Macierzyństwo Kościoła

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W po­przed­nich ka­te­che­zach mie­li­śmy oka­zję kil­ka ra­zy za­uwa­żyć, że nie sta­je­my się chrze­ści­ja­na­mi sa­mi, o na­szych si­łach, w spo­sób au­to­no­micz­ny, ani też nie sta­je­my się chrze­ści­ja­na­mi w la­bo­ra­to­rium, ale je­ste­śmy zro­dze­ni i wzra­sta­my w wie­rze w ob­rę­bie te­go wiel­kie­go lu­du, ja­kim jest Ko­ściół. W tym sen­sie Ko­ściół jest na­praw­dę mat­ką. Na­sza mat­ka Ko­ściół ‒ jak­że pięk­nie móc tak to wy­ra­zić! Jest to mat­ka da­ją­ca nam ży­cie w Chry­stu­sie i spra­wia­ją­ca, że ży­je­my ra­zem ze wszyst­ki­mi in­ny­mi brać­mi w ko­mu­nii Du­cha Świę­te­go.

Wzo­rem te­go ma­cie­rzyń­stwa Ko­ścio­ła jest Dzie­wi­ca Ma­ry­ja, bę­dą­ca wzo­rem naj­pięk­niej­szym i naj­wznio­ślej­szym, ja­ki mo­że ist­nieć. (…) Jed­nak­że ma­cie­rzyń­stwo Ko­ścio­ła jest na­stęp­stwem ma­cie­rzyń­stwa Ma­ryi, bę­dąc je­go prze­dłu­że­niem w hi­sto­rii. (…) Ko­ściół jest na­szą mat­ką, gdyż zro­dził nas w sa­kra­men­cie chrztu św. Za każ­dym ra­zem, kie­dy chrzci­my dziec­ko, sta­je się ono dziec­kiem Ko­ścio­ła, zo­sta­je włą­czo­ne do Ko­ścio­ła. I od te­go dnia jak tro­skli­wa ma­ma kie­ru­je na­szym wzro­stem w wie­rze i wska­zu­je nam mo­cą sło­wa Bo­że­go dro­gę zba­wie­nia, bro­niąc nas od złe­go. (…)

Kto nam da­je sło­wo Bo­że? Na­sza mat­ka Ko­ściół! Kar­mi nas jak dzie­ci tym sło­wem! Wy­cho­wu­je nas tym sło­wem ca­łe ży­cie. I to jest wspa­nia­łe! To wła­śnie mat­ka Ko­ściół sło­wem Bo­żym prze­mie­nia nas od we­wnątrz. Sło­wo Bo­że, ja­kim ob­da­rza nas mat­ka Ko­ściół, prze­kształ­ca nas, spra­wa, że na­sze czło­wie­czeń­stwo nie pa­ła we­dług świa­to­wo­ści cia­ła, lecz we­dług Du­cha. (…)

Dro­dzy przy­ja­cie­le, Ko­ściół jest mat­ką, któ­rej za­le­ży na do­bru swo­ich dzie­ci i po­tra­fi od­dać ży­cie za swo­je dzie­ci. (…) Po­wierz­my się więc Ma­ryi, aby ja­ko mat­ka na­sze­go pierw­sze­go bra­ta, pier­wo­rod­ne­go Je­zu­sa, na­uczy­ła nas swe­go ma­cie­rzyń­skie­go du­cha wo­bec na­szych bra­ci, wraz ze szcze­rą zdol­no­ścią go­ścin­no­ści, prze­ba­cza­nia, ob­da­rza­nia mo­cą i tchnie­nia uf­no­ścią i na­dzie­ją. To wła­śnie czy­ni ma­ma.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 3.09.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Pe­wien piel­grzym po­wie­dział kie­dyś, że po kil­ku­na­stu la­tach piel­grzy­mo­wa­nia (głów­nie na Ja­sną Gó­rę) zro­zu­miał, że ca­łe ży­cie jest wę­drów­ką, w któ­rej każ­dy krok jest de­cy­zją. Od sa­me­go ra­na po­trzeb­na jest de­cy­zja, by wstać z po­ście­li i pod­jąć swo­je za­da­nia. Ale nie cho­dzi tyl­ko o to, by wstać, waż­ne jest rów­nież, jak wsta­je­my.

Cza­sem, pro­wa­dząc re­ko­lek­cje, pod­su­wam słu­cha­czom po­mysł, by sta­wiać so­bie każ­de­go dnia (mo­że w każ­dym ty­go­dniu) za­da­nia – jed­nym z nich mo­że być spo­sób wsta­wa­nia z łóż­ka i po­wi­ta­nia naj­bliż­szych: moż­na prze­cież zro­bić to tak, że­by każ­de­mu „chcia­ło się żyć”. Po­tem po­trzeb­na jest de­cy­zja, czy chcę po­wi­tać Pa­na Bo­ga i w spo­koj­nej mo­dli­twie Go po­słu­chać (nie­któ­rzy przed szko­łą czy pra­cą idą na Mszę Świę­tą). I tak co chwi­la no­we wy­bo­ry.

Wła­ści­wie dla chrze­ści­ja­ni­na jest jed­no kry­te­rium do­brze po­dej­mo­wa­nych de­cy­zji – mi­łość. Czy­ta­jąc przy­go­to­wa­ne do te­go nu­me­ru tek­sty, war­to za­uwa­żyć, że wszyst­kie ra­dy, ja­kie od­na­leź­li­śmy, słu­cha­jąc mą­drych lu­dzi i czy­ta­jąc mą­dre książ­ki, spro­wa­dza­ją się do te­go jed­ne­go – czy wzra­stam w Mi­ło­ści, ina­czej mó­wiąc – czy przy­bli­żam się do Pa­na Bo­ga, czy co­raz traf­niej od­czy­tu­ję Je­go wo­lę i z co­raz więk­szą ra­do­ścią ją speł­niam.

Za­uważ­my, że ra­do­ścią jest ży­cie, w któ­rym czło­wiek nie tyl­ko jest pe­wien, że Pan Bóg go ko­cha, ale wi­dzi, że sam w tę mi­łość wni­ka i umie da­wać ją in­nym. Chy­ba nie trze­ba prze­ko­ny­wać, jak wiel­kim szczę­ściem jest spra­wia­nie ra­do­ści in­nym.

Nie­ste­ty, ka­tor­gą jest ży­cie, w któ­rym cią­gle bo­imy się o to, czy speł­nia­my ta­ki czy in­ny prze­pis, czy ktoś (al­bo Ktoś) nas nie skar­ci al­bo na­wet ze­śle do „miej­sca” po­tę­pie­nia. Tra­gicz­nie nie­raz my­lą się lu­dzie, któ­rzy chcą spra­wić przy­jem­ność, przy­bli­ża­jąc ja­kieś zło, któ­re jest póź­niej źró­dłem we­wnętrz­ne­go ze­psu­cia.

Trze­ba wy­bie­rać, trze­ba umieć od­rzu­cać wszyst­ko, co nie jest do­brem, co nie pro­wa­dzi do Pa­na Bo­ga, co jest źró­dłem smut­ku i znie­chę­ce­nia.

Bar­dzo mo­że po­móc umie­jęt­ność spoj­rze­nia na sie­bie z pew­ne­go dy­stan­su, prak­tycz­nie moż­na to zro­bić, sta­wia­jąc so­bie py­ta­nie, czy coś, co za­mie­rzam zro­bić, do­ra­dził­bym swe­mu sy­no­wi, swo­jej cór­ce. Czy chęt­nie wi­dział­bym swo­je dziec­ko w sy­tu­acjach, w któ­rych sta­wiam sie­bie? Świę­ty Jan Pa­weł II za­py­tał w 1995 ro­ku w Sko­czo­wie: „Czy moż­na od­rzu­cić Chry­stu­sa i wszyst­ko to, co On wniósł w dzie­je czło­wie­ka? Oczy­wi­ście moż­na, (…) ale czy wol­no? I w imię cze­go wol­no?”.

Prak­tycz­nie do­daj­my jesz­cze: czy war­to? Świę­ty pa­pież do­dał na za­koń­cze­nie: „Pro­szę was, aby­ście ni­gdy nie wzgar­dzi­li tą Mi­ło­ścią, któ­ra jest »naj­więk­sza «, któ­ra się wy­ra­zi­ła przez Krzyż, a bez któ­rej ży­cie ludz­kie nie ma ani ko­rze­nia, ani sen­su”.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Czerwony jak cegła

Cią­gle się czer­wie­nię. Z by­le po­wo­du. Na ca­łej twa­rzy i szyi ro­bię się pur­pu­ro­wa jak bu­rak. Źle się z tym czu­ję, bo nie dość, że je­stem nie­śmia­ła, to gdy za­mie­niam się w te­go bu­ra­ka, wszy­scy zwra­ca­ją na mnie do­dat­ko­wą uwa­gę. Ech…”.

Skąd się to bie­rze?

Przy­czy­ny po­ja­wia­nia się na na­szej twa­rzy ru­mień­ca są róż­ne. Mo­że go spo­wo­do­wać ni­ska tem­pe­ra­tu­ra, wy­pi­cie al­ko­ho­lu, słoń­ce, pi­kant­ne przy­pra­wy, nad­mier­na su­chość lub wil­got­ność po­wie­trza, ko­sme­ty­ki, sau­na, wy­si­łek fi­zycz­ny, le­ki roz­sze­rza­ją­ce na­czy­nia al­bo ob­ni­ża­ją­ce po­ziom cho­le­ste­ro­lu. Skó­ra wte­dy pa­li, pie­cze, swę­dzi. Za­czer­wie­nie­nie mo­że się po­ja­wić tak­że pod wpły­wem stre­su – kie­dy ma­my spraw­dzian, wy­stą­pie­nie na fo­rum kla­sy al­bo spo­tka­nie z waż­ną, ce­nio­ną przez nas oso­bą. To do­bry przy­kład na po­ka­za­nie, że na­sze cia­ło i psy­chi­ka to jed­no – to, co dzie­je się w środ­ku, do­sko­na­le wi­dać na ze­wnątrz. Mo­że nie by­ło­by z tym żad­ne­go kło­po­tu, gdy­by nie to, że ru­mie­ni­my się za­zwy­czaj wte­dy, kie­dy te­go nie chce­my.

foto_01-03_17-2014

Po pro­stu doj­rze­wam

Skłon­ność do czer­wie­nie­nia się w sy­tu­acjach stre­so­wych po­ja­wia się zwy­kle w okre­sie doj­rze­wa­nia i zwy­kle mi­ja po je­go za­koń­cze­niu. Kie­dy tak się nie dzie­je, do­brze jest po­roz­ma­wiać o swym pro­ble­mie z psy­cho­lo­giem, gdyż trud­no roz­wią­zać go sa­me­mu. Czer­wie­nie się nas za­wsty­dza, więc się go oba­wia­my (to tzw. ery­tro­fo­bia). Gdy się go oba­wia­my i sta­le o tym my­śli­my, zwięk­sza­my praw­do­po­do­bień­stwo, że la­da mo­ment sta­nie­my się pą­so­wi jak ró­ża. To sa­mo­na­pę­dza­ją­ca się ma­chi­na.

Przy­czy­ny po­ja­wia­nia się ru­mień­ców na tle psy­chicz­nym są prze­róż­ne. Mo­gą być one ozna­ką bar­dzo du­żej nie­śmia­ło­ści czy ni­skiej sa­mo­oce­ny. Czer­wie­nie­nie się by­wa ob­ja­wem fo­bii spo­łecz­nej, czy­li lę­ku zwią­za­ne­go z tym, że czu­je­my się oce­nia­ni. Idzie w pa­rze z nad­mier­ną po­tli­wo­ścią, uczu­ciem dusz­no­ści, drże­niem rąk, ko­ła­ta­niem ser­ca.

Czy wiesz, że…

Nie­któ­rzy uwa­ża­ją, że czer­wie­nie się na twa­rzy to spa­dek po na­szych daw­nych przod­kach, któ­rzy mu­sie­li wal­czyć w pusz­czy z in­ny­mi ple­mio­na­mi i po­lo­wać na dzi­kie zwie­rzę­ta. Gdy w sy­tu­acji za­gro­że­nia ob­le­wa­li się ru­mień­cem, miał to być sy­gnał dla prze­ciw­ni­ka, ta­kie „czer­wo­ne świa­tło” – uwa­żaj, je­stem groź­ny, nie za­dzie­raj ze mną.

A mo­że po­czą­tek trą­dzi­ku?

By­wa i tak, że ru­mie­niec na twa­rzy utrzy­mu­je się przez dłuż­szy czas, zmie­nia się je­dy­nie je­go in­ten­syw­ność. To sy­gnał, któ­re­go nie po­win­ni­śmy ba­ga­te­li­zo­wać, gdyż te­go ty­pu „ozdo­by” mo­gą być „wstę­pem” do trą­dzi­ku ró­żo­wa­te­go. Co to ta­kie­go? To prze­wle­kła, za­pal­na cho­ro­ba skó­ry twa­rzy, któ­rej to­wa­rzy­szą po­sze­rzo­ne na­czy­nia krwio­no­śne. Nie­le­czo­ny trą­dzik przy­bie­ra po­stać bo­le­snych gru­dek i krost.

Pie­lę­gna­cja skó­ry z trą­dzi­kiem ró­żo­wa­tym nie jest ła­twa. Na­le­ży uni­kać pro­mie­ni sło­necz­nych, nie wspo­mi­na­jąc o so­la­rium. Trze­ba sta­ran­nie wy­bie­rać ko­sme­ty­ki – naj­le­piej na­tu­ral­ne, bez sub­stan­cji za­pa­cho­wych i barw­ni­ków. Do zmy­wa­nia twa­rzy do­bre są pły­ny mi­ce­lar­ne al­bo wo­da ter­mal­na. Jed­nak na­wet naj­lep­sza pie­lę­gna­cja nie zwal­nia z ko­niecz­no­ści wy­bra­nia się w tej sy­tu­acji do der­ma­to­lo­ga.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Pozytywna strona stresu

Stres jest po­dob­no nie­unik­nio­nym ele­men­tem ży­cia, na­tu­ral­ną re­ak­cją or­ga­ni­zmu. Sko­ro tak, to po co ist­nie­je?

Przy­spie­szo­ne bi­cia ser­ca, płyt­ki od­dech, po­ce­nie się... Po co nam re­ak­cja stre­so­wa np. utrud­nia­ją­ca od­po­wiedź pod­czas eg­za­mi­nu? A prze­dłu­ża­ją­cy się stres w pra­cy, nisz­czą­cy zdro­wie, spro­wa­dza­ją­cy ner­wi­cę? Wy­da­je się, że to zja­wi­sko jed­no­znacz­nie ne­ga­tyw­ne.

Tym­cza­sem stres to nie za­wsze do­dat­ko­wa kło­da pod no­gi. Ist­nie­ją tak­że je­go po­zy­tyw­ne skut­ki, po­ja­wia­ją­ce się w przy­pad­ku krót­ko­trwa­łe­go stre­su, któ­ry uwal­nia ad­re­na­li­nę. Tzw. „dresz­czyk emo­cji” po­wo­du­je mo­bi­li­za­cję or­ga­ni­zmu w chwi­li pró­by i po­ma­ga w osią­gnię­ciu ce­lu.

foto_01-02_17-2014

Stres opa­no­wa­ny i wy­ko­rzy­sta­ny

W du­żej mie­rze to spra­wa in­dy­wi­du­al­na: nie­któ­rzy pod na­pię­ciem nie po­tra­fią dzia­łać, a na­wet naj­mniej­szy stres ich pa­ra­li­żu­je. To za­le­ży od cha­rak­te­ru czło­wie­ka. Nie ozna­cza to jed­nak, że spra­wa mo­że być z gó­ry prze­gra­na. Uczy­my się przez ca­łe ży­cie, jak opa­no­wać ogar­nia­ją­cy nas stres, jak mu prze­ciw­dzia­łać. W koń­cu więk­szość ak­to­rów przy­zna­je się, że przed wy­stę­pem za­wsze od­czu­wa tre­mę – mi­mo to osią­ga­ją do­sko­na­łe wy­ni­ki.

W sy­tu­acji na­pię­cia war­to zwró­cić się w mo­dli­twie do Bo­ga. Rów­nież na­uka wska­zu­je na zba­wien­ny wpływ me­dy­ta­cji, po­strze­ga­jąc ją wpraw­dzie – błęd­nie – tyl­ko ja­ko tech­ni­kę re­lak­sa­cyj­ną. Dla oso­by wie­rzą­cej po­win­no być oczy­wi­ste, że wa­run­kiem rów­no­wa­gi w ży­ciu jest pod­trzy­my­wa­na re­la­cja z Bo­giem.

Co za du­żo, to nie­zdro­wo

Hans Se­lye, en­do­kry­no­log, któ­ry wpro­wa­dził po­ję­cie stre­su do bio­lo­gii, po wie­lu la­tach ba­dań od­róż­nił stres kon­struk­tyw­ny od de­struk­cyj­ne­go. Pierw­szy, okre­śla­ny mia­nem eu­stre­su, mo­że wzmac­niać funk­cje fi­zycz­ne i psy­chicz­ne. Dru­gi, zwa­ny dys­tre­sem, utrzy­mu­je się zbyt dłu­go, by moż­na by­ło so­bie z nim po­ra­dzić al­bo go za­adap­to­wać, dla­te­go po­wo­du­je ne­ga­tyw­ne kon­se­kwen­cje dla zdro­wia, w tym groź­ne cho­ro­by.

Oka­zu­je się więc, że to ra­czej od na­szej re­ak­cji na stres za­le­ży, czy od­czu­je­my je­go ne­ga­tyw­ne kon­se­kwen­cje. Moż­na go po­trak­to­wać ja­ko dzwo­nek alar­mo­wy, któ­ry wy­ma­ga od nas chwi­lo­wej mo­bi­li­za­cji, al­bo jak sy­re­ny ostrze­gaw­cze, któ­re do­ra­dza­ją ewa­ku­ację. Je­śli pro­wa­dzi­my szko­dli­wy tryb ży­cia, to mo­że być ostat­nia szan­sa, aby go zmie­nić jesz­cze bez kon­se­kwen­cji zdro­wot­nych.

Mo­ty­wa­cja do dzia­ła­nia

Kie­dy uzna­je­my, że nad źró­dłem na­pię­cia da się za­pa­no­wać, jest więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo, że rze­czy­wi­ście nad nim za­pa­nu­je­my. I nie jest to wca­le psy­cho­lo­gicz­ny beł­kot o „po­zy­tyw­nym my­śle­niu, któ­re wszyst­ko mo­że zmie­nić”. Mo­żesz za­wal­czyć o zdy­stan­so­wa­ne po­dej­ście. Wów­czas ujaw­nia­ją się po­zy­tyw­ne ce­chy stre­su, któ­ry sta­je się bodź­cem do dzia­ła­nia, mo­bi­li­zu­je or­ga­nizm do wy­sił­ku, a w na­stęp­stwie umoż­li­wia re­ali­za­cję am­bit­ne­go ce­lu i oso­bi­sty roz­wój.

Do­świad­cze­nie ży­cio­we uczy, że stres to­wa­rzy­szy wszyst­kim po­waż­nym zmia­nom w ży­ciu. Kie­dy do­świad­czy­my ja­kiejś po­raż­ki, wszyst­ko po­strze­ga­my w czar­nych bar­wach. Z pew­no­ścią nie za­szko­dzi spoj­rzeć z na­dzie­ją na każ­dą, na­wet naj­trud­niej­szą sy­tu­ację ży­cio­wą. Tym bar­dziej, że dla chrze­ści­ja­ni­na nie ma po­ło­że­nia bez wyj­ścia. Na do­da­tek, po­dą­ża­jąc za Chry­stu­sem, uczy­my się prze­ku­wać każ­de do­świad­cze­nie w ko­rzyść, bo rów­nież te naj­cięż­sze mo­że­my Mu prze­cież ofia­ro­wać.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Sposób na stres

Stres to nie­unik­nio­ny ele­ment na­sze­go ży­cia. W sy­tu­acji za­gro­że­nia po­bu­dza cia­ło i zmy­sły, na­prę­ża mię­śnie i mo­bi­li­zu­je do wal­ki lub do uciecz­ki. Jed­nak w nad­mia­rze szko­dzi. Oto kil­ka sku­tecz­nych spo­so­bów na to, aby prze­jąć wła­dzę nad stre­sem, od­prę­żyć się, zre­lak­so­wać i na­brać sił.

Uśmiech jest do­bry na wszyst­ko

Śmiech to je­den naj­prost­szych i naj­bar­dziej sku­tecz­nych spo­so­bów na ra­dze­nie so­bie ze stre­sem. War­to więc jak naj­czę­ściej się śmiać, aby stać się bar­dziej od­por­nym na stres. Śmiech, na­wet sztucz­ny i wy­mu­szo­ny, wy­wo­łu­je w or­ga­ni­zmie czło­wie­ka re­ak­cje fi­zjo­lo­gicz­ne ogra­ni­cza­ją­ce ne­ga­tyw­ne skut­ki stre­su. Oglą­daj więc ko­me­die, ka­ba­re­ty i czy­taj dow­ci­py, przy­po­mi­naj so­bie za­baw­ne sy­tu­acje, któ­rych do­świad­czy­łeś lub by­łeś świad­kiem. Sam stres też moż­na ośmie­szać. Jed­nym ze spo­so­bów od­twa­rza­nie sy­tu­acji stre­so­wej jak fil­mu, któ­rym się ba­wisz: mo­żesz do­ry­so­wać twa­rzom za­baw­ne wą­sy, zmie­nić wy­gląd po­sta­ci, pod­ło­żyć głos z ulu­bio­nej kre­sków­ki. Wszyst­ko to spo­wo­du­je, że sy­tu­acja stre­so­wa wy­wo­ła u cie­bie uśmiech. Gdy na­stęp­nym ra­zem po­my­ślisz o tej sy­tu­acji, za­re­agu­jesz śmie­chem.

foto_01-01_17-2014

Od­dy­chaj spo­koj­nie

Re­laks to je­den z naj­po­pu­lar­niej­szych i naj­ła­twiej­szych spo­so­bów na roz­luź­nie­nie i wy­eli­mi­no­wa­nie stre­su. Pra­ca z od­de­chem po­zwa­la uspo­ko­ić na­sze emo­cje, jest ide­al­nym spo­so­bem ko­or­dy­na­cji ca­łe­go cia­ła. Wy­star­czy sku­pić się na swo­im od­de­chu i świa­do­mie pra­co­wać prze­po­ną. Moż­na też do­dat­ko­wo wy­obra­żać so­bie ja­kieś mi­łe, spo­koj­ne miej­sce: las o po­ran­ku wy­peł­nio­ny śpie­wem pta­ków, pla­żę o za­cho­dzie słoń­ca lub wi­dok ma­je­sta­tycz­nych gór z ośnie­żo­ny­mi szczy­ta­mi. Kie­dy kon­cen­tru­je­my ca­łą swo­ją uwa­gę na od­de­chu, au­to­ma­tycz­nie wcho­dzi­my w stan re­lak­su i od­prę­że­nia. Umysł stop­nio­wo wy­ci­sza się. Ta­ki spo­sób me­dy­ta­cji prak­ty­ko­wa­ny re­gu­lar­nie spo­wo­du­je wzrost ener­gii i sił wi­tal­nych.

Ru­szaj po re­laks

Ruch to naj­prost­szy spo­sób po­zby­cia się stre­su, w do­dat­ku bar­dzo po­trzeb­ny na­szym mię­śniom i umy­sło­wi. Jest do­bry w każ­dej po­sta­ci: jog­ging, gim­na­sty­ka, ta­niec, pły­wa­nie. Ruch po­nad­to po­ma­ga za­cho­wać zgrab­ną syl­wet­kę, mieć wię­cej ener­gii i wyż­szą od­por­ność na in­fek­cje. Ni­gdy nie jest za póź­no, by za­cząć ćwi­czyć. Trze­ba tyl­ko wy­brać dys­cy­pli­nę spor­tu i do­sto­so­wać ją do wła­snych moż­li­wo­ści i spraw­no­ści fi­zycz­nej. By­wa trud­no. Naj­trud­niej wy­trwać w pierw­szym okre­sie (2–3 ty­go­dnie), kie­dy cia­ło jesz­cze nie na­by­ło od­po­wied­niej spraw­no­ści. Po­tem pój­dzie z gór­ki. Naj­waż­niej­sze, by za­cząć i nie znie­chę­cić się. Ruch jest naj­wspa­nial­szym le­kar­stwem, zwłasz­cza wte­dy, gdy jest re­gu­lar­ny.

Wy­obraź so­bie, że...

Wi­zu­ali­za­cja to, mó­wiąc naj­pro­ściej, umie­jęt­ność two­rze­nia ob­ra­zów w gło­wie. Do­bra wi­zu­ali­za­cja po­tra­fi cał­ko­wi­cie zmie­nić nasz stan emo­cjo­nal­ny, bo ob­ra­zy ma­ją na nas bez­po­śred­ni wpływ. Tech­ni­ki wi­zu­ali­za­cyj­ne ma­ją na ce­lu przede wszyst­kim psy­chicz­ne od­cię­cie się od sy­tu­acji, któ­ra po­wo­du­je stres. Cho­dzi o to, aby w ta­kim nie­przy­jem­nym mo­men­cie wy­obra­zić so­bie, że ktoś np. otu­la cię mięk­kim, cie­płym ko­cem al­bo trzy­ma przed to­bą ogrom­ną, twar­dą tar­czę chro­nią­cą przed zły­mi wpły­wa­mi z ze­wnątrz lub za­my­ka cię w prze­zro­czy­stej bań­ce my­dla­nej, któ­ra sku­tecz­nie od­gra­dza cię od te­go, co stre­su­ją­ce. Moż­na rów­nież wy­obra­zić so­bie sie­bie w ja­kimś ulu­bio­nym, spo­koj­nym miej­scu. W wy­obraź­ni mo­żesz zo­ba­czyć, usły­szeć i po­czuć to, co cię ota­cza – dźwię­ki, za­pa­chy, wi­do­ki. Mo­żesz wra­cać do te­go miej­sca tak czę­sto, jak tyl­ko chcesz – im czę­ściej bę­dziesz wy­obra­żał so­bie swo­ją oa­zę, tym ła­twiej i głę­biej bę­dziesz się re­lak­so­wał, a dzię­ki te­mu w peł­ni od­po­czy­wał.

Mu­zy­ka tak­że le­czy

Re­lak­sa­cyj­na mu­zy­ka, np. fil­mo­wa lub kla­sycz­na po­zwa­la na wy­ci­sze­nie emo­cji i spoj­rze­nie na nie z dy­stan­sem, da­je uczu­cie ulgi i lek­ko­ści. Po­dob­nie dzia­ła tzw. aro­ma­te­ra­pia, czy­li re­lak­sa­cja za­pa­chem. Wy­so­ka sku­tecz­ność te­go ty­pu te­ra­pii zwią­za­na jest z fak­tem, iż zmysł po­wo­nie­nia ma ści­sły zwią­zek z tą czę­ścią na­sze­go mó­zgu, któ­ra od­po­wia­da za emo­cje. Przy­dat­ne są tu­taj za­pa­cho­we świe­ce, ka­dzi­deł­ka al­bo olej­ki ete­rycz­ne. Dzię­ki ta­kie­mu re­lak­so­wi mo­żesz prze­jąć kon­tro­lę nad stre­sem, sku­tecz­nie go zre­du­ko­wać, wy­ci­szyć nie­po­trzeb­ne oba­wy i lę­ki.

An­ty­stre­so­wo dzia­ła rów­nież kon­takt z na­tu­rą. Idź na spa­cer, po­od­dy­chaj świe­żym po­wie­trzem, wsłu­chaj się w gło­sy przy­ro­dy. W ten spo­sób po­pra­wisz so­bie na­strój, zre­du­ku­jesz złość i agre­sję. W chwi­lach stre­su zrób coś, co spra­wia ci przy­jem­ność: wyjdź z psem, po­słu­chaj ulu­bio­nej mu­zy­ki, prze­czy­taj cie­ka­wą książ­kę lub ar­ty­kuł, przy­go­tuj so­bie od­prę­ża­ją­cą ką­piel – moż­li­wo­ści jest wie­le. War­to rów­nież za­dbać o sen. To naj­więk­szy so­jusz­nik w wal­ce ze stre­sem – zwięk­sza pro­duk­tyw­ność, pod­wyż­sza kon­cen­tra­cję, po­pra­wia na­strój, a do­dat­ko­wo wzmac­nia sys­tem od­por­no­ścio­wy.

Nie daj się!

Zbyt wie­le rze­czy do zro­bie­nia, nad­miar obo­wiąz­ków i spraw do za­ła­twie­nia zwięk­sza po­ziom stre­su. Dla­te­go sta­wiaj so­bie re­ali­stycz­ne ce­le, ustal, co chciał­byś osią­gnąć i w ja­kim cza­sie, spo­rządź kon­kret­ny plan dzia­ła­nia, ale bądź przy tym wy­ro­zu­mia­ły dla sie­bie, znajdź czas za­rów­no na obo­wiąz­ki, jak i na roz­ryw­kę. Spisz rze­czy, któ­re mu­sisz za­ła­twić – za­sta­nów się, co trze­ba zro­bić w pierw­szej ko­lej­no­ści, a co mo­że jesz­cze za­cze­kać. I, co nie­mniej waż­ne, za­ak­cep­tuj fakt, że nie mo­żesz być we wszyst­kim naj­lep­szy. Bądź dla sie­bie wy­ro­zu­mia­ły i świę­tuj na­wet te naj­mniej­sze suk­ce­sy.

Nie od dziś wia­do­mo, że nad­miar stre­su jest szko­dli­wy, a je­go prze­dłu­żo­ne dzia­ła­nie mo­że mieć dla nas ne­ga­tyw­ne skut­ki. Dla­te­go weź spra­wy w swo­je rę­ce i nie po­zwól, aby stres zdo­mi­no­wał two­je ży­cie.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

Wypłyń na głębię

Rze­czy­wi­ście szu­ka­cie Je­zu­sa, kie­dy ma­rzy­cie o szczę­ściu. To On na was cze­ka, gdy nic z te­go, co znaj­du­je­cie, nie za­do­wa­la was. To On jest pięk­nem, któ­re tak was po­cią­ga. To On wzbu­dza w was pra­gnie­nie ra­dy­kal­no­ści, któ­re nie po­zwa­la wam iść na kom­pro­mi­sy. To On po­bu­dza was do zrzu­ca­nia ma­sek, któ­re czy­nią ży­cie fał­szy­wym. To On czy­ta wam w ser­cach de­cy­zje naj­bar­dziej au­ten­tycz­ne, któ­re in­ne chcie­li­by przy­tłu­mić. To Je­zus wzbu­dza w was pra­gnie­nie, by­ście uczy­ni­li ze swo­je­go ży­cia coś wiel­kie­go. Bu­dzi w was wo­lę pój­ścia za ide­ałem. Skła­nia do te­go, by­ście nie da­li się po­chło­nąć prze­cięt­no­ści. Wzbu­dza od­wa­gę po­kor­ne­go i wy­trwa­łe­go za­an­ga­żo­wa­nia, by ulep­szać sa­mych sie­bie i spo­łe­czeń­stwo, czy­niąc je bar­dziej ludz­kim i bra­ter­skim”. Tor Ver­ga­ta, 2000 r.

Świat, któ­ry otrzy­mu­je­cie w dzie­dzic­twie, jest świa­tem, któ­ry roz­pacz­li­wie po­trze­bu­je no­we­go sen­su bra­ter­stwa oraz ludz­kiej so­li­dar­no­ści. Jest to świat, któ­ry po­trze­bu­je uzdro­wie­nia po­przez do­tyk pięk­nem i bo­gac­twem Bo­żej mi­ło­ści. Ten świat po­trze­bu­je świad­ków ta­kiej mi­ło­ści. Po­trze­bu­je Was – aby­ście by­li so­lą dla zie­mi i świa­tło­ścią dla świa­ta”. Do­wn­sview, 2002 r.

Wy­płyń na głę­bię! Za­wierz Chry­stu­so­wi, po­ko­naj sła­bość i znie­chę­ce­nie, i na no­wo wy­płyń na głę­bię! Od­kryj głę­bie wła­sne­go du­cha. Wni­kaj w głę­bie świa­ta. Przyj­mij sło­wo Chry­stu­sa, za­ufaj Mu i po­dej­mij swą ży­cio­wą mi­sję. Lu­dzie no­we­go wie­ku ocze­ku­ją two­je­go świa­dec­twa. Nie bój się! Wy­płyń na głę­bię! Jest przy to­bie Chry­stus”. Led­ni­ca, 2001 r.

Pierw­szym i za­sad­ni­czym za­da­niem kul­tu­ry jest wy­cho­wa­nie czło­wie­ka. A w wy­cho­wa­niu cho­dzi głów­nie o to, aże­by „czło­wiek sta­wał się co­raz bar­dziej czło­wie­kiem — o to, aże­by bar­dziej »był«, a nie tyl­ko wię­cej »miał« — aże­by po­przez wszyst­ko, co »ma«, co »po­sia­da«, umiał bar­dziej i peł­niej być czło­wie­kiem — to zna­czy, że­by rów­nież umiał bar­dziej »być« nie tyl­ko »z dru­gi­mi«, ale tak­że i »dla dru­gich«”. Po­znań, 1997 r.

 

Św. Jan Pa­weł II

 

Każdy z nas wezwany jest do mocnej wiary w Chrystusa

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

W Ewan­ge­lii (Mt 16,13–20) znaj­du­je­my słyn­ny frag­ment, cen­tral­ny w opi­sie św. Ma­te­usza, w któ­rym Szy­mon, w imie­niu Dwu­na­stu, wy­znał swo­ją wia­rę w Je­zu­sa ja­ko „Chry­stu­sa, Sy­na Bo­ga ży­we­go”. A Je­zus na­zy­wa Szy­mo­na „bło­go­sła­wio­nym” ze wzglę­du na je­go wia­rę, uzna­jąc w niej szcze­gól­ny dar Oj­ca, i mó­wi mu: „Ty je­steś Piotr (czy­li Ska­ła), i na tej Ska­le zbu­du­ję Ko­ściół mój”. (...) W Bi­blii ter­min „ska­ła”, od­no­si się do Bo­ga. Je­zus przy­pi­su­je go Szy­mo­no­wi, nie ze wzglę­du na je­go ludz­kie ce­chy czy za­słu­gi, ale ze wzglę­du na je­go au­ten­tycz­ną i moc­ną wia­rę, któ­ra po­cho­dzi z wy­so­ka. Je­zus od­czu­wa w swo­im ser­cu wiel­ką ra­dość, po­nie­waż roz­po­zna­je w Szy­mo­nie rę­kę Oj­ca, dzia­ła­nie Du­cha Świę­te­go.

Uzna­je, że Bóg Oj­ciec dał Szy­mo­no­wi wia­rę „nie­za­wod­ną”, na któ­rej On, Je­zus, bę­dzie mógł zbu­do­wać swój Ko­ściół, to zna­czy swo­ją wspól­no­tę, to zna­czy nas wszyst­kich. Za­my­słem Je­zu­sa jest po­wo­ła­nie do ży­cia swe­go Ko­ścio­ła, lu­du bu­do­wa­ne­go już nie na pod­sta­wie po­cho­dze­nia, ale na wie­rze, a mia­no­wi­cie re­la­cji z Nim sa­mym, re­la­cji mi­ło­ści i za­ufa­nia. (...) Bra­cia i sio­stry, to co wy­da­rzy­ło się w spo­sób wy­jąt­ko­wy w św. Pio­trze, dzie­je się tak­że w każ­dym chrze­ści­ja­ni­nie, któ­ry roz­wi­ja szcze­rą wia­rę w Je­zu­sa Chry­stu­sa, Sy­na Bo­ga ży­we­go.

Ewan­ge­lia wzy­wa do od­po­wie­dzi rów­nież każ­de­go z nas. Ja­ka jest two­ja wia­ra? Niech każ­dy da od­po­wiedź w swym ser­cu. Ja­ka jest two­ja wia­ra? Ja­ki­mi Pan znaj­du­je na­sze ser­ca? Czy jest to ser­ce moc­ne jak ska­ła, czy też ser­ce na pia­sku, to zna­czy wąt­pią­ce, po­dejrz­li­we, nie­do­wie­rza­ją­ce? War­to, aby­śmy dziś o tym po­my­śle­li.

Je­że­li Pan znaj­dzie w na­szym ser­cu wia­rę, nie po­wiem do­sko­na­łą, ale szcze­rą, wte­dy wi­dzi On tak­że w nas ży­we ka­mie­nie, któ­ry­mi moż­na zbu­do­wać Je­go wspól­no­tę. Ka­mie­niem pod­sta­wo­wym tej wspól­no­ty jest Chry­stus, ka­mie­niem wę­giel­nym i wy­jąt­ko­wym.

(...) Mó­dl­my się do Bo­ga za wsta­wien­nic­twem Dzie­wi­cy Ma­ryi, mó­dl­my się do Nie­go, aby ob­da­ro­wał nas ła­ską od­po­wie­dze­nia szcze­rym ser­cem: „Ty je­steś Chry­stus, Syn Bo­ga ży­we­go”. (...)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek,

Wa­ty­kan, 24.08.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Po wie­lu już la­tach ob­ser­wo­wa­nia te­go świa­ta mam co­raz więk­szą pew­ność, że po­ru­sza­nie nie­mal każ­de­go te­ma­tu po­win­no po­prze­dzać przy­po­mnie­nie jed­nej z naj­waż­niej­szych prawd wia­ry: Pan Bóg chce na­sze­go szczę­ścia i da­je wszyst­ko, co umoż­li­wia nam osią­gnię­cie te­go ce­lu. W świe­tle te­go zda­nia wszyst­ko wi­dzi­my pra­wi­dło­wo – i na lu­dzi uczy­my się pa­trzeć tak, jak wi­dzi ich Bóg, i w każ­dym wy­da­rze­niu po­tra­fi­my do­strzec ta­kie roz­wią­za­nia, któ­re pro­wa­dzą do do­bra. Ale mu­si­my rów­nież pa­mię­tać, że do­bro to nie to sa­mo co chwi­lo­wa przy­jem­ność. Ow­szem, speł­nie­nie do­bra, spo­tka­nie z do­brem jest przy­jem­ne, a na­wet ra­do­sne, ale – jak te­go za­pew­ne wie­lo­krot­nie do­świad­czy­li­ście – dro­ga do do­bra wy­ma­ga wy­rze­czeń, dys­cy­pli­ny, sa­mo­za­par­cia. Chy­ba naj­le­piej to zi­lu­stro­wał św. Pa­weł, pi­sząc: „Każ­dy, któ­ry sta­je do za­pa­sów, wszyst­kie­go so­bie od­ma­wia; oni, aby zdo­być prze­mi­ja­ją­cą na­gro­dę, my zaś nie­prze­mi­ja­ją­cą” (1 Kor 9, 25). Bar­dzo lu­bi­łem uczyć re­li­gii w kla­sach spor­to­wych – tam wszy­scy wie­dzie­li, że bez wy­sił­ku wy­ni­ku nie da się po­pra­wić, że bez pra­cy nie bę­dzie zwy­cię­stwa.

We­dług na­szej wia­ry naj­waż­niej­szą, moż­na by po­wie­dzieć zu­peł­nie wy­star­cza­ją­cą jest współ­pra­ca z ła­ską, któ­rą do­sta­je­my od Stwór­cy i Zba­wi­cie­la. Ła­skę otrzy­mu­je każ­dy: ochrzcze­ni – ła­skę wia­ry i moż­li­wość wzra­sta­nia w wie­rze, nie­ochrz­cze­ni – ła­skę cie­ka­wo­ści i po­szu­ki­wa­nia do­bra, pięk­na, sen­su ży­cia. I jesz­cze te ła­ski uczyn­ko­we: na­tchnie­nia, by za­uwa­żyć i pod­jąć do­bro, ła­skę wier­no­ści i cier­pli­wo­ści, by speł­nić obiet­ni­ce itd.

Tu do­cho­dzi­my do te­ma­tu, ja­ki dziś po­dej­mu­je­my w no­wym nu­me­rze „Dro­giˮ: jest w nas pew­na sprzecz­ność mię­dzy do­brym za­mia­rem a bra­kiem wy­trwa­ło­ści, któ­ry prze­szka­dza w osią­gnię­ciu wy­zna­czo­ne­go ce­lu. Ro­dzi się stres. Od­bie­ra­my go zwy­kle jak coś nie­przy­jem­ne­go, ale mą­drość Bo­ska i ludz­ka po­ma­ga w każ­dej nie­przy­jem­nej sy­tu­acji za­uwa­żać wyj­ście. W stro­nę do­bra.

Mó­wiąc o stre­sie, mo­że­my szu­kać je­go przy­czy­ny, cza­sem na­wet da się ją w pro­sty spo­sób usu­nąć. Za­wsze jed­nak mo­że­my zna­leźć coś do­bre­go, do cze­go mo­że nas do­pro­wa­dzić mą­dre i doj­rza­łe prze­ży­wa­nie stre­su. Zna­la­złem na­wet w hi­sto­rii pe­da­go­gi­ki ta­ką de­fi­ni­cję wy­cho­wa­nia (w tym sa­mo­wy­cho­wa­nia): „Czło­wiek wzra­sta, sta­je się co­raz doj­rzal­szy, gdy na­uczy się (gdy na­uczy­my go) mą­dre­go roz­wią­zy­wa­nia każ­de­go stre­su”.

Ży­czę te­go i Wam

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Dobrze mieć kumpla

Dziś, gdy mo­da na „cho­dze­nie ze so­bą” za­czy­na się już od pod­sta­wów­ki, war­to pa­mię­tać o jed­nym pro­stym fak­cie: dziew­czy­ny, do­brze mieć kum­pla. Chło­pa­ki, ma­cie kum­pe­lę?

Kum­pel al­bo kum­pe­la prze­ciw­nej płci to ktoś, z kim mo­że­my czuć się do­brze, swo­bod­nie, ko­go po pro­stu lu­bi­my, ale nie usi­łu­je­my po­ka­zać się z naj­lep­szej stro­ny. Ktoś, ko­go po­zna­je­my i ko­mu po­zwa­la­my po­znać sie­bie – w co­dzien­nych sy­tu­acjach czy dzię­ki wspól­ne­mu hob­by. Ktoś do tań­ca i do ró­żań­ca. Ktoś, kto po­ma­ga nam zro­zu­mieć, jak wi­dzi świat ta dru­ga płeć. Cza­sem za­ska­ku­je nas zu­peł­nie in­ny ję­zyk, cza­sem in­na per­spek­ty­wa – in­nym ra­zem z ko­lei wi­dzi­my, jak bar­dzo je­ste­śmy do sie­bie po­dob­ni.

foto_01-03_15-16-2014

Kum­pel lub kum­pe­la da­ją nam jesz­cze je­den bar­dzo cen­ny pre­zent. Kto kie­dy­kol­wiek miał praw­dzi­we­go kum­pla, ni­gdy nie za­cznie pa­trzeć na przed­sta­wi­cie­li prze­ciw­nej płci tyl­ko ja­ko na obiek­ty po­żą­da­nia. Ni­by to oczy­wi­ste, jed­nak wie­le osób ma pro­blem ze zbu­do­wa­niem głęb­szej re­la­cji wła­śnie przez ste­reo­ty­po­we po­strze­ga­nie osób prze­ciw­nej płci. A gdy pa­trzy­my przez ste­reo­ty­py, nie wi­dzi­my czło­wie­ka, nie ma­my szan­sy na­praw­dę go po­znać.

Pu­łap­ki dam­sko-mę­skiej przy­jaź­ni

Cho­ciaż kum­pel­ska re­la­cja z oso­bą prze­ciw­nej płci ma wie­le za­let, nie­któ­rzy się jej bo­ją. Ma­cie już swo­je zda­nie w dys­ku­sji pt. „Czy moż­li­wa jest przy­jaźń dam­sko-mę­ska”? Jed­ni twier­dzą, że ow­szem, jest moż­li­wa i da­je du­żo ra­do­ści obu stro­nom. In­ni prze­ciw­nie, uwa­ża­ją, że ab­so­lut­nie nie, gdyż prę­dzej czy póź­niej ktoś się w kimś za­ko­cha, a wte­dy klops. Jak my­śli­cie, da się czy nie?

Ja my­ślę, że się da – na­wet gdy­by w pew­nym mo­men­cie któ­raś ze stron roz­wa­ża­ła po­głę­bie­nie re­la­cji, waż­na jest ja­sność i szcze­rość. Pró­bą doj­rza­ło­ści ta­kiej re­la­cji jest re­ak­cja na to, że przy­ja­ciel za­cznie z kimś „cho­dzić”. Czy po­tra­fi­my się tro­chę usu­nąć i zro­bić prze­strzeń dla tam­tej re­la­cji? Czy je­ste­śmy otwar­ci na po­zna­nie no­wej, waż­nej dla nie­go oso­by? Po eta­pach przej­ścio­wych mo­że się oka­zać, że sta­nie­my się nie dwój­ką, ale czwór­ką przy­ja­ciół – ta­kich, któ­rzy prze­szli pró­bę cza­su i kry­zy­sy, a to na­praw­dę cen­ne.

Gdy jed­nak za­iskrzy

Rze­czy­wi­ście mo­że się jed­nak zda­rzyć, że w tan­de­mie przy­ja­ciół jed­na z osób „po­czu­je mię­tę”. Mo­że to być po­czą­tek bar­dzo trud­ne­go do­świad­cze­nia. Je­śli dru­ga oso­ba nie od­wza­jem­ni tych uczuć, mo­że się wkraść roz­cza­ro­wa­nie i po­czu­cie od­rzu­ce­nia – a cza­sem po pro­stu żal, że przez „głu­pie uczu­cie” roz­pad­nie się coś, co dla oboj­ga by­ło du­żą war­to­ścią. W ta­kiej sy­tu­acji nie da się unik­nąć cier­pie­nia, i to z obu stron. Po­móc mo­że mak­sy­mal­na szcze­rość i sza­cu­nek za­rów­no do sa­me­go sie­bie, jak i dru­giej oso­by.

Ale prze­cież mo­że się oka­zać, że dru­ga oso­ba za­ry­zy­ku­je przej­ście na in­ny po­ziom re­la­cji (z kum­pel­skie­go na dziew­czy­na – chło­pak). Mo­że sa­ma to roz­wa­ża­ła. Mo­że po po­cząt­ko­wym szo­ku uzna, że war­to spró­bo­wać. Mo­że spoj­rzy na przy­ja­cie­la no­wy­mi ocza­mi – i do­strze­że w nim coś, cze­go do tej po­ry nie wi­dzia­ła, a co bar­dzo ce­ni­ła w płci prze­ciw­nej. Z mo­ich ob­ser­wa­cji wy­ni­ka, że gdy to się uda, że gdy obie przy­jaź­nią­ce się oso­by „zła­pią iskrę”, to po­wsta­je bar­dzo uda­ny, uszczę­śli­wia­ją­cy zwią­zek. Bo: zna­ją się jak ły­se ko­nie, lu­bią ze so­bą być, ufa­ją so­bie, ty­le ich łą­czy i jesz­cze są za­ko­cha­ni. Nie mu­szą nic uda­wać, nic so­bie udo­wad­niać, mo­gą sku­pić się na bu­do­wa­niu re­la­cji. Przy­jaźń po­prze­dza­ją­ca zwią­zek pro­cen­tu­je szczę­ściem i po­ro­zu­mie­niem przez wie­le lat, mo­że na­wet na za­wsze?

Pod­su­mo­wu­jąc: do­brze mieć kum­pla. Wcho­dząc w re­la­cję co praw­da tro­chę ry­zy­ku­je­my, ale wie­le mo­że­my zy­skać. Więc żyj­my od­waż­nie i nie bój­my się kum­plo­wać!

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Nie możemy milczeć o tym, co widzieliśmy

Re­pre­sje wo­bec chrze­ści­jan ko­ja­rzą się ra­czej z po­chod­nia­mi Ne­ro­na i Ko­lo­seum peł­nym lwów niż współ­cze­sny­mi prze­ja­wa­mi agre­sji i nie­to­le­ran­cji. Sa­ma nie­to­le­ran­cja ko­ja­rzo­na jest głów­nie z ak­ta­mi do­ko­ny­wa­ny­mi wo­bec mniej­szo­ści – jak się jed­nak oka­zu­je, dys­kry­mi­na­cja mo­że ra­nić tak­że gru­py sta­no­wią­ce zde­cy­do­wa­ną więk­szość spo­łe­czeń­stwa. Jed­nak brak sza­cun­ku wo­bec chrze­ści­jan w Eu­ro­pie, któ­ra pod zna­kiem krzy­ża roz­wi­ja­ła się przez dłu­gie stu­le­cia, jest dziś fak­tem.

Dys­kry­mi­na­cja chrze­ści­jan przy­bie­ra obec­nie roz­ma­ite for­my, od wan­da­li­zmu, wła­mań i pod­pa­leń, przez nie­to­le­ran­cję ze stron in­nych re­li­gii i biu­ro­kra­cji, po ogra­ni­cza­nie wol­no­ści sło­wa, zgro­ma­dzeń i praw ro­dzi­ciel­skich. W la­tach 1992–1996 w Nor­we­gii do­szło do po­nad 50 prób pod­pa­leń za­byt­ko­wych drew­nia­nych ko­ścio­łów słu­po­wych, a 18 świą­tyń zo­sta­ło do­szczęt­nie znisz­czo­nych. Tym­cza­sem wciąż moż­na tam ku­pić tzw. kir­ke­brann, czy­li czar­ne świecz­ki w kształ­cie ko­ścio­ła, dzię­ki któ­rym – jak gło­si re­kla­ma – „mo­żesz speł­nić swo­je black­me­ta­lo­we fan­ta­zjeˮ.

foto_01-02_15-16-2014

Po­ni­żej znaj­du­ją się wy­bra­ne frag­men­ty z ra­por­tu nie­za­leż­nej au­striac­kiej or­ga­ni­za­cji Ob­se­rva­to­ry on In­to­le­ran­ce and Di­scri­mi­na­tion aga­inst Chri­stians in Eu­ro­pe (Ob­ser­wa­to­rium nie­to­le­ran­cji i dys­kry­mi­na­cji chrze­ści­jan w Eu­ro­pie) na rok 2013, oraz przy­pa­dek z ro­ku 2014. Ob­ser­wa­to­rium ma sie­dzi­bę we Wied­niu i udo­stęp­nia wy­ni­ki swo­ich ba­dań na stro­nie in­ter­ne­to­wej (www.intoleranceagainstchristians.eu).

Sty­czeń 2013, Wiel­ka Bry­ta­nia:

W szpi­ta­lu w Exe­ter ad­mi­ni­stra­cja za­ka­za­ła pie­lę­gniar­ce no­sze­nia krzy­ży­ka na szyi, któ­ry to­wa­rzy­szył jej co­dzien­nie przez 30 lat pra­cy za­wo­do­wej. Ko­bie­ta od­mó­wi­ła, po czym od­wo­ła­ła się do od­po­wied­niej in­stan­cji, po­wo­łu­jąc się na przy­słu­gu­ją­ce mu­zuł­man­kom przy­zwo­le­nie no­sze­nia hi­dża­bu (stro­ju na­ka­za­ne­go przez pra­wo re­li­gij­ne), jed­nak ta ar­gu­men­ta­cja zo­sta­ła od­rzu­co­na. Try­bu­nał Pra­cy uznał de­cy­zję ad­mi­ni­stra­cji szpi­ta­la za „nie­no­szą­cą prze­ja­wów dys­kry­mi­na­cji”, ja­ko że dłu­gość łań­cusz­ka nie speł­nia­ła wy­mo­gów BHP.

Ma­rzec 2013, Wło­chy:

Do ko­ścio­ła św. Ty­mo­te­usza w Ter­mo­li nad Ad­ria­ty­kiem we­szło dwóch mło­dych męż­czyzn uda­ją­cych wier­nych. Kie­dy zo­sta­li sa­mi w świą­ty­ni, ukra­dli ho­stie i po­świę­co­ne przed­mio­ty z ta­ber­na­ku­lum, uprzed­nio do­ko­naw­szy nad ni­mi świę­to­krad­czych czy­nów. Sta­ło się to 21 mar­ca, co po­kry­wa się w sa­ta­ni­stycz­nym ka­len­da­rzu z „dru­gą no­cą sa­ba­tu”.

Kwie­cień 2013, Wło­chy:

W no­cy z Wiel­kiej So­bo­ty na Wiel­ką Nie­dzie­lę na dzie­dziń­cu ko­ścio­ła San­ta Ma­ria As­sun­ta w Ca­or­so w pół­noc­nych Wło­szech po­ja­wi­ło się graf­fi­ti przed­sta­wia­ją­ce sa­ta­ni­stycz­ne pen­ta­gra­my, wo­kół któ­rych po­usta­wia­no czer­wo­ne świe­ce. Zna­le­zio­no tak­że przy­bi­tą do drzwi ho­stię, opa­trzo­ną na­pi­sem „Ani­ma­te va­cu­um” (czy­li „pu­sta du­szaˮ).

Kwie­cień 2013, Wiel­ka Bry­ta­nia:

Nick Wil­liam­son, chrze­ści­jań­ski wła­ści­ciel dru­kar­ni w Ir­lan­dii Pół­noc­nej od­mó­wił dru­ku ma­ga­zy­nu o te­ma­ty­ce ho­mo­sek­su­al­nej, za co gro­żo­no mu po­zwa­niem do są­du. Tłu­ma­czy on, że wy­ko­na­nie te­go zle­ce­nia by­ło­by nie­zgod­ne z je­go wia­rą. Jed­nak­że re­dak­tor cza­so­pi­sma My­Gay­Zi­ne, Dan­ny Ton­ner, skon­tak­to­wał się już z rad­cą praw­nym i wniósł spra­wę do Ko­mi­sji Rów­no­ści Ir­lan­dii Pół­noc­nej.

Maj 2013, Szwe­cja:

Zgo­da ro­dzi­ców nie jest wy­ma­ga­na pod­czas po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji o prze­pro­wa­dze­niu abor­cji przez nie­let­nich. Roz­głos zdo­by­ła spra­wa je­de­na­sto­let­niej dziew­czyn­ki, któ­ra bez zgo­dy ro­dzi­ców pod­da­ła się dwóm za­bie­gom prze­rwa­nia cią­ży w krót­kim od­stę­pie cza­su. Par­la­men­tar­ny Rzecz­nik Praw Oby­wa­tel­skich stwier­dził, że spra­wa za­szła za da­le­ko: „To oczy­wi­ste, że dziec­ko w tym wie­ku (11 lat) nie jest na ty­le doj­rza­łe, by sa­mo­dziel­nie roz­wa­żyć kon­se­kwen­cje abor­cji”.

Wrze­sień 2013, Niem­cy:

Po­li­ty­cy ber­liń­skiej dziel­ni­cy Kreu­zberg za­ka­za­li świę­to­wa­nia Bo­że­go Na­ro­dze­nia w miej­scach pu­blicz­nych i na dro­gach, jak rów­nież umiesz­cza­nia tam de­ko­ra­cji czy or­ga­ni­za­cji jar­mar­ków świą­tecz­nych, aby nie dys­kry­mi­no­wać mu­zuł­mań­skiej mniej­szo­ści. Cho­in­ki moż­na bę­dzie usta­wiać je­dy­nie w miej­scach wy­zna­czo­nych przez wła­dze.

Paź­dzier­nik 2013, Hisz­pa­nia:

W ka­to­lic­kiej ba­zy­li­ce ka­te­dral­nej Nu­estra Se­ño­ra del Pi­lar w Sa­ra­gos­sie pod­ło­żo­no bom­bę – eks­plo­do­wa­ła mię­dzy or­ga­na­mi a rzę­da­mi ła­wek. Po­li­cja ewa­ku­owa­ła ko­ściół i po­ło­żo­ny przed nim plac. Lo­kal­ne źró­dła po­dej­rze­wa­ją eks­tre­mi­stycz­ną gru­pę le­wi­co­wą o zor­ga­ni­zo­wa­nie i prze­pro­wa­dze­nie ata­ku. Te przy­pusz­cze­nia po­twier­dza graf­fi­ti na po­bli­skim mu­rze, przed­sta­wia­ją­ce za­kry­tą po­stać trzy­ma­ją­cą bom­bę oraz na­pis „To na­sza ofia­ra”. Był to pierw­szy atak na ba­zy­li­kę w Sa­ra­gos­sie od cza­sów hisz­pań­skiej woj­ny do­mo­wej.

Li­sto­pad 2013, Niem­cy:

Chrze­ści­jań­ski pro­test prze­ciw­ko dys­kry­mi­na­cji chrze­ści­jan w Ko­lo­nii zo­stał prze­rwa­ny przez gru­pę mu­zuł­ma­nów. Wy­krzy­ki­wa­li oni ob­raź­li­we ko­men­ta­rze wo­bec uczest­ni­ków pro­te­stu, uszko­dzi­li tak­że mi­kro­fo­ny i gło­śni­ki. Kil­ka osób zo­sta­ło za­ata­ko­wa­nych i po­bi­tych. Po­li­cja przez dłu­gi czas nie re­ago­wa­ła, na­ra­ża­jąc uczest­ni­ków na szko­dy – wkro­czy­ła do­pie­ro po agre­sji wo­bec ka­me­rzy­sty.

Gru­dzień 2013, Fran­cja:

Na pro­fi­lu fa­ce­bo­oko­wym gru­py fe­mi­ni­stycz­nej Fe­men Fran­ce ja­ko wy­raz pro­te­stu prze­ciw­ko chrze­ści­jań­skim kam­pa­niom pro-li­fe po­ja­wił się ko­mu­ni­kat „Znieść na­ro­dzi­ny Je­zu­sa”. Do wia­do­mo­ści za­łą­czo­no zdję­cie przed­sta­wia­ją­ce ak­ty­wist­ki Fe­men pod­czas hap­pe­nin­gu przed ka­te­drą Ma­drid w Pa­ry­żu. Jed­na z nich, prze­bra­na na wzór Ma­ryi, klę­cza­ła to­pless przed wej­ściem do ka­te­dry, krzy­cząc pro­abor­cyj­ne ha­sła, pod­czas gdy dwie in­ne wy­le­wa­ły bu­tel­ki pły­nu przy­po­mi­na­ją­ce­go krew na chod­nik do­oko­ła. Ak­cja zwią­za­na by­ła z ob­ra­da­mi par­la­men­tu w Hisz­pa­nii, któ­ry te­go dnia miał za­de­cy­do­wać o de­le­ga­li­za­cji abor­cji w tym kra­ju.

Lu­ty 2014, Hisz­pa­nia:

Gru­pa trzy­dzie­stu mło­dych ak­ty­wi­stów wtar­gnę­ła do ko­ścio­ła San Mi­qu­el de Pal­ma na Ma­jor­ce pod­czas od­pra­wia­nia Mszy Świę­tej, nio­sąc ze so­bą trans­pa­rent z na­pi­sem „Ró­żań­ce precz od na­szych jaj­ni­ków” i krzy­cząc pro­abor­cyj­ne ha­sła. Był to pro­test wo­bec zmian praw­nych do­ty­czą­cych de­le­ga­li­za­cji abor­cji.

Ra­port wy­mie­nia tak­że m.in.: „De­ka­pi­ta­cję fi­gu­ry Ma­ryi w Ba­ri”, „Atak na ar­cy­bi­sku­pa Bruk­se­li, An­dre Le­onar­da”, „An­ty­chrze­ści­jań­ski in­cy­dent pod­czas pro­ce­sji Bo­że­go Cia­ła w Lyonie”, „Pró­bę usu­nię­cia Bo­ga z hym­nu na­ro­do­we­go Szwaj­ca­rii”, „Na­pad uzbro­jo­nych męż­czyzn na klasz­tor w Au­strii” oraz „Wtar­gnię­cie na­giej ko­bie­ty na głów­ny oł­tarz ka­te­dry w Ko­lo­nii pod­czas ce­le­bra­cji bo­żo­na­ro­dze­nio­wej Mszy Świę­tej”. Cał­ko­wi­ta licz­ba przy­pad­ków opi­sa­nych w ra­por­cie to 241 prze­ja­wów wan­da­li­zmu, nie­to­le­ran­cji i ogra­ni­cza­nia wol­no­ści oso­bi­stej, zaś na stro­nie or­ga­ni­za­cji moż­na od­na­leźć do­ku­men­ta­cję po­nad 1300 spraw.

Przy­pad­ki nie­to­le­ran­cji wo­bec chrze­ści­jan i bra­ku sza­cun­ku dla wia­ry do­ty­czą tak­że Pol­ski – wy­star­czy wspo­mnieć pod­pa­le­nie za­byt­ko­we­go drew­nia­ne­go ko­ścio­ła na kra­kow­skiej Wo­li Ju­stow­skiej, czy też kra­dzie­że do­ko­ny­wa­ne na spo­rą ska­lę w be­skidz­kich cer­kwiach. W ten spo­sób ze świą­ty­ni w Ba­łu­cian­ce na Pod­kar­pa­ciu zgi­nę­ły dwie iko­ny przed­sta­wia­ją­ce Mat­kę Bo­żą, a iko­no­stas w Tu­rzań­sku po­zba­wio­no dwu­na­stu prazd­ni­ków, czy­li ikon przed­sta­wia­ją­cych naj­waż­niej­sze świę­ta ro­ku li­tur­gicz­ne­go.

Zgod­nie ze sło­wa­mi pa­pie­ża Fran­cisz­ka, któ­re wy­po­wie­dział w ho­mi­lii 6 kwiet­nia 2013 ro­ku, „Chrze­ści­ja­nie są prze­śla­do­wa­ni za swo­ją wia­rę. W nie­któ­rych kra­jach cze­ka ich ka­ra za sam fakt no­sze­nia krzy­ża. Dziś, w dwu­dzie­stym pierw­szym wie­ku, nasz Ko­ściół jest Ko­ścio­łem mę­czen­ni­ków, tych, któ­rzy po­wta­rza­ją za Pio­trem i Ja­nem: »Nie mo­że­my mil­czeć o tym, co wi­dzie­li­śmy«. To wła­śnie da­je nam si­łę, si­łę po­trzeb­ną do da­wa­nia świa­dec­twa ży­cia i wia­ry, da­rów, któ­re otrzy­ma­li­śmy, któ­re każ­dy czło­wiek do­stał od Bo­gaˮ.

 

Oprac. MS

Na pod­sta­wie Re­port 2013 on In­to­le­ran­ce aga­inst Chri­stians in Eu­ro­pe

 

 

Pancerniacy generała Maczka

1 Dy­wi­zja Pan­cer­na pod wy­pró­bo­wa­nym do­wódz­twem gen. Macz­ka okry­ła się sła­wą na po­lach Nor­man­dii i ode­gra­ła wy­bit­ną ro­lę w wiel­kiej bi­twie, któ­ra po­zo­sta­nie w pa­mię­ci ludz­kiej ja­ko jed­na z naj­świet­niej­szych ope­ra­cji wo­jen­nych uwień­czo­na znisz­cze­niem 7 ar­mii nie­miec­kiej” – pi­sał w roz­ka­zie Na­czel­ny Wódz gen. Ka­zi­mierz Sosn­kow­ski po bi­twie pod Fa­la­ise, 22 sierp­nia 1944 ro­ku.

Ge­ne­rał Sta­ni­sław Ma­czek był do­wód­cą pierw­szej w Woj­sku Pol­skim bry­ga­dy pan­cer­no-mo­to­ro­wej. Ja­ko 10 Bry­ga­da Ka­wa­le­rii Pan­cer­nej za­da­ła ona cięż­kie stra­ty 2 Dy­wi­zji Nie­miec­kiej w cza­sie woj­ny we wrze­śniu 1939 ro­ku pod Jor­da­no­wem i Wy­so­ką w Kra­kow­skiem. Od­two­rzo­na w 1940 ro­ku, wal­czy­ła we Fran­cji. Po jej ka­pi­tu­la­cji zo­sta­ło zor­ga­ni­zo­wa­na przez gen. Macz­ka w Szko­cji ja­ko 1 Dy­wi­zja Pan­cer­na.

Słyn­na Ma­czu­ga – Mont Or­mel – z czoł­giem „Sher­ma­nem” na­zwa­nym cześć pol­skie­go do­wód­cy „Gen. Ma­czek”. Fot. J. Sza­rek

Na po­cząt­ku lip­ca 1944 ro­ku Po­la­cy w skła­dzie II Kor­pu­su Ka­na­dyj­skie­go wy­lą­do­wa­li w Nor­man­dii. Mie­siąc póź­niej roz­po­czę­ła się bi­twa pod Fa­la­ise. Do po­ło­wy sierp­nia 1 Dy­wi­zja zdo­ła­ła prze­ła­mać głów­ną po­zy­cję obro­ny sta­wia­ją­cych za­cie­kły opór Niem­ców. Na do­da­tek pol­scy żoł­nie­rze zo­sta­li przez po­mył­kę dwa ra­zy zbom­bar­do­wa­ni przez lot­nic­two alianc­kie. Znad rze­ki La­ison Dy­wi­zja roz­po­czę­ła oskrzy­dla­nie wro­ga, opa­no­wu­jąc Cham­bo­is i Mont Or­mel, dzię­ki cze­mu za­mknę­ła je­dy­ny wę­zeł ko­mu­ni­ka­cyj­ny umoż­li­wia­ją­cy Niem­com wy­do­sta­nie się z okrą­że­nia. W na­stęp­nych dniach, do 19 sierp­nia, Po­la­cy od­pie­ra­li de­spe­rac­kie ata­ki sze­ściu nie­przy­ja­ciel­skich dy­wi­zji, pró­bu­ją­cych za wszel­ką ce­nę od­bić ten waż­ny punkt.

Gen. Stanisław Maczek spoczął wśród swych żołnierzy na Polskim Cmentarzu Wojskowym w Bredzie. Fot. J. Szarek
Gen. Sta­ni­sław Ma­czek spo­czął wśród swych żoł­nie­rzy na Pol­skim Cmen­ta­rzu Woj­sko­wym w Bre­dzie. Fot. J. Sza­rek

Żoł­nie­rze by­li pie­kiel­nie zmę­cze­ni. Sie­dem dni bez­u­stan­nych walk i pięć no­cy bez­sen­ne­go czu­wa­nia i mar­szów mu­sia­ły zro­bić swo­je. Do­wód­cy na­ka­za­li uży­cie pa­sty­lek ben­ze­dry­no­wych na pod­trzy­ma­nie bez­sen­no­ści… Ale im wię­cej zmę­cze­nia, im wię­cej nie­prze­spa­nych no­cy im wię­cej ognia, im częst­sze ata­ki Niem­ców – tym więk­sza za­cię­tość i de­ter­mi­na­cja żoł­nie­rzy l Dy­wi­zji Pan­cer­nej na Co­ude­hard i pod Cham­bo­is… 56 go­dzin spę­dzo­nych w czoł­gu lub jak w pie­cho­cie w nie­wiel­kiej ja­mie w zie­mi, w dusz­nym smro­dzie gni­ją­cych tru­pów i ga­zów po­wy­bu­cho­wych, bez moż­no­ści zry­wu, w go­rą­cu wież roz­grza­nych pra­cą sil­ni­ka (dla utrzy­ma­nia pra­cy ra­dia) i w upa­le sierp­nio­wym, czę­sto z tru­pem ko­le­gi w czoł­gu, któ­re­go na­stęp­nie wy­rzu­ca­ło się jak psa na ze­wnątrz, aby roz­kła­dał się na zie­mi – oto wa­run­ki tej pie­kiel­nej wal­ki… Po­nad ty­mi prze­ży­cia­mi gó­ro­wa­ła jed­nak ab­so­lut­na pew­ność. Niem­cy nie przej­dą za­nim nie wy­bi­ją wszyst­kich obroń­ców Ma­czu­gi i Cham­bo­is. Aby zwy­cię­żyć mu­sie­li­by za­bić wszyst­kich” – wspo­mi­nał płk Sta­ni­sław Ko­szut­ski, któ­ry już ja­ko gim­na­zja­li­sta, uciekł ze szko­ły, aby w 1914 ro­ku za­cią­gnąć się do Le­gio­nów Jó­ze­fa Pił­sud­skie­go.

Utrzy­ma­nie po­zy­cji przez gen. Macz­ka po­zwo­li­ło alian­tom od­nieść cał­ko­wi­te zwy­cię­stwo pod Fa­la­ise. 1 Dy­wi­zja Pan­cer­na prze­szła da­lej szlak bo­jo­wy z 1 Ar­mią Ka­na­dyj­ską przez Bel­gię i Ho­lan­dię, gdzie zdo­by­ła mia­sto i port śród­lą­do­wy – Bre­dę. Jej miesz­kań­cy nada­li pol­skiej jed­no­st­ce ho­no­ro­we oby­wa­tel­stwo, dzię­ku­jąc za wy­zwo­le­nie i nie znisz­cze­nie mia­sta.

Na­stęp­nie na­si żoł­nie­rze prze­kro­czy­li Mo­zę i Ren (w Niem­czech uwol­ni­li m.in. obóz, w któ­rym prze­by­wa­ło pra­wie 2 tys. Po­lek z Ar­mii Kra­jo­wej, uczest­ni­czek po­wsta­nia war­szaw­skie­go), a 5 ma­ja 1945 ro­ku przed 1 Dy­wi­zją Pan­cer­ną ska­pi­tu­lo­wa­ła twier­dza Wil­helm­sha­ven. Po za­koń­cze­niu dzia­łań wo­jen­nych uczest­ni­czy­ła ona w oku­pa­cji Nie­miec w stre­fie bry­tyj­skiej do 1947 ro­ku.

 

Ja­ro­sław Sza­rek

 

Życie to czas, który został nam podarowany

Ży­cie to czas, któ­ry zo­stał nam po­da­ro­wa­ny i w któ­rym każ­dy z nas sta­je wo­bec wy­zwa­nia, ja­kie nie­sie sa­mo ży­cie: to wy­zwa­nie po­le­ga na zna­le­zie­niu swo­je­go ce­lu, prze­zna­cze­nia i na wal­ce o nie. Al­ter­na­ty­wą jest prze­ży­cie te­go cza­su w spo­sób po­wierz­chow­ny, „utra­ce­nieˮ ży­cia dla mar­no­ści; nie­umie­jęt­ność od­kry­cia w so­bie zdol­no­ści do do­bra i tym sa­mym tak­że dro­gi do praw­dzi­we­go szczę­ścia. Zbyt wie­lu mło­dych lu­dzi nie zda­je so­bie spra­wy, że sa­mi są w głów­nej mie­rze od­po­wie­dzial­ni za nada­nie głę­bo­kie­go sen­su wła­sne­mu ży­ciu. Ta­jem­ni­ca wol­no­ści na­le­ży do sa­mej isto­ty tej wiel­kiej przy­go­dy, ja­ką jest ży­cie do­brze prze­ży­te. Ma­ni­la, 1995 r.

Dla­cze­go po­trze­bu­je­my Chry­stu­sa? Bo Chry­stus ob­ja­wia praw­dę o czło­wie­ku, o je­go ży­ciu i prze­zna­cze­niu. Po­ka­zu­je, ja­kie jest na­sze miej­sce przed Bo­giem – ja­ko stwo­rzeń i grzesz­ni­ków, ja­ko od­ku­pio­nych przez Je­go wła­sną śmierć i zmar­twych­wsta­nie, ja­ko piel­grzy­mów do do­mu Oj­ca. Uczy nas naj­waż­niej­sze­go przy­ka­za­nia mi­ło­ści Bo­ga i bliź­nie­go. Pa­pua-No­wa Gwi­nea, 1995 r.

Mo­że od was nie bę­dzie się wy­ma­gać prze­la­nia krwi, ale wier­no­ści Chry­stu­so­wi – z pew­no­ścią tak! Wier­no­ści, któ­rą na­le­ży za­cho­wy­wać każ­de­go dnia. Mam na my­śli na­rze­czo­nych i trud­no­ści, ja­ką spra­wia w dzi­siej­szym świe­cie ży­cie w czy­sto­ści w ocze­ki­wa­niu na mał­żeń­stwo. Mam na my­śli mło­de pa­ry i pró­by, na ja­kie jest na­ra­żo­ne ich przy­rze­cze­nie wza­jem­nej wier­no­ści. Rzym, 2000 r.

Moi Dro­dzy! Po­staw­cie Eu­cha­ry­stię w cen­trum swo­je­go ży­cia oso­bi­ste­go i wspól­no­to­we­go. Ko­chaj­cie ją, ad­o­ruj­cie ją, spra­wuj­cie ją przede wszyst­kim w nie­dzie­lę, dzień Pań­ski. Żyj­cie Eu­cha­ry­stią, da­jąc świa­dec­two mi­ło­ści Bo­ga do lu­dzi. Tor Ver­ga­ta, 2000 r.

Je­zus – za­ży­ły przy­ja­ciel każ­de­go mło­de­go czło­wie­ka – ma sło­wa ży­cia. Do­wn­sview, 2002 r.

 

Św. Jan Pa­weł II

 

Bez Kościoła nie możemy być zbawieni

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

W pierw­szej ka­te­che­zie o Ko­ście­le (…) wy­szli­śmy od ini­cja­ty­wy Bo­ga, pra­gną­ce­go kształ­to­wać lud, któ­ry niósł­by Je­go bło­go­sła­wień­stwo wszyst­kim na­ro­dom zie­mi. (…) Dziś chce­my za­sta­no­wić się nad zna­cze­niem, ja­kie dla chrze­ści­ja­ni­na ma przy­na­leż­ność do te­go lu­du, o przy­na­leż­no­ści do Ko­ścio­ła.

Nie je­ste­śmy od sie­bie od­izo­lo­wa­ni i nie je­ste­śmy chrze­ści­ja­na­mi ja­ko jed­nost­ki, każ­dy z osob­na: na­szą toż­sa­mo­ścią chrze­ści­jań­ską jest przy­na­leż­ność! Je­ste­śmy chrze­ści­ja­na­mi, po­nie­waż na­le­ży­my do Ko­ścio­ła. (…) Na­sza myśl bie­gnie z wdzięcz­no­ścią przede wszyst­kim ku tym, któ­rzy nas po­prze­dzi­li i przy­ję­li w Ko­ście­le. Nikt sam nie sta­je się chrze­ści­ja­ni­nem! (…). Chrze­ści­ja­nin na­le­ży do lu­du, któ­ry przy­by­wa z da­le­ka. Chrze­ści­ja­nin na­le­ży do lu­du, któ­ry na­zy­wa się Ko­ścio­łem. Ten Ko­ściół czy­ni go chrze­ści­ja­ni­nem w dniu chrztu św. a na­stęp­nie w trak­cie ka­te­che­zy i wie­lu in­nych dzia­łań. (…) Wia­rę otrzy­ma­li­śmy od na­szych oj­ców, od na­szych przod­ków, oni jej nas na­uczy­li. Je­śli do­brze się za­sta­no­wi­my, któż wie, ile w tej chwi­li dro­gich twa­rzy przy­cho­dzi nam na myśl: mo­że to być ob­li­cze na­szych ro­dzi­ców, któ­rzy w na­szym imie­niu pro­si­li o chrzest; na­szych dziad­ków lub któ­re­goś z krew­nych, któ­rzy na­uczy­li nas czy­nie­nia zna­ku krzy­ża i od­ma­wia­nia pierw­szych mo­dlitw. (…) Otóż ta­ki jest Ko­ściół, jest wiel­ką ro­dzi­ną, w któ­rej je­ste­śmy przyj­mo­wa­ni i uczy­my się żyć ja­ko wie­rzą­cy i ja­ko ucznio­wie Pa­na Je­zu­sa.

(…)

Dro­dzy przy­ja­cie­le, pro­śmy Pa­na za wsta­wien­nic­twem Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny, Mat­ki Ko­ścio­ła o ła­skę, by­śmy ni­gdy nie po­pa­dli w po­ku­sę my­śle­nia, że mo­że­my obyć się bez in­nych, bez Ko­ścio­ła, że mo­że­my się zba­wić o wła­snych si­łach (…). Wręcz prze­ciw­nie, nie moż­na ko­chać Bo­ga, nie ko­cha­jąc na­szych bra­ci, nie moż­na ko­chać Bo­ga po­za Ko­ścio­łem; nie moż­na być w ko­mu­nii z Bo­giem, nie bę­dąc w ko­mu­nii z Ko­ścio­łem i nie mo­że­my być do­bry­mi chrze­ści­ja­na­mi, jak tyl­ko ra­zem z ty­mi wszyst­ki­mi, któ­rzy sta­ra­ją się na­śla­do­wać Pa­na Je­zu­sa, ja­ko je­den lud, jed­no cia­ło, a jest nim Ko­ściół.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 25.06.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Pa­mię­tam, że za cza­sów stu­denc­kich sier­pień ozna­czał dla mnie po­czą­tek wa­ka­cji: zwy­kle w pierw­szym wa­ka­cyj­nym mie­sią­cu sta­ra­łem się za­ro­bić tro­chę na ja­kiś wy­jazd. Jest to też mie­siąc ko­lej­nej szan­sy dla tych, któ­rym w lip­cu coś się nie uda­ło, a tak­że dla tych, któ­rzy na wła­snym przy­kła­dzie się prze­ko­na­li, że nie­prze­my­śla­ny czas wol­ny bar­dziej mę­czy niż przy­no­si wy­po­czy­nek.

Co zro­bić z tym cza­sem? Jak spę­dzić sier­pień, aby być wy­po­czę­tym i aby ko­muś (a przez to so­bie) spra­wić wie­le ra­do­ści?

Do te­go, co pi­sa­łem w lip­cu moż­na do­dać coś, co z sierp­niem się ko­ja­rzy – wspo­mnie­nie róż­nych rocz­nic (o tym w nu­me­rze) i piel­grzy­mo­wa­nie. Na pew­no in­te­re­su­ją­ce bę­dą pierw­sze pra­ce z pol­skie­go czy an­giel­skie­go, gdy opi­sze się cie­ka­we wy­ciecz­ki, spo­tka­nia z ludź­mi i miej­sca­mi, któ­re są waż­ne dla nas, Po­la­ków i ka­to­li­ków. A jesz­cze jak je wzbo­ga­ci­cie fo­to­gra­fia­mi przez sie­bie wy­ko­na­ny­mi, to wszy­scy w kla­sie na pew­no chęt­nie po­słu­cha­ją Wa­szych pre­zen­ta­cji.

Czy ktoś ma ta­kie hob­by, że fo­to­gra­fu­je przy­ro­dę? Je­śli tak, to przy­ślij­cie na mój ad­res ja­kieś pięk­ne gó­ry czy chmu­ry, kwia­ty czy owa­dy (zbjk@wp.pl z do­pi­skiem „Dro­gaˮ).

Na pew­no war­to po­świę­cić tro­chę cza­su re­flek­sji nad szko­łą – pod­po­wia­da­ją mi to ucznio­wie, z któ­ry­mi się spo­ty­kam pod­czas wa­ka­cji. Aby się jej nie bać (mo­że się przy­da ar­ty­kuł ze stron 37–38), aby by­ła cie­ka­wym wy­zwa­niem, któ­re po­ma­ga co­raz mą­drzej pa­trzeć na świat, ja­ki nas ota­cza i na lu­dzi, któ­rzy two­rzą hi­sto­rię. A mo­że spo­tka­li­ście ko­goś wy­jąt­ko­we­go? Opisz­cie to i przy­ślij­cie.

Aby nie wzy­wać do cze­goś tyl­ko teo­re­tycz­nie, opi­szę mo­je cie­ka­we lip­co­we spo­strze­że­nia. Za­raz po za­koń­cze­niu ro­ku szkol­ne­go wy­je­cha­łem ze spo­rą gru­pą ro­dzin nad je­zio­ro Bo­rów­no. Po­za wspa­nia­łym cza­sem, kie­dy to roz­ma­wia­łem z dziad­ka­mi i z wnu­ka­mi, z mło­dzie­żą i ich ro­dzi­ca­mi, spo­tka­łem tam miej­sco­we­go mło­dzień­ca, któ­ry przy­jeż­dżał co­dzien­nie ra­no z kil­ko­ma li­tra­mi ze­bra­nych przez sie­bie ja­gód. Wie­le osób ko­rzy­sta­ło z je­go ofer­ty, dzie­ci cie­szy­ły się zdro­wy­mi de­se­ra­mi, a on po­wie­dział, że bez wiel­kie­go wy­sił­ku mo­że za­ro­bić po­nad 1000 zł. A po­tem, już w War­sza­wie, spo­tka­łem się z kil­ko­ma zna­jo­my­mi ma­tu­rzy­sta­mi, któ­rzy przed piel­grzym­ką i za­pla­no­wa­nym wrze­śnio­wym wy­jaz­dem (to prze­cież naj­dłuż­sze wa­ka­cje w ży­ciu) po­ma­ga­li ja­ko kel­ne­rzy w śród­miej­skich lo­ka­lach, ćwi­cząc przy oka­zji ję­zy­ki, a zwłasz­cza an­giel­ski, bo prze­cież po­nad po­ło­wa od­wie­dza­ją­cych ta­kie miej­sca to go­ście z za­gra­ni­cy. By­łem też na fa­scy­nu­ją­cym spo­tka­niu ze stu­dent­ką, któ­ra po dwóch la­tach stu­diów po­sta­no­wi­ła rok po­świę­cić naj­uboż­szym i opo­wia­da­ła o swym wy­jeź­dzie na mi­sje.

Ży­czę rów­nie war­to­ścio­we­go spę­dze­nia cza­su!

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Nie i już!

Dla­cze­go tak czę­sto ma­my pro­blem z po­wie­dze­niem „nie”? Dla­cze­go to krót­kie sło­wo wie­lo­krot­nie nie chce przejść przez gar­dło? Od­ma­wia­nie to praw­dzi­wa sztu­ka, któ­rej uczy­my się ca­łe ży­cie. Nie każ­dy po­sia­da tę cen­ną umie­jęt­ność, któ­ra w cza­sie let­nich wy­jaz­dów mo­że być na­ra­żo­na na po­waż­ną pró­bę.

Wa­ka­cje to czas po­zna­wa­nia no­wych miejsc i lu­dzi, do­świad­cza­nia nie­zna­nych do­tąd sy­tu­acji i zda­rzeń. Wa­ka­cje to czas wy­po­czyn­ku i praw­dzi­wa fa­bry­ka wspo­mnień. Za­dbaj­my jed­nak o to, aby te wspo­mnie­nia by­ły za­wsze jak naj­lep­sze. Aby tak by­ło, nie mo­że­my zo­sta­wić w do­mu zdro­we­go roz­sąd­ku i su­mie­nia. Aser­tyw­ność jest ich waż­nym i nie­zbęd­nym na­rzę­dziem. Po­sta­wa aser­tyw­na to znacz­nie wię­cej niż mó­wie­nie „nie” – za­kła­da ona po­sza­no­wa­nie dla wła­snej opi­nii i eg­ze­kwo­wa­nie jej sta­now­czo, nie na­ru­sza­jąc przy tym praw in­nej oso­by. Aser­tyw­ność to ży­cie w zgo­dzie z sa­mym so­bą i jed­no­cze­śnie za­cho­wa­nie do­brych re­la­cji z in­ny­mi – je­śli jest to moż­li­we. Jej prze­ci­wień­stwem są za­cho­wa­nia ule­głe i agre­syw­ne.

foto_01-03_13-14-2014

Ule­głość

Ule­głość to ce­cha oso­by nie­pew­nej swe­go, po­dat­nej na wpły­wy z ze­wnątrz, nie­zde­cy­do­wa­nej, wiecz­nie nie­pew­nej, lub z ja­kie­goś po­wo­du znaj­du­ją­cej się pod pre­sją. Ta­kie oso­by są bar­dzo ła­twym łu­pem i przez swo­ją bez­rad­ność mo­gą po­zwo­lić wy­rzą­dzić so­bie du­żą krzyw­dę.

Na im­pre­zie oso­ba ule­gła mo­że bez tru­du zgo­dzić się na za­pa­le­nie pa­pie­ro­sa, wy­pi­cie al­ko­ho­lu lub spró­bo­wa­nie ja­kiej­kol­wiek in­nej używ­ki, je­śli np. zo­sta­nie o to po­pro­szo­na w to­wa­rzy­stwie, w któ­rym ta­kie za­cho­wa­nie jest nor­mą. Nie chcąc się wy­ła­mać i być wy­klu­czo­ną, z oba­wy przed wy­śmia­niem i od­rzu­ce­niem ta­ka oso­ba zgo­dzi się na coś, co jest sprzecz­ne z jej prze­ko­na­nia­mi. Oso­by ule­głe są po­dat­ne nie tyl­ko na wpły­wy gru­py, ale tak­że osób, któ­re są dla nich waż­ne czy bli­skie. Ule­gła dziew­czy­na praw­do­po­dob­nie zgo­dzi się „udo­wod­nić mi­łość” chło­pa­ko­wi, dla któ­re­go za­pa­ła­ła uczu­ciem, mi­mo że bę­dzie to w sprzecz­no­ści z jej su­mie­niem.

Agre­sja

Jest prze­ci­wień­stwem ule­gło­ści, ale z aser­tyw­no­ścią nie ma nic wspól­ne­go. Oso­by ma­ją­ce skłon­ność do agre­sji nie po­tra­fią pa­no­wać nad swo­im za­cho­wa­niem, każ­dą pro­po­zy­cję trak­tu­ją jak atak i prze­cho­dzą do czyn­nej obro­ny, są nad­po­bu­dli­we i nie­uf­ne wo­bec in­nych. „Nie” pa­da z ich ust bar­dzo czę­sto, ale nie ma nic wspól­ne­go z aser­tyw­no­ścią. Tym, co od­róż­nia agre­sję od aser­tyw­no­ści, jest sto­su­nek do dru­gie­go czło­wie­ka. Ce­lem za­cho­wa­nia agre­syw­ne­go jest je­dy­nie oka­za­nie sprze­ci­wu, bez uwzględ­nie­nia po­trak­to­wa­nia dru­giej oso­by. Oso­ba aser­tyw­na za­dba rów­nież o to, aby dru­giej oso­by nie ura­zić.

Od­mo­wa aser­tyw­na

Jest za­wsze stwier­dze­niem czy­tel­nym, jed­no­znacz­nym, bez­po­śred­nim, sta­now­czym i uczci­wym. U pod­staw od­mo­wy aser­tyw­nej stoi za­ło­że­nie, że za­rów­no „ja” i „ty” – roz­mów­ca je­ste­śmy na tej sa­mej po­zy­cji, nikt nie jest lep­szy: ty masz pra­wo pro­sić, ja mam pra­wo od­mó­wić. W od­mo­wie aser­tyw­nej chce­my wy­ra­zić swo­ją wo­lę, dla­te­go za­miast mó­wić „nie mo­gę”, mó­wi­my „nie chcę” lub „wo­lę te­go nie ro­bić”. Ze swo­jej od­mo­wy nie tłu­ma­czy­my się, ani nie prze­pra­sza­my, bo ma­my pra­wo od­mó­wić – za­wsze. Aby re­la­cja z dru­gą oso­bą po­zo­sta­ła nie­na­ru­szo­na mo­że­my za­sto­so­wać zmięk­czacz – np. po­in­for­mo­wać, że nie jest ci ła­two, ale mi­mo wszyst­ko od­ma­wiasz lub – je­śli jest to moż­li­we – war­to za­pro­po­no­wać wyj­ście kom­pro­mi­so­we. W przy­pad­ku roz­mów­cy na­chal­ne­go moż­na za­sto­so­wać me­to­dę zdar­tej pły­ty – po­wta­rzaj „nie”, aż do osią­gnię­cia za­mie­rzo­ne­go ce­lu.

 

 Ka­ro­li­na Po­lak