Auto stop, a my start – poradnik autostopowy

Po­dró­żo­wa­nie z ob­cy­mi, przy­pad­ko­wy­mi kie­row­ca­mi to po­mysł, któ­ry w wie­lu lu­dziach bu­dzi prze­ra­że­nie. Dla in­nych to co­dzien­ność. Dla jesz­cze in­nych au­to­stop ozna­cza wspól­ne wy­pra­wy, któ­re dłu­go wspo­mi­na się z sen­ty­men­tem.

To naj­tań­szy spo­sób po­dró­żo­wa­nia, bo za pod­wie­zie­nie nic się nie pła­ci. Do wy­jąt­ków na­le­żą tra­sy, na któ­rych wie­lu lu­dzi do­cie­ra tak do pra­cy – tyl­ko w tych oko­licz­no­ściach opła­ta za prze­jazd jest przy­ję­tym zwy­cza­jem. Brak fun­du­szy u uczniów i stu­den­tów jest trak­to­wa­ny przez kie­row­ców z wy­ro­zu­mia­ło­ścią. Po­dob­ne, nie­pi­sa­ne za­sa­dy obo­wią­zu­ją też w in­nych kra­jach.

foto_01-02_13-14-2013

Przed wy­ru­sze­niem

Dar­mo­wa po­dróż trwa dłu­żej. Trze­ba się do­brze przy­go­to­wać, ogra­ni­cza­jąc się do lek­kie­go ba­ga­żu. Oprócz stro­ju na każ­dą po­go­dę – coś od słoń­ca, coś od desz­czu – do pod­sta­wo­we­go wy­po­sa­że­nia au­to­sto­po­wi­cza na­le­ży ak­tu­al­na ma­pa oko­lic. Nie za­szko­dzi ją prze­ana­li­zo­wać pod ką­tem moż­li­wych tras, wę­złów ko­mu­ni­ka­cyj­nych, sta­cji ben­zy­no­wych, kem­pin­gów, a tak­że... ukształ­to­wa­nia te­re­nu. Kie­dyś ze zna­jo­my­mi za­pla­no­wa­li­śmy prze­je­cha­nie Nor­we­gii ze wscho­du na za­chód. Nie wzię­li­śmy pod uwa­gę ma­łe­go ru­chu na tra­sie przez gó­ry. Życz­li­we­mu kie­row­cy za­wdzię­cza­my to, że w ogó­le zna­leź­li­śmy noc­leg. Na­za­jutrz blo­ko­wa­no po ko­lei wszyst­kie dro­gi z po­wo­du na­wie­wa­ne­go wciąż śnie­gu. Na miej­sce do­tar­li­śmy dzień póź­niej, niż za­pla­no­wa­li­śmy. Le­piej za­tem wy­brać dłuż­szą, lecz bar­dziej uczęsz­cza­ną tra­sę.

Me­to­dy „ła­pa­nia sto­pa”

Po­dróż au­to­sto­pem za­czy­na się na dro­dze wy­lo­to­wej al­bo po­za te­re­nem za­bu­do­wa­nym. Po prze­je­cha­niu każ­de­go od­cin­ka trze­ba usta­wić się w od­po­wied­nim miej­scu. Po­win­no być do­brze wi­docz­ne i z po­bo­czem, naj­le­piej za skrzy­żo­wa­niem, gdzie kie­row­cy jesz­cze nie zdą­żą się roz­pę­dzić, a mo­gą się za­trzy­mać bez ła­ma­nia prze­pi­sów. Naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­ny i pod­sta­wo­wy spo­sób ła­pa­nia trans­por­tu wią­że się z cier­pli­wym wy­cze­ki­wa­niem na po­bo­czu dro­gi. Wy­pro­sto­wa­na rę­ka z kciu­kiem wska­zu­ją­cym kie­ru­nek jaz­dy jest w więk­szo­ści kra­jów od­czy­ty­wa­na ja­ko proś­ba o pod­wie­zie­nie. Du­żo ła­twiej jest zła­pać sa­mo­chód w Pol­sce niż np. w Nor­we­gii, gdzie nie ma tra­dy­cji au­to­sto­pu i wła­ści­cie­le sa­mo­cho­dów pa­trzą na sto­pu­ją­cych tu­ry­stów jak na wa­ria­tów. Naj­bar­dziej po­moc­nych kie­row­ców spo­tka­łem ze zna­jo­my­mi w Tur­cji: czę­stu­ją wszyst­kim, od wo­dy ko­loń­skiej po pa­pie­ro­sy, nad­kła­da­ją dla pa­sa­że­rów dro­gi, a na ko­niec mo­gą na­wet za­pro­po­no­wać po­moc w po­wro­cie do do­mu. W miej­scach o du­żym ru­chu przy­da­je się do­dat­ko­wo na­zwa mia­sta za­pi­sa­na mar­ke­rem na kar­to­nie. Za „ła­pa­nie sto­pa” na au­to­stra­dzie gro­zi man­dat, po­zo­sta­je więc cze­kać przed wjaz­dem lub sko­rzy­stać z in­nej me­to­dy: na­ga­by­wać na sta­cjach ben­zy­no­wych oraz par­kin­gach. Wy­star­czy za­py­tać upa­trzo­ne­go kie­row­cę, czy je­dzie w na­szym kie­run­ku i zgo­dził­by się nas pod­wieźć. Naj­now­szą me­to­dą jest na­to­miast ko­rzy­sta­nie z por­ta­li spo­łecz­no­ścio­wych, zrze­sza­ją­cych po­dróż­ni­ków i wła­ści­cie­li sa­mo­cho­dów al­bo ze spe­cjal­nej apli­ka­cji na smart­fon.

W trak­cie jaz­dy

Więk­szość kie­row­ców chęt­nie na­wią­zu­je kon­wer­sa­cję – szcze­gól­nie, je­śli pa­sa­że­ro­wie są dla nich uroz­ma­ice­niem w trak­cie dłu­giej, sa­mot­nej jaz­dy. Trze­ba pa­mię­tać, że to kie­row­ca de­cy­du­je o za­kre­sie i in­ten­syw­no­ści tej roz­mo­wy. Py­ta­nia kie­ro­wa­ne do pa­sa­że­ra sie­dzą­ce­go z przo­du bę­dą się po­wta­rzać. Dla­te­go do­brze jest się wy­mie­niać po prze­je­cha­niu dłuż­sze­go od­cin­ka. Bar­dziej znu­żo­na oso­ba mo­że się na­wet zdrzem­nąć z ty­łu, pod­czas gdy ta z przo­du po­win­na co ja­kiś czas kon­tro­lo­wać tra­sę. De­cy­zja o tym, kie­dy wy­siąść, jest klu­czo­wa dla dal­szej po­dró­ży – je­że­li tra­fi się na tzw. „złe miej­sce”, moż­na utknąć na dłu­żej.

Za­sa­dy bez­pie­czeń­stwa

Każ­da po­dróż, nie­za­leż­nie od środ­ka trans­por­tu, wią­że się z pew­nym ry­zy­kiem i wy­ma­ga ostroż­no­ści w kon­tak­tach z nie­zna­jo­my­mi. W tym przy­pad­ku jest jed­na do­dat­ko­wa za­sa­da: nie na­le­ży ła­pać sto­pa sa­me­mu. Z dwie­ma oso­ba­mi każ­dy mu­si się li­czyć, co znacz­nie ogra­ni­cza ry­zy­ko nie­przy­jem­ne­go spo­tka­nia. Je­śli za­cho­wa­nie kie­row­cy od ra­zu wy­da nam się po­dej­rza­ne, le­piej się wy­krę­cić i nie wsia­dać. Po­dró­żu­ją­cy mo­gą usta­lić mię­dzy so­bą dys­kret­ny sy­gnał ozna­cza­ją­cy wy­co­fa­nie się. War­to też wziąć pod uwa­gę punkt wi­dze­nia kie­row­ców, kie­dy de­cy­du­ją, czy pod­wieźć ob­cych wę­drow­ców. Du­et ubra­nych tu­ry­stycz­nie mło­dych lu­dzi wzbu­dza ich za­ufa­nie i zwięk­sza praw­do­po­do­bień­stwo, że za­trzy­ma się ktoś bez­in­te­re­sow­ny, al­bo wręcz z prze­szło­ścią au­to­sto­po­wą i przez to na­sta­wio­ny życz­li­wie do au­to­sto­po­wi­czów.

 

Mi­chał Nie­niew­ski