Bagaż, który nie ciąży

Co za­pa­ko­wać na ŚDM oprócz wy­god­nych bu­tów? O du­cho­wym ekwi­pun­ku, któ­ry nie wa­ży ani ki­lo­gra­ma, opo­wia­da ks. Pa­weł Ku­ba­ni z Kra­ko­wa w roz­mo­wie z Mar­ci­nem No­wa­kiem.

Prze­spa­łeś przy­go­to­wa­nia do ŚDM? Jesz­cze nie jest za póź­no, by za­cząć lub wró­cić do lek­tu­ry Dzien­nicz­ka, prze­czy­tać któ­rąś z Ewan­ge­lii, trwać na mo­dli­twie i być w kon­tak­cie sa­kra­men­tal­nym z Je­zu­sem.

Już nie mie­sią­ce, ale za­le­d­wie kil­ka ty­go­dni dzie­li nas od naj­więk­sze­go fe­sti­wa­lu wia­ry, mło­do­ści i mo­dli­twy. Po czym mo­gę po­znać, czy do­brze się przy­go­to­wa­łem do Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży?

– Mia­łem wiel­kie szczę­ście uczest­ni­czyć w pra­wie wszyst­kich edy­cjach ŚDM. Oprócz Ma­ni­li, De­nver i Lo­re­to by­łem z mło­dy­mi ar­chi­die­ce­zji kra­kow­skiej na wszyst­kich spo­tka­niach. Za­wsze przy­go­to­wy­wa­li­śmy się po­rząd­nie. Przede wszyst­kim re­ali­zo­wa­li­śmy te­mat spo­tka­nia, po­chy­la­jąc się nad Sło­wem Bo­żym, z któ­re­go wy­bra­ny był te­mat prze­wod­ni. To waż­ne, aby w nie­go wejść, bo on po­ka­zu­je kie­ru­nek przy­go­to­wa­nia du­cho­we­go. Ja­dąc na ko­lej­ne Dni, wie­dzie­li­śmy, że tą tre­ścią trze­ba wy­peł­nić czas i swo­je świa­dec­two dla mło­dych, któ­rych spo­tka­my. Tak jest i dziś. Mi­ło­sier­dzie to te­mat, któ­ry to­wa­rzy­szy nam od pierw­szych chwil, kie­dy tyl­ko pa­pież wy­brał go ja­ko wio­dą­cy. Więc dziś trze­ba za­dać so­bie py­ta­nie: czy mo­je przy­go­to­wa­nie w róż­nych wy­mia­rach mo­je­go ży­cia opar­ło się o ta­kie roz­wa­ża­nia?

foto_01-02_lipiec-2016

Z na­szej son­dy (wię­cej na str. 8) wy­ni­ka, że wie­lu z nas się do te­go przy­ło­ży­ło. A je­śli prze­spa­łem ostat­nie mie­sią­ce i la­ta? Czy jest szan­sa na eks­pre­so­we przy­go­to­wa­nie w pi­guł­ce? Co mo­gę zro­bić, je­śli obu­dzi­łem się do­pie­ro te­raz?

– My­ślę, że nie jest za póź­no na przy­go­to­wa­nie, na­wet je­śli ktoś „za­spał”. Dla­cze­go? Bo te­mat ŚDM jest nam bar­dzo bli­ski. Nam, Po­la­kom, chy­ba naj­ła­twiej go zgłę­bić. Ewan­ge­lię mi­ło­sier­dzia w na­szej oj­czyź­nie gło­si się w spo­sób szcze­gól­ny. Pan Je­zus po­wie­dział do s. Fau­sty­ny: „Pol­skę szcze­gól­nie umi­ło­wa­łem”. To zo­bo­wią­zu­je. Jesz­cze nie jest za póź­no, by za­cząć lub wró­cić do lek­tu­ry Dzien­nicz­ka, prze­czy­tać któ­rąś z Ewan­ge­lii, trwać na mo­dli­twie i być w kon­tak­cie sa­kra­men­tal­nym z Je­zu­sem.

Ja­ki „du­cho­wy ba­gaż” za­brać ze so­bą na ŚDM, czy­li co oprócz na­mio­tu, le­gi­ty­ma­cji i wy­god­nych bu­tów?

– Wy­god­ne bu­ty – jak naj­bar­dziej – oraz śpi­wór i ka­ri­ma­ta, bo czu­wa­nie z Oj­cem Świę­tym od­bę­dzie się w ho­te­lu wie­lo­gwiazd­ko­wym na Cam­pus Mi­se­ri­cor­diae. Trze­ba też za­brać ze so­bą du­żo uprzej­mo­ści i cier­pli­wo­ści, bo to piel­grzym­ka w do­słow­nym te­go sło­wa zna­cze­niu. Du­cho­wym ba­ga­żem, któ­ry wca­le nie cią­ży, jest świa­dec­two wia­ry. Kie­dyś we Fran­cji miesz­ka­li­śmy u ro­dzi­ny nie­wie­rzą­cej. Wi­dzia­łem, jak nas „pod­glą­da­li”. Pa­trzy­li ukrad­kiem, jak się mo­dli­my i za­cho­wu­je­my wo­bec sie­bie. Wie­lu mło­dych przy­je­dzie do Pol­ski, by nas zo­ba­czyć. Bę­dą pa­trzeć na na­szą kul­tu­rę, za­cho­wa­nie, wia­rę i spo­sób by­cia. Nie mo­że­my ich za­wieść. To ba­gaż, któ­ry kosz­tu­je nie­wie­le, a któ­ry mo­że być naj­pięk­niej­szym da­rem dla na­szych mło­dych przy­ja­ciół z ca­łe­go świa­ta.

Du­że wy­zwa­nie… A jak na­stro­ić swo­je ser­ce, aby po ŚDM nasz „du­cho­wy ba­gaż” był więk­szy? Jak prze­ży­wać Dni, aby za­czerp­nąć z nich jak naj­wię­cej?

– Wspo­mnia­łem o du­cho­wym przy­go­to­wa­niu. Wia­do­mo, trze­ba je­chać na ŚDM w sta­nie ła­ski uświę­ca­ją­cej. Ko­niecz­nie! Ina­czej so­bie te­go nie wy­obra­żam! Choć pew­nie bę­dą i ta­cy, któ­rzy do koń­ca bę­dą my­śleć, że ŚDM to tyl­ko do­bra za­ba­wa, faj­ne świę­to mło­do­ści itp. Wi­dzie­li­śmy ta­kich, któ­rzy w cza­sie Mszy św. na pla­ży Co­pa­ca­ba­na w Rio ką­pa­li się w mo­rzu… Ich wy­bór. Ale do­brze na­stro­jo­ne ser­ce to ser­ce wy­peł­nio­ne ła­ską Pa­na Je­zu­sa. Do­pie­ro gdy ma­my ta­kie na­sta­wie­nie, mo­że­my wyjść ze spo­tka­nia za­do­wo­le­ni i speł­nie­ni, że da­li­śmy z sie­bie wszyst­ko. Pa­mię­tam, że pro­boszcz nie­miec­kiej pa­ra­fii, w któ­rej miesz­ka­li­śmy, był za­chwy­co­ny, że wszy­scy na­si uczest­ni­cy by­li co­dzien­nie na Mszy św. i przyj­mo­wa­li Pa­na Je­zu­sa w Ko­mu­nii św. To jest sed­no, to jest naj­waż­niej­sze. In­ne rze­czy i trud­no­ści – a i one się po­ja­wią – sta­ją się wte­dy ma­ło war­te.

Pa­pież Fran­ci­szek za­chę­ca nas, aby­śmy nie by­li tyl­ko kon­su­men­ta­mi i nie przy­cho­dzi­li na go­to­we. Czy w tym mo­men­cie moż­na jesz­cze po­móc w przy­go­to­wa­niach?

– Na­szą roz­mo­wę mo­gli­by­śmy za­koń­czyć ape­lem o włą­cze­nie się w mia­rę moż­li­wo­ści w przy­go­to­wa­nie te­go spo­tka­nia. W ar­chi­die­ce­zji kra­kow­skiej po­nad 30 tys. wo­lon­ta­riu­szy pa­ra­fial­nych już od daw­na przy­go­to­wu­je noc­le­gi, szko­ły, do­my pry­wat­ne, wy­ży­wie­nie, trans­port, pro­gram dla tych, któ­rzy za­miesz­ka­ją w ich pa­ra­fiach. Moż­na się więc za­in­te­re­so­wać, do ja­kiej pra­cy przy­da­ła­by się do­dat­ko­wa pa­ra rąk. Pa­ra­fial­ny wo­lon­ta­riat to świet­na spra­wa z punk­tu wi­dze­nia na­wią­zy­wa­nia no­wych re­la­cji. Na fi­nal­ne spo­tka­nie z pa­pie­żem w To­ron­to szli­śmy w to­wa­rzy­stwie tych, któ­rzy w pa­ra­fii to­wa­rzy­szy­li nam przez ca­ły czas. Przy­jaź­nie i zna­jo­mo­ści tam za­wią­za­ne trwa­ją do dziś. Lu­dzie sta­ją się dla sie­bie na­wza­jem da­rem mi­ło­sier­dzia. Na­wet naj­mniej­szy gest bar­dzo się li­czy.

Ma Ksiądz bar­dzo bo­ga­te ŚDM-owie do­świad­cze­nie. Z per­spek­ty­wy wie­lu spo­tkań na świe­cie i w die­ce­zjach, co Księ­dza zda­niem jest w nich naj­waż­niej­sze­go?

– Za każ­dym ra­zem by­ło ina­czej. Oczy­wi­ście, naj­waż­niej­sze jest du­cho­we prze­ży­cie i wy­nie­sie­nie z ŚDM tre­ści, któ­re za­pa­da­ją głę­bo­ko w pa­mięć i ser­ce. Ha­sło, hymn, at­mos­fe­ra po­zo­sta­ją na… ca­łe ży­cie. Tym się po pro­stu ży­je. Wie­lu uczest­ni­ków sta­je się po­tem am­ba­sa­do­ra­mi ŚDM, prze­ka­zu­jąc treść i prze­sła­nie in­nym. Kon­kret­nym owo­cem Dni jest też po­czu­cie Ko­ścio­ła ja­ko wspól­no­ty. Do­świad­cze­nie mło­de­go Ko­ścio­ła. W Syd­ney na­po­tka­ny na uli­cy czło­wiek po­wie­dział nam: „Ty­le do­bre­go, ile zro­bi­li­ście tu dla Ko­ścio­ła swo­ją kil­ku­dnio­wą obec­no­ścią, Ko­ściół nie miał przez sto lat”. I o to prze­cież cho­dzi – aby po­ka­zać świa­tu, że Ko­ściół to ży­wa wspól­no­ta zmar­twych­wsta­łe­go Je­zu­sa Chry­stu­sa.

I kla­sycz­ne py­ta­nie o po­ko­le­nie JP2. Ist­nie­je?

– Świę­te­mu Ja­no­wi Paw­ło­wi II uda­ło się za­po­cząt­ko­wać po­ko­le­nie „eś­de­emow­ców”. Chy­ba się do nie­go za­li­czam, bo mi­mo wie­ku, już się za­sta­na­wiam, gdzie bę­dzie ko­lej­ne spo­tka­nie.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę!