Czarne karty Kościoła?

Wie­le wy­da­rzeń z hi­sto­rii Ko­ścio­ła po­kry­ło się w cią­gu wie­ków gru­bą war­stwą po­mó­wień i ne­ga­tyw­nych sko­ja­rzeń: in­kwi­zy­cja, ska­za­nie Ga­li­le­usza... W po­wszech­nym prze­ko­na­niu są nie do obro­ny i na­wet ka­to­li­cy uzna­ją je za wsty­dli­we.

Czę­sto po­wta­rza­my fan­ta­zje nie ma­ją­ce nic wspól­ne­go z praw­dą, an­ty­ka­to­lic­kie za­fał­szo­wa­nia z cza­sów pro­pa­gan­dy pro­te­stanc­kiej lub wy­ję­te z kon­tek­stu przy­kła­dy. Tym­cza­sem to zna­jo­mość tła hi­sto­rycz­ne­go umoż­li­wia zro­zu­mie­nie fak­tów.

Po­trze­ba try­bu­na­łów

Ba­zu­jąc na obie­go­wej opi­nii o „zbrod­ni­czej in­kwi­zy­cji”, nie zro­zu­mie­my, dla­cze­go prze­stęp­cy wo­le­li tra­fić do niej niż pod sąd świec­ki. In­kwi­zy­cja po­wsta­ła w od­po­wie­dzi na po­trze­bę spo­łecz­ną. W XI i XII w. he­re­zje bu­rzy­ły ład spo­łecz­ny, dla­te­go czę­sto do­cho­dzi­ło do sa­mo­są­dów i ca­łych po­gro­mów na po­dej­rza­nych, a tak­że nad­użyć wła­dzy świec­kiej, bez­li­to­śnie zwal­cza­ją­cej wi­chrzy­cie­li (np. ka­ta­rów po­sy­ła­ła na stos bez są­du i pra­wa obro­ny).

Nie­je­den bi­skup prze­ciw­sta­wiał się tym ak­tom prze­mo­cy, ale sku­tecz­nie za­po­bie­gły im do­pie­ro nie­za­leż­ne od lo­kal­nej wła­dzy try­bu­na­ły in­kwi­zy­cyj­ne, wpro­wa­dza­ją­ce w ich miej­sce sko­dy­fi­ko­wa­ne pro­ce­sy opar­te na pra­wie sta­no­wio­nym. Wy­ro­ki zo­bo­wią­zy­wa­ły naj­czę­ściej do okre­ślo­nej po­ku­ty, np. piel­grzym­ki. Tyl­ko 1–5% ska­zań­ców – upar­tych he­re­ty­ków i groź­nych kry­mi­na­li­stów – prze­ka­zy­wa­no od 1215 r. wła­dzy świec­kiej, któ­ra wy­da­wa­ła wy­rok śmier­ci.

foto_01-01_20-2013

No­wa­tor­skie pro­ce­sy są­do­we

Świę­ta In­kwi­zy­cja by­ła czę­sto ostat­nią de­ską ra­tun­ku dla nie­słusz­nie i słusz­nie oskar­żo­nych, a na­wet dla po­spo­li­tych prze­stęp­ców. Bez In­kwi­zy­cji by­li­by po­zba­wie­ni licz­nych no­wa­tor­skich praw: do obroń­cy z urzę­du, do zwol­nie­nia za po­rę­cze­niem z aresz­tu do­mo­we­go, do spo­rzą­dze­nia li­sty swo­ich śmier­tel­nych wro­gów (ich ze­zna­nia nie mo­gły sta­no­wić do­wo­du w spra­wie), do po­wo­ła­nia wła­snych świad­ków, do sta­wia­nia wła­snych za­rzu­tów, do po­mo­cy nie­za­leż­nych praw­ni­ków, do wglą­du w ak­ta spra­wy, a na­wet do od­wo­ła­nia się do Sto­li­cy Apo­stol­skiej (z proś­bą o zmia­nę wro­gie­go sę­dzie­go).

Są­dy in­kwi­zy­cyj­ne wpro­wa­dzi­ły po­nad­to po­ję­cia do­mnie­ma­nej nie­win­no­ści i oko­licz­no­ści ła­go­dzą­cych. Zli­kwi­do­wa­ły wię­zie­nia ko­edu­ka­cyj­ne. Prze­wi­dy­wa­ły rów­nież ła­go­dze­nie wy­ro­ków i skra­ca­ją­ce je amne­stie. Znacz­nie ogra­ni­czy­ły ro­lę tor­tur w do­cho­dze­niu. W tym sa­mym cza­sie pra­wo­daw­stwo świec­kie, opar­te na rzym­skim, sto­so­wa­ło je nie­mal przy każ­dym wy­kro­cze­niu, a ja­ko ka­rę prze­wi­dy­wa­ło ob­cię­cie uszu lub koń­czyn za kra­dzież, a ję­zy­ka za nie­praw­dzi­we ze­zna­nie, na­to­miast spa­le­nie na sto­sie za fał­szo­wa­nie mo­net lub wła­ma­nie.

Fa­scy­na­cja dzie­łem stwo­rze­nia

Ste­reo­typ Ko­ścio­ła sprze­ci­wia­ją­ce­go się na­uce jest wciąż bar­dzo moc­ny – wbrew fak­tom. O chrze­ści­jań­stwie Man­fred Lütz na­pi­sał, że ja­ko pierw­sza re­li­gia „wspie­ra­ło sys­te­ma­tycz­ne, po­ję­cio­we i tech­nicz­ne uj­mo­wa­nie świa­ta”. Oj­co­wie Ko­ścio­ła by­li zgod­ni, że ist­nie­ją dwie księ­gi po­zna­nia: Pi­smo Świę­te i księ­ga na­tu­ry.

Ko­ściół stoi na sta­no­wi­sku, że na­uka nie mo­że za­gro­zić wie­rze, bo zaj­mu­je się czymś in­nym. Wy­ja­śnia, jak za­cho­dzą pew­ne pro­ce­sy, ale nie po­da­je naj­waż­niej­szej od­po­wie­dzi – dla­cze­go. Kie­dy na­ukow­cy pre­ten­du­ją do wszech­wie­dzy, Ko­ściół przy­po­mi­na o głęb­szym po­zna­niu rze­czy­wi­sto­ści, któ­re wy­my­ka się na­uce.

Ra­to­wa­nie do­rob­ku po­gan

Chrze­ści­jań­stwo za­pew­ni­ło cią­głość kul­tu­ro­wą w okre­sie upad­ku cy­wi­li­za­cji an­tycz­nej. Skryp­to­ria klasz­tor­ne by­ły je­dy­nym miej­scem, w któ­rym od VI w. ko­pio­wa­no i tłu­ma­czo­no sta­ro­żyt­ne księ­gi, se­lek­cjo­nu­jąc i po­rząd­ku­jąc wie­dzę. Sta­ra­no się po­go­dzić ze so­bą do­ro­bek my­śli sta­ro­żyt­nej i chrze­ści­jań­skiej. Pierw­szą pró­bę ze­bra­nia tej wie­dzy w jed­nej en­cy­klo­pe­dii pod­jął ok. 630 r. św. Izy­dor z Se­wil­li.

Nie jest praw­dą obie­go­wa opi­nia o Ko­ście­le, że „na­uczał, że Zie­mia jest pła­ska”. Ary­sto­te­les, któ­ry opi­sy­wał ją ja­ko ku­lę, trak­to­wa­ny był z wiel­kim re­spek­tem. Je­go twier­dze­nia prze­ka­za­li da­lej św. Izy­dor i św. Be­da Czci­god­ny, a świa­do­mość ta roz­po­wszech­nia­ła się wraz z chry­stia­ni­za­cją.

Wspar­cie dla ba­dań

Roz­wój na­uk ści­słych nie zo­stał za­ha­mo­wa­ny przez do­mi­na­cję chrze­ści­jań­stwa. Ży­ją­cy na prze­ło­mie ty­siąc­le­ci pa­pież Syl­we­ster II wspie­rał stu­dia nad arab­ską i an­tycz­ną aryt­me­ty­ką, ma­te­ma­ty­ką oraz astro­no­mią. Spro­wa­dził do Eu­ro­py li­czy­dło i astro­la­bium oraz roz­po­wszech­nił cy­fry arab­skie.

Nie­zwy­kle wszech­stron­ny na­uko­wiec ży­ją­cy w XIII w., św. Al­bert Wiel­ki, wy­zna­wał ja­ko za­sa­dę ko­niecz­ność eks­pe­ry­men­tu w swo­ich ba­da­niach przy­rod­ni­czych.

Od­rzu­ce­nie na­ukow­ców?

Mi­ko­łaj Ko­per­nik był du­chow­nym, któ­ry za­de­dy­ko­wał swo­je dzie­ło z 1534 r. „O ob­ro­tach sfer nie­bie­skich” pa­pie­żo­wi Paw­ło­wi III, wiel­bi­cie­lo­wi astro­no­mii. Teo­ria he­lio­cen­trycz­na w krę­gach ka­to­lic­kich spo­tka­ła się z za­in­te­re­so­wa­niem, ale rów­nież z nie­po­ko­jem.

Naj­wy­bit­niej­si astro­no­mo­wie epo­ki opo­wia­da­li się za sys­te­mem Pto­le­me­usza. Uzna­no, że teo­ria Ko­per­ni­ka nie jest do­sta­tecz­nie udo­wod­nio­na i mo­że być trak­to­wa­na tyl­ko ja­ko hi­po­te­za. W związ­ku z tym po­zy­cja zo­sta­ła wcią­gnię­ta na In­deks Ksiąg Za­ka­za­nych „do cza­su wpro­wa­dze­nia po­pra­wek”. War­to pa­mię­tać, że na­ukow­cy ko­rzy­sta­li z pa­tro­na­tu Ko­ścio­ła. Miał więc pra­wo roz­li­czać ich do­ko­na­nia z rze­tel­no­ści na­uko­wej.

Omyl­ność ce­chą ludz­ką

W mię­dzy­cza­sie teo­rię he­lio­cen­trycz­ną po­parł Ga­li­le­usz i przed­sta­wił w swo­jej pu­bli­ka­cji ja­ko udo­wod­nio­ną. Z te­go po­wo­du zo­stał we­zwa­ny w 1633 r. do Rzy­mu, aby wy­tłu­ma­czyć swo­je po­stę­po­wa­nie. Człon­ko­wie ko­mi­sji eg­za­mi­no­wa­li je­go książ­kę nie tyl­ko pod ką­tem wia­ry, ale tak­że na­uki. Bro­niąc się, Ga­li­le­usz ja­ko je­dy­ny ar­gu­ment przy­to­czył ry­zy­kow­ną te­zę, ja­ko­by przy­pły­wy i od­pły­wy mo­rza by­ły efek­tem ru­chu Zie­mi. In­kwi­zy­to­rzy wie­dzie­li, że jest to efekt przy­cią­ga­nia Księ­ży­ca. Wszyst­ko wska­zy­wa­ło na to, że teo­ria he­lio­cen­trycz­na jest bzdu­rą. Do­pie­ro po stu la­tach, w wy­ni­ku dłu­go­trwa­łych ob­ser­wa­cji astro­no­micz­nych, po­ja­wi­ły pierw­sze do­wo­dy na ruch Zie­mi.

W wy­ni­ku pro­ce­su Ga­li­le­usz zo­stał ska­za­ny na od­ma­wia­nie przez trzy la­ta sied­miu psal­mów raz w ty­go­dniu. Nie­ko­rzyst­ny efekt roz­pra­wy nie zra­ził go ani do Ko­ścio­ła, ani do wia­ry ka­to­lic­kiej – do koń­ca ży­cia od­ma­wiał za­da­ne mu ja­ko po­ku­tę mo­dli­twy, chlu­bił się swo­ją pra­wo­wier­no­ścią, a je­go ostat­nim sło­wem na ło­żu śmier­ci by­ło imię Je­zu­sa.

Świa­tło ro­zu­mu a świa­tło wia­ry

W tym sa­mym cza­sie po­wsta­ło wa­ty­kań­skie ob­ser­wa­to­rium astro­no­micz­ne, kie­ro­wa­ne przez za­kon je­zu­itów i do dziś uwa­ża­ne za jed­no z naj­lep­szych na świe­cie. Kie­dy Ga­li­le­usz twier­dził, że za­ob­ser­wo­wa­na ko­me­ta to złu­dze­nie optycz­ne, je­zu­ici utrzy­my­wa­li, że to rze­czy­wi­ście ist­nie­ją­ce cia­ło nie­bie­skie.

Wła­śnie te­mu za­ko­no­wi by­wa­ją przy­pi­sy­wa­ne naj­więk­sze za­słu­gi dla na­uki w XVIII w. W tym sa­mym cza­sie dla nie­któ­rych my­śli­cie­li wia­ra chrze­ści­jań­ska prze­sta­ła być świa­tłem, a za­czę­ła być ciem­no­tą, sta­wia­ją­cą opór świa­tłu ro­zu­mu. Fak­ty prze­czą ich wi­zji.

Żar­li­wy­mi ka­to­li­ka­mi by­li m.in.: wy­bit­ny ma­te­ma­tyk i wy­na­laz­ca kal­ku­la­to­ra Bla­ise Pas­cal, przy­rod­nik i twór­ca teo­rii ewo­lu­cji Je­an-Bap­ti­ste La­marck, che­mik i pre­kur­sor mi­kro­bio­lo­gii Lo­uis Pa­steur. Twór­cą pierw­sze­go sil­ni­ka elek­trycz­ne­go był be­ne­dyk­tyn, An­drew Gor­don. Za oj­ca ge­ne­ty­ki uwa­ża­ny jest au­gu­stia­nin, Gre­gor Men­del. Teo­ria Wiel­kie­go Wy­bu­chu zo­sta­ła po raz pierw­szy sfor­mu­ło­wa­na przez je­zu­itę, księ­dza Geo­r­ge­sa Le­ma­ître­ʼa.

Ostroż­na oce­na, wy­trwa­ła pra­ca

Ko­ściół jest kry­ty­ko­wa­ny za dy­stans, z ja­kim trak­tu­je re­wo­lu­cyj­ne po­glą­dy. Rze­czy­wi­ście, za­nim zde­cy­du­je się je uznać, po­tra­fi cier­pli­wie cze­kać na ich we­ry­fi­ka­cję ca­łe dzie­się­cio­le­cia. Ta po­sta­wa jest jed­nak lep­sza niż po­chop­ne udzie­la­nie po­par­cia każ­dej mod­nej teo­rii bez pa­trze­nia na kon­se­kwen­cje. A te mo­gą być opła­ka­ne: wła­śnie aro­ganc­kie­mu, do­gma­tycz­ne­mu scjen­ty­zmo­wi za­wdzię­cza­my śmier­tel­ne żni­wo an­ty­chrze­ści­jań­skich ide­olo­gii w XX w.

WIĘCEJ:

Vit­to­rio Mes­so­ri, „Czar­ne kar­ty Ko­ścio­ła”

Re­gi­ne Per­no­ud, „Ina­czej o śre­dnio­wie­czu”

Ro­man Ko­nik, „W obro­nie Świę­tej In­kwi­zy­cji”

Chri­sti­ne Cald­well Ames, „In­kwi­zy­cja i bra­cia św. Do­mi­ni­ka. Słusz­ne prze­śla­do­wa­nia”

Sła­wo­mir Za­tward­nic­ki, „Ka­to­lic­ki po­moc­nik to­wa­rzy­ski, czy­li jak po­je­dyn­ko­wać się z ate­istą”

 

Mi­chał Nie­niew­ski