Osiem przykazań współczesnego patrioty

Dziś nie trze­ba stać na fron­cie i bu­do­wać ba­ry­ka­dy. Jak więc być pa­trio­tą?

1. Bierz udział w wy­bo­rach

Wie­lu Po­la­kom nie chce się na­wet te­go – raz na kil­ka lat wrzu­cić do urny kart­kę z krzy­ży­kiem. A prze­cież w pań­stwie ta­kim jak Pol­ska to je­den z pod­sta­wo­wych spo­so­bów wy­ko­rzy­sta­nia i jed­no­cze­śnie za­ma­ni­fe­sto­wa­nia swo­ich praw oby­wa­tel­skich.

Je­śli nie ukoń­czy­li­ście jesz­cze 18. ro­ku ży­cia i nie mo­że­cie wy­bie­rać gło­wy pań­stwa, po­słów i se­na­to­rów, gło­suj­cie w wy­bo­rach do szkol­nych i kla­so­wych sa­mo­rzą­dów. To tak­że jest lek­cją bra­nia na sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści za od­da­ny głos.

2. Star­tuj!

Kie­dy osią­gniesz od­po­wied­ni wiek, po­myśl o wy­star­to­wa­niu w wy­bo­rach. Za­cząć moż­na od ra­dy gmi­ny – lo­kal­ne­go po­dwór­ka. To za­wsze lep­sze niż pu­ste na­rze­ka­nie. Wła­dza w rę­kach jest wiel­ką si­łą spraw­czą, ale pa­mię­taj, że to rów­no­cze­śnie ogrom­ne zo­bo­wią­za­nie.

3. Sza­nuj do­bro wspól­ne

To nie­praw­da, że gdy coś jest wspól­ne, jest ni­czy­je i dla­te­go moż­na z tym ro­bić, co się chce. Jak są­dzisz – czy chu­li­ga­ni, któ­rzy de­wa­stu­ją dwor­ce, przy­stan­ki au­to­bu­so­we i wy­ry­wa­ją zna­ki dro­go­we, ma­ją świa­do­mość, że za na­pra­wy za­pła­cą oni sa­mi i ich ro­dzi­ce w po­dat­kach?

4. Rze­tel­nie zdo­by­waj wie­dzę

Pol­sce nie są po­trzeb­ni głu­pi lu­dzie. Pol­ska po­trze­bu­je tę­gich głów, któ­re zna­ją się na eko­no­mii, go­spo­dar­ce, spo­łe­czeń­stwie. Wy­kształ­ce­ni, kom­pe­tent­ni lu­dzie to naj­lep­szy ka­pi­tał.

5. Bierz udział w ob­cho­dach waż­nych rocz­nic

Zor­ga­ni­zuj­cie z ko­le­ga­mi wy­jazd na de­fi­la­dę z oka­zji 3 ma­ja lub 11 li­sto­pa­da oraz uczest­nicz­cie w in­nych zgro­ma­dze­niach o cha­rak­te­rze pa­trio­tycz­nym. Spo­tka­nia ty­się­cy Po­la­ków spra­wia­ją, że mo­bi­li­zu­je­my sie­bie na­wza­jem do sta­rań o lep­szą Oj­czy­znę.

6. Sza­nuj śro­do­wi­sko

Za­so­by na­tu­ral­ne jak wę­giel, gaz, ale i... czy­ste po­wie­trze nie są stud­nią bez dna i kie­dyś się skoń­czą. Tro­ska o to, by mo­gły z nich ko­rzy­stać tak­że przy­szłe po­ko­le­nia, nie jest fa­na­ty­zmem obroń­ców przy­ro­dy przy­ku­wa­ją­cych się do drzew, ale na­szym chrze­ści­jań­skim obo­wiąz­kiem.

7. Nie krad­nij

Czy­li nie uni­kaj pła­ce­nia po­dat­ków (na­wet je­śli wy­da­ją ci się nie­spra­wie­dli­we → patrz p. 2), nie ku­puj w tzw. sza­rej stre­fie, a gdy skoń­czysz szko­łę, nie pra­cuj „na le­wo”.

8. Pa­mię­taj o miej­scach pa­mię­ci

Je­śli masz za­le­gło­ści, od­wiedź ko­niecz­nie waż­ne dla Pol­ski mu­zea hi­sto­rycz­ne, choć­by Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skie­go w War­sza­wie, Mu­zeum Hi­sto­rycz­ne Mia­sta Kra­ko­wa – Fa­bry­kę Schin­dle­ra oraz otwar­te nie­daw­no, tak­że w Kra­ko­wie, Mu­zeum Ar­mii Kra­jo­wej.

Za­in­te­re­suj się, ja­kie wy­da­rze­nia i ja­kie po­sta­ci upa­mięt­nia­ją ta­bli­ce, gro­by i obe­li­ski znaj­du­ją­ce się nie­da­le­ko miej­sca, gdzie miesz­kasz. Mo­że któ­ryś z nich jest za­nie­dba­ny i war­to by­ło­by go od­no­wić?

 

Ka­non lek­tur „must re­ad” czy­li su­biek­tyw­ny wy­bór lek­tur o nas – Po­la­kach, na­szych ko­rze­niach, hi­sto­rii i toż­sa­mo­ści. Prze­czy­taj w wol­nej chwi­li!

1. „Pan Ta­de­usz” Ada­ma Mic­kie­wi­cza – sie­lan­ko­wy pej­zaż Li­twy z cza­sów na­po­le­oń­skich. Po­lo­wa­nia, go­ścin­ne do­my, szla­chec­kie oby­cza­je, ele­gan­cja, ce­re­mo­nia­ły, kon­spi­ra­cja Ro­ba­ka i... ból emi­gra­cji.

2. „Po­top” Hen­ry­ka Sien­kie­wi­cza – a w nim Ja­sna Gó­ra, czy­li sym­bol ży­we­go kul­tu ma­ryj­ne­go. Czę­sto­cho­wa ja­ko miej­sce, wo­kół któ­re­go sku­pia­ją się ser­ca Po­la­ków.

3. „Pro­szę pań­stwa do ga­zu” i in­ne opo­wia­da­nia Ta­de­usza Bo­row­skie­go – kie­dy mat­ka nie przy­zna­je się do wła­sne­go dziec­ka w oba­wie przed śmier­cią, mu­si cho­dzić o Ho­lo­kaust przez du­że „H”.

4. „Ko­lum­bo­wie. Rocz­nik 20” Ro­ma­na Brat­ne­go – o pol­skiej mło­dzie­ży wal­czą­cej, sym­bo­li­zo­wa­nej przez kil­ko­ro przy­ja­ciół z War­sza­wy. Ak­cja książ­ki dzie­je się w la­tach 1942–1948.

5. „Ka­mie­nie na sza­niec” Alek­san­dra Ka­miń­skie­go – opo­wieść opar­ta na au­ten­tycz­nych wy­da­rze­niach z okre­su oku­pa­cji nie­miec­kiej War­sza­wy pod­czas II woj­ny świa­to­wej. Książ­ka opi­su­je hi­sto­rię pod­ziem­nej dzia­łal­no­ści har­cer­skiej Sza­rych Sze­re­gów.

6. „Na nie­ludz­kiej zie­mi” Jó­ze­fa Czap­skie­go – o do­wo­dach so­wiec­kich zbrod­ni do­ko­na­nych w Ka­ty­niu.

7. „Bursz­ty­ny” Zo­fii Kos­sak-Szczuc­kiej – zbiór 32 opo­wia­dań, któ­rych te­ma­tem są dzie­je Pol­ski od cza­sów naj­daw­niej­szych (ple­mio­na sło­wiań­skie, przy­ję­cie przez Miesz­ka I chrze­ści­jań­stwa, chry­stia­ni­za­cja kra­ju...) do XIX w.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Dobrze nam tu być

W szko­le w któ­rej uczę, jed­na z na­uczy­cie­lek na go­dzi­ny wy­cho­waw­cze za­pra­sza cza­sem cie­ka­wych go­ści. Wów­czas mo­gą w nich uczest­ni­czyć tak­że za­in­te­re­so­wa­ni. Przy­to­czę Wam dzi­siaj jed­no z ta­kich spo­tkań – ro­bię to wła­śnie te­raz, bo dzień 11 li­sto­pa­da in­spi­ru­je do za­trzy­ma­nia się nad te­ma­tem pa­trio­ty­zmu, a te­go wła­śnie do­ty­czy­ła wspo­mnia­na roz­mo­wa.

No­tat­ka ze spo­tka­nia, w któ­rym uczest­ni­czy­ła mło­dzież li­ce­al­na (po­nad 100 osób), mał­żeń­stwo w śred­nim wie­ku (pa­ni Ka­ta­rzy­na – dzien­ni­kar­ka i pan To­masz – na­uczy­ciel aka­de­mic­ki, ro­dzi­ce czwór­ki dzie­ci), we­te­ran II woj­ny świa­to­wej i dzia­łacz sa­mo­rzą­do­wy.

Na­uczy­ciel­ka: Spró­buj­my od­po­wie­dzieć na py­ta­nia: Co to jest pa­trio­tyzm? Na czym on po­le­ga we współ­cze­snej co­dzien­no­ści? Czy trze­ba o nim mó­wić i jak za­chę­cać dzi­siej­szą mło­dzież do wpro­wa­dza­nia pa­trio­ty­zmu w ży­cie?

Pan Ka­zi­mierz: Cza­sem wy­da­je mi się, że dla na­sze­go po­ko­le­nia pa­trio­tyzm był znacz­nie ła­twiej­szy… Kie­dy wy­bu­chła II woj­na świa­to­wa, mia­łem dzie­sięć lat, pod­czas po­wsta­nia war­szaw­skie­go pięt­na­ście i nikt z nas nie miał wąt­pli­wo­ści, co mo­że dla Oj­czy­zny zro­bić. Nikt nie mu­siał nam nic tłu­ma­czyć, tyl­ko nie­co wcze­śniej niż in­ne dzie­ci na­uczy­li­śmy się, że za­cho­wa­nie ta­jem­ni­cy to spra­wa ży­cia i śmier­ci, że są lu­dzie, któ­rym do­brze jest ro­bić krzyw­dę… Mam wnu­ki i pra­wnu­ki i wi­dzę, że te­raz nie jest to ta­kie pro­ste… Bo i mo­je dzie­ci mia­ły pro­ściej – wal­czy­ły ze sta­li­ni­zmem, trze­ba by­ło ja­koś ru­skim utrud­niać ży­cie. Dzi­siej­szy pięt­na­sto­la­tek mu­si dla Oj­czy­zny się uczyć i sta­rać się od­róż­niać wro­gów od przy­ja­ciół, a to nie to sa­mo, co na­lać do bu­tel­ki ben­zy­ny i rzu­cać pod hi­tle­row­skie czoł­gi…

To­mek: Jak to do­brze, że ktoś nas ro­zu­mie. Ma­my po 18 lat i kie­dy przyj­dą naj­bliż­sze wy­bo­ry, ma­my wie­dzieć, kto chce Pol­skę sprze­dać ob­cym, a kto – mo­że mniej po­pu­lar­ny, bo sta­wia ja­kieś wy­ma­ga­nia – chce dla nasz do­brze. Tym to trud­niej­sze, że nie od ra­zu wi­dać skut­ki, Wa­sze po­ko­le­nie nie mia­ło wąt­pli­wo­ści, że Hi­tle­ra trze­ba od nas wy­go­nić. Nam nie wol­no ni­ko­go wy­ga­niać, bo to ra­sizm al­bo szo­wi­nizm, ma­my się do­brze uczyć, ale jak od­róż­nić pod­ręcz­ni­ki pi­sa­ne przez pa­trio­tów od ksią­żek de­ma­go­gicz­nych?

Pan To­masz: W na­sze ro­dzi­nie cza­sa­mi po­dej­mu­je­my ten te­mat, na­wet nie mu­si­my z żo­ną te­go ini­cjo­wać, dzie­ci nas py­ta­ją o to, na ko­go gło­so­wać, czy pła­cić po­dat­ki, kie­dy nie zga­dza­my się z tym, na co te pie­nią­dze by­wa­ją prze­zna­czo­ne…

Syl­wia: A pła­ce­nie po­dat­ków to pa­trio­tyzm? Pań­stwo roz­li­cza­cie się uczci­wie?

Pan To­masz: Pła­ce­nie po­dat­ków to jed­nak naj­czę­ściej pa­trio­tyzm. Wiem, że uży­wa­jąc sło­wa „naj­czę­ściej” wca­le Wam za­da­nia nie uła­twiam, ale po­wiem kon­kret­nie: my z żo­ną roz­li­cza­my się uczci­wie, ale… nie do koń­ca. Mam tu na my­śli na przy­kład pa­nią, któ­ra żo­nie po­ma­ga w pro­wa­dze­niu go­spo­dar­stwa do­mo­we­go, ma sied­mio­ro dzie­ci i sys­tem po­dat­ko­wy wca­le jej nie uła­twia ży­cia. Pła­ci­my jej nie­wiel­kie kwo­ty (przy­cho­dzi do nas dwa ra­zy w ty­go­dniu) i wie­my, że ona tych pie­nię­dzy nie zgła­sza. Wiem, że ta­kie wy­jąt­ki utrud­nia­ją mło­dym od­róż­nia­nie zła od do­bra. Po­wiem jed­nak, że za­sa­dy są ja­sne: pła­ce­nie po­dat­ków to na pew­no for­ma pa­trio­ty­zmu, ale tak sa­mo współ­cze­sny pa­trio­tyzm to gło­so­wa­nie na tych, któ­rzy chcą uczci­we­go pra­wa, któ­rzy na przy­kład uchwa­lą nor­my po­ma­ga­ją­ce żyć wie­lo­dziet­nym ro­dzi­nom…

Pa­tryk: Ale jak ich od­róż­nić? Mój ta­ta jest le­śni­kiem i mó­wi, że go­spo­dar­ka za­so­bów le­śnych jest ra­bun­ko­wa, że ma­ło kto li­czy się z przy­szło­ścią Pol­ski, któ­ra – jak tak da­lej pój­dzie – bę­dzie te­re­nem pół­pu­styn­nym…

Pan Ka­zi­mierz.: Mo­je wnu­ki sta­ra­ją się brać udział w za­le­sia­niu. Ale to nie jest od­po­wie­dzią. Je­den z mo­ich sy­nów jest księ­dzem i twier­dzi, że naj­lep­szą for­mą pa­trio­ty­zmu jest ży­cie w ła­sce uświę­ca­ją­cej, bo jak nie bę­dzie­my po­pie­ra­li grze­chu, to prę­dzej czy póź­niej ci, co chcą nas uczyć grze­chu, pój­dą so­bie. Ale czy to wy­star­czy?

Na­uczy­ciel­ka: Bar­dzo się cie­szę, że tak szyb­ko do­cho­dzi­my do waż­nych i po­trzeb­nych py­tań… Na pew­no mą­dra mło­dzież to przy­szłość Pol­ski – od sie­bie do­dam, że czy­ste i ład­ne mó­wie­nie po pol­sku to też pew­na for­ma pa­trio­ty­zmu – ale co zro­bić, aby ta mło­dzież nie wy­je­cha­ła? Nie­któ­rzy z mo­ich daw­niej­szych uczniów miesz­ka­ją na sta­łe po­za Pol­ską, bo – jak twier­dzą – tu nie umie­li utrzy­mać ro­dzi­ny, a tam ta sa­ma pra­ca po­zwa­la nam żyć uczci­wie i w mia­rę do­stat­nio. Mo­że to py­ta­nie do Rad­ne­go: Czy da się od­róż­nić tych lu­dzi, któ­rzy kan­dy­du­ją do sej­mu czy se­na­tu al­bo do władz sa­mo­rzą­do­wych, a któ­rzy bę­dą sta­ra­li się o do­bro Pol­ski?

Rad­ny: Wie­dzia­łem, że doj­dzie do ta­kich py­tań… Nie mam za­mia­ru upra­wiać u Was po­li­ty­ki, ale wła­ści­wie po­li­ty­ką jest mó­wie­nie o go­spo­dar­ce, o szkol­nic­twie, o pro­ro­dzin­nych de­cy­zjach mi­ni­strów… Po­wiem dość ostroż­nie: ja sto­ję po stro­nie tych, któ­rzy uła­twia­ją ży­cie ro­dzi­nom, po stro­nie tych, co chcą na­ło­żyć du­że po­dat­ki dla naj­bo­gat­szych, ale po­wiem Wam, że to wca­le nie jest ła­twe. Chy­ba je­stem po raz pierw­szy w ta­kim gro­nie, gdzie moż­na po­wie­dzieć, że ży­cie w sta­nie ła­ski uświę­ca­ją­cej jest współ­cze­snym pa­trio­ty­zmem… Ale ja tak za­wsze uwa­ża­łem, choć oczy­wi­ście by­łem nie­jed­no­krot­nie oskar­ża­ny o to, że po­pie­ram Ko­ściół, a to prze­cież nie­po­pu­lar­ne. Ale w ży­ciu po­li­tycz­nym nie jest waż­ne, ja­ką kto re­li­gię wy­zna­je, ale waż­na jest mo­ral­ność w je­go ży­ciu. I Sta­lin, i Hi­tler wie­dzie­li, że ła­twiej ma­ni­pu­lo­wać ludź­mi uza­leż­nio­ny­mi i już za cza­sów za­bo­rów ów­cze­sne wła­dze pró­bo­wa­ły wsz­cze­piać w nasz na­ród nie­mo­ral­ność – chcia­ły roz­pić Po­la­ków, a ru­chy po­zy­ty­wi­stycz­ne pro­mo­wa­ły trzeź­wość. Przy­po­mnij­my so­bie, że naj­mniej­sze spo­ży­cie al­ko­ho­lu w Pol­sce by­ło pod ko­niec za­bo­rów i wie­lu hi­sto­ry­ków twier­dzi, że wła­śnie dla­te­go uda­ło się nam nie­dłu­go po­tem wy­go­nić za­bor­ców. Ale zo­bacz­cie: mó­wi­my chy­ba o dość trud­nym pa­trio­ty­zmie. Do­brze się uczyć, żyć mo­ral­nie… Czy ta­kie ha­sła przy­spa­rza­ją wy­bor­ców kan­dy­da­tom na po­słów? Po­słuch ma­ją ci, któ­rzy chcą roz­wo­dów i za­bi­ja­nia dzie­ci, a to prze­cież po­glą­dy, któ­re pro­wa­dzą do za­gła­dy spo­łe­czeństw. Moż­na po­wie­dzieć, że do­brze o tym wie­dzą po­tę­gi sta­ro­żyt­no­ści, któ­re upa­dły.

Pa­ni Ka­ta­rzy­na: Sta­ra­my się z mę­żem uczyć dzie­ci ra­do­ści ze zwy­cię­ża­nia nad so­bą, aby im uatrak­cyj­nić do­bro. Bo rze­czy­wi­ście, zło się le­piej sprze­da­je, wy­da­je się cie­kaw­sze, wiem to ja­ko dzien­ni­karz. Sta­ram się po­pie­rać, rów­nież w pra­cy za­wo­do­wej, ta­kie ini­cja­ty­wy jak har­cer­stwo, wszel­kie fun­da­cje, w któ­rych pro­mu­je się do­brą na­ukę, wo­lon­ta­riat – choć­by wła­śnie przy sa­dze­niu la­sów. Ale po­wiem szcze­rze, le­piej się sprze­da­je pi­smo, w któ­rym się opi­su­je hi­sto­rię ko­lej­nej zdra­dy u ja­kiejś gwiaz­dy czy czwar­ty roz­wód zna­ne­go biz­nes­me­na. Wciąż za­da­ję so­bie py­ta­nie, jak w atrak­cyj­ny spo­sób opi­sać żmud­ną pra­cę pia­ni­sty, ślę­cze­nie na­ukow­ca nad eks­pe­ry­men­ta­mi, któ­re la­ta­mi trze­ba po­wta­rzać, jak swo­im dzie­ciom po­ka­zać, że sa­ma cie­szę się ży­ciem i że mi do­brze, bo mam ich czwo­ro i są do­bry­mi ludź­mi…

Pan To­masz: Z tym ostat­nim to chy­ba nie masz trud­no­ści, na­sze dzie­ci do­sko­na­le wi­dzą, że je­steś z ni­mi szczę­śli­wa, na­wet kie­dyś sły­sza­łem, że mó­wi­ły o tym ko­le­gom. Po­zwól, że za­cy­tu­ję: „Sam chciał­bym mieć ta­ką żo­nę jak mo­ja ma­ma, jest za­wsze szczę­śli­wa i na­wet, jak mi ka­że zro­bić coś, cze­go nie lu­bię, to wiem, że chce dla mnie do­bra. Tak bar­dzo cie­szy się, kie­dy coś mi się uda – jak na­uczy­łem się go­to­wać, jak zdo­by­wam ja­kieś zwy­cię­stwa w olim­pia­dzie czy w spo­rcie”.

Na­uczy­ciel­ka: Czy mo­gę się po­ku­sić o uogól­nie­nie? Chy­ba ja­sno wi­dać, że dzi­siej­szy pa­trio­tyzm to źró­dło szczę­ścia. Czy to star­czy mo­im uczniom? Ale też za­da­ję so­bie py­ta­nie, czy ci ucznio­wie, któ­rzy wy­je­cha­li, by żyć po­za gra­ni­ca­mi Pol­ski, są pa­trio­ta­mi? Czy do­brze ich wy­cho­wa­li­śmy? Py­tam nie tyl­ko po to, by zro­bić ra­chu­nek su­mie­nia, ale też ja­ką dać wska­zów­kę na czas przy­szłej pra­cy. Co mó­wić uczniom o pa­trio­ty­zmie? Jak pro­mo­wać po­sta­wy, któ­re są do­bre dla Pol­ski?

Rad­ny: Sam mam dzie­ci i sta­wiam so­bie to py­ta­nie. Mój chrze­śniak to wła­śnie je­den z pa­ni daw­niej­szych uczniów, któ­ry miesz­ka z żo­ną w An­glii i twier­dzi, że tu nie po­tra­fił utrzy­mać ro­dzi­ny. Sta­ram się go nie oce­niać, ale jed­no­cze­śnie mam na­dzie­ję, że mo­je dzie­ci nie wy­ja­dą. Bar­dzo się ucie­szy­łem, kie­dy mój szes­na­sto­let­ni syn w cza­sie ostat­nich wa­ka­cji po­wie­dział o na­szym wspól­nym urlo­pie zda­nie ze św. Pio­tra. Był po­czą­tek sierp­nia i po­przed­nie­go dnia by­li­śmy na Mszy Świę­tej, kie­dy od­czy­ta­no Ewan­ge­lię o Prze­mie­nie­niu Pań­skim. Pa­mię­ta­cie za­pew­ne, że jak Je­zus prze­mie­nił się wo­bec Pio­tra, Ja­ku­ba i Ja­na to Piotr po­wie­dział „Pa­nie, do­brze nam tu być”. By­li­śmy wła­śnie na Ma­zu­rach i wra­ca­li­śmy wie­czo­rem znad je­zio­ra. Syn wte­dy po­wie­dział – nie­wąt­pli­wie na­wią­zu­jąc do Ewan­ge­lii z po­przed­nie­go dnia – „Ta­to, do­brze nam tu być”. Po­wiem szcze­rze, że czu­łem się dum­ny ja­ko oj­ciec i ja­ko Po­lak, bo wie­dzia­łem, że nie mó­wi tyl­ko o nas i na­szym urlo­pie, wie­dzia­łem, że pod­su­mo­wał sie­bie i swo­je ży­cie ja­ko szczę­śli­we. Oczy­wi­ście po­dzie­li­łem się je­go sło­wa­mi z żo­ną i wiem, że zro­bi­łem jej przy­jem­ność więk­szą, niż kie­dy ku­pu­ję jej kwia­ty czy in­ne pre­zen­ty. W pew­nym sen­sie syn pod­su­mo­wał do­tych­cza­so­we ży­cie na­szej ro­dzi­ny. I nasz pa­trio­tyzm chy­ba.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Nie pozwólmy wyrywać sobie korzeni

Tyś wiel­ką chlu­bą na­sze­go na­ro­du!”. Sło­wa te od­zy­wa­ją się z ja­sno­gór­skie­go Szczy­tu (…), idą w pa­rze z mo­dli­twą wy­po­wia­da­ną przez ty­le po­ko­leń w oj­czy­stym ję­zy­ku: „Zdro­waś Ma­ry­jo, ła­ski peł­na, Pan z To­bą, bło­go­sła­wio­naś Ty mię­dzy nie­wia­sta­mi”. W na­szych dzie­jach do­zna­wa­li­śmy wie­lo­krot­nie szcze­gól­nej ma­cie­rzyń­skiej opie­ki Mat­ki Chry­stu­sa. Ka­zi­mierz Od­no­wi­ciel wzy­wa Bo­ga­ro­dzi­cę i od­zy­sku­je utra­co­ne dzie­dzic­two. Ło­kie­tek w Wi­śli­cy sły­szy sło­wa: „Wstań, ufaj, zwy­cię­żysz” – ty­mi sło­wy Mat­ka Bo­ża umac­nia kró­la, któ­ry wy­pro­wa­dził kraj z dziel­ni­co­we­go roz­bi­cia. Prze­ło­mo­we w dzie­jach zwy­cię­stwa – od Le­gni­cy po Cho­cim i Wie­deń, a w na­szym stu­le­ciu rok 1920 – wszyst­kie wią­za­li­śmy ze wsta­wien­nic­twem Bo­ga­ro­dzi­cy. (…) Król Jan Ka­zi­mierz, klę­cząc w ka­te­drze lwow­skiej przed ob­ra­zem Mat­ki Bo­żej Ła­ska­wej, przy­łą­cza się do wie­lu po­ko­leń tych, któ­rzy łak­ną i pra­gną Bo­żej Mą­dro­ści – dla sie­bie, dla swe­go kró­le­stwa, dla lu­dów, wśród któ­rych z Bo­żej Opatrz­no­ści przy­szło mu spra­wo­wać wła­dzę kró­lew­ską w cza­sach szcze­gól­nie trud­nych. (…)

To­też re­for­mie go­spo­dar­czej, ja­ka się do­ko­nu­je w na­szej Oj­czyź­nie, po­wi­nien to­wa­rzy­szyć wzrost zmy­słu spo­łecz­ne­go, co­raz bar­dziej po­wszech­na tro­ska o do­bro wspól­ne, za­uwa­ża­nie lu­dzi naj­bied­niej­szych i naj­bar­dziej po­trze­bu­ją­cych, a rów­nież życz­li­wość dla cu­dzo­ziem­ców, któ­rzy przy­jeż­dża­ją tu­taj w po­szu­ki­wa­niu chle­ba. Wsłu­chuj­my się uważ­nie w sło­wa Chry­stu­sa Pa­na: „Nie troszcz­cie się zbyt­nio i nie mów­cie: co bę­dzie­my jeść? Co bę­dzie­my pić? Czym bę­dzie­my się przy­odzie­wać?”. (...) Po­trze­ba wie­le wza­jem­nej życz­li­wo­ści i do­brej wo­li, aże­by się do­pra­co­wać ta­kich form obec­no­ści te­go, co świę­te w ży­ciu spo­łecz­nym i pań­stwo­wym, któ­re ni­ko­go nie bę­dą ra­ni­ły i ni­ko­go nie uczy­nią ob­cym we wła­snej Oj­czyź­nie, a te­go nie­ste­ty do­świad­cza­li­śmy przez kil­ka­dzie­siąt ostat­nich lat. Do­świad­czy­li­śmy te­go wiel­kie­go, ka­to­lic­kie­go get­ta, get­ta na mia­rę na­ro­du. Za­ra­zem więc my, ka­to­li­cy, pro­si­my o wzię­cie pod uwa­gę na­sze­go punk­tu wi­dze­nia: że bar­dzo wie­lu spo­śród nas czu­ło­by się nie­swo­jo w pań­stwie, z któ­re­go struk­tur wy­rzu­co­no by Bo­ga, a to pod po­zo­rem świa­to­po­glą­do­wej neu­tral­no­ści. (…) Nie po­zwól­my so­bie wy­ry­wać tych ko­rze­ni, ja­kie Bo­ża Mą­drość za­pu­ści­ła w na­szych dzie­jach i w na­szych du­szach. Nie po­zwól­my za­gu­bić dzie­dzic­twa, na któ­rym spo­czął znak wiecz­ne­go zba­wie­nia. „Wiel­ki jest Pan i go­dzien wiel­kiej chwa­ły w mie­ście Bo­ga na­sze­go. Je­go Gó­ra świę­ta, wspa­nia­łe wzgó­rze, ra­do­ścią jest ca­łej zie­mi (...), [niech] Bóg je umac­nia na wie­ki” (Ps 48[47], 2.9).

 

Bł. Jan Pa­weł II

Lu­ba­czów, 3.06.1991 r.

Sens wiary w świecie

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry!

Chciał­bym się wraz z wa­mi za­sta­no­wić nad spra­wą za­sad­ni­czą: czym jest wia­ra? (…) Dziś, wraz z tak wie­lu ozna­ka­mi do­bra, roz­ra­sta się wo­kół nas pew­na du­cho­wa pu­sty­nia. Nie­raz z pew­nych wy­da­rzeń, o któ­rych każ­de­go dnia je­ste­śmy in­for­mo­wa­ni, moż­na od­nieść wra­że­nie, że świat nie zmie­rza do bu­do­wa­nia wspól­no­ty co­raz bar­dziej bra­ter­skiej i po­ko­jo­wej; sa­me idee po­stę­pu i do­bro­by­tu uka­zu­ją swe cie­nie. (…) Wzra­sta licz­ba lu­dzi zdez­o­rien­to­wa­nych, po­szu­ku­ją­cych wyj­ścia po­za wy­łącz­nie ho­ry­zon­tal­ną wi­zję rze­czy­wi­sto­ści, go­to­wych uwie­rzyć do­kład­nie we wszyst­ko. W tym kon­tek­ście wy­ła­nia­ją się pew­ne py­ta­nia za­sad­ni­cze, któ­re są o wie­le bar­dziej kon­kret­ne, niż to się wy­da­je na pierw­szy rzut oka: ja­ki jest sens ży­cia? Czy dla czło­wie­ka ist­nie­je ja­kaś przy­szłość, przy­szłość dla nas i na­stęp­nych po­ko­leń? Jak ukie­run­ko­wać na­sze swo­bod­ne wy­bo­ry, aby ży­cie za­koń­czy­ło się do­brze i szczę­śli­wie? (…) Wia­ra nie jest zwy­kłą in­te­lek­tu­al­ną zgo­dą czło­wie­ka na szcze­gól­ne praw­dy do­ty­czą­ce Bo­ga; jest ak­tem, po­przez któ­ry swo­bod­nie po­wie­rzam się Bo­gu, któ­ry jest Oj­cem i mnie ko­cha; jest po­słu­szeń­stwem, da­ją­cym mi na­dzie­ję i uf­ność. Rzecz ja­sna to po­słu­szeń­stwo Bo­gu nie jest po­zba­wio­ne tre­ści: wraz z nim uświa­da­mia­my so­bie, że sam Bóg uka­zał się nam w Chry­stu­sie, ob­ja­wił swo­je ob­li­cze i stał się rze­czy­wi­ście bli­skim wo­bec każ­de­go z nas.

Co wię­cej, Bóg ob­ja­wił, że Je­go mi­łość wo­bec czło­wie­ka, wzglę­dem każ­de­go z nas jest bez mia­ry: na Krzy­żu Je­zus z Na­za­re­tu, Syn Bo­ży, któ­ry stał czło­wie­kiem uka­zu­je nam w naj­ja­śniej­szy spo­sób, jak da­le­ko po­su­wa się ta mi­łość – aż do da­ru z sie­bie, aż do cał­ko­wi­tej ofia­ry. Wraz z ta­jem­ni­cą śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa Bóg zstę­pu­je aż do głę­bi na­sze­go czło­wie­czeń­stwa, aby je Je­mu przy­wró­cić, aby je wznieść do Je­go wy­so­ko­ści. Wia­ra jest uwie­rze­niem w tę mi­łość Bo­ga, któ­ra nie słab­nie w ob­li­czu nie­go­dzi­wo­ści czło­wie­ka, w ob­li­czu zła i śmier­ci, ale jest zdol­na do prze­kształ­ca­nia wszel­kiej for­my znie­wo­le­nia, da­jąc moż­li­wość zba­wie­nia. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 24.10.2012 r.

 

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Czy wie­cie, co upra­wa ku­ku­ry­dzy mo­że mieć wspól­ne­go z pa­trio­ty­zmem? Je­śli nie, to prze­czy­taj­cie ko­niecz­nie ar­ty­kuł na stro­nie 18. A sły­sze­li­ście o Lwow­skich Or­lę­tach? Kim by­li i kie­dy gro­ma­dzi­li się dla obro­ny pol­sko­ści w ich uko­cha­nym Lwo­wie? Je­śli chce­cie wie­dzieć i przy­po­mnieć so­bie, jak dłu­go trwa­ły za­bo­ry, to otwórz­cie „DROGĘ” na stro­nie 17. Jak już praw­do­po­dob­nie więk­szość z Was się do­my­śla, te­ma­tem nu­me­ru jest Pa­trio­tyzm. W je­go ra­mach na stro­nie 14 i 15 moż­na dzi­siaj prze­czy­tać o wiel­kich Po­la­kach (het­ma­nie Ste­fa­nie Żół­kiew­skim, po­wstań­cu, wy­cho­waw­cy, ma­la­rzu i „za­ko­no­daw­cy” – świę­tym Ra­fa­le Ka­li­now­skim, Ro­mu­al­dzie Trau­gu­cie i je­zu­icie – ks. Wła­dy­sła­wie Gur­ga­cu). Moż­na też po­znać oso­bę, któ­ra na su­tan­nie no­si­ła Krzyż Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri i do­wie­dzieć się, co Jan Pa­weł II po­wie­dział we Wro­cła­wiu o pa­trio­ty­zmie (s. 8–9). Z lek­tu­ry stro­ny 16 do­wie­cie się, co au­tor­ka na­zy­wa Przy­ka­za­nia­mi pa­trio­ty i ja­ki jest obo­wiąz­ko­wy ze­staw lek­tur dla tych, któ­rym Oj­czy­zna nie jest obo­jęt­na. No i nie moż­na po­mi­nąć trzech stron, na któ­rych – oczy­wi­ście wy­biór­czo – opi­sa­na jest hi­sto­ria ci­cho­ciem­nych.

W tym nu­me­rze – jak zwy­kle znaj­dzie­cie jesz­cze kil­ka in­nych te­ma­tów: jest nie­śmier­tel­ny te­mat czy­sto­ści, tym ra­zem o czy­sto­ści du­cha i cia­ła (roz­mo­wa ze spe­cja­li­stą, księ­dzem Pio­trem Gą­sio­rem), jest też po­ra­da psy­cho­lo­ga, do­ty­czą­ca te­go, jak się nie dać ro­ze­rwać na strzę­py szu­ka­jąc roz­ryw­ki.

Je­den z czy­tel­ni­ków za­py­tał, czy rze­czy­wi­ście dą­że­nie do do­sko­na­ło­ści to nie to sa­mo, co dą­że­nie do świę­to­ści – na to py­ta­nie od­po­wia­da ks. Ra­do­sław. A ci, któ­rzy lu­bią słu­chać o cu­dach, za­pew­ne chęt­nie prze­czy­ta­ją opis cu­du Pa­na Je­zu­sa znad sa­dzaw­ki Be­tes­da (str. 30) i prze­druk z pi­sma „Cu­da i Ła­ski Bo­że”. Aby ni­cze­go nie po­mi­nąć, do­dam, że jest jesz­cze w nu­me­rze ży­cio­rys bł. Ka­ro­li­ny Kóz­ków­ny i dzia­ły sta­łe: ko­men­tarz do nie­dziel­nych Ewan­ge­lii i „Ta­bli­ca Ogło­szeń”, gdzie znaj­dzie­cie za­pro­sze­nia na im­pre­zy ar­ty­stycz­ne i za­chę­tę do przej­rze­nia war­to­ścio­wych ksią­żek.

Za­chę­cam do lek­tu­ry, mnie to za­ję­ło dwa wie­czo­ry i – po­wiem szcze­rze – ni­cze­go nie omi­ną­łem… Po­wo­li zbli­ża się Ad­went… Ja­kie zmia­ny przy­nie­sie w na­szym ży­ciu?

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

Wiara całym życiem człowieka

Uwie­rzył Abra­ham Bo­gu i zo­sta­ło mu to po­czy­ta­ne za spra­wie­dli­wość” (Rz 4, 3). (…) O wie­rze mó­wi apo­stoł Pa­weł, wska­zu­jąc na przy­kład Abra­ha­ma, oj­ca wie­rzą­cych. Wy­ja­śnia przy tym za­sad­ni­czy ele­ment swo­je­go na­ucza­nia apo­stol­skie­go: kwe­stię wia­ry ja­ko pod­sta­wy uspra­wie­dli­wie­nia. Czło­wiek zo­sta­je uspra­wie­dli­wio­ny w oczach Bo­ga przez wia­rę. Spra­wie­dli­wość, któ­ra zba­wia czło­wie­ka, nie pły­nie z czy­nów na­ka­za­nych przez pra­wo, ale z wia­ry, to zna­czy z po­sta­wy cał­ko­wi­te­go otwar­cia się i peł­nej ak­cep­ta­cji ła­ski Bo­żej, któ­ra prze­mie­nia czło­wie­ka i czy­ni go no­wym stwo­rze­niem. Akt wia­ry nie jest je­dy­nie przy­ję­ciem przez ro­zum prawd ob­ja­wio­nych przez Bo­ga, ale nie jest też wy­łącz­nie uf­nym pod­da­niem się dzia­ła­niu Bo­że­mu. Jest ra­czej syn­te­zą oby­dwu tych ele­men­tów, po­nie­waż obej­mu­je za­rów­no sfe­rę in­te­lek­tu­al­ną, jak i uczu­cio­wą, a więc ja­wi się ja­ko in­te­gral­ny akt ludz­kiej oso­by. (…) Przez wia­rę czło­wiek przyj­mu­je zba­wie­nie, ofia­ro­wa­ne mu przez Oj­ca w Je­zu­sie Chry­stu­sie. (…) Akt wia­ry, roz­pa­try­wa­ny ja­ko in­te­gral­na ca­łość, mu­si się wy­ra­zić w kon­kret­nych po­sta­wach i de­cy­zjach. Dzię­ki te­mu moż­na prze­zwy­cię­żyć po­zor­ne prze­ciw­sta­wie­nie mię­dzy wia­rą a uczyn­ka­mi. Wia­ra głę­bo­ka w peł­nym te­go sło­wa zna­cze­niu nie jest czymś abs­trak­cyj­nym, ode­rwa­nym od co­dzien­ne­go ży­cia, ale ogar­nia wszyst­kie wy­mia­ry oso­by, w tym tak­że wszyst­kie ob­sza­ry je­go ży­cia i aspek­ty je­go do­świad­cze­nia. (…) Tak­że teo­lo­gia, wier­na swo­jej na­tu­rze, któ­ra czy­ni z niej mą­dro­ścio­wą re­flek­sję nad praw­da­mi wia­ry, znaj­du­je na­tu­ral­ną kon­ty­nu­ację w sfe­rze mo­ral­no­ści i du­cho­wo­ści. W tek­ście św. Łu­ka­sza (…) czy­ta­my: „Nie ma bo­wiem nic ukry­te­go, co by nie wy­szło na jaw” (Łk 12, 2). (…) Te sło­wa Je­zu­sa do­da­ją waż­ny ele­ment do na­szej re­flek­sji nad ak­tem wia­ry: mó­wią mia­no­wi­cie o przej­ściu ze sfe­ry oso­bi­stej i – by tak rzec – z głę­bi czło­wie­ka do sfe­ry wspól­no­to­wej i mi­syj­nej. Wia­ra, je­śli jest peł­na i doj­rza­ła, mu­si po­bu­dzać czło­wie­ka do prze­ka­zy­wa­nia jej (…).

Moi dro­dzy, nie lę­kaj­my się otwo­rzyć drzwi na­szych serc na wia­rę, do­świad­czać jej w peł­ni w na­szym ży­ciu i gło­sić ją nie­ustan­nie na­szym bra­ciom. Naj­święt­sza Ma­ry­ja Pan­na, wzór wier­no­ści i sto­li­ca Bo­żej mą­dro­ści, niech uczy­ni nas wier­ny­mi ucznia­mi swo­je­go Sy­na Je­zu­sa i ofiar­ny­mi gło­si­cie­la­mi Je­go sło­wa. Amen!

 

Bł. Jan Pa­weł II

Wa­ty­kan, 15.10.1999 r.

Dla Boga wszystko jest możliwe

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Głów­nym te­ma­tem Ewan­ge­lii (…) (Mk 10, 17–30) jest bo­gac­two. Je­zus na­ucza, że czło­wie­ko­wi bo­ga­te­mu bar­dzo trud­no jest wejść do Kró­le­stwa Bo­że­go, choć nie jest to nie­moż­li­we; fak­tycz­nie Bóg mo­że po­siąść ser­ce oso­by, któ­ra ma wie­le dóbr i po­bu­dzić ją do so­li­dar­no­ści oraz dzie­le­nia się z po­trze­bu­ją­cy­mi, z ubo­gi­mi, a za­tem do wej­ścia w lo­gi­kę da­ru. W ten spo­sób ta­ka oso­ba wkra­cza na dro­gę Je­zu­sa Chry­stu­sa, któ­ry – jak pi­sze apo­stoł Pa­weł – „bę­dąc bo­ga­ty, dla was stał się ubo­gim, aby was ubó­stwem swo­im ubo­ga­cić” (2 Kor 8, 9).

Po­dob­nie jak czę­sto zda­rza się w Ewan­ge­liach, wszyst­ko roz­po­czy­na od spo­tka­nia: od spo­tka­nia Je­zu­sa z pew­nym czło­wie­kiem, któ­ry „miał wie­le po­sia­dło­ści” (Mk 10, 22). Był on oso­bą, któ­ra od swo­jej mło­do­ści wier­nie prze­strze­ga­ła wszyst­kich przy­ka­zań Pra­wa Bo­że­go, ale jesz­cze nie zna­la­zła praw­dzi­we­go szczę­ścia; i dla­te­go py­ta Je­zu­sa, co uczy­nić aby „osią­gnąć ży­cie wiecz­ne” (w. 17). Z jed­nej stro­ny po­cią­ga go, tak jak wszyst­kich, pra­gnie­nie peł­ni ży­cia; z dru­giej, bę­dąc przy­zwy­cza­jo­nym do li­cze­nia na wła­sne bo­gac­two, my­śli, że tak­że ży­cie wiecz­ne, moż­na w ja­kiś spo­sób „na­być”, być mo­że prze­strze­ga­jąc ja­kie­goś spe­cjal­ne­go przy­ka­za­nia. Je­zus do­strze­ga ist­nie­ją­ce w tej oso­bie głę­bo­kie pra­gnie­nie, i (…) pa­trzy na nie­go spoj­rze­niem peł­nym mi­ło­ści: spoj­rze­niem Bo­ga (por. w. 21). Jed­nak Je­zus ro­zu­mie tak­że, co jest sła­bo­ścią te­go czło­wie­ka: to wła­śnie je­go przy­wią­za­nie do je­go wie­lu dóbr: dla­te­go Je­zus pro­po­nu­je mu, aby od­dał wszyst­ko ubo­gim, tak aby je­go skarb – a za­tem je­go ser­ce – nie by­ło już wię­cej na zie­mi, ale w nie­bie, i do­da­je: „Po­tem przyjdź i chodź za Mną!” (w. 22). Jed­nak on, za­miast przy­jąć z ra­do­ścią za­pro­sze­nie Je­zu­sa, od­cho­dzi za­smu­co­ny (por. w. 23), po­nie­waż nie po­tra­fi ode­rwać się od swo­ich bo­gactw, któ­re ni­gdy nie bę­dą mo­gły dać mu szczę­ścia i ży­cia wiecz­ne­go.

I w tej wła­śnie chwi­li Je­zus da­je swo­im uczniom, a tak­że i nam dzi­siaj, swo­ją na­ukę: „Jak trud­no jest bo­ga­tym wejść do kró­le­stwa Bo­że­go” (w. 23). Na te sło­wa, ucznio­wie by­li zdu­mie­ni, a jesz­cze bar­dziej po tym, jak Je­zus do­dał: „Ła­twiej jest wiel­błą­do­wi przejść przez ucho igiel­ne, niż bo­ga­te­mu wejść do kró­le­stwa Bo­że­go”. (…) Hi­sto­ria Ko­ścio­ła jest peł­na przy­kła­dów lu­dzi bo­ga­tych, któ­rzy ko­rzy­sta­li ze swe­go ma­jąt­ku w spo­sób ewan­ge­licz­ny, osią­ga­jąc na­wet świę­tość. Wy­star­czy po­my­śleć o św. Fran­cisz­ku, św. Elż­bie­cie Wę­gier­skiej i św. Ka­ro­lu Bo­ro­me­uszu. Niech Pan­na Ma­ry­ja, Sto­li­ca Mą­dro­ści, po­mo­że nam przy­jąć z ra­do­ścią za­pro­sze­nie Je­zu­sa, aby wejść do peł­ni ży­cia.

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 14.10.2012 r.

Prawdy wiary – chrześcijańska apteczka

Praw­dy wia­ry są jak kom­pas, któ­ry wy­zna­cza nam kurs na Nie­bo. Są jak ze­staw prze­trwa­nia, nie­zbęd­nik, chrze­ści­jań­ska ap­tecz­ka. W Ro­ku Wia­ry, któ­ry roz­po­czął się 11 paź­dzier­ni­ka, ogło­szo­ny przez Oj­ca Świę­te­go Be­ne­dyk­ta XVI war­to so­bie je przy­po­mnieć i po­wtó­rzyć. To tak­że 50. rocz­ni­ca otwar­cia So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II i dwu­dzie­sta rocz­ni­ca ogło­sze­nia Ka­te­chi­zmu Ko­ścio­ła Ka­to­lic­kie­go, ofia­ro­wa­ne­go Ko­ścio­ło­wi przez bł. Ja­na Paw­ła II. 

Gdy­bym mia­ła opo­wie­dzieć ko­muś, o co cho­dzi w na­szej – ka­to­lic­kiej – wie­rze, po­wo­ła­ła­bym się na sześć praw­dy wia­ry. Są one fi­la­ra­mi, na któ­rych opie­ra się ca­ła teo­lo­gia, czy­li na­uka o Bo­gu. Wy­my­ka­ją się ludz­kie­mu ro­zu­mo­wi, zmu­sza­ją do po­ko­ry, kie­dy oka­zu­je się, że nie wszyst­ko po­tra­fi­my wy­tłu­ma­czyć i mo­gą wy­da­wać się nie­lo­gicz­ne – bo co to zna­czy, że je­den Bóg jest w trzech Oso­bach? Jak więc sa­ma na­zwa wska­zu­je, trze­ba je przy­jąć z wia­rą.

Bez­i­mien­ny twór­ca tzw. ma­łe­go ka­te­chi­zmu (uczy­li­śmy się go przed przy­stą­pie­niem do Pierw­szej Ko­mu­nii Świę­tej) obok Mo­dli­twy Pań­skiej, Zdro­waś Ma­rio czy De­ka­lo­gu umie­ścił praw­dy wia­ry. W kil­ku punk­tach stre­ścił isto­tę te­go, w co wie­rzy­my.

 

Jest je­den Bóg

O tym, że Bóg jest je­den, prze­ko­nu­je nas świa­dec­two Pi­sma Świę­te­go i lo­gi­ka. Gdy­by by­ło dwóch bo­gów, je­den był­by ogra­ni­cze­niem dru­gie­go, ża­den z nich nie był­by wszech­moc­ny, wszech­po­tęż­ny, do­sko­na­ły, nie­skoń­czo­ny, więc ża­den nie był­by bo­giem. W Księ­dze Po­wtó­rzo­ne­go Pra­wa czy­ta­my: „Słu­chaj, Izra­elu! Pan, Bóg nasz, jest Pa­nem je­dy­nym”. Kie­dy tyl­ko lud Bo­ży o tym za­po­mi­nał, pro­ro­cy przy­po­mi­na­li tę waż­ną praw­dę, wzy­wa­li do od­wró­ce­nia się od fał­szy­wych boż­ków i na­wró­ce­nia.

Chrze­ści­jań­stwo jest więc re­li­gią mo­no­te­istycz­ną, gdzie Bóg jest je­den, jest ab­so­lut­ną, oso­bo­wą isto­tą, pra­przy­czy­ną wszyst­kie­go.

Bóg jest sę­dzią

Ale sę­dzią spra­wie­dli­wym, któ­ry za do­bro wy­na­gra­dza, a za zło ka­rze. Nie jest sko­rum­po­wa­ny, nie wy­da­je nie­słusz­nych wy­ro­ków, ale w naj­do­sko­nal­szy spo­sób od­dzie­la zło od do­bra. Nie po­trze­bu­je ani pro­ku­ra­to­rów, ani ad­wo­ka­tów, bo sam jest w sta­nie naj­do­kład­niej po­znać oko­licz­no­ści na­szych do­brych i złych uczyn­ków. Dru­ga praw­da nie stoi w sprzecz­no­ści z praw­dą o Bo­żym mi­ło­sier­dziu. Po pro­stu – złe wy­stęp­ki mu­si­my od­po­ku­to­wać, a do­bro otwo­rzy nam bra­mę do Nie­ba. W tym sen­sie mó­wi­my o ka­rze i na­gro­dzie.

Są trzy Oso­by Bo­skie

Czy­li Bóg Oj­ciec, Syn Bo­ży i Duch Świę­ty. Nie wie­rzy­my w trzech bo­gów, ale w jed­ne­go, któ­ry ma tro­istą na­tu­rę. Be­ne­dykt XVI po­wie­dział 22 ma­ja 2005 r.: „Bóg nie jest sa­mot­no­ścią, lecz do­sko­na­łą wspól­no­tą”.

Z tej praw­dy mo­że­my wy­wieść od­po­wiedź na py­ta­nie, dla­cze­go Bóg pra­gnie Ko­ścio­ła. Po­nie­waż nie chce nas zba­wiać po­je­dyn­czo, ale we wspól­no­cie. Kto my­śli tyl­ko o zba­wie­niu wła­snej du­szy, jest ego­istą i ży­je aspo­łecz­nie. Bóg nie jest aspo­łecz­ny, ale Trój­je­dy­ny, co ozna­cza, że jest wspól­no­tą, wiecz­ną wy­mia­ną mi­ło­ści. Stwo­rzo­ny na je­go po­do­bień­stwo czło­wiek w swo­ją na­tu­rę ma wpi­sa­ne re­la­cje i mi­łość.

Syn Bo­ży stał się czło­wie­kiem

Przy­szedł na świat i umarł na krzy­żu dla na­sze­go zba­wie­nia. Ma­my wie­le do­wo­dów na to, że Je­zus był po­sta­cią hi­sto­rycz­ną. Jed­nak klu­czo­we dla na­szej wia­ry jest to, że bę­dąc czło­wie­kiem, był jed­no­cze­śnie Bo­giem. A po śmier­ci zmar­twych­wstał, wy­grał ze śmier­cią. Trze­cia praw­da wia­ry ro­bi na mnie ogrom­ne wra­że­nie, kie­dy od­po­wiem so­bie na py­ta­nie, po co wła­ści­wie Je­zus przy­jął ludz­ką na­tu­rę. Bóg stał się czło­wie­kiem po to, aby  czło­wiek na­śla­do­wał Bo­ga.

Du­sza ludz­ka jest nie­śmier­tel­na

Du­sza jest tym, co czy­ni nas ludź­mi, spra­wia, że ma­te­ria sta­je się ży­wym cia­łem. Duch ludz­ki jest czymś wię­cej niż wszyst­kie na­rzą­dy we­wnętrz­ne ra­zem wzię­te, nie moż­na go po­rów­nać do mó­zgu, no­gi ani na­wet ser­ca. Opie­ra­jąc się na na­ukach przy­rod­ni­czych, nie je­ste­śmy w sta­nie udo­wod­nić, że du­sza ist­nie­je. Stwo­rzył ją sam Pan Bóg, nie jest „pro­duk­tem” ro­dzi­ców, nie ma ko­du ge­ne­tycz­ne­go. Du­sza jest nie­śmier­tel­na. Nie umie­ra wraz z cia­łem i „znaj­dzie” je w chwi­li zmar­twych­wsta­nia.

Ła­ska bo­ska jest po­trzeb­na do zba­wie­nia 

I to ko­niecz­nie. Bo nie wy­star­czą na­sze wy­sił­ki, by do­stać się do Nie­ba. Nie wy­star­czy być po pro­stu do­brym czło­wie­kiem i wy­god­ne miesz­kan­ko w Nie­bie za­kle­pa­ne. Po­trze­bu­je­my ła­ski, czy­li po­mo­cy Pa­na Bo­ga. Bez Nie­go nic nie mo­że­my uczy­nić. To On pod­su­wa nam do­bre po­my­sły i po­ma­ga je re­ali­zo­wać.

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

/p

Na czym polega wyjątkowość wiary katolickiej?

Każ­dy neo­fi­ta, to zna­czy ten, któ­ry na­wró­cił się na chrze­ści­jań­stwo, je­że­li tyl­ko przy­ję­cie chrztu by­ło szcze­re, za­fa­scy­no­wa­ny jest do głę­bi prze­ży­wa­niem swej wia­ry. Nie­ste­ty, wie­lu wy­znaw­ców Chry­stu­sa, któ­rzy są ochrzcze­ni od uro­dze­nia, nie po­tra­fi za­uwa­żyć wy­jąt­ko­wo­ści i praw­dzi­wo­ści swo­jej re­li­gii.

Każ­da re­li­gia jest do­bra” – sły­szy się czę­sto od na­szych zna­jo­mych. Swo­je zda­nie ar­gu­men­tu­ją tym, że wszy­scy prze­cież chwa­lą jed­ne­go Bo­ga, a każ­dy wy­zna­je ta­ką re­li­gię, ja­ka mu pa­su­je.

Przy­pa­trz­my się więc naj­więk­szym re­li­giom świa­ta – is­la­mo­wi, ju­da­izmo­wi i bud­dy­zmo­wi, by po­rów­nać je z chrze­ści­jań­stwem.

***

 Is­lam. Jed­na z in­ter­pre­ta­cji na­zwy tej re­li­gii wy­wo­dzi ją od arab­skie­go sło­wa „sa­lām”, to zna­czy „po­kój”. Mu­zuł­ma­nie wie­rzą w je­dy­ne­go Bo­ga, ży­cie po śmier­ci, zba­wie­nie i po­tę­pie­nie. Ich świę­tą księ­gą jest Ko­ran, spi­sa­ny przez Ma­ho­me­ta, naj­więk­sze­go pro­ro­ka, po­dyk­to­wa­ny zaś przez ar­cha­nio­ła Ga­brie­la. W is­la­mie znaj­du­je­my wie­le cech wspól­nych z ju­da­izmem i chrze­ści­jań­stwem. Naj­więk­szym jed­nak za­gro­że­niem ze stro­ny mu­zuł­ma­nów jest ich wro­gość wo­bec in­nych re­li­gii. Nie daj­my się zwieść tym, któ­rzy twier­dzą, że są ima­mo­wie, któ­rzy dą­żą do dia­lo­gu mię­dzy­re­li­gij­ne­go. W rze­czy­wi­sto­ści in­ni mu­zuł­ma­nie trak­tu­ją ich ja­ko od­szcze­pień­ców od praw­dzi­wej wia­ry. Nie bę­dę roz­pi­sy­wał się nad praw­dzi­wym sto­sun­kiem mu­zuł­ma­nów do nie­wier­nych, naj­le­piej chy­ba wy­ra­ża­ją­cym się w sło­wie „dżi­had”. Z jed­nej stro­ny ma­ho­me­ta­nie wy­zna­ją Bo­ga, któ­ry jest mi­ło­ścią (Al­la­hu ma­hab­bah), z dru­giej stro­ny Bo­ga, któ­ry za­chę­ca do mor­do­wa­nia nie­wier­nych w ce­lu sze­rze­nia is­la­mu (ni­by re­li­gii po­ko­ju). Ko­ran wszak mó­wi: „A kie­dy mi­ną świę­te mie­sią­ce, wte­dy za­bi­jaj­cie bał­wo­chwal­ców, tam gdzie ich znaj­dzie­cie; chwy­taj­cie ich, ob­le­gaj­cie i przy­go­to­wuj­cie dla nich wszel­kie za­sadz­ki!” (IX, 5). Przy­po­mnę tyl­ko, że mu­zuł­ma­nie za bał­wo­chwal­ców i po­li­te­istów uzna­ją rów­nież chrze­ści­jan, któ­rzy wy­zna­ją wia­rę w Trój­cę Świę­tą.

Ju­da­izm. Ży­dzi nie­wąt­pli­wie by­li „na­ro­dem wy­bra­nym”. Bóg, w któ­re­go wie­rzy­my rów­nież my, chrze­ści­ja­nie, pro­wa­dził Izra­ela przez wszyst­kie la­ta wę­drów­ki po pu­sty­ni do Zie­mi Obie­ca­nej. Póź­niej na­po­mi­nał go w swo­ich sło­wach kie­ro­wa­nych przez na­tchnio­nych pro­ro­ków. Na­stęp­nie wy­słał swo­je­go Sy­na ja­ko Me­sja­sza, oni jed­nak Go nie uzna­li, wręcz prze­ciw­nie – ska­za­li na śmierć i ukrzy­żo­wa­li. Za­trzy­ma­li się na pew­nym eta­pie Ob­ja­wie­nia, nie przyj­mu­jąc go w peł­ni. W pew­nym stop­niu po­pa­dli w for­ma­lizm re­li­gij­ny, nie sku­pia­jąc się przede wszyst­kim na Bo­gu, ale na pro­za­icz­nych prze­pi­sach re­li­gij­nych.

Bud­dyzm to sys­tem fi­lo­zo­ficz­ny, któ­ry do­gma­tycz­nie nie za­kła­da ist­nie­nia Bo­ga. Jest to fi­lo­zo­fia, we­dług któ­rej na­le­ży dą­żyć do nir­wa­ny – oświe­ce­nia i zu­peł­nej obo­jęt­no­ści na wła­sny los. Czę­sto w do­mach, któ­rych miesz­kań­cy de­kla­ru­ją się ja­ko ka­to­li­cy, stoi na pół­ce czy szaf­ce po­są­żek Bud­dy – za­ło­ży­cie­la te­go sys­te­mu fi­lo­zo­ficz­ne­go. Zde­cy­do­wa­nie trze­ba stwier­dzić, że jest to sprzecz­ne z pierw­szym przy­ka­za­niem Bo­żym. Wbrew za­pew­nie­niom Da­laj­la­my czy ak­tyw­nych dzia­ła­czy bud­dyj­skich, bud­dyzm nie jest re­li­gią po­ko­ju, na­ma­cal­no­ści cze­go do­świad­czy­li chrze­ści­ja­nie w In­diach w 2008 r.

To tyl­ko krót­kie i po­bież­ne po­ka­za­nie isto­ty tych re­li­gii, być mo­że w pew­nym stop­niu su­biek­tyw­ne. Lecz jak tu być obiek­tyw­nym, gdy po­rów­na się je z chrze­ści­jań­stwem – re­li­gią, gdzie Bóg jest Mi­ło­ścią i pra­gnie szczę­ścia każ­de­go czło­wie­ka, rów­nież nie­wier­ne­go. Po­sy­ła za­tem swo­ich uczniów, by ci ewan­ge­li­zo­wa­li nie ogniem i mie­czem, ale Sło­wem i mi­ło­ścią bliź­nie­go.

Wię­cej na­my­słu wy­ma­ga kwe­stia róż­nic dok­try­nal­nych mię­dzy wy­zna­wa­nym przez nas ka­to­li­cy­zmem a in­ny­mi ko­ścio­ła­mi lub wspól­no­ta­mi ko­ściel­ny­mi. Już św. Pa­weł w Pierw­szym Li­ście do Ko­ryn­tian wy­po­mniał swo­im ad­re­sa­tom brak jed­no­ści. Ko­ryn­tia­nie po­dzie­li­li się bo­wiem na licz­ne odła­my. Jed­ni uwa­ża­li się, że „są Paw­ła”, dru­dzy uzna­wa­li za swe­go przy­wód­cę Apol­lo­sa, ko­lej­ni św. Pio­tra, a jesz­cze in­ni Chry­stu­sa (1 Kor 1, 12). Po­dział ten pro­wa­dził do spo­rów mię­dzy gru­pa­mi, co by­ło sprzecz­ne z jed­no­ścią Ko­ścio­ła.

W ko­lej­nych wie­kach do­cho­dzi­ło do wie­lu schizm, czy­li po­dzia­łów oraz he­re­zji, to zna­czy gło­sze­nia na­uk nie­zgod­nych z na­uką Ko­ścio­ła. Do naj­tra­gicz­niej­sze­go w skut­kach wy­da­rze­nia do­szło w 1054 r., kie­dy to le­ga­ci pa­pie­ża Le­ona IX wy­klę­li pa­triar­chę Kon­stan­ty­no­po­la Mi­cha­ła Ce­ru­la­riu­sza oraz je­go współ­pra­cow­ni­ków. Bez­po­śred­nią przy­czy­ną te­go wy­da­rze­nia był za­kaz od­pra­wia­nia Mszy ła­ciń­skich w sto­li­cy Bi­zan­cjum wy­da­ny przez pa­triar­chę Mi­cha­ła. Fakt ten, na­zy­wa­ną schi­zmą wschod­nią, do­pro­wa­dził do utwo­rze­nia Ko­ścio­ła pra­wo­sław­ne­go, któ­re­go naj­wię­cej wier­nych ży­je w kra­jach by­łe­go Związ­ku Ra­dziec­kie­go. Pra­wo­sław­ni nie ma­ją zwierzch­ni­ka po­kro­ju pa­pie­ża, w więk­szo­ści państw funk­cjo­nu­ją Ko­ścio­ły au­to­ke­fa­licz­ne, to zna­czy nie­za­leż­ne. Uzna­ją wpraw­dzie zwierzch­nic­two pa­triar­chy, ale jest ono zwy­czaj­nie sym­bo­licz­ne. Roz­drob­nie­nie to pro­wa­dzi do utrud­nie­nia dia­lo­gu eku­me­nicz­ne­go. Jak­kol­wiek z pa­triar­chą Ru­mu­nii Ko­ściół ka­to­lic­ki ma do­bre re­la­cje, to z pa­triar­chą mo­skiew­skim sy­tu­acja jest du­żo trud­niej­sza. Naj­więk­szą prze­szko­dą na dro­dze do jed­no­ści jest od­rzu­ca­nie przez pra­wo­sław­nych pry­ma­tu pa­pie­ża. In­ną kwe­stią spor­ną jest róż­ni­ca w li­tur­gicz­nym wy­zna­niu wia­ry. Ka­to­li­cy uzna­ją, że Duch Świę­ty „od Oj­ca i Sy­na po­cho­dzi”, na­to­miast pra­wo­sław­ni utrzy­mu­ją, że tyl­ko „od Oj­ca”. Po­zo­sta­łe spra­wy, ta­kie jak ce­li­bat du­cho­wień­stwa, ka­len­darz czy in­na li­tur­gia, nie sta­no­wią prze­szko­dy na dro­dze ku jed­no­ści.

Dru­gim wy­da­rze­niem, któ­re wstrzą­snę­ło świa­tem chrze­ści­jań­skim, by­ła tzw. re­wo­lu­cja pro­te­stanc­ka. W 1517 r. Mar­cin Lu­ter, au­gu­stiań­ski teo­log pro­wa­dzą­cy roz­wią­zły tryb ży­cia, wy­dał swo­je 95 tez, w któ­rych po­stu­lo­wał li­be­ra­li­za­cję ka­to­lic­kiej na­uki. Wkrót­ce zo­stał eks­ko­mu­ni­ko­wa­ny, a w Eu­ro­pie do­szło do licz­nych wo­jen na tle re­li­gij­nym. Pro­te­stan­tyzm, bo tak na­zy­wa się ko­lej­ne wy­zna­nie, jest po­dzie­lo­ny na oko­ło 300–500 de­no­mi­na­cji, czy­li wspól­not. Pro­te­stan­ci nie za­cho­wa­li suk­ce­sji apo­stol­skiej, przez co sa­kra­men­ty przez nich spra­wo­wa­ne są nie­waż­ne.

***

Przede wszyst­kim wy­jąt­ko­wość wia­ry ka­to­lic­kiej po­le­ga na tym, że ma ona peł­nię Ob­ja­wie­nia Bo­że­go. Nie ma je­go czę­ści, mniej­szej lub więk­szej, ale ide­al­ną ca­łość. Prze­cho­wu­je to Ob­ja­wie­nie i każ­de­mu ła­ska­wie udzie­la ze swe­go skarb­ca. Bóg obec­ny w chrze­ści­jań­stwie nie po­trze­bu­je zbęd­nych ofiar ze zwie­rząt, ale te wszyst­kie ofia­ry Sta­re­go Przy­mie­rza za­stą­pi­ła jed­na Ofia­ra – Je­zu­sa Chry­stu­sa, po­na­wia­na przez ka­pła­nów na oł­ta­rzach świa­ta. W żad­nej re­li­gii Bóg nie jest obec­ny tak bli­sko czło­wie­ka jak w chrze­ści­jań­stwie. Wszak Bóg stał się czło­wie­kiem, za­cho­wu­jąc swo­ją na­tu­rę Bo­ską.

My, ka­to­li­cy, nie ma­my po­wo­du wsty­dzić się na­szej wia­ry. Wszak to wła­śnie wie­rzą­cy w Chry­stu­sa do­ko­na­li wie­lu wspa­nia­łych od­kryć na­uko­wych, czę­sto de­cy­do­wa­li o lo­sach świa­ta. Chrze­ści­ja­nie two­rzy­li cy­wi­li­za­cję, w któ­rej ży­je­my.

 

Ka­je­tan Raj­ski

 

Do świętości przez służbę najmniejszym

Nie­zwy­kłe ży­cie św. Elż­bie­ty Wę­gier­skiej

Co ro­ku 17 li­sto­pa­da w ka­len­da­rzu li­tur­gicz­nym wspo­mi­na­my nie­zwy­kłą mło­dą świę­tą, pa­tron­kę Nie­miec, Wę­gier i fran­cisz­kań­skie­go za­ko­nu świec­kich. Elż­bie­ta, bo o niej mo­wa, ca­łe swo­je ży­cie pod­po­rząd­ko­wa­ła sło­wom z Ewan­ge­lii: „Wszyst­ko, co­kol­wiek uczy­ni­li­ście jed­ne­mu z Mo­ich naj­mniej­szych, Mnie­ście uczy­ni­li” (Mt 26, 40).

Świę­ta Elż­bie­ta ży­ła w cza­sach dość od­le­głych – uro­dzi­ła się w 1207 r. w Bra­ty­sła­wie ja­ko trze­cie dziec­ko An­drze­ja II, kró­la Wę­gier, i Ger­tru­dy, sio­stry św. Ja­dwi­gi Ślą­skiej. Mia­ła za­le­d­wie czte­ry la­ta, gdy zo­sta­ła za­rę­czo­na z Lu­dwi­kiem IV. Tak mło­dy wiek za­rę­czyn był jed­nak ów­cze­śnie dość czę­sto spo­ty­ka­ny na dwo­rach kró­lew­skich. Elż­bie­ta wy­cho­wy­wa­ła się wraz z na­rze­czo­nym na zam­ku Wart­burg. Wy­szła za mąż zgod­nie z za­mie­rze­niem swo­je­go oj­ca do­pie­ro 10 lat póź­niej, w wie­ku 14 lat. Z mał­żeń­stwa uro­dzi­ło się tro­je dzie­ci: Her­man, Zo­fia i Ger­tru­da. Jed­nak po 6 la­tach, w 1227 r. Lu­dwik zmarł pod­czas wy­pra­wy krzy­żo­wej w Brin­di­si we Wło­szech. I tak Elż­bie­ta zo­sta­ła wdo­wą, ma­jąc za­le­d­wie 20 lat.

Elż­bie­ta od wcze­snej mło­do­ści pra­gnę­ła cze­goś wię­cej niż tyl­ko wy­god­ne­go ży­cia księż­nicz­ki. Kie­dy zgod­nie z fran­koń­skim pra­wem spad­ko­wym opu­ści­ła wraz z dzieć­mi Wart­burg, za­miesz­ka­ła naj­pierw w po­bli­skim Eise­nach, a na­stęp­nie w Mar­bur­gu. Z wła­snych fun­du­szy zbu­do­wa­ła szpi­tal w mie­ście Go­tha, a po­tem wła­śnie w Mar­bur­gu. Ale nie spo­czę­ła tyl­ko na wy­bu­do­wa­niu i utrzy­my­wa­niu szpi­ta­la w tym mie­ście – był miej­scem, w któ­rym sa­ma chęt­nie słu­ży­ła. Pra­co­wa­ła tam do ostat­nich dni swe­go ży­cia, speł­nia­jąc wszyst­kie po­słu­gi. Przez ca­ły okres wdo­wie­go ży­cia św. Elż­bie­ta ni­gdy nie za­nie­dba­ła po­mo­cy ubo­gim, szcze­gól­niej­szą opie­ką da­rząc ka­le­ki, lu­dzi trę­do­wa­tych i szcze­gól­nie po­krzyw­dzo­nych przez los. Od­da­ła się wy­cho­wa­niu dzie­ci, mo­dli­twie, uczyn­kom po­kut­nym i mi­ło­sier­dziu. Zna­la­zła tak­że spo­wied­ni­ka, któ­rym był wy­so­ko po­sta­wio­ny w hie­rar­chii ko­ściel­nej nor­ber­ta­nin Kon­rad z Mar­bur­ga, słyn­ny ka­zno­dzie­ja i in­kwi­zy­tor. Pro­wa­dził ją dro­gą nie­zwy­kłej po­ku­ty. W 1228 r. Elż­bie­ta zło­ży­ła ślub wy­rze­cze­nia się świa­ta i przy­ję­ła ja­ko jed­na z pierw­szych ha­bit III za­ko­nu św. Fran­cisz­ka (tzw. ter­cjar­ski). Ostat­nie la­ta spę­dzi­ła w skraj­nym ubó­stwie, od­da­jąc się bez resz­ty cho­rym i bied­nym. Zmar­ła w no­cy z 16 na 17 li­sto­pa­da 1231 r. w wie­ku 24 lat.

Sła­wa jej świę­to­ści by­ła tak wiel­ka, że na jej grób za­czę­ły przy­cho­dzić piel­grzym­ki. Oj­ciec Kon­rad z Mar­bur­ga, ko­rzy­sta­jąc ze swe­go sta­no­wi­ska in­kwi­zy­to­ra, spi­sał jej ży­wot i zwró­cił się do Rzy­mu z for­mal­ną proś­bą o ka­no­ni­za­cję. Pa­pież Grze­gorz IX bez­zwłocz­nie wy­słał ko­mi­sję dla zba­da­nia ży­cia Elż­bie­ty i cu­dów, ja­kie mia­ły się dziać przy jej gro­bie. Stwier­dzo­no wów­czas ok. 60 nie­zwy­kłych wy­da­rzeń. W nie­zwy­kle krót­kim cza­sie, bo za­le­d­wie po czte­rech la­tach, Grze­gorz IX bul­lą z 27 ma­ja 1235 r. ogło­sił uro­czy­ście Elż­bie­tę świę­tą. Obec­nie jej re­li­kwie prze­cho­wy­wa­ne są w ko­ście­le pod we­zwa­niem św. Elż­bie­ty w Mar­bur­gu.

Naj­ży­wiej i naj­szyb­ciej roz­wi­nął się jej kult w za­ko­nach fran­cisz­kań­skich, gdyż by­ła jed­ną z pierw­szych ter­cja­rek w Eu­ro­pie, a jej sła­wa przy­czy­ni­ła się do dy­na­micz­ne­go wzro­stu po­boż­no­ści fran­cisz­kań­skiej w śre­dnio­wie­czu. Dzię­ki dzia­łal­no­ści za­ko­nów, a tak­że ogrom­nej po­pu­lar­no­ści sa­mej świę­tej kult ten roz­sze­rzył się nie­mal na ca­łą Eu­ro­pę. Naj­wię­cej ko­ścio­łów, ka­plic i ob­ra­zów po­świę­co­no jej w Niem­czech, Bel­gii, Fran­cji, Wło­szech i Hisz­pa­nii oraz w Pol­sce. Ko­ścio­ły pod jej we­zwa­niem znaj­dzie­my m.in. we Wro­cła­wiu, Ny­sie, Gdań­sku, Sta­rym Są­czu i w Po­wsi­nie.

Sa­ma Elż­bie­ta nie za­ło­ży­ła żad­ne­go za­ko­nu, ale to z jej ży­cia czer­pa­ła in­spi­ra­cję Do­ro­ta Wolf, któ­ra w XIX wie­ku w Ny­sie na Ślą­sku po­wo­ła­ła zgro­ma­dze­nie za­kon­ne, na­zwa­ne wła­śnie elż­bie­tan­ka­mi. Po­dob­nie jak sa­ma świę­ta, elż­bie­tan­ki sta­ra­ją się wi­dzieć Chry­stu­sa Ukrzy­żo­wa­ne­go przede wszyst­kim w cho­rych, bied­nych, sła­bych i po­ni­ża­nych. Dziś, wy­cho­dząc na­prze­ciw po­trze­bom Ko­ścio­ła, sio­stry pro­wa­dzą dzia­łal­ność pie­lę­gniar­ską i cha­ry­ta­tyw­ną w szpi­ta­lach, w do­mach, w za­kła­dach opie­kuń­czo-re­ha­bi­li­ta­cyj­nych, ka­te­chi­zu­ją w szko­łach i w przed­szko­lach, or­ga­ni­zu­ją re­ko­lek­cje dla dzie­ci i mło­dzie­ży, pra­cu­ją w do­mach dziec­ka oraz w pa­ra­fiach mi­syj­nych w 15 kra­jach świa­ta.

Elż­bie­ta, mi­mo że ży­ła w cza­sach bar­dzo od­le­głych, mo­że być nam dzi­siaj bli­ska. Zwłasz­cza wte­dy, kie­dy spo­ty­ka­my oso­by cho­re, star­sze, nie­do­łęż­ne, że­bra­ków na uli­cy czy bez­dom­nych na dwor­cach. Mo­że­my wte­dy pro­sić ją, by z na­mi mo­dli­ła się do Bo­ga o zo­ba­cze­nie w tych lu­dziach ob­ra­zu sa­me­go Chry­stu­sa, któ­ry idąc na mę­kę, po­dob­nie jak oni nie miał wdzię­ku ani bla­sku, aby na nie­go po­pa­trzeć, ani wy­glą­du, by się nam po­do­bał, jak mó­wi pro­rok Iza­jasz.

 

(oprac. r.m.)

 

Mo­dli­twa przez wsta­wien­nic­two św. Elż­bie­ty Wę­gier­skiej

Wszech­mo­gą­cy Bo­że, dzię­ki Two­jej ła­sce Świę­ta Elż­bie­ta wi­dzia­ła i czci­ła Chry­stu­sa w ubo­gich, za jej wsta­wien­nic­twem daj nam du­cha mi­ło­ści, aby­śmy wy­trwa­le słu­ży­li po­trze­bu­ją­cym i cier­pią­cym. Przez Chry­stu­sa Pa­na na­sze­go. Amen.

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Na pew­no za­uwa­ży­li­ście, że na kart­kach na­sze­go dwu­ty­go­dni­ka jest co­raz wię­cej tre­ści… Spró­bu­ję jak naj­przej­rzy­ściej przed­sta­wić tę róż­no­rod­ność. Za­wsze war­to zwró­cić uwa­gę na „TN”, czy­li Te­mat Nu­me­ru. Gdy pa­pież Be­ne­dykt XVI otwie­rał Rok Wia­ry, to wszy­scy zo­sta­li­śmy we­zwa­ni, by co­raz le­piej po­zna­wać i ro­zu­mieć to, w co wie­rzy­my. Na stro­nie 9 Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak wy­ja­śnia nam sześć głów­nych prawd wia­ry, na na­stęp­nych stro­nach ta sa­ma au­tor­ka pro­sty­mi sło­wa­mi przy­po­mi­na, dla­cze­go księ­gi bi­blij­ne są uzna­ne za wia­ro­god­ne, od­po­wia­da na py­ta­nie, jak po­go­dzić hi­po­te­zę ewo­lu­cji z tym, co czy­ta­my w opi­sie stwo­rze­nia świa­ta. A czy spo­tka­li­ście się kie­dyś z wąt­pli­wo­ścią, czy po zie­mi cho­dzi­ła ta­ka oso­ba na­zy­wa­na przez chrze­ści­jan Mat­ką Je­zu­sa – Mi­riam po he­braj­sku, a Ma­ria – Ma­ry­ja w pol­skim brzmie­niu?

Brak wie­dzy pro­wa­dzi czę­sto do ośmie­sze­nia oso­by nie­do­uczo­nej, kil­ka przy­kła­dów ta­kiej śmiesz­no­ści znaj­dzie­my na stro­nie 13, a kon­kret­niej to, co moż­na usły­szeć w pol­skich ko­ścio­łach, gdy uważ­niej wsłu­cha­my się w śpiew zgro­ma­dzo­nych lu­dzi. Na tej sa­mej stro­nie rów­nież zu­peł­nie po­waż­nie – znaj­dzie­my przy­po­mnie­nie, czym był So­bór Wa­ty­kań­ski II, na któ­ry pa­pież Be­ne­dykt XVI po­wo­łał się w swym li­ście Por­ta Fi­dei, w któ­rym ogło­sił Rok Wia­ry, a za­raz po­tem, na stro­nach 15 i 16 z za­in­te­re­so­wa­niem prze­czy­ta­my, na czym po­le­ga wy­jąt­ko­wość na­szej, ka­to­lic­kiej wia­ry. Tę wy­jąt­ko­wość wi­dzi­my też w oso­bach, któ­re po­śród za­mę­tu świa­ta zna­la­zły Je­zu­sa Chry­stu­sa – Zba­wi­cie­la. O tych na­wró­co­nych prze­czy­ta­my na stro­nach 17–18.

Du­ża gru­pa na­szych czy­tel­ni­ków już po­lu­bi­ła stro­ny, na któ­rych jest wie­le prak­tycz­nych uwag do­ty­czą­cych ży­cia. Szu­ka­cie tam prak­tycz­nych uwag, któ­re po­cho­dzą od wy­kształ­co­nych psy­cho­lo­gów i pe­da­go­gów, te wnio­ski i ra­dy są tym cen­niej­sze, że na­si współ­pra­cow­ni­cy są nie tyl­ko wy­kształ­ce­ni, ale też dla­te­go, że nie­ustan­nie sty­ka­ją się z wie­lo­ma oso­ba­mi w po­rad­niach, pod­czas kon­fe­ren­cji, któ­re pro­wa­dzą i po któ­rych wie­lu słu­cha­czy szu­ka u nich po­mo­cy. Na stro­nach 23–26 prze­czy­ta­cie o tym, że waż­ne dla przy­szło­ści jest to, co ro­bi­cie te­raz i z kim się spo­ty­ka­cie, do­wie­cie się, jak po­móc po­ja­wia­ją­cej się i roz­wi­ja­ją­cej mi­ło­ści i czy ufać chłop­cu, któ­ry mi­mo próśb dziew­czy­ny nie umie al­bo nie chce od­mó­wić so­bie pi­wa…

I jesz­cze stro­ny dla mi­ło­śni­ków hi­sto­rii i od­po­wiedź na py­ta­nie, co to jest NPR i sło­wa Ja­na Paw­ła II, i kil­ka­na­ście ogło­szeń… Nu­me­ru nie za­brak­nie ani na dłuż­szą po­dróż, ani na kil­ka je­sien­nych wie­czo­rów.

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

W poszukiwaniu „Oblicza Boga”

«Do Pa­na na­le­ży zie­mia i to, co ją na­peł­nia, świat i je­go miesz­kań­cy. Al­bo­wiem On go na mo­rzach osa­dził i utwier­dził po­nad rze­ka­mi» (Ps 24 [23], 1–2).

Sło­wa psal­mi­sty, któ­re usły­sze­li­śmy w dzi­siej­szej li­tur­gii, mó­wią o pa­no­wa­niu Bo­ga nad świa­tem. On stwo­rzył go i za­dał czło­wie­ko­wi — za­dał wpierw w dzie­dzi­nie ludz­kie­go po­zna­nia, z ko­lei zaś w ludz­kim dzia­ła­niu. W tym sen­sie świat jest po­wo­ła­niem czło­wie­ka.

Apo­stoł Pa­weł wzy­wa, aby­śmy po­stę­po­wa­li w spo­sób god­ny po­wo­ła­nia, ja­kim zo­sta­li­śmy we­zwa­ni (por. Ef 4, 1). Ma na my­śli po­wo­ła­nie chrze­ści­jań­skie, któ­re na­ka­zu­je ochrzczo­ne­mu iść za Chry­stu­sem i upo­dab­niać się do Nie­go. Ale mo­że­my ro­zu­mieć te sło­wa tak­że w szer­szym sen­sie, a mia­no­wi­cie, że to sam świat sta­no­wi dla czło­wie­ka jak­by we­zwa­nie, na któ­re zresz­tą czło­wiek od po­cząt­ku sta­rał się od­po­wia­dać. Stąd na­ro­dzi­ła się na­uka — ten ogrom­ny zbiór wie­dzy, któ­ry jest owo­cem za­dzi­wie­nia, in­tu­icji, hi­po­tez i do­świad­czeń. W ten spo­sób przez stu­le­cia i po­ko­le­nia, w róż­nych epo­kach dzie­jów kształ­to­wa­ło się dzie­dzic­two ludz­kiej wie­dzy.

My wszy­scy tu zgro­ma­dze­ni znaj­du­je­my się na tym eta­pie owe­go doj­rze­wa­nia, któ­ry za­wdzię­cza­my pra­cy po­przed­nich po­ko­leń. Zwłasz­cza wy, dro­dzy rek­to­rzy, wy­kła­dow­cy i stu­den­ci rzym­skich uni­wer­sy­te­tów ko­ściel­nych, włą­cza­cie się przez swo­ją pra­cę na­uko­wą w ten pro­ces po­szu­ki­wa­nia wie­dzy w róż­nych dzie­dzi­nach teo­lo­gii, fi­lo­zo­fii, na­uk hu­ma­ni­stycz­nych, hi­sto­rycz­nych i praw­nych. Wszyst­kich was ser­decz­nie po­zdra­wiam. Z wdzięcz­no­ścią wi­tam kard. Pio La­ghie­go, któ­ry prze­wod­ni­czy dzi­siej­szej li­tur­gii, oraz wiel­kich kanc­le­rzy uni­wer­sy­te­tów pa­pie­skich. Waż­ne jest, aby na po­cząt­ku ro­ku aka­de­mic­kie­go uświa­do­mić so­bie, że przej­mu­je­my skar­biec kul­tu­ry ja­ko dzie­dzic­two po­przed­nich po­ko­leń, a z ko­lei ja­ko za­da­nie dla na­szej twór­czo­ści po­znaw­czej i dla na­sze­go dzia­ła­nia.

Czło­wiek przez swo­ją wie­dzę we wła­ści­wy so­bie spo­sób wcho­dzi w re­la­cję ze świa­tem stwo­rzo­nym oraz wią­że ten świat z so­bą. Rów­no­cze­śnie jed­nak świat nie wy­czer­pu­je po­wo­ła­nia czło­wie­ka.

Psal­mi­sta mó­wi o «wstę­po­wa­niu na gó­rę Pań­ską»:

«Kto wstą­pi na gó­rę Pa­na, kto sta­nie w Je­go świę­tym miej­scu? (Ps 24 [23], 3).

Od­naj­du­je­my w tym ob­ra­zie do­peł­nie­nie praw­dy o czło­wie­ku: stwo­rzo­ny w świe­cie i dla świa­ta, jest rów­no­cze­śnie we­zwa­ny do wstę­po­wa­nia ku Bo­gu.

Bóg, czy­niąc czło­wie­ka na swój ob­raz i po­do­bień­stwo, we­zwał go przez to do szu­ka­nia swe­go «Pier­wo­wzo­ru» — Te­go, do któ­re­go jest po­dob­ny bar­dziej niż do ja­kie­go­kol­wiek in­ne­go stwo­rze­nia i któ­re­go po­zna­jąc, po­zna­je tak­że sa­me­go sie­bie. Stąd wy­wo­dzi się ca­ły nie­po­kój me­ta­fi­zycz­ny czło­wie­ka. Stąd ro­dzi się je­go otwar­cie na sło­wo Bo­że, go­to­wość do szu­ka­nia Te­go, któ­ry jest nie­wi­dzial­ny, a rów­no­cze­śnie sta­no­wi ca­łą peł­nię rze­czy­wi­sto­ści.

Mó­wi da­lej psal­mi­sta: «Czło­wiek o rę­kach nie­ska­la­nych i o czy­stym ser­cu, któ­ry nie skło­nił swej du­szy ku mar­no­ściom i nie przy­się­gał fał­szy­wie. (...) Ta­kie jest po­ko­le­nie tych, co Go szu­ka­ją, co szu­ka­ją ob­li­cza Bo­ga Ja­ku­bo­we­go» (Ps 24 [23], 3–6). Po­wta­rza­jąc te sło­wa, zwra­cam się my­ślą ku wam, dro­dzy stu­den­ci, licz­nie uczest­ni­czą­cy w tej tra­dy­cyj­nej już li­tur­gii: ka­pła­ni, oso­by kon­se­kro­wa­ne i wier­ni świec­cy. Je­ste­ście po­wo­ła­ni, aby po­przez zgłę­bia­nie róż­nych dys­cy­plin wie­dzy po­szu­ki­wać «ob­li­cza» Bo­ga, to zna­czy ob­ja­wie­nia Je­go ta­jem­ni­cy, któ­re­go do­ko­nał w spo­sób peł­ny i osta­tecz­ny Je­zus Chry­stus.

«Nikt też nie wie, (...) kim jest Oj­ciec, tyl­ko Syn i ten, ko­mu Syn ze­chce ob­ja­wić» (Łk 10, 22) — usły­sze­li­śmy przed chwi­lą w czy­ta­niu z Ewan­ge­lii św. Łu­ka­sza. Po­śred­nic­two Chry­stu­sa jest nie­odzow­nym wa­run­kiem po­zna­nia praw­dzi­we­go ob­li­cza Bo­że­go. To po­śred­nic­two od­no­si się w spo­sób nie­roz­dziel­ny do ro­zu­mu i do ser­ca — a więc za­rów­no do po­rząd­ku po­zna­nia, jak i do sfe­ry in­ten­cji i po­stę­po­wa­nia. «Kto nie mi­łu­je — pi­sze św. Jan — nie zna Bo­ga, bo Bóg jest mi­ło­ścią» (1 J 4, 8). «Kto mó­wi: ’Znam Go’, a nie za­cho­wu­je Je­go przy­ka­zań, ten jest kłam­cą i nie ma w nim praw­dy» (1 J 2, 4).

Wła­śnie sfe­ry «ser­ca» do­ty­czy prze­sła­nie za­war­te w czy­ta­niach bi­blij­nych dzi­siej­szej li­tur­gii. Przy­po­mi­na­ją one, że ob­li­cza Bo­że­go na­le­ży szu­kać i moż­na je zna­leźć w mi­ło­ści (pierw­sze czy­ta­nie) i w pro­sto­cie (ewan­ge­lia).

W Li­ście do Efe­zjan Apo­stoł pod­kre­śla z mo­cą pry­mat mi­ło­ści w służ­bie jed­no­ści, któ­rej fun­da­men­tem jest Bóg w Trój­cy Świę­tej Je­dy­ny: «je­den jest Duch (...), je­den jest Pan, (...) je­den jest Bóg i Oj­ciec» (por. Ef 4, 4–6).

Każ­dy przy­no­si z so­bą da­ry słu­żą­ce bu­do­wie wspól­no­ty; cen­nym da­rem jest też pra­ca na­uko­wa, szcze­gól­nie je­śli jest sys­te­ma­tycz­na i po­głę­bio­na. Aby dar ten mógł przy­no­sić ko­rzy­ści te­mu, kto go po­sia­da, oraz bra­ciom, mu­si wy­ra­stać z mi­ło­ści, bez któ­rej na nic zda się wszel­ka wie­dza (por. 1 Kor 13, 2).

Mi­ło­ści to­wa­rzy­szy pro­sto­ta ser­ca, wła­ści­wa tym, któ­rych Ewan­ge­lia, przy­ta­cza­jąc sło­wa Je­zu­sa, na­zy­wa «ma­lucz­ki­mi»: «Wy­sła­wiam Cię, Oj­cze, Pa­nie nie­ba i zie­mi, że za­kry­łeś te rze­czy przed mą­dry­mi i roz­trop­ny­mi, a ob­ja­wi­łeś je pro­stacz­kom» (Łk 10, 21). To wspa­nia­łe bło­go­sła­wień­stwo, pły­ną­ce z ser­ca Je­zu­sa, przy­po­mi­na nam, że praw­dzi­wa doj­rza­łość idzie za­wsze w pa­rze z pro­sto­tą. Pro­sto­ta nie ozna­cza spły­ce­nia ży­cia i my­śli, nie ne­gu­je zło­żo­ne­go cha­rak­te­ru rze­czy­wi­sto­ści, ale jest umie­jęt­no­ścią uchwy­ce­nia isto­ty każ­de­go pro­ble­mu, od­kry­cia je­go za­sad­ni­cze­go sen­su i je­go związ­ku z ca­ło­ścią. Pro­sto­ta jest mą­dro­ścią. (...)

 

Msza św. na roz­po­czę­cie ro­ku aka­de­mic­kie­go. 23 X 1998

 

Chwalcie Pana

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia dzi­siej­szej nie­dzie­li przed­sta­wia je­den z tych epi­zo­dów ży­cia Chry­stu­sa, któ­re mi­mo, że po­chwy­co­ne prze­lo­tem, za­wie­ra­ją głę­bo­kie zna­cze­nie (por. Mk 9,38–41). Cho­dzi o to, że pe­wien czło­wiek, któ­ry nie na­le­żał do gro­na uczniów Je­zu­sa, wy­rzu­cał de­mo­ny w Je­go imię. Apo­stoł Jan, mło­dy i gor­li­wy, chciał­by mu te­go za­bro­nić, ale Je­zus na to nie po­zwa­la, co wię­cej, wy­ko­rzy­stu­je tę oka­zję, aby po­uczyć swo­ich uczniów, że Bóg mo­że do­ko­ny­wać rze­czy do­brych, na­wet cu­dow­nych, tak­że po­za ich krę­giem i że moż­na współ­pra­co­wać na rzecz Kró­le­stwa Bo­że­go w róż­ny spo­sób, rów­nież po­da­jąc po pro­stu mi­sjo­na­rzo­wi szklan­kę wo­dy (w. 41). Na ten te­mat pi­sze św. Au­gu­styn: „Ta jak w ka­to­li­cy­zmie – to zna­czy w Ko­ście­le – moż­na zna­leźć to co nie ka­to­lic­kie, tak po­za ka­to­li­cy­zmem, mo­że ist­nieć coś ka­to­lic­kie­go” (Au­gu­styn, O chrzcie prze­ciw­ko do­na­ty­stom: PL 43, VII, 39, 77). Dla­te­go człon­ko­wie Ko­ścio­ła, nie po­win­ni ży­wić za­zdro­ści, ale cie­szyć się je­że­li ktoś spo­za wspól­no­ty czy­ni do­bro w imię Chry­stu­sa, je­że­li czy­ni to ze słusz­ną in­ten­cją i z sza­cun­kiem. Tak­że w ob­rę­bie sa­me­go Ko­ścio­ła, mo­że się cza­sa­mi zda­rzyć, że z tru­dem do­ce­nia się i wy­ko­rzy­stu­je, w du­chu głę­bo­kiej jed­no­ści, do­bre rze­czy do­ko­na­ne przez roz­ma­ite nur­ty ko­ściel­ne. Po­win­ni­śmy na­to­miast wszy­scy być za­wsze zdol­ni do wza­jem­ne­go do­ce­nia­nia i sza­no­wa­nia sie­bie, chwa­ląc Pa­na za nie­zmie­rzo­ną „fan­ta­zję”, z któ­rą dzia­ła w Ko­ście­le i w świe­cie.

Człon­ko­wie Ko­ścio­ła, nie po­win­ni ży­wić za­zdro­ści, ale cie­szyć się je­że­li ktoś spo­za wspól­no­ty czy­ni do­bro w imię Chry­stu­sa, je­że­li czy­ni to ze słusz­ną in­ten­cją i z sza­cun­kiem.

W dzi­siej­szej li­tur­gii sły­szy­my tak­że za­rzut apo­sto­ła Ja­ku­ba wo­bec nie­uczci­wych bo­ga­czy, po­kła­da­ją­cych uf­ność w bo­gac­twach zgro­ma­dzo­nych na dro­dze nad­użyć (por. Jk 5,1- 6). Na ten te­mat Ce­za­ry z Ar­les, w jed­nej ze swych mów stwier­dza: „Bo­gac­two nie mo­że za­szko­dzić czło­wie­ko­wi do­bre­mu, po­nie­waż da­je je z mi­ło­sier­dziem, tak jak nie mo­że po­móc czło­wie­ko­wi złe­mu, do­pó­ki łap­czy­wie je trzy­ma lub mar­nu­je pro­wa­dząc do strat” (Ka­za­nie 35, 4). Sło­wa apo­sto­ła Ja­ku­ba, prze­strze­ga­jąc przed próż­ną po­żą­dli­wo­ścią dóbr ma­te­rial­nych sta­no­wią po­tęż­ne we­zwa­nie do ko­rzy­sta­nia z nich w per­spek­ty­wie so­li­dar­no­ści i do­bra wspól­ne­go, dzia­ła­jąc za­wsze spra­wie­dli­wie i mo­ral­nie, na wszyst­kich po­zio­mach.

Dro­dzy przy­ja­cie­le, za wsta­wien­nic­twem Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny, mó­dl­my się, aby­śmy po­tra­fi­li się cie­szyć z każ­de­go ge­stu i ini­cja­ty­wy do­bra, bez za­wi­ści i za­zdro­ści, oraz po­tra­fi­li mą­drze ko­rzy­stać z dóbr do­cze­snych w nie­ustan­nym po­szu­ki­wa­niu dóbr wiecz­nych.

 

Ka­te­che­za Be­de­dyk­ta XVI pod­czas mo­dli­twy Anioł Pań­ski – 30.09.2012

 

Wywiad z Panem Bogiem

Nie ma wąt­pli­wo­ści, że naj­waż­niej­sze zda­nie w chrze­ści­jań­stwie, to: „BÓG KOCHA CZŁOWIEKA”. Wszyst­kie in­ne praw­dy wia­ry al­bo z tej pierw­szej wy­ni­ka­ją, al­bo do niej pro­wa­dzą. Ko­ściół ka­to­lic­ki for­mu­łu­je te praw­dy wia­ry, by się Bo­żej Mi­ło­ści przyj­rzeć bli­żej, szcze­gó­ło­wo, by co­raz ser­decz­niej tę Mi­łość przyj­mo­wać i co­raz peł­niej na Nią od­po­wia­dać. To od­naj­dy­wa­nie Bo­żej Mi­ło­ści mo­że­my po­trak­to­wać, jak wy­wiad z Pa­nem Bo­giem.

Czy Pan Bóg mil­czy?

Py­ta­nie to jest sta­re jak świat. Bo daw­niej – choć­by za cza­sów Sta­re­go Te­sta­men­tu – ni­ko­mu nie przy­szło­by do gło­wy po­wie­dzieć, że Bo­ga nie ma. Two­rzo­no ja­kieś wy­obra­że­nia Bo­ga, cza­sa­mi to by­ły bar­dziej ka­ry­ka­tu­ry niż sen­sow­ne ob­ra­zy, ale też in­tu­icja czło­wie­ka dość czę­sto mo­że być prze­sło­nię­ta sil­ny­mi emo­cja­mi.

Dzi­siaj to py­ta­nie sta­wia­ją nie tyl­ko świad­ko­wie wo­jen i obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych. Wy­star­czy, że na złą dro­gę zej­dzie dziec­ko, w któ­re­go wy­cho­wa­nie ro­dzi­ce wło­ży­li ser­ce i la­ta wy­sił­ku. Wy­star­czy, że ktoś, kto od­kła­dał pie­nią­dze na coś po­trzeb­ne­go i upra­gnio­ne­go, mu­si nie­ocze­ki­wa­nie za­pła­cić du­żą su­mę za nie­spo­dzie­wa­ną na­pra­wę.
Czy­taj da­lej Wy­wiad z Pa­nem Bo­giem

Właśnie w nim znaleźli ojca

XII Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży miał miej­sce w Pa­ry­żu w sierp­niu 1997 r., a licz­ba je­go uczest­ni­ków prze­kro­czy­ła mi­lion. Nie­spo­ty­ka­ne do­tąd w za­chod­niej Eu­ro­pie tłu­my mło­dych lu­dzi z ca­łe­go świa­ta przy­by­ły, by wspól­nie się mo­dlić. Ocze­ki­wa­no co naj­wy­żej 250 ty­się­cy...

W la­ic­kim kra­ju, bi­ją­cym w oczy pu­sty­mi ko­ścio­ła­mi, tak sze­ro­ki od­zew mło­dzie­ży na we­zwa­nie Ja­na Paw­ła II mu­siał bu­dzić zdu­mie­nie. To wła­śnie wte­dy na­ro­dzi­ło się okre­śle­nie tak czę­sto póź­niej w Pol­sce uży­wa­ne, choć w róż­nych zna­cze­niach: „po­ko­le­nie JP2”.

Jed­ną z osób, któ­re roz­po­wszech­ni­ły to okre­śle­nie, był o. Da­niel An­ge, fran­cu­ski ewan­ge­li­za­tor i dusz­pa­sterz mło­dzie­ży. Ma­jąc na uwa­dze, że po­przed­nie po­ko­le­nie wal­czy­ło o bez­tro­skie ży­cie bez re­guł i zo­bo­wią­zań, sfor­mu­ło­wał te­zę, że po­ko­le­nie JP2 „wi­dzi obec­ne­go Pa­pie­ża ja­ko swe­go oj­ca i pro­ro­ka. Jest to po­ko­le­nie, któ­re nie mia­ło oj­ców, któ­re by­ło ode­pchnię­te. Wła­śnie w Ja­nie Paw­le II zna­leź­li oni oj­ca”. Tak śmia­łe sło­wa nie by­ły wy­po­wie­dzia­ne bez­pod­staw­nie.
Czy­taj da­lej Wła­śnie w nim zna­leź­li oj­ca