Biblia – podręcznik miłości prawdziwej

Żad­na in­na książ­ka ani księ­ga nie mó­wi o mi­ło­ści wię­cej niż Pi­smo Świę­te. W Bi­blii sło­wo mi­łość jest wie­lo­krot­nie od­mie­nio­ne przez wszyst­kie przy­pad­ki. Sko­ro pa­da ono tak czę­sto, mu­si być nie­zwy­kle waż­ne w oczach Bo­ga. War­to przyj­rzeć się, do ja­kiej mi­ło­ści za­chę­ca nas na kar­tach Pi­sma Świę­te­go sam Je­zus.

Mi­łość Bo­ga i bliź­nie­go

Przy­ka­za­nie mi­ło­ści, jak stwier­dza sam Je­zus, jest pierw­szym spo­śród wszyst­kich. Ozna­cza to, że speł­nia­nie wszyst­kich przy­ka­zań Bo­żych, ko­ściel­nych i wszyst­kich za­sad do­ty­czą­cych po­win­no­ści chrze­ści­ja­ni­na nie ma­ją sen­su bez mi­ło­ści. Jak stwier­dza sam Je­zus, to wła­śnie mi­łość jest „do­sko­na­łym wy­peł­nie­niem pra­wa”. Je­że­li ko­cham dru­gie­go, to ni­gdy go nie okrad­nę, nie okła­mię, nie zdra­dzę, nie skrzyw­dzę. Je­śli praw­dzi­wie ko­cham Bo­ga, nikt nie bę­dzie mu­siał na­rzu­cać mi obo­wiąz­ku uczest­ni­cze­nia we Mszy Świę­tej, bo sa­ma mi­łość przy­na­gli mnie do te­go, aby z Nim prze­by­wać. Za­tem speł­nia­jąc przy­ka­za­nie mi­ło­ści, wy­peł­nia­my wszyst­kie przy­ka­za­nia i ca­łe pra­wo Bo­że.

foto_01-03_20-2014

To przy­ka­za­nie moż­na po­dzie­lić na dwie za­sad­ni­cze czę­ści: pierw­sza z nich do­ty­czy mi­ło­ści do Bo­ga, na­to­miast dru­ga mi­ło­ści do bliź­nie­go. Obie czę­ści są rów­nie waż­ne i jed­na nie mo­że funk­cjo­no­wać w peł­ni bez dru­giej. Praw­dzi­wa mi­łość Bo­ga idzie za­wsze w pa­rze z mi­ło­ścią dru­gie­go czło­wie­ka. Po­dob­nie nie moż­na praw­dzi­wie ko­chać bliź­nie­go, bez mi­ło­ści do Bo­ga.

Mi­ło­wa­nie Bo­ga, do ja­kie­go zo­bo­wią­za­ni je­ste­śmy przy­ka­za­niem, to umi­ło­wa­nie Go w każ­dy moż­li­wy spo­sób i w każ­dym zna­cze­niu: my­ślą, ser­cem i du­szą. Bliź­nie­go je­ste­śmy zo­bo­wią­za­ni ko­chać jak sa­me­go sie­bie – to po­waż­ne zo­bo­wią­za­nie, któ­re ma kon­kret­ne kon­se­kwen­cje dla na­sze­go dzia­ła­nia. Sko­ro ko­cham bliź­nie­go na rów­ni z so­bą, to ozna­cza, że mu­szę po­zbyć się wszel­kie­go ego­izmu. Po­trze­by dru­gie­go czło­wie­ka mu­szą być dla mnie na rów­ni z mo­imi wła­sny­mi. To nie­pro­ste za­da­nie, bo ja­ko lu­dzie ma­my skłon­ność do dba­nia o „wła­sne spra­wy”. Choć czę­sto ma­my dla swo­je­go za­cho­wa­nia uspra­wie­dli­wie­nie i za­miast „ego­izm” mó­wi­my „za­rad­ność”, mu­si­my mieć świa­do­mość, że nie do te­go za­chę­ca nas Je­zus. Mi­łość chrze­ści­jań­ska to do­strze­ga­nie dru­gie­go czło­wie­ka i tro­ska o je­go spra­wy na rów­ni z na­szy­mi wła­sny­mi.

Świat, w któ­rym obec­nie ży­je­my, prze­ko­nu­je, że opła­ca się być spryt­nym, że kosz­tem dru­gie­go czło­wie­ka moż­na się wzbo­ga­cić, że ist­nie­je tzw. „zdro­wy ego­izm”, że po­trze­by in­nych są waż­ne, ale tyl­ko do te­go mo­men­tu, kie­dy nie ko­li­du­ją z mo­imi po­trze­ba­mi.

Mi­łość „zna­kiem roz­po­znaw­czym” chrze­ści­ja­ni­na

Je­zus w bar­dzo wie­lu miej­scach pod­kre­śla zna­cze­nie mi­ło­ści Bo­ga i bliź­nie­go, ale war­to uświa­do­mić so­bie, że wła­śnie mi­łość ma być ce­chą cha­rak­te­ry­stycz­ną chrze­ści­ja­ni­na. Nie wy­star­czy in­te­li­gen­cja, pra­co­wi­tość, oczy­ta­nie, a na­wet po­boż­ność – tak na­praw­dę li­czy się wła­śnie mi­łość. Nie ma chrze­ści­jań­stwa bez mi­ło­ści:

Po tym wszy­scy po­zna­ją, że­ście ucznia­mi mo­imi, je­śli bę­dzie­cie się wza­jem­nie mi­ło­wa­liˮ (J 13, 35).

Mi­łość bez­wa­run­ko­wa

Mi­łość, ja­ką pro­po­nu­je nam Je­zus, nie za­wsze jest pro­sta, wy­sta­wia nas na trud­ne pró­by. Chrze­ści­ja­nin nie jest zo­bo­wią­za­ny je­dy­nie do mi­ło­ści osób przez sie­bie wy­bra­nych, nie­licz­nych, bli­skich ani na­wet so­bie obo­jęt­nych. Bóg wy­ma­ga od nas umi­ło­wa­nia swo­ich nie­przy­ja­ciół, mi­ło­ści wy­ba­cza­ją­cej i bez­wa­run­ko­wej:

Lecz po­wia­dam wam, któ­rzy słu­cha­cie: Mi­łuj­cie wa­szych nie­przy­ja­ciół; do­brze czyń­cie tym, któ­rzy was nie­na­wi­dzą; bło­go­sław­cie tym, któ­rzy was prze­kli­na­ją i mó­dl­cie się za tych, któ­rzy was oczer­nia­ją. (..) Po­nie­waż On jest do­bry dla nie­wdzięcz­nych i złych. Bądź­cie mi­ło­sier­ni, jak Oj­ciec wasz jest mi­ło­sier­nyˮ (Łk 6, 27–36).

Wzo­rem mi­ło­ści nie­przy­ja­ciół jest dla nas sam Je­zus Chry­stus, któ­ry wsta­wia się do Oj­ca za wła­sny­mi opraw­ca­mi, za ty­mi, któ­rzy ska­za­li go na po­hań­bie­nie i śmierć, mó­wiąc: „Prze­bacz im, bo nie wie­dzą, co czy­nią”.

Jak moż­na ko­chać ko­goś, kto krzyw­dzi, kto nie ma li­to­ści, kto okrut­nie za­bi­ja? To nie mie­ści się w gło­wie, nie idzie w pa­rze z tym, cze­go uczy nas świat. Tu jest od­wrot­nie – swo­ich wro­gów na­le­ży zwal­czać, nisz­czyć, po­ko­ny­wać, udo­wad­niać swo­ją wyż­szość nad ni­mi. To ta­kie bar­dzo ludz­kie, chcia­ło­by się po­wie­dzieć – na­tu­ral­ne. Nie mu­szę ko­chać ko­goś, kto nie­na­wi­dzi mnie, a z mi­ło­ści do ko­goś, kto mnie skrzyw­dził, je­stem zwol­nio­ny.

Mi­łość nie­przy­ja­ciół to jed­na z tych cech, któ­re wy­róż­nia­ją chrze­ści­jań­stwo spo­śród in­nych naj­więk­szych re­li­gii świa­ta – czy­ni je wy­zna­niem trud­nym, wy­ma­ga­ją­cym, ale i je­dy­nym praw­dzi­wym. Nie moż­na bo­wiem od­bie­rać czło­wie­ko­wi god­no­ści, na­wet gdy je­go za­cho­wa­nie jest okrut­ne. W dal­szym cią­gu jest uko­cha­nym dziec­kiem Bo­ga, a sko­ro tak, to i my zo­bo­wią­za­ni je­ste­śmy mi­ło­wać go ja­ko swo­je­go bliź­nie­go.

Na wzór mi­ło­ści Bo­ga

To wła­śnie nasz osta­tecz­ny cel – choć wy­da­je się to bar­dzo trud­ne, a mo­że na­wet nie­wy­ko­nal­ne, po­win­ni­śmy dą­żyć do ta­kiej mi­ło­ści, ja­ką ob­da­rzył nas sam Bóg. On uko­chał nas mi­ło­ścią praw­dzi­wą, peł­ną i cał­ko­wi­cie bez­wa­run­ko­wą. Mi­mo te­go, że prze­ciw­sta­wia­jąc się Je­go wo­li, zgrze­szy­li­śmy, On po­słał swo­je­go uko­cha­ne­go Sy­na na pew­ną śmierć, aby­śmy mo­gli żyć wiecz­nie.

W tym ob­ja­wi­ła się mi­łość Bo­ga ku nam, że ze­słał Sy­na swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go na świat, aby­śmy ży­cie mie­li dzię­ki Nie­mu. W tym prze­ja­wia się mi­łość, że nie my umi­ło­wa­li­śmy Bo­ga, ale że On sam nas umi­ło­wał i po­słał Sy­na swo­je­go ja­ko ofia­rę prze­bła­gal­ną za na­sze grze­chy. Umi­ło­wa­ni, je­śli Bóg tak nas umi­ło­wał, to i my win­ni­śmy się wza­jem­nie mi­ło­wa­ćˮ (1 J 4, 9–11).

W Je­zu­sie Chry­stu­sie mi­łość Bo­ga ob­ja­wia się naj­peł­niej. On do­bro­wol­nie przy­jął na sie­bie nie­słusz­ną ka­rę i od­dał się w rę­ce opraw­ców dla na­sze­go zba­wie­nia. Ma­jąc świa­do­mość tak wiel­kiej mi­ło­ści Bo­ga – mi­łuj­my sie­bie wza­jem­nie.

Je­dy­nym źró­dłem praw­dzi­wej mi­ło­ści – zdol­nej do umi­ło­wa­nia bliź­nie­go, a na­wet swe­go nie­przy­ja­cie­la, zdol­nej wy­ba­czać i za­po­mi­nać – jest sam Bóg, o czym za­świad­cza nam Je­zus:

Jak Mnie umi­ło­wał Oj­ciec, tak i Ja was umi­ło­wa­łem. Wy­trwaj­cie w mi­ło­ści mojej!ˮ (J 15, 9).

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

Najwspanialsze odkrycie

Każ­dy czło­wiek pra­gnie mi­ło­ści, chce ko­chać i być ko­cha­nym. Nie­kie­dy ro­dzi się lęk, że nie do­zna­my mi­ło­ści, że nie bę­dzie­my jej umie­li dać. Tym­cza­sem Bóg ma „w za­na­drzu” nie­po­wta­rzal­ną nie­spo­dzian­kę. On za­wsze ko­cha, na­wet, je­śli te­go jesz­cze nie wi­dzi­my.

Stwór­ca

Czy da się do­świad­czyć mi­ło­ści Bo­ga? Trze­ba pa­mię­tać, że szu­ka­nie Bo­ga nie jest na­szym wspa­nia­ło­myśl­nym po­my­słem, ale to On chce dać się po­znać czło­wie­ko­wi. Wo­ła pro­rok: „Szu­kaj­cie Pa­na, gdy się po­zwa­la znaleźć!ˮ (Iz 55, 6). Bóg po­ma­ga nam, chce, aby­śmy roz­po­zna­li cel. Bóg da­je swo­je sło­wo i wie­le zna­ków, któ­re je­ste­śmy w sta­nie roz­po­znać.

Spró­buj­my do­strzec, ja­ki­mi „na­rzę­dzia­mi” dys­po­nu­je­my.

Pierw­szym jest in­tu­icja, któ­rą ma każ­dy z nas. In­tu­icja jest za­war­ta w cie­ka­wo­ści po­znaw­czej, pro­wa­dzi czę­sto do wie­lu od­kryć i wy­na­laz­ków. Jed­nak w spra­wach du­cho­wych nie ma przy­pad­ków, wszyst­kie zna­ki, dzię­ki któ­rym mo­że­my roz­po­znać Bo­ga, są Je­go da­rem. Ta­ka in­tu­icja, to pierw­szy sy­gnał, któ­ry pro­wa­dzi da­lej.

Za­chę­ce­ni przez in­tu­icję mo­że­my za­uwa­żyć świat stwo­rzo­ny przez Bo­ga. Każ­dy mo­że dojść do praw­dy, że jest Ktoś, kto jest pierw­szą przy­czy­ną wszyst­kie­go. Moż­na do te­go dojść, dys­po­nu­jąc je­dy­nie na­tu­ral­ny­mi zdol­no­ścia­mi po­znaw­czy­mi, wspie­ra­ny­mi ro­zu­mem.

foto_01-02_20-2014

Wi­dząc i po­dzi­wia­jąc świat, mo­że­my po­sta­wić py­ta­nie: skąd w ta­kim ra­zie mo­że­my do­wie­dzieć się wię­cej o Bo­gu Stwór­cy?

Zwy­kła sta­ty­sty­ka pod­su­wa nam książ­kę, któ­ra bi­je wszyst­kie re­kor­dy ilo­ści wy­da­nych eg­zem­pla­rzy – jest to oczy­wi­ście Pi­smo Świę­te. Tam po­zna­je­my na­ród wy­bra­ny, a w je­go hi­sto­rii wi­dać od­dzia­ły­wa­nie Ko­goś więk­sze­go od czło­wie­ka. Na­tchnio­ny au­tor wska­zu­je na Pa­na Bo­ga ja­ko na pierw­szą przy­czy­nę wszyst­kie­go. To oczy­wi­ście spo­sób pa­trze­nia, ale dzię­ki nie­mu mo­że­my do­ko­ny­wać dal­szych od­kryć. Gdy po­pro­si­my Du­cha Świę­te­go o po­trzeb­ną ła­skę, mo­że­my dzię­ki wie­rze dojść do sed­na – do te­go, że przez tę for­mę li­te­rac­ką Pan Bóg po­wo­li się od­sła­nia. „Gdy na­de­szła peł­nia cza­sów” Bóg po­słał na ten świat swo­je­go Sy­na. Je­zus Chry­stus, praw­dzi­wy Bóg i praw­dzi­wy czło­wiek, przy­no­si peł­nię ob­ja­wie­nia o Bo­gu.

Two­ja mi­ło­śćˮ

(pio­sen­ka M. Szcze­śnia­ka)

Je­steś bli­sko mnie,

a tę­sk­nię za Du­chem Twym.

Ko­cham kro­ki Twe

i wiem jak pu­kasz do drzwi.

Przy­cho­dzisz jak cie­pły wiatr.

Otwie­ram się i czu­ję znów, że:

Ref. Two­ja mi­łość jak cie­pły deszcz.

Two­ja mi­łość jak mo­rze gwiazd za dnia.

Two­ja mi­łość spra­wia, że

nie­skoń­cze­nie do­bry Świę­ty Duch

ogar­nia mnie.

Ko­cha­ją­cy Bóg

Bóg nas stwo­rzył i tak bar­dzo nas ko­cha, że chce, by­śmy Go zna­li i spę­dzi­li z Nim ca­łą wiecz­ność. Je­zus po­wie­dział: „Tak bo­wiem Bóg umi­ło­wał świat, że Sy­na swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wie­rzy, nie zgi­nął, ale miał ży­cie wiecz­ne (J 3, 16).

Aby móc do­strzec Je­go peł­ne do­bro­ci i mi­ło­ści dzia­ła­nie w świe­cie i w so­bie sa­mym, trze­ba ze­rwać ze złem, ro­ze­rwać kaj­da­ny grze­chu i od­po­wie­dzieć na tę mi­łość.

Dro­gą do przy­ję­cia tej praw­dy jest dzięk­czy­nie­nie, być mo­że na po­cząt­ku świa­do­mie so­bie na­rzu­ca­ne. Czę­sto dzię­ku­jąc, po­wo­li prze­mie­nia­my zdol­no­ści po­znaw­cze, spo­strze­gaw­czość. Pod­da­nie się Je­zu­so­we­mu pra­wu mi­ło­ści wle­wa w ser­ce po­kój i we­wnętrz­ną ra­dość.

Je­zus przy­szedł na świat po to, by każ­dy czło­wiek mógł zro­zu­mieć Bo­ga i po­znać Go oso­bi­ście. Tyl­ko Je­zus mo­że nadać ży­ciu zna­cze­nie i cel.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Garść dobrych rad, jak pokochać siebie

Je­śli chcesz doj­rza­le i od­po­wie­dzial­nie ko­chać in­nych, mu­sisz naj­pierw na­uczyć się ak­cep­to­wać i ko­chać sa­me­go sie­bie. Jak to zro­bić?

Nie je­steś bu­blem

Na jed­nym z ka­zań usły­sza­łam kie­dyś zda­nie: „Pan Bóg nie stwo­rzył bu­bli”. War­to więc zo­ba­czyć w so­bie oso­bę nie­po­wta­rzal­ną i nie­prze­cięt­ną. Tym­cza­sem każ­dy z nas ma ten­den­cję do we­wnętrz­nej kry­ty­ki: „To mo­ja wi­na”, „Je­stem do ni­cze­go”, „Je­stem bez­na­dziej­ny”, „Nie za­słu­gu­ję na to”... Ta­ki sto­su­nek do sa­me­go sie­bie nie ma nic wspól­ne­go z mi­ło­ścią. Cią­głe sa­mo­oskar­ża­nie się, ob­wi­nia­nie i sa­mo­kry­ty­ka przy­no­szą ból i po­wo­du­ją ni­skie po­czu­cie war­to­ści. Za­uważ­my swo­je za­le­ty, za­chwyć­my się swo­ją psy­chicz­ną, fi­zycz­ną i du­cho­wą kon­dy­cją. Prze­cież na ca­łym świe­cie nie ma dru­giej ta­kiej oso­by. Każ­dy z nas jest wy­jąt­ko­wy!

Bez prze­sa­dy

Wszy­scy ma­my swo­je sła­bo­ści. Trze­ba jed­nak na­uczyć się ko­chać sa­me­go sie­bie po­mi­mo bra­ków i nie­do­cią­gnięć. Rób to, co umiesz naj­le­piej, w czym je­steś do­bry. Pew­nych rze­czy nie je­ste­śmy w sta­nie zmie­nić, na przy­kład in­te­li­gen­cji, zdol­no­ści, tem­pe­ra­men­tu. Nie po­pa­daj więc w ob­se­sję wal­ki z wro­dzo­ny­mi ogra­ni­cze­nia­mi i nie za­drę­czaj się z te­go po­wo­du. War­to na­to­miast sku­pić się na tym, co mo­że­my po­pra­wić. Je­śli się spóź­niasz, je­steś ba­ła­ga­nia­rą lub le­niem – po­sta­raj się nad tym pra­co­wać.

foto_01-01_20-2014

Nie miej ża­lu

Cią­głe po­czu­cie krzyw­dy, ża­lu i nie­chę­ci w sto­sun­ku do in­nych osób od­bi­ja się ne­ga­tyw­nie na nas sa­mych. Dla­te­go za­miast roz­pa­mię­ty­wać zda­rze­nia z prze­szło­ści: czy­jąś nie­spra­wie­dli­wą oce­nę, przy­kre sło­wo czy brak dzia­ła­nia – sta­raj się żyć tu i te­raz. Ta­kie ka­to­wa­nie się my­śla­mi do ni­cze­go do­bre­go nie pro­wa­dzi. Po­że­gnaj się więc z prze­szło­ścią i nie roz­dra­puj ran. Za­cznij żyć te­raź­niej­szo­ścią, a bę­dzie ci ła­twiej. Wy­ba­cze­nie nie jest pro­stą spra­wą. Ale na pew­no war­to.

Po­dej­muj de­cy­zje

W po­ema­cie pt. „De­si­de­ra­taˮ na­pi­sa­nym przez Ma­xa Ehr­man­na, za­wie­ra­ją­cym wska­zów­ki na te­mat do­bre­go ży­cia, czy­ta­my: „Po­rów­nu­jąc się z in­ny­mi, mo­żesz stać się próż­ny i zgorzk­nia­ły, za­wsze bo­wiem znaj­dziesz lep­szych i gor­szych od sie­bie”. Dla­te­go za­cznij de­cy­do­wać sam o so­bie i prze­stań ob­wi­niać in­nych za swo­je nie­po­wo­dze­nia. Każ­dy z nas ma bo­wiem do prze­ży­cia swo­je ży­cie. Ten, kto ko­cha sie­bie, bie­rze od­po­wie­dzial­ność za swo­je ży­cie, ma od­wa­gę kro­czyć wła­sną dro­gą. War­to po­słu­chać rad in­nych lu­dzi, ale de­cy­zje trze­ba po­dej­mo­wać sa­mo­dziel­nie.

Masz ta­lent

Ko­chasz sa­me­go sie­bie, je­że­li li­czysz na Pa­na Bo­ga i sa­kra­men­ty świę­te, dzię­ki któ­rym mo­żesz się oczy­ścić. Wte­dy czu­jesz, że Bóg jest mi­ło­sier­dziem i ni­gdy cię nie za­wie­dzie. Po­nie­waż w oczach Bo­ga je­steś je­dy­ny i nie­po­wta­rzal­ny, masz pra­wo sie­bie chwa­lić i być dum­ny ze swo­ich ta­len­tów i po­zy­tyw­nych cech. To nie py­cha, tyl­ko zdro­wa i nor­mal­na re­ak­cja czło­wie­ka, któ­ry da­rzy sie­bie sza­cun­kiem i zna swo­ją war­tość. Za­pi­suj swo­je osią­gnię­cia i na­gra­dzaj się za każ­dą rzecz, któ­rą uda ci się zre­ali­zo­wać. War­to w tym ce­lu za­ło­żyć dzien­nik lub pa­mięt­nik, w któ­rym mo­żesz no­to­wać swo­je do­ko­na­nia i osią­gnię­cia.

Sza­cu­nek – sło­wo klucz

Pa­mię­taj, że zdro­wa mi­łość do sa­me­go sie­bie ma być pierw­szym kro­kiem do praw­dzi­we­go i szcze­re­go ko­cha­nia in­nych lu­dzi. Sza­cu­nek wo­bec in­nych jest od­zwier­cie­dle­niem na­sze­go wnę­trza. Je­śli ko­cha­my sie­bie, to tę mi­łość ofia­ru­je­my też in­nym lu­dziom. Je­śli w na­szych umy­słach i ser­cach stwo­rzy­my spo­kój i mi­łość, to znaj­dzie­my je tak­że w na­szym ży­ciu. Pa­mię­taj­my, że to, co da­je­my so­bie, da­je­my też in­nym, a co to da­je­my in­nym, wra­ca do nas.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

Rodzina musi karmić się słowem Bożym

Czy­ta­ne dzi­siaj sło­wo Bo­że przed­sta­wia ob­raz win­ni­cy ja­ko sym­bo­lu lu­du, któ­ry wy­brał so­bie Pan. Po­dob­nie jak win­ni­ca lud wy­ma­ga wie­le tro­ski, wy­ma­ga mi­ło­ści cier­pli­wej i wier­nej. Tak to Bóg czy­ni z na­mi i tak też ma­my czy­nić my, pa­ste­rze. Rów­nież za­trosz­cze­nie się o ro­dzi­nę jest spo­so­bem pra­cy w Win­ni­cy Pań­skiej, aby wy­da­ła owo­ce Kró­le­stwa Bo­że­go (zob. Mt 21, 33–43).Aby jed­nak ro­dzi­na mo­gła się do­brze roz­wi­jać, z uf­no­ścią i na­dzie­ją, mu­si kar­mić się sło­wem Bo­żym. Dla­te­go do­brze się zło­ży­ło, że wła­śnie dzi­siaj na­si bra­cia pau­li­ści ze­chcie­li roz­da­wać Bi­blię tu­taj, na pla­cu i w wie­lu in­nych miej­scach. Dzię­ku­je­my na­szym bra­ciom pau­li­stom! Czy­nią to z oka­zji set­nej rocz­ni­cy swe­go za­ło­że­nia przez bło­go­sła­wio­ne­go Ja­ku­ba Al­be­rio­ne – wiel­kie­go apo­sto­ła środ­ków prze­ka­zu. Tak więc dzi­siaj, gdy roz­po­czy­na się Sy­nod o ro­dzi­nie, przy po­mo­cy pau­li­stów mo­że­my po­wie­dzieć: Bi­blia w każ­dej ro­dzi­nie! „Ależ, Oj­cze, my już ma­my ich dwie, trzy...”. Ale gdzie je ukry­li­ście? Bi­blia jest nie po to, aby ją umie­ścić na pół­ce, ale że­by mieć ją obok, pod rę­ką, aby czy­tać ją czę­sto, co­dzien­nie, za­rów­no in­dy­wi­du­al­nie, jak i wspól­nie, mąż z żo­ną, ro­dzi­ce z dzieć­mi, mo­że wie­czo­rem, a zwłasz­cza w nie­dzie­lę. W ten spo­sób ro­dzi­na wzra­sta, piel­grzy­mu­je ze świa­tłem i mo­cą Sło­wa Bo­że­go!”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 5.10.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Pew­nie za­sad­ne bę­dzie py­ta­nie, czy war­to wciąż od no­wa pi­sać o mi­ło­ści, sko­ro na jej te­mat po­wie­dzia­no już wszyst­ko (a przy­naj­mniej tak się wy­da­je). War­to, bo mi­łość za­wsze po­tra­fi za­sko­czyć, na­wet tych, któ­rzy są pew­ni, że o niej wie­le wie­dzą, a tym bar­dziej „po­cząt­ku­ją­cych”. Za­wsze, gdy mó­wię o mi­ło­ści, po­ja­wia­ją się za­dzi­wie­ni: jed­ni dzi­wią się, że mi­łość jest de­cy­zją, a nie uczu­ciem (choć za­wsze uczu­cia jej to­wa­rzy­szą, czę­sto ne­ga­tyw­ne), in­ni ma­ją mi­ny jak znak za­py­ta­nia, gdy sły­szą, że mi­łość jest da­rem i za­da­niem czło­wie­ka jest go roz­po­znać i przy­jąć, jesz­cze in­ni dzi­wią się, gdy sły­szą, że mi­łość jest nie­skoń­czo­na, że ni­gdy w ży­ciu ziem­skim nie osią­gnie­my szczy­tu, że za­wsze moż­na wzra­stać w mi­ło­ści.

Kto naj­wię­cej wie o mi­ło­ści? Ktoś, o kim na­pi­sa­no, że JEST MIŁOŚCIĄ – te sło­wa znaj­du­je­my w Pi­śmie Świę­tym – 1J 4, 8b. Mi­łość znaj­du­je­my po­mię­dzy da­ra­mi Du­cha Świę­te­go (Ga 5, 22), do niej wzy­wa Je­zus, gdy mó­wi o mi­ło­ści Bo­ga do czło­wie­ka i pro­si o na­śla­do­wa­nie tej po­sta­wy.

Pa­trząc na lu­dzi doj­rza­łych, wi­dzi­my, że szczę­śli­wi są tyl­ko ci, któ­rzy przy­ję­li mi­łość i wcie­li­li w swo­je ży­cie: mi­łość, dzię­ki któ­rej nie na­rze­ka­ją, są wdzięcz­ni Bo­gu i lu­dziom, dzie­lą się swym ser­cem i cza­sem, umie­ją wy­słu­chać, sta­ra­ją się każ­de­go zro­zu­mieć, a jed­no­cze­śnie są wy­ma­ga­ją­cy wo­bec sie­bie i in­nych, bo bez sta­wia­nia po­przecz­ki nie umie­my wzra­stać, czy­li być co­raz bli­żej Pa­na Bo­ga.

Umoc­nie­ni przy­kła­dem do­świad­czo­nych chce­my wzy­wać mło­dych, by uczy­li się mi­ło­ści. To pro­ces po­le­ga­ją­cy na wsłu­chi­wa­niu się w sło­wo Bo­że, na wpa­try­wa­niu się w ży­cie lu­dzi wspa­nia­łych, przede wszyst­kim świę­tych, któ­rych Ko­ściół sta­wia ja­ko wzór. Chce­my wo­łać sło­wa­mi św. Ja­na Paw­ła II: „Mu­si­cie od sie­bie wy­ma­gać, na­wet gdy­by in­ni od Was nie wy­ma­ga­li” (ho­mi­lia z Gdań­ska z 1987 ro­ku). Z wie­lu roz­mów, ja­kie prze­pro­wa­dzi­łem z mło­dy­mi, wiem, że trze­ba się na­uczyć cie­szyć każ­dym „uda­nym sko­kiem” po­nad po­sta­wio­ną so­bie po­przecz­ką, trze­ba mieć po­ko­rę, by cza­sem tę po­przecz­kę nie­co ob­ni­żyć, a nie­kie­dy – gdy ro­ze­zna­my ro­sną­ce moż­li­wo­ści i więk­szą ener­gię – mieć od­wa­gę, aby ją pod­nieść. To na­pi­sa­łem w imie­niu wszyst­kich, któ­rzy pra­gną Wa­sze­go szczę­ścia, bo – uwierz­cie – więk­szość chce, aby­ście umie­li ko­chać i mieć w ser­cach co­raz wię­cej po­ko­ju i ra­do­ści, któ­rej nie znisz­czy ża­den smu­tek.

Wzra­sta­jąc w mi­ło­ści, sta­je­cie się źró­dłem na­szej ra­do­ści.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Czło­wiek ży­je po to, aby ko­chać. Je­śli nie ko­cha – to nie ży­je. Aby mi­łość trwa­ła przez ca­łe ży­cie, trze­ba ją pie­lę­gno­wać sta­ran­nie jak ogród. Nie­doj­rza­ła mi­łość mó­wi: „Ko­cham cię, po­nie­waż cię po­trze­bu­jęˮ. Doj­rza­ła mi­łość mó­wi: „Po­trze­bu­ję cię, po­nie­waż cię ko­cha­mˮ. Praw­dzi­wa mi­łość czy­ni obie oso­by za­wsze lep­szy­mi. Czło­wiek prze­cięt­ny sta­je się wy­jąt­ko­wy, gdy po­ko­cha i sam bę­dzie ko­cha­ny.

Pod niebieskimi skrzydłami

Anio­ły pil­nu­ją nas, za rę­ce ła­pią nas ca­ły czas. I za­miast cza­sem od­wró­cić wzrok, za na­mi ła­żą krok w krokˮ – śpie­wa zna­na wo­ka­list­ka. Czy każ­dy ma swo­je­go Anio­ła Stró­ża? Kim są na­si Stró­żo­wie? Kie­dy naj­bar­dziej mo­że­my od­czuć ich obec­ność?

Ty­tuł te­go tek­stu za­po­ży­czy­łam od ks. Twar­dow­skie­go, któ­ry w wier­szu py­ta swo­je­go Anio­ła:

Czy zo­sta­łeś anio­łem do­pie­ro po dłuż­szym na­my­śle?

Czy za­miast pal­ca ser­decz­ne­go masz tyl­ko wska­zu­ją­cy? (…)

Czy ni­gdy nie pła­czesz, że­by się ni­gdy nie uśmie­chać?

Czy umiesz uważ­nie bez po­wo­du słu­chać?

Czy nie przy­tu­lasz się, że­by odejść?

Czy nie tę­sk­nisz za cia­łem?

Za ludz­kim uśmie­chem?

foto_01-02_19-2014

Anioł­ki są obo­wiąz­ko­we w każ­dym skle­pie i sto­isku z pa­miąt­ka­mi od Gdań­ska po Za­ko­pa­ne. Du­że lub ma­łe. Py­za­te al­bo wy­smu­kłe. Z gli­ny, gip­su, ce­ra­mi­ki, drew­na a na­wet ro­bio­ne na szy­deł­ku. Do wy­bo­ru, do ko­lo­ru. Wie­sza­ne nad łó­żecz­kiem dzie­ci, sta­wia­ne na biur­ku lub na pół­ce. Sta­ły się ta­kim mi­łym ga­dże­tem. Je­śli chce­my ko­muś po­wie­dzieć, że go lu­bi­my, ży­czy­my mu do­brze – mo­że­my po­da­ro­wać mu ta­kie­go „anioł­ka”. Czy Anioł Stróż ma co­kol­wiek wspól­ne­go z ca­łą tą ko­mer­cją?

Na kar­tach Pi­sma Świę­te­go

Słu­chaj na­praw­dę to Twój Anioł

Więc po co ma na desz­czu cze­kać

On z nie­ba na to jest po­sła­ny

By czu­wał wier­nie przy czło­wie­ku

Ta­kie jest nad nim pra­wo Bo­że

Że żyć bez cie­bie nie mo­że

W szy­by pu­ka skrzy­dła­mi

Puść go – niech ży­je z na­mi

Cze­go za so­bą drzwi za­my­kasz

Czy bo­isz się prze­cią­gu?

Niech wiatr za­hu­czy jak mu­zy­ka

I w nie­bo nas po­cią­gnie

 

Er­nest Bryll

Anio­ło­wie (gr. an­ge­los – zwia­stun) „wy­stę­pu­ją w wie­lu tek­stach Pi­sma Świę­te­go ja­ko ta­jem­ni­cze isto­ty, któ­re nie na­le­żą do świa­ta ziem­skie­go, a prze­cież kon­tak­tu­ją się z ludź­mi i wy­wie­ra­ją na nich wpływ. Anio­ło­wie przed­sta­wia­ni są prze­waż­nie ja­ko wy­słan­ni­cy Bo­ga (...), uosa­bia­ją­cy Je­go obec­ność i opie­kę nad ludź­mi oraz słu­żą­cy po­mo­cą w dzie­le zba­wie­nia”. Tak roz­po­czy­na się ha­sło „anio­ło­wie” w „Słow­ni­ku Teo­lo­gicz­nym”.

W Sta­rym Te­sta­men­cie anio­ły by­ły peł­ny­mi Bo­żej mo­cy po­sta­cia­mi, in­ge­ru­ją­cy­mi w ży­cie czło­wie­ka. Anioł po­wstrzy­mał rę­kę Abra­ha­ma przed zło­że­niem w ofie­rze je­dy­ne­go sy­na, prze­mó­wił we śnie do Ja­ku­ba i pro­wa­dził Izra­eli­tów przez pu­sty­nię pod­czas wyj­ścia z Egip­tu. Rów­nie waż­ne za­da­nia mia­ły do speł­nie­nia anio­ły w No­wym Te­sta­men­cie. Za­cha­ria­szo­wi anioł za­po­wie­dział na­ro­dze­nie sy­na – Ja­na, Ar­cha­nioł Ga­briel zwia­sto­wał Ma­ryi, że zo­sta­nie Mat­ką Sy­na Bo­że­go. Pa­ste­rze, pa­są­cy swo­je trzo­dy w po­bli­żu Be­tle­jem, do­wia­du­ją się o na­ro­dzi­nach Me­sja­sza tak­że od anio­ła. Anio­ło­wie usłu­gi­wa­li Je­zu­so­wi na pu­sty­ni, anioł wspie­rał Pa­na Je­zu­sa pod­czas mo­dli­twy w Ogrój­cu. Anioł też od­su­nął ka­mień od gro­bu Zmar­twych­wsta­łe­go i prze­ka­zał ra­do­sną wieść przy­by­łym nie­wia­stom.

Ktoś ob­li­czył, że na kar­tach Pi­sma Świę­te­go o anio­łach mo­że­my prze­czy­tać po­nad trzy­sta ra­zy. Kim są anio­ło­wie dla nas, lu­dzi XXI wie­ku?

Anioł w XXI wie­ku

mo­je­go Anio­ła Stró­ża nie wi­dać

choć nie za­zdro­ści ar­cha­nio­łom

nie strze­że ni­ko­go jak na ob­raz­ku

prze­wra­ca kład­kę po któ­rej idę

rzu­ca w prze­paść na zbi­tą gło­wę

wy­cią­ga za no­gaw­ki

py­ta – jak le­ci

 

ks. Jan Twar­dow­ski

Sko­ro anio­ło­wie mie­li ty­le do ro­bo­ty w Bi­blii, to dla­cze­go mie­li­by mieć mniej pra­cy w na­szych cza­sach? W Księ­dze Wyj­ścia mo­że­my prze­czy­tać: „Oto ja po­sy­łam Anio­ła przed to­bą (...). Sza­nuj go i bądź uważ­ny na je­go sło­wa, bo imię mo­je jest w nim”. (Wj 23, 20). Pan Bóg na­dal po­sy­ła nam anio­ły. One są wśród nas. Tyl­ko my, lu­dzie XXI wie­ku nie za­wsze chce­my słu­chać ich pod­po­wie­dzi, nie pro­si­my o in­ter­wen­cję czy po­moc.

Anio­ła­mi są ci, któ­rzy pro­mie­niu­ją do­bre­mˮ – pi­sał Phil Bos­mans. – W nich ży­je od­czu­wal­na Mi­łość, któ­ra pra­gnie cię ob­jąć, kie­dy masz pro­ble­my i je­steś bez­rad­ny. Ci lu­dzie po­sia­da­ją jak­by nie­wi­dzial­ną, lecz bar­dzo wy­czu­lo­ną »an­te­nę«, któ­ra prze­chwy­tu­je sy­gna­ły wo­ła­ją­cych o po­moc, wzbu­dza na­tchnie­nie, a na­wet ro­dzaj we­wnętrz­ne­go na­ka­zu, przyj­ścia do po­trze­bu­ją­ce­go z po­mo­cą, ra­dą i do­brym sło­wem”. Spo­tka­łam ta­kich lu­dzi. To ci, któ­rych mo­gę na­zwać swo­imi przy­ja­ciół­mi, do któ­rych mo­gę za­dzwo­nić o każ­dej po­rze. Ale rów­nież ci, któ­rzy zja­wia­ją się nie­spo­dzie­wa­nie, gdy na­gle po­trze­bu­ję po­mo­cy, a po­tem „zni­ka­ją”. Są to tak­że ci, któ­rych po­dzi­wiam: dziew­czy­na, któ­ra w szko­le opie­ku­je się nie­peł­no­spraw­ną ko­le­żan­ką, chło­pak, któ­ry od­wie­dza więź­niów, wo­lon­ta­riu­sze, któ­rzy spę­dza­ją wol­ny czas z dzieć­mi, cho­ry­mi i star­szy­mi ludź­mi.

Pod aniel­ski­mi skrzy­dła­mi

Anie­le Bo­ży Stró­żu mój

ty wła­śnie nie stój przy mnie

jak ma­lo­wa­na la­la

ale ru­szaj w te pę­dy

ni­czym za­jąc po za­cho­dzie słoń­ca

sko­ro wy­ga­nia nas

dzie­sięć po dzie­sią­tej

ostat­ni au­to­bus (...)

Jak stwier­dzić obec­ność anio­ła przy so­bie? By­wa, że na­gle spły­wa na nas olśnie­nie, do­pa­da prze­czu­cie, ja­kaś dziw­na myśl. Ta­kie we­wnętrz­ne prze­ko­na­nie, któ­re jest do­dat­ko­wą ła­ską Bo­żą. Otrzy­mu­je­my na­tchnie­nia, by się po­mo­dlić, wy­spo­wia­dać, pod­jąć do­bre po­sta­no­wie­nie czy de­cy­zję, aby gdzieś pójść, bo ktoś nas po­trze­bu­je. Pew­nie do­pie­ro w nie­bie do­wie­my się, ile za­wdzię­cza­my Anio­ło­wi Stró­żo­wi. Pó­ki co wie­le rze­czy okry­wa ta­jem­ni­ca. Wie­rzy­my, że Anioł Stróż za­no­si na­sze proś­by do Bo­ga, ja­ko do „wyż­szej in­stan­cji”, ale sam rów­nież mo­że in­ter­we­nio­wać. Prze­cież każ­dy, na­wet nie­wie­rzą­cy, ma spe­cjal­ne­go, wy­jąt­ko­we­go, nie­po­wta­rzal­ne­go anio­ła. W Ewan­ge­lii św. Ma­te­usza Pan Je­zus mó­wi o naj­mniej­szych, twier­dząc, że ich anio­ło­wie wpa­tru­ją się w ob­li­cze Oj­ca w nie­bie. Dla­te­go mo­że­my mó­wić: „Anie­le Bo­ży, stró­żu mój”.

Aniel­ska in­ter­wen­cja

Anie­le Bo­ży Stró­żu mój,

pro­wa­dzisz mnie za rę­kę.

Znasz każ­dy uśmiech, każ­dy ból,

znasz wszyst­kie dro­gi krę­te.

Nie od­chodź choć­byś my­ślał, że

o To­bie za­po­mi­nam,

że ni­by do­brze zna­łeś mnie,

a je­stem cał­kiem in­na.

W cie­niu swych skrzy­deł ukryj mnie,

daj ser­cu łyk wy­tchnie­nia.

Bo jesz­cze wie­le trud­nych chwil

i wie­le do zro­bie­nia.

A kie­dy przyj­dzie ży­cia kres,

za­mkniesz mi dło­nią oczy.

I du­szę mą unie­siesz w dal

do roz­gwież­dżo­nych no­cy.

 

An­na Za­jącz­kow­ska

W ja­kich spra­wach mo­że­my się zwra­cać do anio­łów? Chy­ba w każ­dej. Świę­ci czę­sto pro­si­li swo­ich anio­łów stró­żów o po­moc w mo­dli­twie. Świę­ty ksiądz Jan Ma­ria Vian­ney mó­wił, że w przy­pad­ku trud­no­ści z mo­dli­twą trze­ba ukryć się za ple­ca­mi swo­je­go Anio­ła Stró­ża i pro­sić, że­by on się mo­dlił. Mo­że­my pro­sić o ra­dę, po­moc, in­ne spoj­rze­nie w da­nej sy­tu­acji. Mo­że­my mo­dlić się o opie­kę i po­moc w trud­no­ściach. Ksiądz Jan Twar­dow­ski wspo­mi­na w swo­im „Nie­co­dzien­ni­ku” star­szą pa­nią, któ­ra ile ra­zy się po­tknę­ła, besz­ta­ła swo­je­go Anio­ła Stró­ża: „I jak ty mnie, ga­po, pil­nu­jesz?”.

Po­dob­no, kie­dy św. pa­pież Jan XXIII miał pro­wa­dzić ofi­cjal­ne roz­mo­wy i po­ru­szać pod­czas nich skom­pli­ko­wa­ne kwe­stie, mo­dlił się do swo­je­go Anio­ła Stró­ża i anio­ła oso­by, z któ­rą roz­ma­wiał, aby obaj po­mo­gli zna­leźć do­bre roz­wią­za­nie. Po­mysł god­ny na­śla­do­wa­nia.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

Powołani do zadań specjalnych

29 wrze­śnia Ko­ściół ka­to­lic­ki ob­cho­dzi świę­to Świę­tych Ar­cha­nio­łów: Mi­cha­ła, Ga­brie­la i Ra­fa­ła, któ­rzy otrzy­ma­li od Bo­ga spe­cjal­ne mi­sje do wy­peł­nie­nia. Pierw­szy po­ko­nał smo­ka, dru­gi zwia­sto­wał Ma­ryi, że zo­sta­nie Mat­ką Sy­na Bo­że­go, trze­ci to­wa­rzy­szy mło­de­mu To­bia­szo­wi w po­dró­ży, ra­tu­je go z wie­lu nie­bez­piecz­nych przy­gód i uzdra­wia je­go nie­wi­do­me­go oj­ca.

Ar­cha­nioł Mi­chał

Mi­chał – z he­braj­skie­go Mika´el zna­czy „któż jak Bóg” (tzn. któż mo­że do­rów­nać Bo­gu?). Zaj­mu­je pierw­sze miej­sce wśród Ar­cha­nio­łów. Na kar­tach Pi­sma Świę­te­go wy­mie­nia­ny jest pię­cio­krot­nie. Jest uwa­ża­ny za anio­ła spra­wie­dli­wo­ści i ła­ski. Czę­sto jest pa­tro­nem ka­plic cmen­tar­nych. Mi­chał jest księ­ciem anio­łów, anio­łem są­du i Bo­żych kar, ale też anio­łem Bo­że­go mi­ło­sier­dzia. To pa­tron żoł­nie­rzy, ap­te­ka­rzy, kon­struk­to­rów wag i... pra­cow­ni­ków ban­ków. Jest tak­że pa­tro­nem umie­ra­ją­cych i ich orę­dow­ni­kiem na Są­dzie Bo­żym. W iko­no­gra­fii przed­sta­wia się go ja­ko ry­ce­rza w zbroi, z mie­czem w pra­wej rę­ce. U je­go stóp znaj­du­je się po­ko­na­ny i zwią­za­ny sza­tan w po­sta­ci smo­ka.

foto_01-03_19-2014

W Pol­sce ist­nie­ją dwa zgro­ma­dze­nia za­kon­ne pod we­zwa­niem św. Mi­cha­ła: mę­skie (mi­cha­li­tów) i żeń­skie (mi­cha­li­tek), za­ło­żo­ne przez bł. Bro­ni­sła­wa Mar­kie­wi­cza.

Pa­pież Le­on XIII usta­no­wił osob­ną mo­dli­twę do Świę­te­go Mi­cha­ła Ar­cha­nio­ła, któ­rą w nie­któ­rych ko­ścio­łach do dziś od­ma­wia się po Mszy świę­tej: „Świę­ty Mi­cha­le Ar­cha­nie­le! Wspo­ma­gaj nas w wal­ce, a prze­ciw za­sadz­kom i nie­go­dzi­wo­ści złe­go du­cha bądź na­szą obro­ną. Oby go Bóg po­gro­mić ra­czył, po­kor­nie o to pro­si­my, a Ty, Wo­dzu nie­bie­skich za­stę­pów, sza­ta­na i in­ne du­chy złe, któ­re na zgu­bę dusz ludz­kich po tym świe­cie krą­żą, mo­cą Bo­żą strąć do pie­kła. Ame­nˮ.

Ar­cha­nioł Ga­briel

Imię Ga­briel – z he­braj­skie­go Geber´el. Ge­ber ozna­cza – sil­ny, el – Pan Bóg. Imię to tłu­ma­czo­ne jest więc ja­ko „mąż Bo­ży”, „wo­jow­nik Bo­ży”.

Je­go imię w Sta­rym Te­sta­men­cie wy­stę­pu­je dwa ra­zy. W No­wym Te­sta­men­cie Ga­briel uwa­ża­ny jest za szcze­gól­ne­go opie­ku­na Świę­tej Ro­dzi­ny. Naj­pierw po­wia­do­mił Za­cha­ria­sza o na­ro­dzi­nach Ja­na Chrzci­cie­la, po­tem zwia­sto­wał Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­nie na­ro­dze­nie Pa­na Je­zu­sa. To Ga­briel po­ja­wił się w snach św. Jó­ze­fa, po­wia­da­mia­jąc go naj­pierw o ma­cie­rzyń­stwie Ma­ryi, po­tem ostrze­ga­jąc przed He­ro­dem i wresz­cie na­ka­zu­jąc mu wró­cić do Na­za­re­tu.

Pa­pież Pius XII ogło­sił Ar­cha­nio­ła Ga­brie­la pa­tro­nem te­le­fo­nu, ra­dia i te­le­wi­zji. Jest rów­nież pa­tro­nem urzęd­ni­ków pocz­to­wych, po­słań­ców i ko­re­spon­den­tów pra­so­wych. Naj­czę­ściej przed­sta­wia­ny jest w sce­nie Zwia­sto­wa­nia ja­ko mło­dzie­niec w bia­łych sza­tach, ze skrzy­dła­mi. W 1705 ro­ku św. Lu­dwik Gri­gnion de Mont­fort za­ło­żył ro­dzi­nę za­kon­ną pod na­zwą Bra­ci św. Ga­brie­la. Zaj­mu­ją się oni głów­nie opie­ką nad głu­chy­mi i nie­wi­do­my­mi.

Ar­cha­nioł Ra­fał

Ra­fał – z he­braj­skie­go Rapha´el – ozna­cza „Bóg uzdra­wia”, „Bóg ule­czył”. Ra­fał przed­sta­wił się w Księ­dze To­bia­sza, mó­wiąc iż jest jed­nym z „sied­miu anio­łów, któ­rzy sto­ją w po­go­to­wiu i wcho­dzą przed ma­je­stat Pań­ski”. W ludz­kiej po­sta­ci przy­bie­ra imię Aza­riasz i ofia­ro­wu­je mło­de­mu To­bia­szo­wi wę­dru­ją­ce­mu z Ni­ni­wy do Re­ga w Me­dii swo­je to­wa­rzy­stwo i opie­kę. Ra­tu­je go z wie­lu nie­bez­piecz­nych przy­gód, prze­pę­dza de­mo­na Asmo­de­usza i uzdra­wia nie­wi­do­me­go oj­ca To­bia­sza. Jest czczo­ny ja­ko pa­tron cho­rych, piel­grzy­mów i po­dróż­nych oraz ap­te­ka­rzy, gór­ni­ków, ma­ry­na­rzy i emi­gran­tów. Je­go orę­dow­nic­twa wzy­wa­my w cho­ro­bach oczu i w cza­sie za­ra­zy.

Każ­dy chrze­ści­ja­nin bę­dzie św. Mi­cha­łem, je­śli po­mo­że dru­gie­mu czło­wie­ko­wi po­ko­nać ist­nie­ją­ce w nim zło. Mo­że na­śla­do­wać Ra­fa­ła, le­cząc czy­jąś cho­rą du­szę do­brym sło­wem i życz­li­wym ge­stem. Mo­że stać się po­dob­nym do Ga­brie­la, gdy w trud­nej ży­cio­wej sy­tu­acji po­mo­że swe­mu bliź­nie­mu.

 

Sa­bi­na Mio­doń­ska

 

Tajemniczy świat aniołów

Bło­go­sła­wio­ny Jan Pa­weł II pod­czas swej piel­grzym­ki do Pol­ski w 2002 ro­ku od­wie­dził nie­spo­dzie­wa­nie opac­two Be­ne­dyk­ty­nów w Tyń­cu. Za­py­tał wów­czas sto­ją­ce­go przy pa­pa­mo­bi­le o. prof. Au­gu­sty­na Jan­kow­skie­go: – Pi­szesz? Tak, pi­szę o anio­łach. Przy­da się skwi­to­wał pa­pież.

Każ­dy głos w spra­wie aniel­skiej jest waż­ny. Prze­ży­wa­my swo­isty re­ne­sans wia­ry w anio­ły, gwał­tow­ny wzrost po­zor­nie me­ta­fi­zycz­nej fa­scy­na­cji lu­dzi anio­ła­mi. Mi­mo wie­lu wa­hań, o anio­łach war­to roz­ma­wiać, war­to o nich my­śleć i od­kry­wać ich obec­ność w na­szym co­dzien­nym, nie­rzad­ko za­bie­ga­nym ży­ciu. Anio­ły na za­wsze po­zo­sta­ną nie do koń­ca od­kry­tą ta­jem­ni­cą. Mó­wie­niu o anio­łach przy­świe­ca sym­bo­li­ka, me­ta­fo­ry­ka, pró­ba uchwy­ce­nia cze­goś, co w swej isto­cie jest nie­uchwyt­ne.

foto_01-01_19-2014

Mi­łu­ją­ca obec­ność

Anio­ło­wie two­rzą od­mien­ną od na­szej ludz­kiej cy­wi­li­za­cję. Anioł nie jest „czym­śˮ, jest „kim­śˮ, nie jest przed­mio­tem, lecz pod­mio­tem. Jest oso­bą. Anio­ło­wie ma­ją god­ność oso­bo­wą. Nie są ja­kąś per­so­ni­fi­ka­cją przy­mio­tów Bo­żych czy sił na­tu­ry. Ja­ko oso­by mo­gą de­cy­do­wać świa­do­mie i w spo­sób wol­ny o swo­im lo­sie.

Nie­kie­dy my­śli się o anio­łach je­dy­nie w ka­te­go­riach es­te­tycz­nych. Ich ob­raz sta­je się sen­ty­men­tal­ny, uprosz­czo­ny. Trze­ba od­na­leźć praw­dzi­we ob­li­cze anio­łów, ich wa­lecz­ność i du­cho­wą po­tę­gę. Te po­tęż­ne wład­cze isto­ty uświa­da­mia­ją nam bli­skość Bo­ga. Anio­ło­wie są bo­wiem od­bi­ciem po­tę­gi Naj­wyż­sze­go. Zwra­ca­ją się ku nam z mi­ło­ścią i tro­ską. Ma­ją dwie twa­rze – jed­ną zwró­co­ną w stro­nę Bo­ga, kon­tem­plu­ją­cą Je­go ob­li­cze, a dru­gą skie­ro­wa­ną w stro­nę czło­wie­ka.

Anioł jest trud­ny, bo skła­da się z nie­do­stęp­ne­go dla nas po­zna­nia, jest od nas in­ny i moż­na po­trak­to­wać go jak ob­ce­go, bu­dzą­ce­go lęk, za­gra­ża­ją­ce­go na­sze­mu świa­tu, na­sze­mu „ja”. Ale to świę­ty anioł po­zwa­la nam od­na­leźć za­gu­bio­ne skrzy­dła – tzn. mo­ty­wa­cję, chęć dzia­ła­nia, wia­rę. Uno­si nas ku Daw­cy skrzy­deł – sa­me­mu Bo­gu, ku Je­zu­so­wi – Pa­nu Pa­nów i ku Ma­ryi – Kró­lo­wej Anio­łów. Ulu­bio­ne za­ję­cie anio­łów to bo­wiem służ­ba.

Uchy­lo­ny rą­bek ta­jem­ni­cy

Pi­smo Świę­te wspo­mi­na o anio­łach w bli­sko 300 miej­scach, w 35 księ­gach – od Księ­gi Ro­dza­ju do Apo­ka­lip­sy. Bóg stwo­rzył anio­ły ja­ko isto­ty oso­bo­we, nie­śmier­tel­ne i od­ręb­ne od lu­dzi, czy­li po­sia­da­ją­ce in­ną i do­sko­nal­szą od ludz­kiej na­tu­rę. Naj­mniej in­te­li­gent­ny anioł jest bar­dziej in­te­li­gent­ny niż naj­bar­dziej in­te­li­gent­ny czło­wiek. Isto­ty aniel­skie są czy­sty­mi du­cha­mi, po­sia­da­ją ro­zum i wol­ną wo­lę. Czło­wiek ro­dzi się i umie­ra. Anioł jest stwo­rzo­ny przez Bo­ga i nie pod­le­ga śmier­ci na spo­sób cie­le­sny.

Anio­ło­wie po­ja­wia­ją się w tek­stach bi­blij­nych znie­nac­ka i ci­cho. Uka­zu­ją się w róż­nych oko­licz­no­ściach za­rów­no na ja­wie, jak i we śnie, w no­cy i w cią­gu dnia, pod­czas pra­cy i od­po­czyn­ku. Pan Je­zus pod­kre­ślał, że ich na­tu­ra wy­kra­cza po­za ka­te­go­rię płci. Mó­wił, że anio­ło­wie nie są isto­ta­mi wszech­wie­dzą­cy­mi, że nie zna­ją np. spraw osta­tecz­nych i nie ma­ją do­stę­pu do my­śli ludz­kich.

Cie­szą się oni wy­jąt­ko­wo bo­ga­tym po­zna­niem, ale nie zna­ją przy­szło­ści, ani też ta­jem­nic ludz­kie­go ser­ca. Na ty­le po­zna­ją ludz­kie my­śli i pra­gnie­nia, na ile są one for­mu­ło­wa­ne i wy­ra­ża­ne na ze­wnątrz. Anio­ło­wie mo­gą po­ro­zu­mie­wać się z ludź­mi i prze­ka­zy­wać im swo­je my­śli. Mo­gą pa­no­wać nad ludz­ką wy­obraź­nią i wpły­wać na na­sze zmy­sły. Nie mo­gą jed­nak two­rzyć bez­po­śred­nio w ludz­kim ro­zu­mie i wo­li my­śli i pra­gnień, lecz od­dzia­ły­wa­ją je­dy­nie po­śred­nio.

Anio­ło­wie mo­gą przyj­mo­wać ludz­kie cia­ła, tj. kształ­to­wać zja­wę do­strze­gal­ną przez czło­wie­ka. Czę­sto na kar­tach Pi­sma Świę­te­go przy­bie­ra­ją oni for­mę cia­ła, tak jak my prze­bie­ra­my się w ko­stiu­my. Cia­ła, któ­re przyj­mu­ją, nie są do­słow­nie ży­wy­mi cia­ła­mi ludz­ki­mi. Nie mu­szą jeść ani od­dy­chać. Są ma­ska­mi. Du­chy aniel­skie czę­sto ja­wi­ły się w Bi­blii ja­ko mło­dzi męż­czyź­ni, z re­gu­ły sil­ni, uro­dzi­wi i wy­twor­nie ubra­ni, trzy­ma­ją­cy w rę­ku ta­kie przed­mio­ty, jak miecz, la­ska, klucz, łań­cuch, try­bu­larz czy trą­ba.

Bo­ży za­mysł

Anio­ło­wie po­sia­da­ją na­tu­rę spo­łecz­ną tzn. mo­gą po­zna­wać świat ze­wnętrz­ny i są otwar­ci na du­cho­wą wspól­no­tę. Ich szcze­gól­nym za­da­niem jest zwia­sto­wa­nie „z da­le­ka i bli­skaˮ Bo­że­go za­my­słu zba­wie­nia i słu­że­nie wy­peł­nia­niu Bo­żych pla­nów. Anio­ło­wie róż­nią się mię­dzy so­bą bar­dziej niż my, gdyż każ­dy anioł jest od­ręb­nym ga­tun­kiem. Ma­te­ria roz­mna­ża ga­tu­nek na wie­le osob­ni­ków, tak jak pa­pier po­wie­la list na wie­le ko­pii w kse­ro­gra­fie. Anio­ło­wie nie za­wie­ra­ją w so­bie ma­te­rii. Mo­że ist­nieć tyl­ko je­den anioł w każ­dym ga­tun­ku lub for­mie.

Od sa­me­go po­cząt­ku w ten świat aniel­ski Bóg wpro­wa­dził róż­ni­ce anio­łów na po­szcze­gól­ne chó­ry ma­ją­ce w Bi­blii swo­je wła­sne na­zwy. Na­to­miast w pi­smach nie­któ­rych Oj­ców Ko­ścio­ła, a szcze­gól­nie Pseu­do-Dio­ni­ze­go Are­opa­gi­ty (V‒VI w.), moż­na zna­leźć wy­po­wie­dzi na te­mat po­szcze­gól­nych chó­rów aniel­skich i ich za­dań. Chó­ry aniel­skie okre­śla­ją za­da­nia, ja­kie anio­ło­wie speł­nia­ją wo­bec lu­dzi i świa­ta, re­ali­zu­jąc pla­ny Opatrz­no­ści. Pseu­do-Dio­ni­zy na­wią­zał do na­uki o Bo­żej Opatrz­no­ści. Bóg stwo­rzył świat, utrzy­mu­je go w ist­nie­niu, opie­ku­je się nim i re­ali­zu­je swo­je pla­ny przez anio­łów. Z te­go wy­nik­nę­ła za­sa­da po­dzia­łu na dzie­więć chó­rów aniel­skich o na­stę­pu­ją­cych na­zwach: Che­ru­bi­ni, Se­ra­fi­ni, Tro­ny, Pa­no­wa­nia, Mo­ce, Po­tę­gi, Księ­stwa, Ar­cha­nio­ło­wie i Anio­ło­wie.

Za­da­nia anio­łów

Każ­de­mu z lu­dzi Bóg przy­dzie­la oso­bi­ste­go anio­ła zwa­ne­go Anio­łem Stró­żem. To swe­go ro­dza­ju oso­bi­sty „ochro­niarz”, współ­cze­sny bo­dy­gu­ard so­ul­gu­ard, naj­wier­niej­szy przy­ja­ciel czło­wie­ka. Św. To­masz z Akwi­nu stwier­dza, że pra­gnie­nie przy­cho­dze­nia nam z po­mo­cą jest u anio­ła więk­sze, niż czło­wiek mo­że so­bie tyl­ko wy­obra­zić.

Anio­ło­wie pra­gną po­zo­stać ano­ni­mo­wi ja­ko słu­dzy, wy­słan­ni­cy Bo­ga. Wszak to du­chy prze­zna­czo­ne do usług, po­sła­ne na po­moc tym, któ­rzy ma­ją po­siąść zba­wie­nie (por. Hbr 1, 14). Nie­któ­rych jed­nak zna­my po imie­niu, po to by zbu­do­wać z ni­mi szcze­gól­ną wieź, na­brać mo­cy dzię­ki ich au­to­ry­te­to­wi. Zdra­dzić swo­je imię, to od­dać się we wła­da­nie dru­gie­mu. Ar­cha­niel­skie imio­na to: św. Mi­chał – „Któż jak Bó­gˮ, św. Ga­briel – „Bóg jest mo­cąˮ, św. Ra­fał – „Bóg ule­czy­łˮ.

Św. Grze­gorz Wiel­ki po­uczał, iż w każ­dej więk­szej spra­wie do­ty­czą­cej Zba­wi­cie­la, na wi­dow­nię dzie­jo­wą wkra­cza św. Mi­chał Ar­cha­nioł. Bł. ks. Bro­ni­sław Mar­kie­wicz pi­sał, że po zwy­cię­skiej pró­bie św. Mi­chał zo­stał ubo­ga­co­ny no­wą ła­ską Bo­żą ja­ko uczest­nik da­rów wcze­śniej nie­zna­nych. „Za­ja­śniał nie­zwy­kłym bla­skiem nad­przy­ro­dzo­nym, sta­jąc się naj­pięk­niej­szym, naj­po­tęż­niej­szym i w ogó­le pierw­szym spo­śród wszyst­kich du­chów aniel­skich w nie­bie”. Wódz Woj­ska Nie­bie­skie­go jest tym, któ­ry wal­czy z pie­kłem, osła­nia Ko­ściół, ale jest tak­że anio­łem po­ko­ju. Wal­czy dla spra­wy Bo­żej, by w du­szach ludz­kich i w ko­ście­le Chry­stu­so­wym kró­lo­wał świę­ty po­kój, któ­ry jest ła­dem mi­ło­ści.

Anio­ło­wie przy­po­mi­na­ją nam dwa fun­da­men­tal­ne za­da­nia chrze­ści­jań­skie­go ży­cia: kon­tem­pla­cję i du­cho­wą wal­kę. W ta­kim wła­śnie ce­lu anio­ło­wie prze­by­wa­ją przed Bo­giem – by Go kon­tem­plo­wać i uwiel­biać. Ale rów­no­cze­śnie anio­ło­wie są wy­sy­ła­ni przez Bo­ga, by po­ma­gać czło­wie­ko­wi w osią­gnię­ciu zba­wie­nia wiecz­ne­go.

Tę du­cho­wą rze­czy­wi­stość do­brze od­da­je ła­ciń­ska sen­ten­cja: Sem­per Deo ad­si­stunt in sem­per no­bis ad­si­stunt. Si­ste­re ozna­cza „stać obok”, anio­ło­wie „nie­ustan­nie sto­ją obok Bo­ga” i „nie­ustan­nie sto­ją obok nas” (lu­dzi). „Stać obok” jest naj­prost­szą i naj­pięk­niej­szą for­mą mi­ło­ści. Anio­ło­wie chcą nam po­ka­zać, że dro­ga do praw­dzi­we­go szczę­ścia pro­wa­dzi przez służ­bę Bo­gu i czło­wie­ko­wi, prze­ży­wa­ną ca­łym so­bą, wszyst­ki­mi swo­imi umie­jęt­no­ścia­mi i da­ra­mi. Otwie­ra­jąc się na Bo­ga i lu­dzi, otwie­ra­jąc się na służ­bę Bo­gu i lu­dziom, wkra­cza­my na dro­gę szczę­ścia i w tym ży­ciu i w wiecz­no­ści.

Być „dla” to w peł­ni aniel­ska du­cho­wość. Mo­że dla­te­go anio­ło­wie są tak wol­ni, uskrzy­dle­ni i nie­wi­dzial­ni, bo nie­ob­cią­że­ni mor­der­czym krę­ce­niem się wo­kół sie­bie. Ego­izm mo­że za­bić, a na pew­no wtrą­ca w stud­nię smut­ku i nie­ustan­ne­go lę­ku. Wyj­ście z te­go lo­chu sa­mo­udrę­cze­nia mo­że przy­po­mi­nać opusz­cze­nie wię­zie­nia, by zno­wu za­chwy­cić się świa­tłem i peł­ną pier­sią wdy­chać świe­że po­wie­trze.

 

Ks. Piotr Pru­sa­kie­wicz CSMA

Au­tor jest re­dak­to­rem na­czel­nym dwu­mie­sięcz­ni­ka o anio­łach i ży­ciu du­cho­wym „Któż jak Bóg”

www.kjb24.pl

Pozwólcie Chrystusowi się odnaleźć

Po­zwól­cie Chry­stu­so­wi się od­na­leźć. Nie­raz czło­wiek, mło­dy czło­wiek, by­wa za­gu­bio­ny w so­bie sa­mym, w ota­cza­ją­cym świe­cie, w ca­łej sie­ci spraw ludz­kich, któ­re go oplą­tu­ją. Po­zwól­cie się zna­leźć Chry­stu­so­wi. Niech wie o was wszyst­ko i niech was pro­wa­dzi. To praw­da, że – aby za Nim iść, po­dą­żać – trze­ba rów­no­cze­śnie od sie­bie sa­me­go wy­ma­gać, ale ta­kie jest pra­wo przy­jaź­ni. Je­śli ma­my iść ra­zem, mu­si­my pil­no­wać dro­gi, po któ­rej idzie­my. Je­śli po­ru­sza­my się w gó­rach, trze­ba prze­strze­gać zna­ków. Je­śli je­ste­śmy na wspi­nacz­ce, nie wol­no po­pu­ścić li­ny. Po­dob­nie trze­ba też za­cho­wy­wać łącz­ność z tym Bo­skim Przy­ja­cie­lem, któ­re­mu na imię Je­zus Chry­stus. I trze­ba z Nim współ­pra­co­wać. Rzym, 1979 r.

W was jest na­dzie­ja, po­nie­waż wy na­le­ży­cie do przy­szło­ści, a za­ra­zem przy­szłość do was na­le­ży. Na­dzie­ja zaś jest za­wsze zwią­za­na z przy­szło­ścią, jest ocze­ki­wa­niem „dóbr przy­szły­chˮ. Ja­ko cno­ta „chrze­ści­jań­skaˮ jest ona zwią­za­na z ocze­ki­wa­niem tych dóbr wiecz­nych, któ­re Bóg przy­obie­cał czło­wie­ko­wi w Je­zu­sie Chry­stu­sie. Rzym, 1985 R

Je­stem prze­ko­na­ny, że wszy­scy chce­cie bu­do­wać swo­je ży­cie na moc­nych pod­sta­wach, po­zwa­la­ją­cych prze­trwać pró­by, któ­rych nie brak ni­gdy, że chce­cie bu­do­wać je na fun­da­men­cie ze ska­ły. I oto sta­je przed wa­mi Ma­ry­ja, Dzie­wi­ca z Na­za­re­tu, po­kor­na Słu­żeb­ni­ca Pań­ska, któ­ra wska­zu­jąc na swe­go Sy­na, mó­wi: „Zrób­cie wszyst­ko, co­kol­wiek wam po­wieˮ, to zna­czy słu­chaj­cie Je­zu­sa, idź­cie za Nim, bądź­cie Mu po­słusz­ni, bądź­cie po­słusz­ni Je­go przy­ka­za­niom, za­ufaj­cie Mu. Wa­ty­kan, 1987 r.

Dro­dzy Mło­dzi, sta­je­cie wo­bec cier­pie­nia: sa­mot­ność, bra­ku suk­ce­sów i roz­cza­ro­wa­nia w ży­ciu oso­bi­stym, trud­no­ści od­na­le­zie­nia się w świe­cie do­ro­słych i w ży­ciu za­wo­do­wym, ro­zej­ścia i ża­ło­ba w wa­szych ro­dzi­nach, przez moc wo­jen i śmierć nie­win­nych. Wiedz­cie jed­nak, że w trud­nych chwi­lach, któ­rych nie bra­ku­je w ży­ciu każ­de­go czło­wie­ka, nie je­ste­ście sa­mi: tak jak Ja­no­wi u stóp krzy­ża, tak i wam Je­zus da­je swo­ją Mat­kę, aby po­cie­sza­ła was swo­ją czu­ło­ścią. Wa­ty­kan, 2003 r.

 

Św. Jan Pa­weł II

 

Święty Krzyż znakiem naszego zbawienia

Tak bo­wiem Bóg umi­ło­wał świat, że Sy­na swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go da­łˮ (3, 16). Oj­ciec „da­łˮ Sy­na, aby nas zba­wić, a to po­cią­ga­ło za so­bą śmierć Je­zu­sa i to śmierć na krzy­żu. Dla­cze­go? Dla­cze­go ko­niecz­ny był krzyż? Ze wzglę­du na po­wa­gę zła, któ­re trzy­ma­ło nas w nie­wo­li. Krzyż Je­zu­sa wy­ra­ża za­rów­no ca­łą ne­ga­tyw­ną moc zła, jak i ca­łą ła­god­ną wszech­moc Bo­że­go mi­ło­sier­dzia. Krzyż zda­je się po­twier­dzać klę­skę Je­zu­sa, ale w rze­czy­wi­sto­ści ozna­cza Je­go zwy­cię­stwo. Na Kal­wa­rii ci, któ­rzy z Nie­go szy­dzi­li, mó­wi­li: „Je­śli je­steś Sy­nem Bo­żym, zejdź z krzy­żaˮ (por. Mt 27, 40). Ale by­ło od­wrot­nie: Je­zus wła­śnie dla­te­go, że był Sy­nem Bo­żym, był tam, na krzy­żu, wier­ny aż do koń­ca wo­bec pla­nu mi­ło­ści Oj­ca. I wła­śnie z te­go po­wo­du Bóg wy­wyż­szył Je­zu­sa (Flp 2, 9), przy­zna­jąc Je­mu kró­le­stwo po­wszech­ne.

A kie­dy kie­ru­je­my na­sze spoj­rze­nie na krzyż, do któ­re­go Je­zus zo­stał przy­bi­ty, kon­tem­plu­je­my znak nie­skoń­czo­nej mi­ło­ści Bo­ga wo­bec każ­de­go z nas i źró­dło na­sze­go zba­wie­nia. Z te­go krzy­ża wy­pły­wa mi­ło­sier­dzie Oj­ca obej­mu­ją­ce ca­ły świat. Przez krzyż Chry­stu­sa zwy­cię­żo­ne jest zło, po­ko­na­na jest śmierć, otrzy­ma­li­śmy ży­cie, przy­wró­co­na na­dzie­ja. (...)

Krzyż Je­zu­sa jest na­szą je­dy­ną praw­dzi­wą na­dzie­ją! Dla­te­go Ko­ściół „wy­wyż­sza” Świę­ty Krzyż i wła­śnie dla­te­go my, chrze­ści­ja­nie bło­go­sła­wi­my zna­kiem krzy­ża. To zna­czy, że nie wy­wyż­sza­my krzy­ży, ale chwa­leb­ny Krzyż Je­zu­sa (…).

Kon­tem­plu­jąc i czcząc Świę­ty Krzyż, ze wzru­sze­niem my­śli­my o tak wie­lu na­szych bra­ciach i sio­strach prze­śla­do­wa­nych i za­bi­ja­nych z po­wo­du swej wier­no­ści Chry­stu­so­wi. Dzie­je się tak w szcze­gól­no­ści tam, gdzie wol­ność re­li­gij­na wciąż nie jest jesz­cze za­pew­nio­na czy też w peł­ni re­ali­zo­wa­na. Ale zda­rza się to tak­że w kra­jach i śro­do­wi­skach, któ­re za­sad­ni­czo chro­nią wol­ność i pra­wa czło­wie­ka, ale gdzie w prak­ty­ce wier­ni, a zwłasz­cza chrze­ści­ja­nie na­po­ty­ka­ją ogra­ni­cze­nia i dys­kry­mi­na­cję. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 14.09.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Na po­czą­tek przy­po­mnij­my praw­dę, że Pan Bóg nie tyl­ko nas stwo­rzył, obie­cał zba­wie­nie i przy­słał do nas swe­go Sy­na, ale rów­nież trosz­czy się o nas nie­ustan­nie: przy­go­to­wał dla każ­de­go wyj­ście z każ­dej sy­tu­acji, wo­bec któ­rej sta­je­my. Za­da­niem nie­ła­twym, ale jak­że cie­ka­wym i war­tym uwa­gi jest, aby co­dzien­nie, w każ­dej chwi­li te „Bo­że po­my­sły” od­ga­dy­wać i wpro­wa­dzać w ży­cie. W Ka­te­chi­zmie Ko­ścio­ła Ka­to­lic­kie­go czy­ta­my: „Tro­ska Opatrz­no­ści Bo­żej jest kon­kret­na i bez­po­śred­nia; obej­mu­je so­bą wszyst­ko, od rze­czy naj­mniej­szych aż do wiel­kich wy­da­rzeń świa­ta i hi­sto­rii” (303).

Z dru­giej stro­ny cie­ka­wi nas to, co jest ta­jem­ni­cze, co in­tu­icyj­nie prze­czu­wa­my i co czę­ścio­wo zo­sta­ło przed na­mi od­sło­nię­te: spo­so­by, w ja­kie Pan Bóg da­je nam zna­ki, by wpro­wa­dzać w ży­cie lu­dzi mi­ło­sier­ne za­my­sły swo­jej Opatrz­no­ści.

Jed­nym z ta­kich „spo­so­bó­wˮ jest po­wie­rze­nie każ­de­go czło­wie­ka anio­ło­wi. Umow­nie, ze wzglę­du na ich funk­cję na­zy­wa­my ich stró­ża­mi, oczy­wi­ście nie wszyst­ko o nich wie­my. Sły­sza­łem na te­mat anio­łów wie­le py­tań, jak na przy­kład ta­kie, czy kie­dy „pod­opiecz­ny” kon­kret­ne­go anio­ła umrze, to on za­czy­na się opie­ko­wać ko­lej­nym czło­wie­kiem, czy ma zle­co­ne to­wa­rzy­sze­nie nam w wiecz­no­ści. Nie wie­my też, czy je­śli ktoś ma szcze­gól­nie trud­ne za­da­nia, to ma usta­no­wio­nych wie­lu anio­łów, któ­rzy się o nie­go trosz­czą. Ale to nie jest waż­ne, pa­mię­taj­my, że Pan Bóg ob­ja­wił nam to, co jest po­trzeb­ne do zba­wie­nia, in­ne in­for­ma­cje ma­my szan­sę po­znać w wiecz­no­ści (a mo­że i nie, je­śli by nam to nie by­ło po­trzeb­ne do szczę­ścia). Naj­pięk­niej­szym opo­wia­da­niem uka­zu­ją­cym dzia­ła­nie Anio­ła Stró­ża jest bi­blij­na Księ­ga To­bia­sza, no­we­la ilu­stru­ją­ca za­ska­ku­ją­cą po­my­sło­wość Pa­na Bo­ga.

Anio­ło­wie to – jak wi­dać – te­mat obec­ne­go nu­me­ru „Dro­giˮ. Ilu ich jest? Bi­blia mó­wi o ogrom­nej ich licz­bie, choć­by u pro­ro­ka Da­nie­la („Ty­siąc ty­się­cy słu­ży­ło Mu, a dzie­sięć ty­się­cy po dzie­sięć ty­się­cy sta­ło przed Nim”), al­bo w Li­ście do He­braj­czy­ków („Przy­stą­pi­li­ście do gó­ry Sy­jon, do mia­sta Bo­ga ży­ją­ce­go, Je­ru­za­lem nie­bie­skie­go, do nie­zli­czo­nej licz­by anio­łów”).

Anio­ło­wie są wspo­mi­na­ni w Pi­śmie Świę­tym oko­ło 220 ra­zy, naj­pierw po­zna­je­my ich w nie­wdzięcz­nej ro­li pil­no­wa­nia „ogro­du Eden” – ale tu cho­dzi o uka­za­nie kon­se­kwen­cji Bo­ga i nie­zmien­no­ści Je­go wy­ro­ków. Ale po­tem wi­dzi­my anio­ła, któ­ry po­ka­zu­je Abra­ha­mo­wi, że Bóg wca­le nie chce śmier­ci Iza­aka, któ­ry pro­wa­dzi na­ród wy­bra­ny przez mo­rze a po­tem przez pu­sty­nię i da­lej i da­lej, aż wresz­cie Ar­cha­nioł Ga­briel od­wie­dza Ma­ry­ję i py­ta o to, czy po­zwo­li, aby Bóg z Niej uczy­nił Bra­mę, przez któ­rą Je­go Syn przyj­dzie nas zba­wić.

Za­chę­cam do lek­tu­ry i do oso­bi­ste­go po­głę­bia­nia wia­ry.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Antybiotyki – niekoniecznie, nie zawsze, nie na wszystko

Co to są an­ty­bio­ty­ki?

Od­kry­cia pierw­sze­go an­ty­bio­ty­ku do­ko­nał Ale­xan­der Fle­ming w 1928 r. Jed­nak pe­ni­cy­li­na sta­ła się le­kiem do­pie­ro w la­tach 40. Fle­ming i je­go ko­le­dzy-na­ukow­cy: Ho­ward Flo­rey i Er­nest Cha­in otrzy­ma­li za swój „me­dycz­ny wy­na­la­zek” Na­gro­dę No­bla. Za­słu­żo­ną Na­gro­dę No­bla – do­daj­my – bo an­ty­bio­ty­ki ura­to­wa­ły nie­jed­no ludz­kie ży­cie.

Na­zwę „an­ty­bio­tyk” wpro­wa­dził Sel­man Wak­sman, od­kryw­ca strep­to­my­cy­ny. „An­ti” ozna­cza „prze­ciw”, „bio­sti­kos” – „zdol­ny do ży­cia”. Ro­lą an­ty­bio­ty­ków jest więc za­bi­ja­nie lub ha­mo­wa­nie wzro­stu i po­dzia­łu bak­te­rii. Sto­su­je się je w le­cze­niu za­ka­żeń bak­te­ryj­nych oraz przed za­bie­ga­mi chi­rur­gicz­ny­mi.

foto_01-03_18-2014

Kie­dy brać, kie­dy nie brać?

Sku­tecz­ność an­ty­bio­ty­ków jest wy­so­ka, ale nie­od­po­wied­nie (czy­li np. zbyt czę­ste) ich sto­so­wa­nie mo­że przy­nieść od­wrot­ne skut­ki – bak­te­rie uod­por­nią się na lek. Przed po­da­niem le­ku naj­le­piej jest wy­ko­nać tzw. po­siew ma­te­ria­łu od cho­re­go, czy­li zba­dać np. krew al­bo wy­maz z gar­dła. Ba­da­nie po­zwa­la usta­lić, któ­re kon­kret­na bak­te­ria jest od­po­wie­dzial­na za cho­ro­bę i czy da­ny an­ty­bio­tyk so­bie z nią po­ra­dzi. Ta­kie le­cze­nie na­zy­wa­my ce­lo­wa­nym. Le­karz mo­że też zde­cy­do­wać o po­da­niu an­ty­bio­ty­ku bez po­sie­wu, ba­zu­jąc na swo­jej wie­dzy o ak­tu­al­nej sy­tu­acji epi­de­mio­lo­gicz­nej (np. wie, że w da­nej gmi­nie pa­nu­je ostre za­ka­że­nie da­ną bak­te­rią). To tzw. te­ra­pia em­pi­rycz­na.

Pa­mię­taj­my, że an­ty­bio­ty­ko­te­ra­pia nie jest sku­tecz­na w przy­pad­ku za­ka­żeń wi­ru­so­wych, czy­li np. gry­py. Na­wet bar­dzo wy­so­ka go­rącz­ka i złe sa­mo­po­czu­cie nie są wte­dy wska­za­niem do po­da­nia an­ty­bio­ty­ku (chy­ba że wdar­ło się za­ka­że­nie bak­te­ryj­ne, nie jest to jed­nak czę­ste).

Od lat trwa mo­da na an­ty­bio­ty­ki. Nad­mier­ne ich sto­so­wa­nie (w me­dy­cy­nie, w we­te­ry­na­rii, ho­dow­li, rol­nic­twie, a tak­że w prze­my­śle) spo­wo­do­wa­ło, że na bar­dzo sze­ro­ką ska­lę roz­prze­strze­ni­ły się drob­no­ustro­je, któ­re są le­ko­od­por­ne. War­to wie­dzieć, że w Pol­sce pro­wa­dzo­ny jest Na­ro­do­wy Pro­gram Ochro­ny An­ty­bio­ty­ków. Je­go ce­lem jest pod­nie­sie­nie świa­do­mo­ści, że le­ki te nie za­wsze są ko­niecz­ne i że nie po­ma­ga­ją na wszyst­ko.

Do­mo­wy sy­rop czosn­ko­wy na prze­zię­bie­nie

Dzia­ła! Spraw­dzo­ny i lu­bia­ny w mo­im do­mu. Je­go za­le­tą jest to, że mi­mo za­war­to­ści czosn­ku, po­zo­sta­wia nasz od­dech w do­brej kon­dy­cji! Sy­rop naj­le­piej przy­go­to­wać te­raz, kie­dy nasz pol­ski czo­snek – na­tu­ral­ny an­ty­bio­tyk – jest so­czy­sty i ostry. Za­go­to­wać 4 szklan­ki wo­dy i cu­kru. Do­dać 1 głów­kę czosn­ku star­tą na tar­ce, sok wy­ci­śnię­ty z 2 ½ cy­try­ny, 5 ły­żek mio­du le­śne­go, su­szo­ny kwit li­py, ły­żecz­kę ty­mian­ku i ca­łość chwi­lę go­to­wać. Po­tem od­ce­dzić, prze­lać do bu­te­lek i za­pa­ste­ry­zo­wać. Prze­cho­wy­wać w chłod­nym i za­ciem­nio­nym miej­scu. W przy­pad­ku prze­zię­bie­nia za­ży­wać 2‒3 ły­żecz­ki dzien­nie.

Jak sto­so­wać?

I jesz­cze jed­na waż­na kwe­stia – an­ty­bio­ty­ki sku­tecz­nie nisz­czą nie tyl­ko ata­ku­ją­ce nas złe bak­te­rie, ale rów­nież te do­bre, na­sze, któ­re two­rzą ko­rzyst­ną flo­rę bak­te­ryj­ną. I choć nie ma wska­zań me­dycz­nych do tak re­kla­mo­wa­nych dzi­siaj le­ków osło­no­wych pod­czas an­ty­bio­ty­ko­te­ra­pii, war­to zja­dać wię­cej jo­gur­tów i pić ke­fir, któ­re to pro­duk­ty za­wie­ra­ją pa­łecz­ki kwa­su mle­ko­we­go.

Nie na­le­ży prze­ry­wać ku­ra­cji np. po dwóch dniach, kie­dy tyl­ko po­czu­je­my się le­piej. Pa­mię­taj­my też, że an­ty­bio­ty­ki za­wsze (!) po­pi­ja­my tyl­ko wo­dą. Mle­ko, sok czy jo­gurt mo­gą ha­mo­wać ich dzia­ła­nie, a ka­wa, co­la czy her­ba­ta w ogó­le źle wpły­wa­ją na pro­ces wchła­nia­nia sub­stan­cji. Nie­któ­rych le­ków nie na­le­ży też łą­czyć z je­dze­niem. Ta­kie in­for­ma­cje za­wie­ra każ­da ulot­ka do­łą­czo­na do opa­ko­wa­nia.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Zapytaj Magdę. Parę lat temu chodziłam z pewnym chłopakiem...

Dro­ga Ma­dziu!

Pa­rę lat te­mu cho­dzi­łam z pew­nym chło­pa­kiem. Roz­sta­li­śmy się (w su­mie by­li­śmy jesz­cze dzieć­mi), utrzy­my­wa­li­śmy ko­le­żeń­skie sto­sun­ki, ale nie­daw­no po­sta­no­wi­li­śmy spró­bo­wać jesz­cze raz.

Cie­szę się, że da­łam mu szan­sę i że dłu­go się zna­my, po­nie­waż zna­my sie­bie, swo­je wa­dy i swo­je za­le­ty.

Ro­dzi­ce sta­ra­ją się to za­ak­cep­to­wać, przy­ja­cie­le też, ale pew­na oso­ba (któ­ra do­brze zna mnie, je­go i na­sze ro­dzi­ny) po­wie­dzia­ła mi, że ta­cy lu­dzie się nie zmie­nia­ją. Te­raz ca­ły czas za­sta­na­wiam się, czy do­brze zro­bi­łam, wią­żąc się dru­gi raz z tym sa­mym chło­pa­kiem, któ­ry kie­dyś pod­padł mo­im ro­dzi­com i pa­ru oso­bom... Nie wiem, czy to zwią­zek na ca­łe ży­cie, ale do­brze mi z nim.

Pro­szę, po­móż.

Z po­zdro­wie­nia­mi, Pa­ola

foto_01-02_18-2014

Cześć Pa­ola!

Dzię­ku­ję za list. Du­żo wąt­ków. Za­cznij­my od te­go, że hi­sto­rie uda­nych i szczę­śli­wych mał­żeństw są róż­ne. Znam na przy­kład pa­rę, któ­ra jest już kil­ka­dzie­siąt lat po ślu­bie, a za­ko­cha­li się w so­bie… w przed­szko­lu! In­ni po­zna­ją się w szko­le i po kil­ku la­tach zna­jo­mo­ści coś iskrzy i po pa­ru mie­sią­cach jest ślub. A jesz­cze in­nym ra­zem strza­ła Amo­ra tra­fia nie­spo­dzie­wa­nie. Szyb­kie na­rze­czeń­stwo, szyb­ko ob­rącz­ki i mi­łość do koń­ca.

Zda­rza się pew­nie też tak, że lu­dzie wra­ca­ją do sie­bie po roz­sta­niu i bo­ga­ci w ży­cio­we do­świad­cze­nia są mą­drzej­si i le­piej ukła­da­ją swo­ją re­la­cję. Zu­peł­nie na prze­kór po­wie­dze­niu, że nie wcho­dzi się dwa ra­zy do tej sa­mej rze­ki.

Je­śli cho­dzi o opi­nię wspo­mnia­nej „pew­nej oso­by”, war­to pa­mię­tać o dwóch spra­wach. Po pierw­sze, po­myśl (mo­że na­wet wspól­nie z ro­dzi­ca­mi), czy ta oso­ba jest god­na za­ufa­nia i czy je­steś pew­na, że na­praw­dę do­brze Ci ży­czy i wszyst­ko, co mó­wi, ro­bi z tro­ski o Cie­bie. Je­śli nie, to mo­że nie war­to za­sta­na­wiać się nad jej ra­da­mi. A je­śli tak, to roz­waż jej ar­gu­men­ty, spo­tkaj się, po­słu­chaj ze spo­ko­jem. Za­ko­cha­ni ma­ją to do sie­bie, że wszyst­ko wi­dzą w ró­żo­wych oku­la­rach. To pięk­ne, ale cza­sa­mi… nie­bez­piecz­ne.

Pa­ola, ja wie­rzę w lu­dzi i wie­rzę, że zmie­nia­ją się na lep­sze. Nie na­pi­sa­łaś co praw­da, w ja­ki spo­sób chło­pak pod­padł Two­im ro­dzi­com i z ja­kie­go po­wo­du się roz­sta­li­ście, ale mo­że war­to dać mu szan­sę? Wa­run­kiem, mo­im zda­niem, po­win­na być szcze­ra chęć po­pra­wy je­go za­cho­wa­nia i uważ­ne ob­ser­wo­wa­nie, czy mo­żesz mu ufać. Wiel­ką ostroż­ność za­cho­waj, je­śli Twój ko­le­ga wszedł w kon­flikt z pra­wem, miał pro­blem z nad­uży­wa­niem al­ko­ho­lu, był agre­syw­ny itp. To wa­dy du­że­go ka­li­bru. I choć na­pi­sa­łam, że prze­cież każ­dy z nas za­słu­gu­je na dru­gą szan­sę, bo nie je­ste­śmy ide­al­ni, war­to, że­by za­ko­cha­nie nie by­ło jed­no­cze­śnie za­śle­pie­niem. Nie­ste­ty, wie­le jest cho­ciaż­by hi­sto­rii ko­biet (i męż­czyzn), któ­re zwią­za­ły się z part­ne­rem, któ­ry np. pi­je al­bo bie­rze nar­ko­ty­ki. Przy­świe­ca­ła te­mu pięk­na idea: mo­ja mi­łość go zmie­ni. A fi­nał tych hi­sto­rii był smut­ny.

Ży­czę Ci mą­dro­ści w ro­ze­zna­niu tej sy­tu­acji. I pa­mię­taj, że masz Ko­goś, kto po­mo­że Ci pod­jąć każ­dą, na­wet naj­trud­niej­szą de­cy­zję!

Po­zdra­wiam ser­decz­nie,

Mag­da

 

Katolicyzm „light”

Ła­two za­uwa­żyć, że od ja­kie­goś cza­su na­stą­pił wy­syp (a tak­że wy­lew) pro­duk­tów na róż­ne spo­so­by „od­chu­dzo­ny­chˮ (li­ght). Wszyst­ko za­czę­ło się od co­li i pi­wa „li­gh­tˮ, a po­tem w skle­pach za­czę­ły po­ka­zy­wać się in­ne pro­duk­ty z tym „do­dat­kie­mˮ w na­zwie – mia­no­wi­cie wę­dli­ny, na­biał, pro­duk­ty zbo­żo­we itp. Pod­sta­wo­wa za­sa­da po­ja­wia­nia się te­go ty­pu wy­ro­bów to mi­ni­ma­li­zo­wa­nie ilo­ści te­go skład­ni­ka, któ­ry – sto­so­wa­ny w nor­mal­nej ilo­ści – mo­że nie­któ­rym oso­bom za­szko­dzić.

foto_01-01_18-2014

Od tych spo­strze­żeń ro­dem z su­per­mar­ke­tu przejdź­my do spraw po­waż­niej­szych. Otóż od wie­lu lat stop­nio­wo ob­ser­wu­je­my ten­den­cję do „roz­wad­nia­niaˮ, „od­chu­dza­niaˮ wia­ry ka­to­lic­kiej – na ta­ką wia­rę „li­ght”. Pod­sta­wo­wa idea kry­ją­ca się za ta­ki­mi pró­ba­mi to chęć uczy­nie­nia wia­ry ła­twiej ak­cep­to­wal­ną dla współ­cze­sne­go czło­wie­ka. Ten­den­cja ta ujaw­nia się w książ­kach ka­to­lic­kich, pra­sie, ka­za­niach i pod­czas na­uki re­li­gii – od przed­szko­li po­czy­na­jąc, na dusz­pa­ster­stwach aka­de­mic­kich koń­cząc. Ale nie tyl­ko. Rok te­mu na Przy­stan­ku Wo­od­stock dzie­siąt­ki ty­się­cy mło­dych usły­sza­ło od bar­dzo zna­ne­go ka­pła­na na­stę­pu­ją­ce sło­wa: „Nic nie przy­je­cha­łem ofe­ro­wać. Ofe­ru­ję sie­bie, swo­je do­świad­cze­nie. Rób­ta co chce­ta!”

Roz­wad­nia­nieˮ ka­to­li­cy­zmu osią­ga się na przy­naj­mniej dwa spo­so­by. Pierw­sza me­to­da to cał­ko­wi­te po­mi­ja­nie prawd, któ­re są uwa­ża­ne dziś za „nie­mod­neˮ lub „zbyt trud­neˮ do zro­zu­mie­nia przez współ­cze­sne­go czło­wie­ka. Na­le­żą tu ta­kie ka­to­lic­kie praw­dy, jak np. na­ucza­nie o grze­chu pier­wo­rod­nym, o grze­chu śmier­tel­nym za­słu­gu­ją­cym na pie­kło, o sa­mym pie­kle ja­ko ta­kim, o czyść­cu, o ist­nie­niu dia­bła, o sied­miu grze­chach głów­nych, o fak­cie ku­sze­nia przez Złe­go, o po­trze­bie i war­to­ści po­ku­ty w po­sta­ci po­stu, o są­dzie szcze­gó­ło­wym każ­de­go czło­wie­ka za­raz po śmier­ci i o są­dzie osta­tecz­nym przy koń­cu świa­ta. Nie­któ­rzy cał­kiem słusz­nie na­zwa­li tę wy­biór­czość co do prawd wia­ry „Ka­wia­ren­ką Ka­to­li­cy­zmˮ.

Dru­ga me­to­da to prze­sad­ne pod­kre­śla­nie przy­jem­nych i ra­do­snych aspek­tów ka­to­li­cy­zmu. Oczy­wi­ście, że one ist­nie­ją i są po­trzeb­ne, ale pod­kre­śla się je zbyt moc­no, np. pierw­szeń­stwo mi­ło­ści (czę­sto bez okre­śle­nia ja­kiej mi­ło­ści), Bo­ża do­broć, mi­ło­sier­dzie i chęć prze­ba­cza­nia wraz z wprost stwier­dza­ną wia­rą w to, że wszy­scy pój­dą do nie­ba. Wer­sja „li­ght” ta­kie­go „od­chu­dzo­ne­goˮ na­ucza­nia to prak­tycz­nie czy­sty hu­ma­ni­ta­ryzm, nie­róż­nią­cy się od na­ucza­nia pro­te­stanc­kie­go.

Obec­ny nu­mer „Dro­gi”, któ­ry trzy­ma­cie w rę­kach, po­świę­co­ny jest od­po­wie­dzi na py­ta­nie: „Co ka­to­lik mo­że?”. Czy stać nas dzi­siaj tyl­ko na wia­rę „li­ght”? Czło­wiek czę­sto bo­wiem py­ta o to, czy da­na rzecz jest czy nie jest jesz­cze grze­chem. Po­wiedz­my otwar­cie, że ta­kie sta­wia­nie spra­wy wy­raź­nie wska­zu­je na sła­bą jesz­cze wia­rę, ro­zu­mia­ną ja­ko ko­niecz­ność uchy­la­nia się od pew­nych za­cho­wań (czę­sto przy­jem­nych) po to, by za­do­wo­lić Bo­ga Oj­ca, któ­ry mógł­by się po­gnie­wać. Nie ma to jed­nak nic wspól­ne­go z wia­rą. Czy oso­bie za­ko­cha­nej trze­ba wy­ja­śniać, co na­le­ży czy­nić, a cze­go nie? Po co? Od­po­wiedź jest pro­sta: „Ro­bię wszyst­ko, co uszczę­śli­wi ukochaną/ uko­cha­ne­go, a wiem to po pro­stu z ser­ca! Nie po­trze­bu­ję pod­ręcz­ni­ka”.

Za­chę­cam was do prze­czy­ta­nia ca­łe­go nu­me­ru „Dro­gi”. Bar­dzo róż­ne i mą­dre po­dej­ście do te­ma­tu mo­że być dla was in­spi­ra­cją na no­wo roz­po­czę­ty rok szkol­ny i ka­te­che­tycz­ny. Przy­glą­daj­cie się świa­tu. Oce­niaj­cie we­dług Ewan­ge­lii. I dzia­łaj­cie – z mło­da mo­cą, tak jak tyl­ko wy po­tra­fi­cie. Do ta­kiej oso­bi­stej od­po­wie­dzi na py­ta­nie „Co ka­to­li­ko­wi wol­no?” – w od­nie­sie­niu do Bo­ga i w opar­ciu o przy­ka­za­nia i Ewan­ge­lię – z ser­ca was dziś za­pra­szam.

 

Ks. Piotr Wró­bel

 

Człowiek nie może stać się niewolnikiem swoich różnych skłonności i namiętności

Chry­stus py­ta każ­de­go i każ­dą z was: „Czy mi­łu­jesz?”. Chry­stus py­ta: „Czy mi­łu­jesz Mnie?”. Chry­stus py­ta: „Czy mi­łu­jesz Mnie bar­dziej?”. Wejdź w głę­bię swe­go mło­de­go ser­ca. Tam znaj­dziesz od­po­wiedź. Mi­łość jest w to­bie. To Bo­ży dar. A za­tem patrz w przy­szłość i nie bój się po­wie­dzieć Chry­stu­so­wi: tak. Choć to mi­łość wy­ma­ga­ją­ca, nie bój się ko­chać Chry­stu­sa. On pierw­szy nas umi­ło­wał – umi­ło­wał do koń­ca. Led­ni­ca, 2004 r.

Duch te­go świa­taˮ ofe­ru­je wie­le fał­szy­wych złu­dzeń oraz ka­ry­ka­tur szczę­ścia. Nie ma chy­ba głęb­szej ciem­no­ści niż ta, któ­ra prze­ni­ka du­szę mło­dych lu­dzi, kie­dy to fał­szy­wi pro­ro­cy ga­szą w nich świa­tło wia­ry, na­dziei i mi­ło­ści. Naj­więk­szym pod­stę­pem i naj­głęb­szym źró­dłem nie­szczę­ścia jest złu­dze­nie od­kry­wa­nia ży­cia po­przez wy­klu­cze­nie Bo­ga, od­naj­dy­wa­nia wol­no­ści po­przez wy­klu­cze­nie prawd mo­ral­nych oraz oso­bi­stej od­po­wie­dzial­no­ści. Do­wn­sview, 2002 r.

Eu­cha­ry­stia jest sa­kra­men­tem obec­no­ści Chry­stu­sa, któ­ry da­je nam sie­bie, bo nas ko­cha. Ko­cha On każ­de­go z nas w spo­sób oso­bi­sty i je­dy­ny w kon­kret­nym ży­ciu każ­de­go dnia: w ro­dzi­nie, wśród przy­ja­ciół, w stu­diach i w pra­cy, w wy­po­czyn­ku i roz­ryw­ce. Ko­cha nas, kie­dy na­peł­nia świe­żo­ścią dni na­szej eg­zy­sten­cji i tak­że wów­czas, gdy w go­dzi­nie cier­pie­nia do­pusz­cza, by przy­szedł na nas czas pró­by. Rów­nież bo­wiem przez naj­cięż­sze do­świad­cze­nia da­je nam sły­szeć swój głos. Tor Ver­ga­ta, 2000 r.

Czło­wiek nie mo­że stać się nie­wol­ni­kiem swo­ich róż­nych skłon­no­ści i na­mięt­no­ści, nie­kie­dy ce­lo­wo pod­sy­ca­nych. Przed tym nie­bez­pie­czeń­stwem trze­ba się bro­nić. Trze­ba umieć uży­wać swo­jej wol­no­ści, wy­bie­ra­jąc to, co jest do­brem praw­dzi­wym. Nie daj­cie się znie­wa­lać! Nie daj­cie się znie­wo­lić, nie daj­cie się sku­sić pseu­do­war­to­ścia­mi, pół­praw­da­mi, uro­kiem mi­ra­ży, od któ­rych póź­niej bę­dzie­cie się od­wra­cać z roz­cza­ro­wa­niem, po­ra­nie­ni, a mo­że na­wet ze zła­ma­nym ży­ciem. Wro­cław, 1997 r.

 

 Św. Jan Pa­weł II