Być kobietą, być mężczyzną

Chy­ba nie ma prze­sa­dy w stwier­dze­niu, że ostat­nie ty­go­dnie upły­wa­ją w na­szym kra­ju pod zna­kiem gen­der. Pró­by wdro­że­nia kon­tro­wer­syj­nej rów­no­ścio­wej usta­wy spo­wo­do­wa­ły, że wszyst­kie me­dia za­ję­ły się tym te­ma­tem i – w za­leż­no­ści od pro­fi­lu świa­to­po­glą­do­we­go – wy­su­wa­ją ar­gu­men­ty za i prze­ciw. Na te­mat sa­me­go gen­der wiem nie­wie­le, ale my­ślę, że nie trze­ba być spe­cja­li­stą, aby pod­dać pod re­flek­sję (nie pod po­le­mi­kę) klu­czo­wą dla spra­wy kwe­stię: je­ste­śmy ko­bie­ta­mi, je­ste­śmy męż­czy­zna­mi.

Kie­dy przez mo­je rę­ce prze­cho­dzą ko­lej­ne „gen­de­ro­weˮ ar­ty­ku­ły, za­czy­nam za­sta­na­wiać się, ile jest praw­dy w twier­dze­niu, że je­śli dziew­czyn­ki bę­dą ba­wić się lal­ka­mi i no­sić ró­żo­we ubra­nia, wy­ro­sną na bez­wol­ne isto­ty po­zba­wio­ne aspi­ra­cji za­wo­do­wych (dla­te­go, że sa­ma by­łam dziew­czyn­ką), a ten, kto sprze­ci­wia się gen­der, na pew­no sprzy­ja utwier­dza­niu krzyw­dzą­cych ste­reo­ty­pów. Nie wcho­dząc zbyt głę­bo­ko w kwe­stie lek­kie­go po­mie­sza­nia po­jęć (gen­der ja­ko ide­olo­gia róż­ni się od „praw­dzi­we­goˮ gen­der – dys­cy­pli­ny aka­de­mic­kiej), za­sta­na­wiam się i my­ślę o wie­lu nie­zwy­kłych ko­bie­tach i męż­czy­znach, któ­rych po­dzi­wiam. Do­ra­sta­li oni, z ra­cji wie­ku, w cza­sach, kie­dy te­mat gen­der w Pol­sce nie ist­niał, w przed­szko­lach za to ist­nia­ły wy­dzie­lo­ne ką­ci­ki la­lek i ką­ci­ki sa­mo­cho­do­we, nikt też spe­cjal­nie nie bun­to­wał się, gdy pa­da­ło sfor­mu­ło­wa­nie „mę­ski za­wó­dˮ lub „bab­skie spra­wyˮ.

foto_01-03_03-2014

My­ślę o mo­jej bab­ci, któ­ra – wy­cho­wa­na w tra­dy­cyj­nym, gó­ral­skim do­mu – by­ła naj­lep­szą na­uczy­ciel­ką cię­tej ri­po­sty i wy­ra­ża­nia sprze­ci­wu. Kto ją te­go na­uczył? Rów­no­ścio­we przed­szko­le? Chy­ba w ogó­le nie cho­dzi­ła do przed­szko­la. Nie prze­bie­ra­ła się w mło­do­ści za po­sta­cie z mę­skie­go świa­ta, wręcz prze­ciw­nie, tre­no­wa­ła gim­na­sty­kę ar­ty­stycz­ną i du­żo cza­su spę­dza­ła przed lu­strem. Za to si­ła jej cha­rak­te­ru by­ła tak wiel­ka, że cięż­ko by­ło się jej sprze­ci­wić. I nie by­ła to ty­ra­nia, tyl­ko wiel­ka cha­ry­zma pod­szy­ta mi­ło­ścią.

Al­bo ta­ki Ja­nusz Kor­czak. Po­dob­no utar­ło się, że na­uczy­ciel­stwo to sfe­mi­ni­zo­wa­ny za­wód. Jed­nak kto w cza­sach gu­wer­nan­tek i bon two­rzył wiel­kie i prze­ni­kli­we teo­rie wy­cho­wa­nia? Męż­czyź­ni. Kto po­wie­dział słyn­ne, peł­ne czu­ło­ści – „nie ma dzie­ci, są lu­dzieˮ? I w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku po­szedł z ty­mi dzieć­mi na śmierć, choć sam ni­gdy nie uro­dził dziec­ka, więc nie po­wo­do­wał nim „in­stynk­tˮ? Męż­czy­zna. Był rok 1942.

Mo­ja dru­ga bab­cia w cza­sie woj­ny pra­co­wa­ła ja­ko sa­ni­ta­riusz­ka, choć wie­le z jej ko­le­ża­nek wy­bra­ło in­ną dro­gę. By­ły łącz­nicz­ka­mi, żoł­nier­ka­mi. Gdy czy­tam wy­wia­dy z dziel­ny­mi, wal­czą­cy­mi ko­bie­ta­mi, zdu­mie­wa mnie, że po­mi­mo ty­lu cięż­kich prób i cięż­kich ka­ra­bi­nów, nie stra­ci­ły ani tro­chę na swo­jej ko­bie­co­ści. A prze­cież przed woj­ną nie ist­nia­ło gen­de­ro­we wy­cho­wa­nie.

I jesz­cze wiel­kie kró­lo­we, na przy­kład na­sza Ja­dwi­ga, któ­ra ja­ko na­sto­lat­ka per­trak­to­wa­ła z ar­mią krzy­żac­ką. I wszyst­kie mo­je ko­le­żan­ki, któ­re nie zno­szą spód­nic i ró­żu, bo wo­lą blu­zy z kap­tu­rem, ale wy­star­czy ich je­den uścisk al­bo je­den uśmiech, by za­świe­ci­ło słoń­ce. Plus, oczy­wi­ście, bra­cia, sy­no­wie, mę­żo­wie i oj­co­wie, któ­rych mam przy­jem­ność znać. Ża­den z nich nie pra­cu­je w ko­pal­ni ani nie jest pił­ka­rzem. Le­ka­rze, kul­tu­ro­znaw­cy, le­śni­cy – ma­ją róż­ne pro­fe­sje i kto by się w ogó­le za­sta­na­wiał, czy są one mę­skie, czy nie, je­śli ich żo­ny, cór­ki, sio­stry, mo­gą czuć się przy nich bez­piecz­nie?

Pan Bóg ma do­bre po­my­sły. Po­mysł nu­mer 1: są ko­bie­ty i są męż­czyź­ni. Po­mysł nu­mer 2: każ­dy z nas jest nie­po­wta­rzal­ny, ma in­ny cha­rak­ter, in­ne pa­sje i ta­len­ty. Na­praw­dę nie po to, aby­śmy mie­li stać się ar­mią klo­nów w ró­żu i klo­nów w mo­ro. Ale też nie po to, że­by­śmy po­pra­wia­li je­go dzie­ła i uczy­li te­go na­sze dzie­ci.

 

Mag­da­le­na Ku­bac­ka