Była normalną, kochającą żoną

Po­cho­dzi­ła z wie­lo­dziet­nej wło­skiej ro­dzi­ny. Za­wsze by­ła bli­sko Bo­ga. Spra­wy du­cha pie­lę­gno­wa­ła tak­że w mał­żeń­stwie i swo­jej ro­dzi­nie. By­ła wy­jąt­ko­wa, ale nie ode­rwa­na od rze­czy­wi­sto­ści. Jo­an­na to zwy­czaj­na – nad­zwy­czaj­na świę­ta.

Bę­dąc w czwar­tej cią­ży, usły­sza­ła dia­gno­zę – włók­niak. Le­ka­rze, chcąc ra­to­wać Jo­an­nę, mu­sie­li­by usu­nąć ma­ci­cę, w któ­rej znaj­do­wa­ła się zło­śli­wa zmia­na, ale i nie­na­ro­dzo­ne dziec­ko. Ona po­wie­dzia­ła, że naj­pierw uro­dzi, a do­pie­ro po­tem zaj­mie się le­cze­niem sa­mej sie­bie. Wie­dzia­ła, na co się de­cy­du­je. Prze­cież by­ła le­ka­rzem. Nie­dłu­go po uro­dze­niu cór­ki zmar­ła, ma­jąc za­le­d­wie 39 lat. Do ostat­nich chwil roz­da­wa­ła wszyst­kim uśmiech i spo­kój du­cha.

Fot. Wi­ki­me­dia Com­mons / Jo­sé Lu­iz

W za­chwy­cie

Jej ży­cie, choć krót­kie, by­ło praw­dzi­wą ko­pal­nią pięk­nych chwil. Ko­re­spon­den­cja z mę­żem mo­że być na­uką dla wie­lu mał­żon­ków. Uka­zu­je przede wszyst­kim wiel­ką mi­łość. A war­to pod­kre­ślić, że ko­cha­li się sza­le­nie. Piotr czę­sto wy­jeż­dżał w po­dró­że służ­bo­we, a ona mu pi­sa­ła: „Oto mi­nę­ła noc i po­ło­wa dnia bez mo­je­go naj­uko­chań­sze­go Pio­tra. Jed­nak je­steś przy mnie cią­gle obec­ny i to­wa­rzy­szę Ci chwi­la po chwi­li w Twej dłu­giej po­dró­ży”. Uwi­ła dla swo­jej ro­dzi­ny wspa­nia­łe gniaz­do, peł­ne mat­czy­nej mi­ło­ści, wi­docz­nej w zwy­kłych co­dzien­nych obo­wiąz­kach. Tak jak każ­da pra­cu­ją­ca ko­bie­ta pra­ła, sprzą­ta­ła, kar­mi­ła dzie­ci, usy­pia­ła, mar­twi­ła się przy cho­ro­bach, tu­li­ła, gdy któ­reś upa­dło na ro­we­rze. By­ła ta­ka zwy­czaj­na. Co jed­nak ją wy­róż­nia­ło? To ogrom­na mi­łość, któ­ra sta­ła się jej dro­gą do Bo­ga.

Z ser­cem na dło­ni

Wy­kształ­co­na, zna­na pa­ni dok­tor, pe­dia­tra, chi­rurg. Pa­cjen­ci ją uwiel­bia­li. Dla­cze­go? Wi­dzia­ła w nich nie tyl­ko cho­rym po­trze­bu­ją­cych le­cze­nia, ale sa­me­go Je­zu­sa. Ota­cza­ła ich nie tyl­ko opie­ką me­dycz­ną, ale do­brym sło­wem, ra­dą a na­wet wspar­ciem ma­te­rial­nym. Po­tra­fi­ła iść na wi­zy­tę le­kar­ską, nie wziąć za­pła­ty, a w do­dat­ku zo­sta­wić pa­rę gro­szy na le­ki. To w pra­cy po­zna­ła swo­je­go przy­szłe­go mę­ża, któ­rzy przy­szedł z umie­ra­ją­cą sio­strą do szpi­ta­la. Tam – choć nie za­mie­ni­li ani jed­ne­go sło­wa – po­ja­wi­ła się iskra, któ­ra roz­pa­li­ła wiel­ką mi­łość.

Nie przy­pusz­cza­łem, że ży­łem obok ja­kiejś świę­tej” – mó­wił Piotr Mol­la.

Uczyć się od naj­lep­szych

Św. Jo­an­na to wzór. Przede wszyst­kim żo­ny – cu­dow­nej, ko­cha­ją­cej, wier­nej, pie­lę­gnu­ją­cej mi­łość każ­de­go dnia. Mat­ki – bę­dą­cej dla dzie­ci za­wsze i na sto pro­cent. Le­kar­ki – od­da­nej służ­bie po­trze­bu­ją­cym. Ko­bie­ty – któ­ra po­mi­mo ogro­mu obo­wiąz­ków po­tra­fi­ła pa­mię­tać o sa­mej so­bie. Tak. Wie­dzia­ła, że je­że­li nie za­dba o sie­bie, nie bę­dzie w sta­nie za­dbać o in­nych. Te­mu mia­ły słu­żyć co­dzien­na mo­dli­twa, czu­wa­nie i me­dy­ta­cja przed Naj­święt­szym Sa­kra­men­tem w ko­ście­le. To tak­że spra­wy przy­ziem­ne. Za­wsze by­ła do­brze ubra­na, ko­cha­ła mo­dę, zna­ła naj­now­sze tren­dy, czy­ta­ła cza­so­pi­sma mo­do­we. Lu­bi­ła mieć po­ma­lo­wa­ne pa­znok­cie. Od­da­wa­ła się swo­im pa­sjom, jak np. jaz­da na nar­tach, gór­skie wy­ciecz­ki. Mia­ła czas na wy­pi­cie ka­wy z przy­ja­ciół­ką, bab­skie po­ga­du­chy o dzie­ciach, mę­żach, no­wych prze­pi­sach ku­li­nar­nych To wszyst­ko skła­da­ło się na ra­dość ży­cia, któ­rą mia­ła każ­de­go dnia.

Świę­tość w co­dzien­no­ści

Piotr Mol­la był w nią za­pa­trzo­ny. To ona otwo­rzy­ła go na lu­dzi, do­da­wa­ła od­wa­gi je­go in­tro­wer­tycz­nej na­tu­rze. „Nie przy­pusz­cza­łem, że ży­łem obok ja­kiejś świę­tej. A mo­ja mał­żon­ka ni­gdy nie da­wa­ła mi od­czuć, iż ro­bi to czy tam­to, by do­stać się do ra­ju. Ona ko­cha­ła ży­cie. By­ła nor­mal­ną, ko­cha­ją­cą żo­ną i mat­ką. Po pro­stu so­bą”.

Świę­ty Jan Pa­weł II po­wie­dział: „Dzię­ki mi­ło­ści Bo­żej Jo­an­na Be­ret­ta Mol­la by­ła zwy­czaj­ną, ale jak­że wy­jąt­ko­wą zwia­stun­ką. Za­le­d­wie na kil­ka dni przed swym ślu­bem, w jed­nym z li­stów do na­rze­czo­ne­go, by­ła zdol­na na­pi­sać: «Mi­łość to naj­pięk­niej­sze z do­świad­czeń, ja­kim nasz Pan ob­da­rzył du­sze lu­dzi»„.

 

Ka­ro­li­na Pod­lew­ska