Wstępniak 07/2018

Magda Guziak NowakJesz­cze kil­ka­dzie­siąt lat te­mu ni­ko­mu nie przy­szło­by do gło­wy, że moż­na ad­op­to­wać dziec­ko wiel­ko­ści głów­ki od szpil­ki. Tym­cza­sem to praw­da. Są pa­ry de­cy­du­ją­ce się na przy­ję­cie za­mro­żo­ne­go dziec­ka-za­rod­ka, po­czę­te­go me­to­dą in vi­tro i ma­ją­ce­go in­nych ro­dzi­ców bio­lo­gicz­nych, któ­rzy już go nie chcą. Ad­op­cja pre­na­tal­na po­le­ga na prze­nie­sie­niu go do ma­ci­cy mat­ki, gdzie bę­dzie mo­gło się roz­wi­jać, a za dzie­więć mie­się­cy na­ro­dzić. Choć nie­któ­rzy bio­ety­cy kry­ty­ku­ją ta­ką for­mę ad­op­cji ja­ko al­ter­na­ty­wę dla in vi­tro, Ko­ściół na­ucza, że to szla­chet­na ini­cja­ty­wa, bę­dą­ca wy­ni­kiem ogrom­nej mi­ło­ści do ży­cia po­czę­te­go. Jak w „zwy­kłej” ad­op­cji ro­dzi­ce przyj­mu­ją pod swój dach dziec­ko, któ­re z ge­ne­tycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia, jest dla nich ob­ce, tak sa­mo tu­taj. Z tą róż­ni­cą, że tam­ta ad­op­cja fa­cho­wo na­zy­wa się po­st­na­tal­na (czy­li po na­ro­dze­niu) a ta pre­na­tal­na (czy­li przed na­ro­dze­niem). Kry­ty­kom ad­op­to­wa­nia dzie­ci-em­brio­nów (moż­na ich spo­tkać tak­że w śro­do­wi­sku ko­ściel­nym) trze­ba jesz­cze przy­po­mnieć, że Ko­ściół przy­zna­je nie­zby­wal­ną god­ność każ­de­mu po­czę­te­mu ist­nie­niu.

Nie wia­do­mo, ja­ka jest ska­la zja­wi­ska ad­op­cji pre­na­tal­nej. To ta­jem­ni­ca kli­nik in vi­tro, któ­re nie dzie­lą się ta­ki­mi da­ny­mi. Wia­do­mo na­to­miast, że cią­gle zbyt ma­ło się o niej mó­wi.

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

Więcej niż dobre towarzystwo

Człon­ko­wie Dusz­pa­ster­stwa Mło­dzie­ży Ora­to­ryj­nej w Go­sty­niu uczą się an­giel­skie­go, by swo­bod­nie roz­ma­wiać z ró­wie­śni­ka­mi w Me­dju­gor­je czy Ma­dry­cie, do­kąd wy­bie­ra­ją się w tym ro­ku. A oprócz te­go...

Dzie­ło świę­te­go Fi­li­pa

Moż­na by rzec, że hi­sto­ria go­styń­skie­go Dusz­pa­ster­stwa Mło­dzie­ży Ora­to­ryj­nej roz­po­czę­ła się 503 la­ta te­mu we Flo­ren­cji, gdy uro­dził się Fi­lip Ne­ri. Idąc za gło­sem ser­ca, zre­zy­gno­wał z ka­rie­ry ku­piec­kiej i za­wę­dro­wał do Rzy­mu, by w wie­ku 36 lat przy­jąć świę­ce­nia ka­płań­skie. W kon­fe­sjo­na­le prze­ko­nał się, jak bar­dzo je­go pe­ni­ten­tom bra­ku­je wie­dzy re­li­gij­nej i roz­po­czął for­ma­cję od spo­tkań w swo­im miesz­ka­niu. Za­po­cząt­ko­wał w ten spo­sób wspól­no­ty zwa­ne ora­to­ria­mi, któ­re na wzór swo­je­go za­ło­ży­cie­la do dziś two­rzą księ­ża fi­li­pi­ni.

Szcze­gól­ne miej­sce w ser­cu Fi­li­pa Ne­ri zaj­mo­wa­ła mło­dzież. Świę­ty ma­wiał: „Aby za­pew­nić wy­trwa­łość w do­brym u lu­dzi mło­dych, jest wręcz nie­zbęd­nym uni­ka­nie złe­go to­wa­rzy­stwa, a ob­co­wa­nie tyl­ko z do­bry­mi”. Ora­to­ria to coś wię­cej niż zna­jo­mi.

– Cho­dzi o to, że­by w ora­to­riach czuć się jak w ro­dzi­nach – tłu­ma­czy ks. Pa­weł Bog­da­no­wicz COr, fi­li­pin ze Świę­tej Gó­ry w Go­sty­niu. – Je­śli mło­dzi bę­dą się tu­taj czu­li jak u sie­bie w do­mu, to to bę­dzie naj­więk­szy suk­ces. Dla­cze­go? Bo po­tem bę­dą wra­ca­li z mał­żon­ka­mi, dzieć­mi, wnu­ka­mi. I ko­lej­ne po­ko­le­nie bę­dzie ży­ło Ko­ścio­łem nie w teo­rii, ale bę­dzie ży­ło Ko­ścio­łem na­praw­dę – do­da­je dusz­pa­sterz.

W Pol­sce dzia­ła obec­nie sie­dem fi­li­piń­skich ora­to­riów mło­dzie­żo­wych. Wspól­no­ty spo­ty­ka­ją się co ro­ku w in­nym mie­ście, tym ra­zem w Ra­do­miu. Pro­gram ta­kie­go zjaz­du od­zwier­cie­dla du­cho­wość św. Fi­li­pa i je­go na­rzę­dzia for­ma­cyj­ne, do­sto­so­wa­ne do współ­cze­snych po­trzeb i men­tal­no­ści. Wśród sta­łych ele­men­tów ks. Pa­weł wy­mie­nia: Pi­smo Świę­te, ad­o­ra­cję Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu, po­moc bliź­nim. A tak­że „to wszyst­ko, co jest cha­rak­te­ry­stycz­ne dla mło­dych lu­dzi”: mu­zy­ka, śpiew, tań­ce i za­ba­wy.

U Mat­ki Bo­żej w Go­sty­niu

Na co dzień ks. Pa­weł opie­ku­je się Dusz­pa­ster­stwem Mło­dzie­ży Ora­to­ryj­nej, dzia­ła­ją­cym od 2000 r. przy sank­tu­arium Mat­ki Bo­żej Świę­to­gór­skiej w Go­sty­niu. Wspól­no­ta li­czy obec­nie 20–30 osób, za­rów­no gim­na­zja­li­stów, li­ce­ali­stów, jak i stu­den­tów. Mło­dzież spo­ty­ka się w so­bot­nie wie­czo­ry w Ka­wia­ren­ce San Fi­lip­po. – Spo­tka­nie roz­po­czy­na się mo­dli­twą bądź też nią koń­czy – mó­wi opie­kun. Cza­sem jest to roz­wa­ża­nie Pi­sma Świę­te­go, in­nym ra­zem uwiel­bie­nie Pa­na Bo­ga, śpiew, mu­zy­ka i ad­o­ra­cja. Wspól­no­ta ora­to­ryj­na włą­cza się w or­ga­ni­za­cję licz­nych wy­da­rzeń w sank­tu­arium, jak choć­by co­rocz­ne­go Fe­sti­wa­lu Mu­si­ca Sa­cro­mon­ta­na, Bie­gu do Pu­ste­go Gro­bu w Nie­dzie­lę Wiel­ka­noc­ną, po­cho­du Wszyst­kich Świę­tych – #Ho­ly #Wins czy Eks­tre­mal­nej Dro­gi Krzy­żo­wej.

Bę­dzie się dzia­ło

Ka­len­darz DMO na rok 2018 za­wie­ra spo­ro wy­da­rzeń. W cza­sie fe­rii zi­mo­wych od­by­ły się Fi­li­piń­skie Dni Mło­dych. Wspól­no­ta or­ga­ni­zu­je je co ro­ku. – Po­nad­to po raz ko­lej­ny wraz z dusz­pa­ster­stwem Jor­dan z Po­zna­nia bę­dzie­my współ­two­rzy­li Pa­ra­di­so, czy­li spo­tka­nie mło­dych ca­łej ar­chi­die­ce­zji po­znań­skiej – za­po­wia­da ks. Pa­weł. W pla­nie pię­cio­dnio­we­go wy­da­rze­nia (26–30 czerw­ca) są m.in. kon­cer­ty, kon­fe­ren­cje, dia­log z bi­sku­pa­mi i warsz­ta­ty roz­wi­ja­ją­ce ta­len­ty. Ja­ko jed­na z dwóch pol­skich grup DMO weź­mie udział w spo­tka­niu mło­dzie­ży w Me­dju­gor­je, tzw. Mla­di­fest. Na­to­miast rok 2019 za­mie­rza­ją przy­wi­tać w Ma­dry­cie wraz z uczest­ni­ka­mi 41. Spo­tka­nia Mło­dych w du­chu Ta­ize. Na ra­zie czas więc na szli­fo­wa­nie umie­jęt­no­ści ję­zy­ko­wych.

 

Ka­ro­li­na Plu­ta

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Książka – terapeutka

Uczą, ba­wią, do­star­cza­ją roz­ryw­ki, roz­wi­ja­ją wy­obraź­nię, har­tu­ją w or­to­gra­fii, wzbo­ga­ca­ją słow­nic­two, uczą em­pa­tii i my­śle­nia. Po­tra­fią jesz­cze „le­czyć”.

Czy to bi­blio­te­ka? Nie, to lecz­ni­ca du­szy!

Bi­blio­te­ra­pia (gr. bi­blion – książ­ka; the­ra­peuo – le­czę) to for­ma te­ra­pii, po­mo­cy, psy­chicz­ne­go wspar­cia przy wy­ko­rzy­sta­niu książ­ki i in­nych ma­te­ria­łów al­ter­na­tyw­nych np. ob­ra­zów i fil­mów. Ter­mi­nu te­go po raz pierw­szy uży­to w 1916 r., ale bi­blio­te­ra­pia ma swo­je ko­rze­nie… w sta­ro­żyt­no­ści. W egip­skich Te­bach nad wej­ściem do bi­blio­te­ki fa­ra­ona Ram­ze­sa II, zwa­ne­go Ram­ze­sem Wiel­kim, wid­niał na­pis „Lecz­ni­ca dla du­szy”.

Dziś wie­my, że fa­ra­on miał ra­cję. Bi­blio­te­ra­pię wy­ko­rzy­stu­je się m.in. w pra­cy z oso­ba­mi star­szy­mi, cho­ry­mi i nie­peł­no­spraw­ny­mi, nie­do­sto­so­wa­ny­mi spo­łecz­nie, dys­lek­ty­ka­mi, dzieć­mi i mło­dzie­żą z pro­ble­ma­mi edu­ka­cyj­ny­mi i w lo­go­pe­dii. Za­ję­cia mo­gą pro­wa­dzić na­uczy­cie­le, bi­blio­te­ka­rze, le­ka­rze i bi­blio­te­ra­peu­ci. Opie­ra­ją się one na od­po­wied­nio do­bra­nych tek­stach li­te­rac­kich. Mo­gą ni­mi być np. wier­sze, frag­men­ty ksią­żek, opo­wia­da­nia, baj­ki, ba­śnie.

Roz­róż­nia się bi­blio­te­ra­pię kli­nicz­ną i wy­cho­waw­czą (roz­wo­jo­wą). Pierw­szą sto­su­je się w gru­pach pa­cjen­tów z pro­ble­ma­mi emo­cjo­nal­ny­mi i be­ha­wio­ral­ny­mi, np. dla osób po pró­bach sa­mo­bój­czych. Ta­kie za­ję­cia pro­wa­dzą le­ka­rze lub psy­cho­lo­dzy kli­nicz­ni po kur­sie bi­blio­te­ra­pii. Dru­ga skie­ro­wa­na jest dla osób zdro­wych, któ­re zma­ga­ją się z róż­ny­mi pro­ble­ma­mi. Jej ce­lem jest wspar­cie ich roz­wo­ju, zdro­wia psy­chicz­ne­go i sa­mo­re­ali­za­cji. Waż­ne: dzia­ła­nie bi­blio­te­ra­pau­tycz­ne jest dłu­go­fa­lo­we. Po jed­nym spo­tka­niu nie roz­wią­że się da­ne­go pro­ble­mu, dla­te­go na­le­ży za­pla­no­wać cykl za­jęć roz­ło­żo­nych w cza­sie. Ogra­ni­czeń wie­ko­wych brak. Do pra­cy z książ­ką moż­na za­pro­sić wszyst­kich: od grup przed­szko­la­ków do se­nio­rów.

Książ­ki, ja­ko bar­dzo waż­na część za­jęć, mu­szą być do­sto­so­wa­ne do wie­ku gru­py. Je­śli sta­no­wią ją dzie­ci, to wy­ko­rzy­stu­je się ta­kie, któ­re przy­ku­wa­ją ich uwa­gę for­mą, wy­glą­dem. Dla dzie­ci nie­wi­do­mych i nie­do­wi­dzą­cych wy­ko­rzy­stu­je się książ­ki do­ty­ko­we, mięk­kie. Dzię­ki nim moż­na pal­ca­mi roz­po­zna­wać np. kształ­ty i fak­tu­ry, od­kle­jać i na no­wo przy­kle­jać róż­ne ich czę­ści. Są książ­ki w zdu­mie­wa­ją­cych for­mach, choć­by pie­kar­ni­ka! Są i ta­kie, któ­re pły­wa­ją. Grunt to za­in­te­re­so­wać gru­pę frag­men­tem li­te­ra­tu­ry.

Na za­ję­ciach nie jest nud­no. Za­czy­na­ją się od prze­czy­ta­nia tek­stu przez pro­wa­dzą­ce­go. Jest on tak do­bra­ny, by od­po­wia­dał da­ne­mu te­ma­to­wi, np. uświa­do­mie­niu, jak wiel­ką moc ma­ją wy­po­wia­da­ne przez nas sło­wa. Po­tem na­stę­pu­ją róż­ne za­da­nia in­dy­wi­du­al­ne i/lub gru­po­we. Mo­gą to być ry­so­wa­nie, za­ba­wa w „głu­chy te­le­fon”, ko­lo­ro­wa­nie, za­ba­wy in­te­gra­cyj­ne, pi­sa­nie pa­mięt­ni­ka, „bu­rza mó­zgów”, dys­ku­sje. Przy­da­dzą się więc kred­ki, zdję­cia, ob­raz­ki, kart­ki, pił­ki, ka­mie­nie, za­baw­ki, kost­ki do gry… Ogra­ni­cza nas tyl­ko na­sza wy­obraź­nia. I czas za­jęć.

Są spe­cjal­ne kur­sy do­kształ­ca­ją­ce z bi­blio­te­ra­pii, po ukoń­cze­niu któ­rych uzy­sku­je się za­świad­cze­nie po­twier­dza­ją­ce umie­jęt­no­ści pro­wa­dze­nia za­jęć w tym za­kre­sie. Mam ta­ki za so­bą. Trwał 80 go­dzin, ale ani przez mi­nu­tę się nie nu­dzi­łam. Ra­zem z in­ny­mi uczest­ni­ka­mi ćwi­czy­łam róż­ne sce­na­riu­sze za­jęć i mu­sia­łam stwo­rzyć wła­sny. Wzię­łam na warsz­tat aser­tyw­ność, z któ­rą wie­le osób ma pro­blem. Mo­że w przy­szło­ści też po­czu­jesz, że bi­blio­te­ra­pia to coś dla cie­bie?

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Prosto do nieba

Mi­ło­śnik kom­pu­te­rów i Mat­ki Bo­żej Fa­tim­skiej. Na­śla­dow­ca św. Fran­cisz­ka z Asy­żu. Po każ­dym obie­dzie dzię­ko­wał ku­cha­rzo­wi za pysz­ne da­nie.

Wszy­scy ro­dzą się ja­ko ory­gi­na­ły, ale wie­lu umie­ra ja­ko fo­to­ko­pie. Car­lo Acu­tis

Car­lo Acu­tis uro­dził się 3 ma­ja 1991 r. w Lon­dy­nie w głę­bo­ko wie­rzą­cej ro­dzi­nie, ale więk­szość swo­je­go ży­cia spę­dził we Wło­szech. Je­go ro­dzi­ca­mi chrzest­ny­mi zo­sta­li… dziad­ko­wie. Już ja­ko czte­ro­mie­sięcz­ne dziec­ko miał za so­bą wy­po­wie­dzia­ne pierw­sze sło­wa „ma­ma” i „ta­ta”. Od przed­szko­la wy­róż­niał się nie­zwy­kły­mi ce­cha­mi cha­rak­te­ru. Był spo­koj­nym, uśmiech­nię­tym chłop­cem, a gdy któ­reś dziec­ko ude­rzy­ło go za­baw­ką, ni­gdy nie od­po­wia­dał tym sa­mym. Mó­wił, że Pan Bóg nie był­by z te­go za­do­wo­lo­ny. Nic więc dziw­ne­go, że Car­lo był przez wszyst­kich bar­dzo lu­bia­ny i to do te­go stop­nia, że gdy prze­by­wał na wa­ka­cjach u swo­ich dziad­ków w Cen­to­li (wło­skim mie­ście nad Mo­rzem Tyr­reń­skim), to od tam­tej­szych miesz­kań­ców do­sta­wał owo­ce w pre­zen­cie.

Był pil­nym uczniem, ale przy tym zwy­kłym chłop­cem. Lu­bił kre­sków­ki i grał na sak­so­fo­nie. W szko­le wy­róż­niał się w in­for­ma­ty­ce. Pi­sał pro­gra­my in­for­ma­tycz­ne. W li­ceum zaj­mo­wał się stro­ną in­ter­ne­to­wą pa­ra­fii San­ta Ma­ria Se­gre­ta w Me­dio­la­nie i stwo­rzył stro­nę dla wo­lon­ta­ria­tu In­sty­tu­tu Le­ona XIII (cho­dził do li­ceum przy tym in­sty­tu­cie). Sam uczył się pro­gra­mo­wa­nia, po­dob­nie jak wcze­śniej gry na sak­so­fo­nie. Ce­cho­wa­ła go uprzej­mość i wraż­li­wość na dru­gie­go czło­wie­ka. Do­zor­cy do­mów, któ­re mi­jał, do dzi­siaj wspo­mi­na­ją, że za­wsze mó­wił im „dzień do­bry”, a ku­charz dziad­ków, że po każ­dym obie­dzie przy­cho­dził do kuch­ni, że­by mu po­dzię­ko­wać za smacz­ny po­si­łek. Je­go na­uczy­ciel­ka za­pa­mię­ta­ła, że „pod­czas szkol­nych kier­ma­szy bo­żo­na­ro­dze­nio­wych za swo­je oszczęd­no­ści ku­po­wał dla wszyst­kich pre­zen­ty”. Miał też zdol­ność i umie­jęt­ność roz­ma­wia­nia z ludź­mi w każ­dym wie­ku.

Car­lo nie po­dą­żał śle­po za mo­dą i za­kry­wał so­bie oczy rę­ką, że­by nie oglą­dać w te­le­wi­zji gor­szą­cych scen. Po­sta­no­wił żyć w czy­sto­ści. Je­den z ko­le­gów na­pi­sał o nim świa­dec­two, w któ­rym tak go za­pa­mię­tał: „Car­lo był wy­jąt­ko­wy. W kla­sie był pe­wien nie­zbyt roz­gar­nię­ty chło­piec, z któ­re­go wy­śmie­wa­ła się i żar­to­wa­ła część uczniów, a któ­re­go Car­lo za­wsze bro­nił”. Chło­piec re­gu­lar­nie jeź­dził z ro­dzi­ca­mi do Asy­żu i jak wy­znał, by­ło to miej­sce, w któ­rym czuł się naj­szczę­śliw­szy. Sta­rał się na­śla­do­wać św. Fran­cisz­ka z Asy­żu i św. An­to­nie­go z Pa­dwy.

Miał szcze­gól­ne na­bo­żeń­stwo do Mat­ki Bo­żej Fa­tim­skiej i czcił Nie­po­ka­la­ne Ser­ce Ma­ryi. Co­dzien­nie uczest­ni­czył we Mszy św. i od­ma­wiał Ró­ża­niec. Eu­cha­ry­stię na­zy­wał „swo­ją au­to­stra­dą do nie­ba”. Mo­dlił się za du­sze w czyść­cu cier­pią­ce. Nie wsty­dził się swo­jej wia­ry. Roz­my­ślał o mę­ce Pa­na Je­zu­sa. Trosz­czył się o ubo­gich. Że­bra­kom da­wał jał­muż­nę ze swo­je­go kie­szon­ko­we­go, roz­ma­wiał z ni­mi, a cho­rej bez­dom­nej przy­ja­ciół­ce jed­ne­go z nich ra­zem ze swo­ją ma­mą za­ła­twił po­byt w szpi­ta­lu.

Pew­ne­go dnia Car­lo za­cho­ro­wał. Le­ka­rze zdia­gno­zo­wa­li świn­kę. Gdy le­żał cho­ry w do­mu, po­wie­dział: „Wszyst­kie cier­pie­nia, któ­re bę­dę mu­siał znieść, ofia­ru­ję Pa­nu w in­ten­cji pa­pie­ża i Ko­ścio­ła, abym mógł unik­nąć czyść­ca i pójść pro­sto do nie­ba”. Po­tem tra­fił do szpi­ta­la. Oka­za­ło się, że nie by­ła to świn­ka a bia­łacz­ka ty­pu M3 (bar­dzo trud­na do wy­le­cze­nia). Cho­ro­ba Car­la trwa­ła ok. pół­to­ra ty­go­dnia. Zmarł 12 paź­dzier­ni­ka 2006 r., ma­jąc za­le­d­wie 15 lat. Obec­nie trwa je­go pro­ces be­aty­fi­ka­cyj­ny. Kto wie, mo­że bę­dzie­my mieć obok św. Izy­do­ra ko­lej­ne­go pa­tro­na in­ter­ne­tu?

Po­le­cam: Eu­cha­ry­stia. Mo­ja au­to­stra­da do nie­ba. Hi­sto­ria Car­la Acu­ti­sa, Ni­co­la Go­ri, eSPe 2017.

Wszyst­kie cy­ta­ty po­cho­dzą z tej książ­ki

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak 06/2018

Magda Guziak NowakCzy re­dak­to­rzy „Dro­gi” za­wsze są jed­no­myśl­ni? Nie.:) I z na­szej nie­jed­no­myśl­no­ści wziął się te­mat nu­me­ru.

Ja­kiś czas te­mu oglą­da­li­śmy w in­ter­ne­cie film ze ślu­bu. Mło­da pa­ra chcia­ła się nim po­dzie­lić z ca­łym świa­tem i wrzu­ci­ła do sie­ci. Pięk­ne de­ko­ra­cje, wi­docz­ne roz­mo­dle­nie, za­stęp dru­hen za­chwy­ci­ły wszyst­kich. Przy­wo­ły­wa­nie Du-cha Świę­te­go w tań­cu i ta­niec uwiel­bie­nia za­miast „zwy­kłej” pie­śni po Ko­mu­nii św. wy­wo­ła­ły pierw­szą dys­ku­sję. Dru­gą – kon­cert zna­jo­me­go (no­wo­żeń­com) ka­pła­na z okla­ska­mi i wi­wa­ta­mi. No ni­by wszyst­ko faj­nie... „Ale coś tu jest nie tak” – mó­wi­li jed­ni. „A li­tur­gia w Afry­ce? Tam tań­czą” – prze­ko­ny­wa­li dru­dzy.:)

O eks­perc­ki ko­men­tarz po­pro­si­li­śmy ks. Krzysz­to­fa Po­ro­sło, mi­ło­śni­ka li­tur­gii. Zaj­rze­li­śmy też do in­nej kul­tu­ry – na str. 6 i 7 po­wiew Ban­gla­de­szu. Czy­taj­cie! Po­zdro­wie­nia!

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

Jaskinie

Ja­ski­niow­cy!

Dla­cze­go czło­wiek pier­wot­ny miesz­kał w ja­ski­ni? Nie pa­da­ło na gło­wę, moż­na by­ło scho­wać swój do­by­tek (ra­czej skrom­ny) i ochro­nić się przed dra­pież­ni­ka­mi. No chy­ba że ktoś wy­brał ja­ski­nię z lo­ka­to­rem. 🙂

Sztol­nia w Su­de­tach

Kon­tro­wer­sje, ta­jem­ni­ce, dresz­czyk emo­cji – po­le­cam od­wie­dzić kom­pleks Rie­se. Ta­ką na­zwę no­si naj­więk­szy pro­jekt bu­dow­la­no-gór­ni­czy na­zi­stow­skich Nie­miec. Roz­po­czę­ta, ale nie­do­koń­czo­na bu­do­wa w Gó­rach So­wich mia­ła być jed­ną z głów­nych kry­jó­wek Adol­fa Hi­tle­ra.

Z po­wo­du na­si­la­ją­cych się na­lo­tów alian­tów na­zi­ści po­sta­no­wi­li prze­nieść część prze­my­słu zbro­je­nio­we­go w zda­wa­ło­by się bez­piecz­ną część Su­de­tów. Pla­ny obej­mo­wa­ły ad­ap­ta­cję zam­ku Książ oraz utwo­rze­nie wiel­kich sal i tu­ne­li pod zam­kiem i gó­ra­mi. Po­nie­waż hi­tle­row­cy nie mie­li w zwy­cza­ju pła­cić za cięż­ką fi­zycz­ną pra­cę, do ro­bót an­ga­żo­wa­no więź­niów Au­schwitz. Drą­ży­li oni sztol­nie, do­pro­wa­dza­li ko­lej­kę wą­sko­to­ro­wą, bu­do­wa­li dro­gi, roz­ła­do­wy­wa­li trans­por­ty z ma­te­ria­ła­mi bu­dow­la­ny­mi. Sza­cu­je się, że ka­torż­ni­cza pra­ca przy tym pro­jek­cie po­chło­nę­ła kil­ka­na­ście ty­się­cy ist­nień.

Spe­ku­lu­je się, że Rie­se, czy­li no­wa sie­dzi­ba Hi­tle­ra by­ła też miej­scem taj­nej pro­duk­cji ra­kiet i ma­ga­zy­nem na zra­bo­wa­ne kosz­tow­no­ści.

Ukry­te pięk­no – ja­ski­nie

Spe­le­olo­dzy, czy­li spe­cja­li­ści od ja­skiń, wy­róż­nia­ją ja­ski­nie kra­so­we, gra­wi­ta­cyj­ne, lo­dow­co­we czy wietrz­no-ero­zyj­ne. Opi­su­jąc gro­ty, znaw­cy te­ma­tu po­da­ją za­zwy­czaj ich dłu­gość, roz­cią­głość, głę­bo­kość, wy­so­kość otwo­rów. W kra­jach, gdzie spe­le­olo­gia jest do­brze roz­wi­nię­ta, np. w USA, Wiel­kiej Bry­ta­nii oraz Pol­sce, wie­dza o ja­ski­niach jest sto­sun­ko­wo du­ża. Naj­dłuż­szą gro­tą na świe­cie jest Ja­ski­nia Ma­mu­cia (po le­wej), nie bez przy­czy­ny po­sia­da­ją­ca ta­ką na­zwę, gdyż jej dłu­gość ok. oko­ło 563 km! To mniej wię­cej ty­le, ile z Za­ko­pa­ne­go do Po­zna­nia. Ogrom tu­ne­li, bocz­nych przejść i za­błą­ka­nych tu­ry­stów. Znaj­du­je się ona w Sta­nach Zjed­no­czo­nych.

Mi­mo że Pol­ska jest głów­nie ni­zin­na, ba­da­cze na­li­czy­li aż 4200 ja­skiń. Więk­szość znaj­du­je się na te­re­nach gór­skich, ale na tzw. Ni­żu Pol­skim w oko­li­cach Gdań­ska rów­nież moż­na zna­leźć nie­licz­ne gro­ty. Naj­dłuż­szą i jed­no­cze­śnie naj­głęb­szą pie­cza­rą w Pol­sce jest Ja­ski­nia Wiel­ka Śnież­na w Ta­trach Za­chod­nich – ma nie­ca­łe 24 km dłu­go­ści i 824 m głę­bo­ko­ści.

Z lek­cji bio­lo­gii wie­my, że do pro­ce­su fo­to­syn­te­zy po­trzeb­ne jest świa­tło, o któ­re ra­czej trud­no w wy­rwach pod ska­ła­mi. Dla­te­go z flo­ry w ja­ski­niach prze­wa­ża­ją pa­pro­cie i mchy. A je­śli cho­dzi o zwie­rzę­ta, to kto nie oglą­dał fil­mów… o Bat­ma­nie? 🙂

spe­le­olo­gia – na­uka o ja­ski­niach.

sta­lag­mi­ty – na­ciek kry­sta­licz­ny w for­mie słup­ka po­wsta­ły na dnie ja­ski­ni

sta­lak­tyt – sta­lag­mit, ale na su­fi­cie ja­ski­ni

chi­rop­te­ro­lo­gia – na­uka zaj­mu­ją­ca się ba­da­niem nie­to­pe­rzy

 

oprac. Mar­cin No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Kiedy ktoś widzi cię pierwszy raz

Nie­waż­ne, czy po­zna­jesz ko­le­gę, je­steś na pierw­szej rand­ce lub wcho­dzisz w no­we to­wa­rzy­stwo – za­wsze chcesz zro­bić do­bre pierw­sze wra­że­nie.

Po­dob­no wy­star­czy je­de­na­ście se­kund, by za­cie­ka­wić się no­wą oso­bą. Wszy­scy oce­nia­my sie­bie na­wza­jem, kie­ru­jąc się roz­ma­ity­mi sche­ma­ta­mi. I choć pierw­sze wra­że­nie czę­sto by­wa myl­ne, to jed­nak ma du­że zna­cze­nie.

Jak być po­win­no?

– Bar­dzo czę­sto oso­by po­wszech­nie uwa­ża­ne za kon­tak­to­we, któ­re teo­re­tycz­nie po­win­ny ro­bić świet­ne pierw­sze wra­że­nie, w rze­czy­wi­sto­ści wy­wo­łu­ją w roz­mów­cach mie­sza­ne od­czu­cia – mó­wi psy­cho­log Ma­ria Owsia­ny. – Dzie­je się tak dla­te­go, że po­tocz­ne wy­obra­że­nia o tym, jak po­win­no się za­cho­wy­wać na pierw­szym spo­tka­niu, nie za­wsze są zgod­ne z tym, co w ta­kiej sy­tu­acji rze­czy­wi­ście po­win­ni­śmy ro­bić. Zwy­kle nie zwra­ca­my uwa­gi na oso­bę, z któ­rą się spo­ty­ka­my. Tym­cza­sem w na­wią­za­niu kon­tak­tu klu­czo­we jest oce­nie­nie te­go, ja­ki jest nasz roz­mów­ca. Je­śli ma­my do czy­nie­nia z za­mknię­tym w so­bie in­tro­wer­ty­kiem, za­cho­wa­nie się w spo­sób en­tu­zja­stycz­ny, mo­że wzbu­dzić je­go iry­ta­cję – do­da­je. Naj­lep­szą me­to­dą na zro­bie­nie do­bre­go wra­że­nia jest za­tem NIE pró­bo­wać za­im­po­no­wać in­nym, lecz upew­nić się, że roz­mów­ca czu­je się wy­słu­cha­ny i do­ce­nio­ny.

Tak­tow­na sza­ra mysz­ka

Oka­zu­je się więc, że za­miast za­sta­na­wiać się, jak za­bły­snąć na pierw­szym spo­tka­niu, le­piej za­pa­mię­tać, cze­go na nim nie ro­bić. Po pierw­sze – nie sta­rać się na si­łę wy­róż­nić. Cza­sa­mi opła­ca się być „sza­rą mysz­ką”, wbrew prze­ko­na­niu, że im ory­gi­nal­niej wy­glą­dasz, tym więk­sza szan­sa na to, że zo­sta­niesz do­strze­żo­ny i za­pa­mię­ta­ny. Do­pó­ki nie bę­dziesz pew­ny, że twój roz­mów­ca po­tra­fi do­ce­nić ory­gi­nal­ność, le­piej po­zo­stać na po­zio­mie „prze­cięt­no­ści”. Po dru­gie, pod­czas pierw­sze­go spo­tka­nia nie opo­wia­daj o róż­nych hi­sto­riach ze swo­je­go ży­cia. Nie wiesz, kim jest twój roz­mów­ca i przez co prze­szedł. Nie ry­zy­kuj więc, że na­gle sy­tu­acja sta­nie się nie­kom­for­to­wa. Po trze­cie, nie stre­suj się, je­śli na­gle w trak­cie roz­mo­wy za­pa­da ci­sza. Nie przyj­muj ro­li na­ga­nia­cza te­ma­tów. Nad­mier­ne ga­dul­stwo mo­że spra­wić, że roz­mów­ca od­bie­rze cię ja­ko ko­goś zbyt­nio ab­sor­bu­ją­ce­go. Po czwar­te, pa­mię­taj, że w trak­cie pierw­szej roz­mo­wy bez­piecz­niej jest nie po­dej­mo­wać te­ma­tów kon­tro­wer­syj­nych np. po­li­tycz­nych. To grzą­ski grunt. Po pią­te, nie za­da­waj py­tań, któ­ry­mi nie­for­tun­nie mo­żesz spra­wić ko­muś przy­krość al­bo wpę­dzić w za­kło­po­ta­nie. Pa­mię­taj, że jed­ną z rze­czy, któ­re wpły­wa­ją na do­bre wra­że­nie, jest takt.

Świa­do­mość ru­chów i ge­stów

Nie­za­leż­nie od te­go, czy jest to roz­mo­wa z no­wo po­zna­ną dziew­czy­ną, czy pierw­sza wi­zy­ta w do­mu ro­dzi­ców chło­pa­ka, war­to zro­bić do­bre wra­że­nie. – Pa­mię­taj­my o zło­tej za­sa­dzie: do­pó­ki nie po­zna­my czło­wie­ka, z któ­rym roz­ma­wia­my, za­cho­wuj­my dy­stans – ra­dzi Ma­ria Owsia­ny. – Kie­dy ktoś wi­dzi cię pierw­szy raz, for­mu­łu­je wra­że­nia na pod­sta­wie te­go, co da się wy­czy­tać z two­jej mo­wy cia­ła. Je­śli za­ple­ciesz rę­ce, mo­że po­my­śleć, że je­steś zde­ner­wo­wa­ny. Gdy moc­no się wy­pro­stu­jesz, wy­sy­łasz sy­gnał, że je­steś pew­ny sie­bie. War­to więc sku­pić się na kon­tro­lo­wa­niu sy­gna­łów, któ­re wy­sy­ła na­sze cia­ło – za­uwa­ża pa­ni Ma­ria.

Pierw­sze wra­że­nie wy­ra­bia­my so­bie w cią­gu kil­ku se­kund. De­cy­du­je­my, czy uwa­ża­my ko­goś za sym­pa­tycz­ne­go i mi­łe­go, czy wręcz prze­ciw­nie. Wszyst­ko za­le­ży od na­sze­go wy­glą­du i mo­wy cia­ła. War­to się więc po­sta­rać i pa­mię­tać, że ma­my tyl­ko jed­ną szan­sę na to, by zro­bić do­bre pierw­sze wra­że­nie.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Zostałam zgwałcona, ale wybrałam życie

Pod­czas wy­jaz­du biz­ne­so­we­go Jen­ni­fer by­ła sa­ma w po­ko­ju ho­te­lo­wym. Za oknem sza­la­ła bu­rza, więc nie usły­sza­ła kro­ków za nie­do­mknię­ty­mi drzwia­mi. Zo­ba­czy­ła nad so­bą męż­czy­znę, któ­ry ude­rzył ją w twarz. Resz­tę tych okrop­nych prze­żyć wo­la­ła wy­ma­zać z pa­mię­ci.

Nie chcia­ła ni­ko­mu mó­wić o tym, co się sta­ło, tym bar­dziej, że ko­lej­ny mie­siąc spę­dzi­ła ja­ko czło­nek za­ło­gi stat­ku. Zma­ga­ła się z wy­mio­ta­mi i sil­ną bie­gun­ką, aż w koń­cu zo­sta­ła za­bra­na do szpi­ta­la. Le­ka­rze po­dej­rze­wa­li nie­droż­ność je­lit, więc po­sta­no­wi­li wy­ko­ny­wać ba­da­nie USG. Na ekra­nie po­ja­wi­ła się „pest­ka” – po­czę­te z gwał­tu dziec­ko Jen­ni­fer.

Le­ka­rze prze­ra­zi­li się, kie­dy ko­bie­ta po­wie­dzia­ła im, co się sta­ło. Ba­li się, że mo­że chcieć po­peł­nić sa­mo­bój­stwo. Ca­ły ko­lej­ny ty­dzień ko­bie­ta spę­dzi­ła w szpi­ta­lu oto­czo­na za­stę­pem le­ka­rzy i pie­lę­gnia­rek uspo­ka­ja­ją­cych ją, że „ła­two bę­dzie so­bie z tym po­ra­dzić” i „za­cząć od no­wa”. Cho­dzi­ło im, oczy­wi­ście, o do­ko­na­nie abor­cji i ży­cie, tak, jak­by nic się nie wy­da­rzy­ło.

W koń­cu Jen­ni­fer za­dzwo­ni­ła do swo­je­go mę­ża i po­wie­dzia­ła mu o cią­ży. „W po­rząd­ku. Wszyst­ko bę­dzie do­brze” – usły­sza­ła w słu­chaw­ce je­go spo­koj­ny, pew­ny głos. „Co masz na my­śli, mó­wiąc, że bę­dzie do­brze?” – spy­ta­ła zde­ner­wo­wa­na. „Mam na my­śli to, że da­my ra­dę, mo­że­my przez to przejść. Bę­dzie do­brze. Ja prze­cież ko­cham dzie­ci – po pro­stu bę­dzie­my mieć ko­lej­ne. Ko­cha­nie, to jest coś cu­dow­ne­go, co wy­ni­kło z cze­goś po­twor­ne­go. Po­ra­dzi­my so­bie” – od­po­wie­dział.

Po ko­lej­nych roz­mo­wach Jen­ni­fer sta­wa­ła się co­raz spo­koj­niej­sza i po­wo­li za­czy­na­ła wie­rzyć, że ja­ko ro­dzi­na po­ra­dzą so­bie z tym nie­spo­dzie­wa­nym wy­zwa­niem. Ku swo­je­mu zdzi­wie­niu czu­ła ra­dość, któ­ra bra­ła gó­rę nad stra­chem. Że­gna­jąc się z le­ka­rza­mi, któ­rzy po­cząt­ko­wo pro­po­no­wa­li jej abor­cję, po­wie­dzia­ła im: „Je­że­li kie­dy­kol­wiek bę­dzie­cie o mnie my­śleć – my­śl­cie o mnie ja­ko o tej, któ­ra w paź­dzier­ni­ku uro­dzi pięk­ne, uko­cha­ne dziec­ko”. Po tych sło­wach Jen­ni­fer ude­rzył wi­dok osłu­pie­nia na twa­rzach per­so­ne­lu. Le­kar­ka, któ­ra naj­bar­dziej na­le­ga­ła na abor­cję, mia­ła łzy w oczach. Wte­dy ko­bie­ta po raz pierw­szy po­my­śla­ła, że Bóg mo­że użyć jej cier­pie­nia, że­by zmie­nić czy­jąś po­sta­wę. Użyć jej sa­mej.

Kil­ka mie­się­cy cią­ży Jen­ni­fer mu­sia­ła spę­dzić w szpi­ta­lu. W 26. ty­go­dniu gro­ził jej przed­wcze­sny po­ród, a strach, któ­ry wte­dy od­czu­wa­ła, uświa­do­mił jej, jak waż­ny jest dla niej jej ma­ły sy­nek i jak bar­dzo za­le­ży jej na tym, aby prze­żył. Ko­lej­ne ty­go­dnie spę­dzi­ła, le­żąc w łóż­ku i cie­sząc się z każ­de­go dnia, któ­ry przy­bli­żał ją do bez­piecz­ne­go roz­wią­za­nia.

Jej sy­nek uro­dził się zdro­wy i o cza­sie. Jen­ni­fer twier­dzi, że je­go po­ja­wie­nie się osta­tecz­nie po­mo­gło jej ule­czyć trau­mę tam­tej po­twor­nej no­cy. „Nasz ma­ły chło­piec po­czął się z ak­tu prze­mo­cy, ale jest dla nas da­rem od Bo­ga. Cu­dow­nym da­rem, któ­ry wy­peł­nił w na­szej ro­dzi­nie lu­kę, z któ­rej wcze­śniej na­wet nie zda­wa­li­śmy so­bie spra­wy” – mó­wi ko­bie­ta.

Ma­ma utrzy­mu­je też kon­takt z wie­lo­ma in­ny­mi ko­bie­ta­mi, któ­re uro­dzi­ły dzie­ci po­czę­te z gwał­tu. Nie chcą być trak­to­wa­ne ja­ko ofia­ry, ale ja­ko zwy­cięż­czy­nie. Po­ko­na­ły wła­sny strach, osa­mot­nie­nie, pre­sję oto­cze­nia. „Na­wet nie­któ­rzy moi przy­ja­cie­le uwa­ża­li, że za­trzy­ma­nie te­go dziec­ka by­ło po­mył­ką, że emo­cjo­nal­nie nie dam so­bie z tym ra­dy. Te­raz wiem, że za każ­dym ra­zem, kie­dy dzie­lę się mo­ją hi­sto­rią, umac­niam przez to in­nych. Kto wie, mo­że dzię­ki te­mu ja­kieś ży­cie zo­sta­nie ura­to­wa­ne?” – do­da­je Jen­ni­fer.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak 05/2018

Magda Guziak NowakDłu­go się za­sta­na­wia­łam, czy ta­ki ty­tuł to nie prze­sa­da. Ka­sia Urban na str. 7 py­ta, „Dla­cze­go go ko­cha­ją i nie­na­wi­dzą?”. Czy ta nie­na­wiść to nie... prze­sa­da? Czy­ta­jąc wy­po­wie­dzi nie­któ­rych pu­bli­cy­stów, au­to­rów, księ­ży (!), stwier­dzam ze smut­kiem, że nie.

Co za­rzu­ca się pa­pie­żo­wi? Na przy­kład, że za­miast uczyć teo­lo­gii, opo­wia­da baj­ki i że za­po­mi­na, iż mi­ło­sier­dzie idzie w pa­rze ze spra­wie­dli­wo­ścią. Tym­cza­sem Fran­ci­szek nie opo­wia­da ba­jek, lecz za­miast su­che­go wy­kła­du, za­koń­czo­ne­go wnio­ska­mi, prze­kła­da Ewan­ge­lię na kon­kret­ne wy­da­rze­nia, któ­re ma­ją miej­sce tu i te­raz. Nie za­po­mi­na też o spra­wie­dli­wo­ści, ale wy­ja­śnia, że czło­wiek nie jest grze­chem. Czło­wiek jest... czło­wie­kiem, któ­ry zgrze­szył – a to wiel­ka róż­ni­ca. I gdy przy­zna się do błę­du, trze­ba mu wy­ba­czyć, a nie ka­to­wać wy­rzu­ta­mi su­mie­nia do koń­ca ży­cia. Bo sam Bóg prze­ba­czył.

Ko­cham pa­pie­ża Fran­cisz­ka i je­go re­wo­lu­cję mi­ło­ści. Dla­te­go tym ra­zem bez mo­je­go zdję­cia, bo kim ja je­stem, aby się z NIM rów­nać? 🙂

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

250 lat Konfederacji Barskiej

Jed­ni wi­dzą w niej „ostat­ni zryw sta­rej, sar­mac­kiej Pol­ski”, in­ni – pierw­sze po­wsta­nie na­ro­do­we. W cza­sach ko­mu­ni­stycz­nych uczy­nio­no wszyst­ko, by pa­mięć o kon­fe­de­ra­cji za­bić. By­ła prze­cież ru­chem „szla­chec­kim” i an­ty­ro­syj­skim, a na jej sztan­da­rach wid­nia­ły ha­sła „Je­zus – Ma­ry­ja”. Je­że­li uczo­no o niej w szko­le, to ja­ko o nie­szczę­ściu, któ­re ścią­gnę­ło na Rzecz­po­spo­li­tą pierw­szy roz­biór w 1772 ro­ku.

Zdraj­cy prze­ciw pa­trio­tom

Gdy w 1767 r. w War­sza­wie ze­brał się sejm, mia­sto oto­czy­ły woj­ska ro­syj­skie, a am­ba­sa­dor ca­ry­cy Ka­ta­rzy­ny Ni­ko­łaj Rep­nin ro­bił, co mógł, by par­la­ment przy­jął trak­tat z Ro­sją, od­da­ją­cy gwa­ran­cje nie­pod­le­gło­ści pań­stwo­wej ca­ro­wi. Wie­lu uczest­ni­ków ob­rad, świa­do­mych, że bę­dzie to ozna­czać ko­niec su­we­ren­no­ści, prze­ciw­sta­wia­ło się trak­ta­to­wi, a mło­dy po­seł Jó­zef Wy­bic­ki sta­nął na­wet na­prze­ciw Rep­ni­na z ob­na­żo­ną szpa­dą.

Zdraj­ców zna­la­zło się jed­nak wie­lu, zaś naj­gło­śniej prze­ciw nim pro­te­stu­ją­cy bi­skup kra­kow­ski Ka­je­tan Soł­tyk, bi­skup ki­jow­ski Jó­zef Za­łu­ski, se­na­tor Wa­cław Rze­wu­ski i je­go syn po­seł Se­we­ryn Za­łu­ski zo­sta­li z roz­ka­zu Rep­ni­na po­rwa­ni paź­dzier­ni­ko­wej no­cy 1876 r. i wy­wie­zie­ni do Ka­łu­gi na po­łu­dnie od Mo­skwy. By­ła to in­ge­ren­cja tak bru­tal­na, jak upro­wa­dze­nie w 1945 r. przez wła­dze bol­sze­wic­kie przed­sta­wi­cie­li Pol­ski Pod­ziem­nej i po­sta­wie­nie ich przed so­wiec­kim są­dem. Wszy­scy wró­ci­li wpraw­dzie po pię­ciu la­tach, ale wieść gmin­na nio­sła, że bi­sku­pa Soł­ty­ka roz­pacz do­pro­wa­dzi­ła do sza­leń­stwa.

Rzecz­po­spo­li­ta sta­nę­ła nad prze­pa­ścią. Prze­pła­ce­ni przez ca­ry­cę po­sło­wie i król pod­pi­sa­li trak­tat, a na pa­trio­tach do­ko­na­no ze­msty z roz­ka­zu ro­syj­skiej mo­nar­chi­ni – jej żoł­da­cy za­ję­li i spu­sto­szy­li ma­jąt­ki „bu­rzy­cie­li po­rząd­ku”, po­zba­wia­jąc ich da­chu nad gło­wą.

Eu­ro­pa się obu­rza

Tym­cza­sem ci, któ­rzy za swój obo­wią­zek uwa­ża­li wal­kę o oj­czy­znę i wia­rę ka­to­lic­ką, ze­bra­li się w Ba­rze na Po­do­lu, gdzie za­wią­za­li kon­fe­de­ra­cję – tak w cza­sach przed­ro­zbio­ro­wych na­zy­wa­no zwią­zek szlach­ty, du­chow­nych lub miesz­czan utwo­rzo­ny dla osią­gnię­cia wspól­ne­go ce­lu.

Prze­ciw­sta­wi­li się sej­mo­wi i kró­lo­wi Sta­ni­sła­wo­wi Au­gu­sto­wi Po­nia­tow­skie­mu – fa­wo­ry­to­wi Ka­ta­rzy­ny. By­ło to naj­dłuż­sze, bo trwa­ją­ce czte­ry la­ta, po­wsta­nie. Obroń­cy kra­ju bi­li się z nie­po­rów­na­nie sil­niej­szy­mi woj­ska­mi kró­la Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta Po­nia­tow­skie­go, do­wo­dzo­ny­mi przez Ksa­we­re­go Bra­nic­kie­go i wspie­ra­ny­mi przez re­gu­lar­ne ro­syj­skie od­dzia­ły, na­pły­wa­ją­ce wciąż ze wscho­du.

Szcze­gól­ną nie­chęć krę­gi pa­trio­tycz­ne oka­zy­wa­ły wo­bec kró­la, bę­dą­ce­go ule­głym wo­bec ca­ry­cy. Póź­niej­szy bo­ha­ter walk o nie­pod­le­głość Sta­nów Zjed­no­czo­nych Ka­zi­mierz Pu­ła­ski upro­wa­dził na­wet Sta­ni­sła­wa Au­gu­sta z je­go ka­re­ty w cen­trum War­sza­wy. Eu­ro­pa okrzyk­nę­ła kon­fe­de­ra­tów „kró­lo­bój­ca­mi”, choć wład­cy włos z gło­wy nie spadł i wkrót­ce zo­stał uwol­nio­ny.

Wte­dy to po raz pierw­szy roz­pę­ta­ła się w Eu­ro­pie tak do­brze nam zna­na i wciąż po­wta­rza­na pro­pa­gan­da szka­lu­ją­ca Pol­skę ja­ko kraj ciem­ny, ka­to­lic­ki, cie­mię­żą­cy przed­sta­wi­cie­li in­nych wy­znań. Opi­nie ta­kie roz­po­wszech­nia­no za pie­nią­dze ca­ry­cy Ka­ta­rzy­ny – do­da­wa­ły one na­tchnie­nia fran­cu­skie­mu fi­lo­zo­fo­wi Wol­te­ro­wi i in­nym krze­wi­cie­lom po­stę­pu.

 

An­na Ze­chen­ter

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Dziesięć godzin Grace

Ste­pha­nie i An­dy by­li tuż po ślu­bie, kie­dy z ra­do­ścią przy­ję­li wia­do­mość, że zo­sta­li ro­dzi­ca­mi. Jed­nak w dwu­na­stym ty­go­dniu cią­ży usły­sze­li dia­gno­zę, któ­ra brzmia­ła dla nich jak wy­rok: dziec­ko cier­pi na bez­mó­zgo­wie, więc naj­praw­do­po­dob­niej umrze tuż po uro­dze­niu.

Le­ka­rze po­wie­dzie­li im, że po­win­ni usu­nąć swo­ją có­recz­kę. Ro­dzi­ce zde­cy­do­wa­nie od­mó­wi­li – czu­li prze­cież, że ich ma­leń­stwo, na­wet je­śli jest bar­dzo cho­re, ma ta­kie sa­me pra­wo do ży­cia jak zdro­we dzie­ci.

Co da­lej?

Ste­pha­nie i An­dy nie mie­li w swo­im oto­cze­niu ni­ko­go, kto do­świad­czył­by po­dob­nej sy­tu­acji i czu­li się bar­dzo za­gu­bie­ni. Po­sta­no­wi­li jed­nak wy­ko­rzy­stać każ­dy mo­ment, kie­dy ich có­recz­ka jesz­cze jest z ni­mi i już te­raz zro­bić te wszyst­kie rze­czy, o któ­rych ma­rzy­li. Jeź­dzi­li więc do par­ków roz­ryw­ki, po­dró­żo­wa­li, od­wie­dza­li ro­dzi­nę i przy­ja­ciół. Chcie­li, aby z ich wspól­ne­go cza­su po­zo­sta­ło jak naj­wię­cej do­brych wspo­mnień. Cór­ce nada­li imię Gra­ce, czy­li „Ła­ska”. „Ura­to­wa­ła nas ra­dość, któ­rą czer­pa­li­śmy z trak­to­wa­nia Gra­ce od sa­me­go po­cząt­ku ja­ko in­te­gral­ne­go człon­ka na­szej ro­dzi­ny” – wspo­mi­na Ste­pha­nie.

W 27. ty­go­dniu cią­ży ko­bie­ta prze­sta­ła czuć ru­chy dziew­czyn­ki. Tra­fi­ła do szpi­ta­la, prze­ra­żo­na, że stra­ci­ła dziec­ko, bo nie czu­ła się jesz­cze go­to­wa na po­że­gna­nie. Na szczę­ście, gdy tyl­ko roz­po­czę­to ba­da­nie USG, dziew­czyn­ka moc­no kop­nę­ła. Na ra­zie wszyst­ko by­ło w po­rząd­ku. Ro­dzi­ce mo­dli­li się o po­ród w ter­mi­nie, że­by jak naj­dłu­żej móc cie­szyć się swo­ją có­recz­ką. Pro­si­li też o to, że­by mo­gła uro­dzić się na­tu­ral­nie, choć le­ka­rze nie da­wa­li na to szans i ra­dzi­li wcze­śniej­sze usta­le­nie ter­mi­nu ce­sar­skie­go cię­cia. Dzień na­ro­dzin z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem miał być rów­nież dniem jej śmier­ci, dla­te­go Ste­pha­nie i An­dy nie chcie­li sa­mo­dziel­nie de­cy­do­wać o je­go da­cie.

Na­ro­dzi­ny i po­że­gna­nie

Ta mo­dli­twa do­cze­ka­ła się od­po­wie­dzi. Ste­pha­nie czu­ła w ser­cu po­kój, któ­ry za­sko­czył na­wet ją sa­mą. „Czu­łam, jak­bym otrzy­ma­ła za­pro­sze­nie do zro­bie­nia cze­goś świę­te­go, cze­goś, co bę­dzie oczy­wi­ście trud­ne, ale jed­no­cze­śnie wy­jąt­ko­we” – mó­wi. W cza­sie po­ro­du le­ka­rze i pie­lę­gniar­ki sta­ra­li się speł­niać wszyst­kie jej ży­cze­nia do­ty­czą­ce tych ostat­nich chwil, któ­re mia­ła spę­dzić z Gra­ce. Obec­ny był też fo­to­graf, któ­ry miał uwiecz­nić ten wy­jąt­ko­wy czas. Ste­pha­nie z wdzięcz­no­ścią wspo­mi­na tro­skę i życz­li­wość, ja­kiej do­świad­czy­ła. Ca­ła ro­dzi­na przy­by­ła do szpi­ta­la, aby wspól­nie po­wi­tać i po­że­gnać jej no­we­go człon­ka.

Gra­ce uro­dzi­ła się, pła­cząc, ale jej płacz był naj­pięk­niej­szą mu­zy­ką dla na­szych uszu” – opo­wia­da Ste­pha­nie. Przez ko­lej­ne go­dzi­ny ro­dzi­ce roz­ma­wia­li z có­recz­ką, czy­ta­li jej ksią­żecz­ki, ca­ło­wa­li ją, mo­dli­li się nad nią. Przez ca­ły czas Gra­ce le­ża­ła na pier­si swo­jej ma­my, tak, aby mo­gła czuć się w peł­ni bez­piecz­nie. Po uro­dze­niu prze­ży­ła do­kład­nie 10 go­dzin i 32 mi­nu­ty.

Cel na­sze­go ży­cia

Je­ste­śmy dum­ni z te­go, co prze­szli­śmy i dum­ni z na­szej Gra­ce. Nie ża­łu­je­my ani jed­nej rze­czy, ja­ką zro­bi­li­śmy w cza­sie cią­ży i pod­czas te­go cza­su, któ­ry spę­dzi­li­śmy z nią po na­ro­dzi­nach” – mó­wi Ste­pha­nie.

Ro­dzi­com uro­dzi­ła się dru­ga i zdro­wa có­recz­ka, Ava. Za­ło­ży­li też fun­da­cję, któ­rej za­da­niem jest wspie­ra­nie ro­dzi­ców, cze­ka­ją­cych na na­ro­dzi­ny dziec­ka z wa­dą le­tal­ną (śmier­tel­ną). Sta­ra­ją się do­cie­rać do le­ka­rzy pro­po­nu­ją­cych za­zwy­czaj abor­cję ja­ko je­dy­ne roz­wią­za­nie.

Te­raz wi­dzi­my, że krót­kie ży­cie Gra­ce nada­ło cel ca­łe­mu na­sze­mu ży­ciu” – mó­wią ro­dzi­ce.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Dotyk Miłości

O Bo­gu waż­niej­szym od pie­nię­dzy, ka­rie­ry i sła­wy z Ka­ta­rzy­ną Stra­bu­rzyń­ską, psy­cho­lo­giem i au­tor­ką książ­ki Do­tyk Mi­ło­ści, roz­ma­wia Aga­ta Goł­da.

Mia­ła Pa­ni nie­wie­rzą­cych ro­dzi­ców, ale wie­rzą­cych dziad­ków. Jak to się sta­ło, że od­da­li­ła się Pa­ni od Bo­ga?

– Gdy mia­łam 14 lat, zmarł mój dzia­dek, z któ­rym by­łam bar­dzo bli­sko. Za­cho­ro­wał na cięż­ki no­wo­twór płuc, a ja do­wie­dzia­łam się o tym na krót­ko przed je­go śmier­cią. Dzia­dek miał moc­ną re­la­cję z Pa­nem Bo­giem. Roz­ma­wia­łam z nim du­żo o wie­rze. Bar­dzo prze­ży­łam je­go śmierć. To był dla mnie ko­niec świa­ta. Nie ro­zu­mia­łam, jak to moż­li­we, że ta­kie coś spo­tka­ło wie­rzą­cą oso­bę. Ob­ra­zi­łam się na Pa­na Bo­ga. Pa­mię­tam, że zło­ści­łam się na Nie­go.

Ja­koś to Pa­ni oka­zy­wa­ła?

– Mia­łam du­ży ob­ra­zek z Pa­nem Je­zu­sem Mi­ło­sier­nym. W gnie­wie go po­dar­łam. Od te­go mo­men­tu za­czę­łam się stop­nio­wo od­da­lać do Pa­na Bo­ga. Rok póź­niej przy­ję­łam bierz­mo­wa­nie, ale by­ło to bar­dzo po­wierz­chow­ne. Mia­łam w ser­cu pra­gnie­nie, by przy­jąć imię Mag­da­le­na, ale ksiądz po­wie­dział, że nie mo­gę go wy­brać.

Uza­sad­nił to?

– Wy­tłu­ma­czył mi, że to nie­god­ne imię, bo to by­ła kur­ty­za­na. Bar­dzo mnie to do­tknę­ło. Jesz­cze bar­dziej się zbun­to­wa­łam. Po bierz­mo­wa­niu prze­sta­łam się mo­dlić i rzad­ko cho­dzi­łam do ko­ścio­ła. W szko­le śred­niej wy­bra­łam dro­gę bez Pa­na Bo­ga.

To zna­czy?

– Ce­lem sta­ły się dla mnie pie­nią­dze, sła­wa i ka­rie­ra. W wie­ku 16 lat pra­co­wa­łam ja­ko ho­stes­sa przy róż­nych de­gu­sta­cjach i pro­mo­cjach. Pró­bo­wa­łam sił w mo­de­lin­gu i po­ka­zach mo­dy. Za­czę­łam do­brze za­ra­biać. W wie­ku 22 lat stwo­rzy­łam agen­cję re­kla­mo­wą, któ­ra do­brze pro­spe­ro­wa­ła. Póź­niej ja­ko psy­cho­log pro­wa­dzi­łam szko­le­nia do­ty­czą­ce roz­wo­ju oso­bi­ste­go dla róż­nych kor­po­ra­cji i in­sty­tu­cji, te­ra­pie opar­te na New Age i po­zy­tyw­nym my­śle­niu. Wplą­ta­łam się w okul­tyzm. Pro­pa­go­wa­łam feng shui. Pust­kę po śmier­ci dziad­ka i po Bo­gu (choć wte­dy tak te­go nie od­czu­wa­łam) za­peł­nia­łam pie­niędz­mi, im­pre­za­mi do bia­łe­go ra­na, al­ko­ho­lem, związ­ka­mi part­ner­ski­mi (ży­jąc w cu­dzo­łó­stwie) i za­ku­po­ho­li­zmem.

Na po­zór wszyst­ko ukła­da­ło się tak, jak Pa­ni te­go chcia­ła.

– Do cza­su. Naj­pierw za­czę­li od­cho­dzić moi klien­ci. My­śla­łam, że to chwi­lo­we pro­ble­my. Do­brze się ba­wi­łam i ży­łam z oszczęd­no­ści. Po­tem po­ży­cza­łam pie­nią­dze. W tym sa­mym cza­sie za­wa­lił mi się zwią­zek (ży­łam w kon­ku­bi­na­cie). By­ło fa­tal­nie, ale jesz­cze się sa­ma ze wszyst­kim bok­so­wa­łam. W koń­cu zo­sta­łam bez środ­ków do ży­cia i do­szłam do kre­su wy­trzy­ma­ło­ści. Pa­dłam wte­dy na ko­la­na i za­wo­ła­łam: „Pa­nie Je­zu, po­wiedz mi, co się dzie­je w mo­im ży­ciu, bo nie ro­zu­miem te­go”. Wie­dzia­łam, że Bóg jest mo­ją ostat­nią de­ską ra­tun­ku.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak 04/2018

Magda Guziak NowakZno­wu ta­ki cięż­ki te­mat... Nie mo­gli­by­ście na­pi­sać o czymś przy­jem­niej­szym i po­ży­tecz­nym...?” – już sły­szę wzdy­cha­nia na­szych Dro­gich Czy­tel­ni­ków.:) I od­po­wia­dam: dla­te­go pi­sze­my o zło­ści, aby­ście ży­li szczę­śli­wiej! Bo złość jest, wbrew po­zo­rom, bar­dzo po­ży­tecz­na.

Przy­go­to­wu­jąc te­mat nu­me­ru, ana­li­zo­wa­łam róż­ne sy­tu­acje ze swo­je­go ży­cia. Po­dzie­li­łam je na dwie ka­te­go­rie: w pierw­szych „ja mia­łam złość”, czy­li roz­po­zna­wa­łam ją w po­rę, szu­ka­łam jej przy­czyn i roz­wią­zań pro­ble­mów. Nie po­zwa­la­łam, by złość mną rzą­dzi­ła. My­ślę o tych sy­tu­acjach jak o swo­ich ma­łych zwy­cię­stwach. W in­nych przy­pad­kach „złość mia­ła mnie”, czy­li wy­da­wa­ło mi się, że ca­ły świat był prze­ciw­ko mnie. My­śla­łam tyl­ko o tym, jak bar­dzo je­stem wście­kła, a sku­tek był ta­ki, że plą­ta­łam się w trud­no­ściach i nie umia­łam z nich wyjść.

Za­chę­cam Was nie tyl­ko do prze­czy­ta­nia przy­go­to­wa­nych przez nas tek­stów, ale rów­nież do ich prze­my­śle­nia i przyj­rze­nia się wła­snej zło­ści. A po­tem mo­że na­wet ją po­lu­bi­cie? Mag­da Gu­ziak-No­wak, re­dak­tor na­czel­ny

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

Pielgrzym pokoju

12 lu­te­go 2018 r. ru­szył I etap XIV edy­cji  Kon­kur­su Pa­pie­skie­go pod ha­słem „Jan Pa­weł II – Piel­grzym po­ko­ju”. Głów­nym te­ma­tem kon­kur­su jest sze­ro­ko ro­zu­mia­ny „po­kój”, za­rów­no ten oso­bi­sty, jak na­ro­do­wy i świa­to­wy oraz idee pro­mo­wa­ne przez Ja­na Paw­ła II: so­li­dar­ność spo­łecz­na, mą­drze ro­zu­mia­ny pa­trio­tyzm oraz głę­bo­kie po­jed­na­nie mię­dzy ludź­mi i mię­dzy na­ro­da­mi.

Kon­kurs Pa­pie­ski, or­ga­ni­zo­wa­ny przez Fun­da­cję „In­sty­tut Ter­tio Mil­len­nio” prze­zna­czo­ny jest dla uczniów wszyst­kich ty­pów szkół po­nad­pod­sta­wo­wych (po­nad­gim­na­zjal­nych). Co ro­ku bie­rze w nim udział kil­ka ty­się­cy osób z ca­łej Pol­ski.

Głów­ną na­gro­dą dla zwy­cięz­ców każ­de­go z dzie­wię­ciu re­gio­nów Pol­ski jest wy­jaz Rzy­mu oraz in­dek­sy na kie­run­ki fi­lo­zo­fia i teo­lo­gia na wy­bra­nych pol­skich uczel­niach: Ka­to­lic­kim Uni­wer­sy­te­cie Lu­bel­skim Pa­pie­skim Wy­dzia­le Teo­lo­gicz­nym we Wro­cła­wiu, Uni­wer­sy­te­cie Kar­dy­na­ła Ste­fa­na Wy­szyń­skie­go, Uni­wer­sy­te­cie Mi­ko­ła­ja Ko­per­ni­ka w To­ru­niu, Uni­wer­sy­te­cie Pa­pie­skim Ja­na Paw­ła II w Kra­ko­wie, Uni­wer­sy­te­cie Ślą­skim. W tym ro­ku na­gro­dę spe­cjal­ną ufun­do­wa­ła tak­że Mał­żon­ka Pre­zy­den­ta Rzecz­po­spo­li­tej Aga­ta Korn­hau­ser-Du­da. Dla fi­na­li­stów prze­wi­dzia­ne są tak­że licz­ne na­gro­dy książ­ko­we.

Aby wziąć udział w kon­kur­sie wy­star­czy za­re­je­stro­wać się ja­ko uczest­nik na stro­nie: konkurspapieski.pl oraz roz­wią­zać krót­ki test on­li­ne. Na to za­da­nie uczest­ni­cy ma­ją czas do 11 mar­ca. Wszy­scy ucznio­wie, któ­rzy od­po­wie­dzą po­praw­nie na po­nad po­ło­wę z 20 za­da­nych py­tań za­kwa­li­fi­ku­ją się do eta­pu dru­gie­go, któ­ry prze­pro­wa­dzo­ny bę­dzie 19 mar­ca 2018 ro­ku. W tym sa­mym cza­sie wszy­scy uczest­ni­cy roz­wią­żą trud­ny test wie­lo­krot­ne­go wy­bo­ru. Oso­by, któ­re przej­dą do trze­cie­go eta­pu kon­kur­so­wych zma­gań do­sta­ną ko­le­je za­da­nie – na­pi­sa­nie ese­ju na je­den z po­da­nych przez or­ga­ni­za­to­rów te­ma­tów. Naj­lep­si bę­dą przy­go­to­wy­wać się do wy­stą­pień pu­blicz­nych, uczyć sztu­ki ar­gu­men­ta­cji i lo­gicz­ne­go my­śle­nia, by osta­tecz­nie bro­nić swo­jej pra­cy na re­gio­nal­nych fi­na­łach kon­kur­su, któ­re od­bę­dą się  19 ma­ja 2018 ro­ku w dzie­wię­ciu mia­stach: Gdań­sku, Kra­ko­wie, Ka­to­wi­cach, Lu­bli­nie, Ło­dzi, Po­zna­niu, To­ru­niu, War­sza­wie i Wro­cła­wiu.

mat. pra­so­we

 

Walentynki w Dobrym Miejscu

W tym ro­ku wy­jąt­ko­wo dzień wcze­śniej – 13 lu­te­go (wto­rek) 2018 o 19.00 w Do­brym Miej­scu od­bę­dzie się wa­len­tyn­ko­wy kon­cert New­Born Trio Mał­go­rza­ty Hu­tek. Dla chęt­nych prze­wi­dzia­na jest dal­sza część – rand­ka ze słod­kim po­czę­stun­kiem w Do­brym Miej­scu. Ce­na bi­le­tu kon­cer­to­we­go 30 zł os. / Ce­na za ca­łość wy­da­rze­nia (koncert+randka): 99 zł pa­ra.

New­Born Trio – Hutek/Derlak/Kierpiec to 3 wspa­nia­łe ko­bie­ty, 3 nie­zwy­kłe ar­tyst­ki, 3 cha­ry­zma­tycz­ne oso­bo­wo­ści sce­nicz­ne – New­Born Trio to naj­now­szy pro­jekt wo­ka­list­ki i kom­po­zy­tor­ki Mał­go­rza­ty Hu­tek.

Pia­nist­ka jaz­zo­wa Aga Der­lak, wio­lon­cze­list­ka Do­mi­ni­ka Kier­piec-Kont­ny i wo­ka­list­ka Mał­go­rza­ta Hu­tek spo­tka­ły się ra­zem, aby ję­zy­kiem jaz­zu i im­pro­wi­za­cji dać wy­raz swo­jej no­wo­na­ro­dzo­nej, świa­do­mej ko­bie­co­ści. Ar­tyst­ki łą­czy przy­jaźń, a róż­nią do­świad­cze­nia mu­zycz­ne. Każ­da z nich po­dą­ża­ła wła­sną dro­gą, lecz wła­snie róż­no­rod­ność i otwar­cie na no­we środ­ki mu­zycz­ne­go wy­ra­zu świad­czą o wy­jąt­ko­wo­ści ze­spo­łu.

Te­raz bę­dzie­my mo­gli po­słu­chać ich na ży­wo w wy­jąt­ko­wym miej­scu – na war­szaw­skich Bie­la­nach w Cen­trum Kul­tu­ry DOBRE MIEJSCE (ul. De­waj­tis 3, War­sza­wa). Bi­le­ty na kon­cert w ce­nie 30 zł /os. oraz na ca­łość wy­da­rze­nia (koncert+randka) za 99 zł /para do na­by­cia on-li­ne na stro­nie skle­pu Chrze­ści­jań­skie Gra­nie (www.chrzescijanskiegranie.pl). Sta­cjo­nar­nie od 15 stycz­nia w go­dzi­nach pra­cy skle­pu oraz go­dzi­nę przed kon­cer­tem w dniu wy­da­rze­nia.

Wa­len­tyn­ki 2018 w Do­brym Miej­scu – pro­gram:
19:00 – 20:20 / kon­cert New­Born Trio Mał­go­rza­ty Hu­tek
20:30 – 22:00 / Wa­len­tyn­ko­wa rand­ka (słod­ki po­czę­stu­nek przy osob­nych sto­li­kach i na­stro­jo­wej mu­zy­ce) dla par. Spo­tka­nie z mał­żeń­stwem z Fun­da­cji Po­moc Ro­dzi­nie z Ło­mia­nek.

Po­dob­nie jak przed ro­kiem po kon­cer­cie od­bę­dzie się też wa­len­tyn­ko­wa rand­ka (UWAGA! Ilość miejsc ogra­ni­czo­na!) – bę­dzie to wspa­nia­ła oka­zja do mi­łej roz­mo­wy małżeńskiej/narzeczeńskiej. Kon­wer­sa­cję bę­dzie moż­na po­głę­bić, ko­rzy­sta­jąc z pro­po­zy­cji te­ma­tu za­pro­po­no­wa­ne­go przez mał­żeń­stwo z Fun­da­cji Po­moc Ro­dzi­nie z Ło­mia­nek. Bę­dą z na­mi pań­stwo An­na i Ce­za­ry Kru­po­wie.

Or­ga­ni­za­tor: Ka­to­lic­kie Cen­trum Kul­tu­ry DOBRE MIEJSCE (www.dobremiejsce.org)
Part­ne­rzy: Fun­da­cja Po­moc Ro­dzi­nie, Chrze­ści­jań­skie Gra­nie
Pa­tro­nat me­dial­ny nad wy­da­rze­niem ob­ję­ły: koncerTY.chrzescijanskiegranie.pl, kmdm.pl, Fun­da­cja „Chrze­ści­jań­skie Gra­nie”, Ra­dio Plus, Nie­dzie­la, Sa­lveTV, Wolnasobota.pl, Deon.pl, Tak Ro­dzi­nie, Dwu­ty­go­dnik DROGA, Klub Do­brej Mu­zy­ki – KDM.pl oraz Ra­dio Emaus.
Ca­te­ring za­pew­nia: Ka­prys Ku­cha­rza (www.kapryskucharza.pl)

ma­te­ria­ły prasowe/oprac. ag