy­cji do resz­ty świa­ta. Pa­mię­taj, że wca­le nie za­wsze więk­szość ma ra­cję.

Zmia­ny są ko­niecz­ne

Je­że­li nie chcesz do­pa­so­wy­wać się do resz­ty świa­ta, ale pra­gniesz po­zo­stać so­bą, je­śli nie po­tra­fisz zmie­nić lu­dzi ze swo­je­go oto­cze­nia, to nie bój się zna­leźć so­bie no­wych przy­ja­ciół. Cza­sem na­wet le­piej być sa­mot­ni­kiem, niż prze­by­wać w tok­sycz­nym śro­do­wi­sku. Lu­dzie, któ­rzy zmu­sza­ją cię do te­go, abyś ro­bił coś, cze­go nie chcesz, co na­ru­sza two­je za­sa­dy mo­ral­ne, nie są war­ci two­jej przy­jaź­ni. Za­wsze znaj­dą się ta­kie oso­by, któ­re wy­zna­ją świa­to­po­gląd po­dob­ny do two­je­go. Ta­ka zmia­na wy­ma­ga du­żej od­wa­gi i de­ter­mi­na­cji, ale cza­sem jest je­dy­nym spo­so­bem, aby wyjść z nie­wy­god­nej sy­tu­acji.

Szu­kaj wspar­cia w Bo­gu

Je­że­li je­steś mię­dzy mło­tem a ko­wa­dłem, bo lu­dzie wy­ma­ga­ją od cie­bie cze­goś od­wrot­ne­go niż to, do cze­go zo­bo­wią­zu­je cię re­li­gia, to po­myśl, wo­bec ko­go na­praw­dę war­to być wier­nym i lo­jal­nym. Wo­bec lu­dzi, któ­rzy nie ak­cep­tu­ją cię ta­kim, ja­kim je­steś, czy wo­bec Bo­ga, któ­ry ko­cha lu­dzi mi­mo ich sła­bo­ści, bez­wa­run­ko­wo. Na­wet je­śli ca­ły świat od­wró­ci się do cie­bie ple­ca­mi. Na­wet je­śli ró­wie­śni­cy nie za­ak­cep­tu­ją, że je­steś in­ny niż wszy­scy, Bóg za­wsze jest po two­jej stro­nie.

Aser­tyw­ność to tak­że umie­jęt­ność zdy­stan­so­wa­nia się do świa­ta i zdol­ność do te­go, aby za wszel­ką ce­nę po­zo­stać wier­nym praw­dzi­wym war­to­ściom. Bóg nie wy­ma­ga od cie­bie, abyś ro­bił co­kol­wiek wbrew so­bie, do cze­go czę­sto na­kła­nia­ją in­ni lu­dzie. Przed Nim nie mu­sisz uda­wać ko­goś, kim nie je­steś.

 

Ka­ro­li­na Po­lak