Drodzy Czytelnicy!

Już, już za chwi­lę Bo­że Na­ro­dze­nie, czy­li je­den z naj­bar­dziej „ro­dzin­nych” okre­sów w ro­ku. Usią­dzie­my ra­zem do sto­łu, po­dzie­li­my się opłat­kiem i zje­my pysz­ną ko­la­cję wi­gi­lij­ną. Bę­dzie­my śpie­wać ko­lę­dy i pój­dzie­my na pa­ster­kę. Spę­dzi­my du­żo cza­su z ro­dzi­ca­mi i ro­dzeń­stwem. Nie­któ­rych od­wie­dzą bab­cie i dziad­ko­wie, in­ni po­ja­dą na świę­ta do ro­dzi­ny. Nie wszy­scy jed­nak ma­ją to szczę­ście, że ich bli­scy są na wy­cią­gnię­cie rę­ki. Nie wszy­scy spę­dzą świę­ta z ma­mą i ta­tą. Dla­cze­go? Nie­któ­rzy ro­dzi­ce wy­jeż­dża­ją do pra­cy za­gra­ni­cę, zo­sta­wia­jąc w Pol­sce swo­je ro­dzi­ny. Czę­ści z nich nie uda się wziąć urlo­pu i wró­cić do do­mu na świę­ta. Co zro­bić, gdy mo­że­my ma­mę lub ta­tę wi­dy­wać raz na ja­kiś czas i jak pod­trzy­mać tę trud­ną re­la­cję? Pod­po­wie­dzi znaj­dzie­cie w ar­ty­ku­łach Mag­dy Urlich.

W czę­ści dla kan­dy­da­tów do Bierz­mo­wa­nia znaj­dzie­cie świa­dec­two Ali­cji, któ­ra przy­ję­ła już ten sa­kra­ment i któ­ra czę­sto py­ta Du­cha Świę­te­go, jak po­win­na po­stą­pić, gdy nie ma po­ję­cia, co na­le­ży zro­bić. Do­wie­cie się, ja­kie są za­sa­dy wy­bo­ru świad­ka do Bierz­mo­wa­nia i dla­cze­go chrze­ści­ja­ni­na moż­na po­rów­nać do wę­giel­ka. Na koń­cu cze­ka na was nie­sa­mo­wi­ta hi­sto­ria Grze­go­rza, któ­ry choć od­rzu­cił wia­rę, to się na­wró­cił, bo... po­czuł za­pach Pa­na Bo­ga. Szcze­gó­ły prze­czy­ta­cie w je­go przej­mu­ją­cym świa­dec­twie.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Nie wyrzucaj słoni

Zdo­bądź się na gest dla śro­do­wi­ska. Bądź eko. Wy­rzu­caj mniej. Bo uto­nie­my, ale nie w wo­dzie, lecz w śmie­ciach.

Da­ne są alar­mu­ją­ce. Każ­dy z nas wy­rzu­ca rocz­nie ok. 311 kg od­pa­dów. Po­wiesz, że to mniej niż śred­nia dla kra­jów Unii Eu­ro­pej­skiej, któ­ra wy­no­si bli­sko 500 ki­lo­gra­mów na miesz­kań­ca? Tak, ale wy­rzu­ca­my z ro­ku na rok co­raz wię­cej. Słoń afry­kań­ski po uro­dze­niu wa­ży ok. 110 kg. Na­sze śmie­ci wa­żą za­tem ty­le, co trzy ta­kie sło­nie. Licz­by ro­bią wra­że­nie.

Fot. 123RF.com / Za­val­ny­uk Ser­gey

Pro­du­ko­wać mniej śmie­ci

Roz­wią­za­nie? Za­cząć do sie­bie i pro­du­ko­wać mniej śmie­ci. Nie od ra­zu mu­sisz do­łą­czyć do eks­tre­mal­nych eko­lo­gów, któ­rych śmie­ci z ca­łe­go ro­ku (!) miesz­czą się w pu­deł­ku po bu­tach (!). Nie od ra­zu też mu­sisz za­kła­dać na bal­ko­nie ho­dow­lę dżdżow­nic ka­li­for­nij­skich, któ­re w kom­po­stow­ni­ku bę­dą zja­dać od­pad­ki or­ga­nicz­ne, czy­li m.in. skór­ki owo­ców, reszt­ki wa­rzyw, ogryz­ki ja­błek, i wy­da­lać je w for­mie bio­hum­mu­su, czy­li skład­ni­ka bar­dzo ży­znej gle­by (do­sko­na­łe­go dla ogrod­ni­ków). Co mo­żesz za­tem zro­bić? Do­łą­czyć do ru­chu ze­ro wa­ste na wła­snych za­sa­dach. Krok po kro­ku. Ruch ten opie­ra się na trzech głów­nych fi­la­rach. Ko­lej­no: re­duk­cji ku­po­wa­nych rze­czy, któ­re ge­ne­ru­ją póź­niej od­pa­dy, tra­fia­ją­ce na wy­sy­pi­ska śmie­ci. Po­now­nym uży­ciu te­go, co już ma­my, czy­li np. stwo­rze­niu ze szkla­nej bu­tel­ki wa­zo­nu na kwia­ty a z pu­deł­ka po bu­tach po­jem­ni­ka na prze­cho­wy­wa­nie pa­mią­tek. Re­cy­klin­gu, czy­li se­gre­ga­cji śmie­ci, któ­re dzię­ki te­mu zo­sta­ją po­now­nie prze­ro­bio­ne np. na pa­pier to­a­le­to­wy.

Eko, czyli...pyszne!

Jest wie­le co­dzien­nych eko­lo­gicz­nych roz­wią­zań, któ­re mo­gą świet­nie spraw­dzić się u cie­bie. Na wy­ciecz­kę w gó­ry czy nad rze­kę za­bierz wo­rek na śmie­ci, któ­re tra­fią póź­niej do do­mo­we­go ko­sza i zo­sta­ną pod­da­ne re­cy­klin­go­wi. Se­gre­guj wszyst­kie od­pa­dy w do­mu. Chcesz się po­zbyć do­brych ubrań? Po­da­ruj je lo­kal­nej or­ga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nej lub zrób ze zna­jo­my­mi ich wy­mia­nę. Po­ma­ga­jąc ro­dzi­com w do­mo­wych po­rząd­kach, na­mów ich na ko­rzy­sta­nie z eko­lo­gicz­nych środ­ków do czysz­cze­nia, by zu­żyć mniej pla­sti­ko­wych opa­ko­wań. Dłu­go­pi­sy i przy­bo­ry szkol­ne wsadź do ozdo­bio­ne­go przez cie­bie sło­ika, by nadać mu dru­gie ży­cie. Prze­czy­ta­ną książ­kę za­nieś do bi­blio­te­ki lub po­da­ruj ko­le­dze. Za­miast wo­dy w pla­sti­ko­wych bu­tel­kach ko­rzy­staj z tej z kra­nu lub prze­fil­tro­wa­nej w spe­cjal­nym dzban­ku, i wle­waj ją do eko­lo­gicz­nej bu­tel­ki wie­lo­krot­ne­go użyt­ku. Na spo­tka­niach ze zna­jo­my­mi nie ko­rzy­staj z jed­no­ra­zo­wych ta­le­rzy­ków i sztuć­ców. Ogra­nicz pla­sti­ko­we od­pad­ki, re­zy­gnu­jąc z uży­wa­nia sło­mek i po­móż ro­dzi­com zro­bić prze­two­ry na zi­mę, że­by ogra­ni­czyć ku­po­wa­nie mro­żo­nych wa­rzyw i sa­ła­tek w pla­sti­ko­wych opa­ko­wa­niach. Pij her­ba­tę li­ścia­stą a nie w to­reb­kach. Skle­po­we so­ki za­stąp wy­ci­ska­ny­mi ze świe­żych wa­rzyw i owo­ców w do­mu. Nie dru­kuj nie­po­trzeb­nych ma­te­ria­łów, któ­re póź­niej i tak tra­fią do ko­sza. Pre­zen­ty dla zna­jo­mych pa­kuj w ład­ne to­reb­ki, w któ­rych sam coś otrzy­ma­łeś. W dro­dze do szko­ły nie ku­puj ba­to­ni­ków. Zrób so­bie sam smacz­ną i zdro­wą prze­ką­ską. In­ter­net jest ko­pal­nią po­my­słów na do­mo­we, pysz­ne sma­ko­ły­ki.

Sprzą­ta­nie świa­ta

Je­śli chcesz dzia­łać na szer­szą ska­lę, to za­pro­po­nuj w szko­le eko­lo­gicz­ne wy­da­rze­nie. 22 kwiet­nia ob­cho­dzi­my Dzień Zie­mi. To do­sko­na­ła oka­zja, by na­mó­wić na­uczy­cie­li, by te­go dnia wspól­nie się za­sta­no­wić nad pro­ble­mem śmie­ci. Chęt­ni mo­gą przy­go­to­wać pre­zen­ta­cję, by po­ka­zać, jak du­ży to pro­blem i jak moż­na go roz­wią­zać. Wszy­scy mo­gą się włą­czyć w wy­mia­nę ksią­żek, któ­re prze­czy­ta­ne le­żą na do­mo­wych pół­kach. In­ną do­brą oka­zją do za­dba­nia o śro­do­wi­sko jest Sprzą­ta­nie świa­ta, któ­re od­by­wa się w trze­ci week­end wrze­śnia. Mo­żesz na­mó­wić wy­cho­waw­cę i kla­sę na po­sprzą­ta­nie ka­wał­ka oko­licz­ne­go la­su, oko­lic szko­ły czy lo­kal­ne­go par­ku z po­roz­rzu­ca­nych w tych miej­scach śmie­ci. Do wrze­śnia da­le­ko? Nie cze­kaj. Stwórz wasz dzień sprzą­ta­nia.

Na­sza uci­ska­na i zde­wa­sto­wa­na zie­mia

Pa­pież Fran­ci­szek na­pi­sał w 2015 r. en­cy­kli­kę Lau­da­to si» o eko­lo­gii. Za­czął ją sło­wa­mi: „Lau­da­to si’, mi’ Si­gno­re – Po­chwa­lo­ny bądź, Pa­nie mój, śpie­wał świę­ty Fran­ci­szek z Asy­żu. W tej pięk­nej pie­śni przy­po­mniał, że nasz wspól­ny dom jest jak sio­stra, z któ­rą dzie­li­my ist­nie­nie, i jak pięk­na mat­ka, bio­rą­ca nas w ra­mio­na: « Po­chwa­lo­ny bądź, mój Pa­nie, przez sio­strę na­szą, mat­kę zie­mię, któ­ra nas ży­wi i cho­wa, wy­da­je róż­ne owo­ce z barw­ny­mi kwia­ta­mi i tra­wa­mi ». Ta sio­stra pro­te­stu­je z po­wo­du zła, ja­kie jej wy­rzą­dza­my nie­od­po­wie­dzial­nym wy­ko­rzy­sty­wa­niem i ra­bun­ko­wą eks­plo­ata­cją dóbr, któ­re Bóg w niej umie­ścił. Do­ra­sta­li­śmy my­śląc, że je­ste­śmy jej wła­ści­cie­la­mi i rząd­ca­mi upraw­nio­ny­mi do jej ogra­bie­nia. Prze­moc, ja­ka ist­nie­je w ludz­kich ser­cach zra­nio­nych grze­chem, wy­ra­ża się rów­nież w ob­ja­wach cho­ro­by, ja­ką do­strze­ga­my w gle­bie, wo­dzie, po­wie­trzu i w isto­tach ży­wych. Z te­go wzglę­du wśród naj­bar­dziej za­nie­dba­nych i źle trak­to­wa­nych znaj­du­je się na­sza uci­ska­na i zde­wa­sto­wa­na zie­mia, któ­ra «ję­czy i wzdy­cha w bó­lach ro­dze­nia » (Rz 8, 22)”. To znak, że Ko­ściół rów­nież trosz­czy się o nasz wspól­ny ziem­ski dom.

Po­mo­żesz swo­jej swo­jej sio­strze, mat­ce zie­mi? Dla eko­lo­ga nie ma miej­sca na sło­wa „nie chce mi się” czy „za­cznę, ale od ju­tra”. Krok po kro­ku, w nie­uciąż­li­wy spo­sób mo­żesz zre­du­ko­wać śmie­ci i za­pa­łem za­ra­zić ko­le­żan­ki i ko­le­gów. Po­dzię­ku­je ci za to mat­ka zie­mia. Do dzie­ła!

En­cy­kli­ka Lau­da­to si» w ca­ło­ści tu­taj.

Aga­ta Goł­da

 

Świadek Bierzmowania

Świa­dek Bierz­mo­wa­nia to ktoś wy­róż­nio­ny. Wy­bra­ny przez oso­bę przy­stę­pu­ją­cą do te­go sa­kra­men­tu. To ktoś, kto do­stę­pu­je za­szczy­tu po­ma­ga­nia bierz­mo­wa­ne­mu w osią­gnię­ciu doj­rza­ło­ści, czy­li w sta­wa­niu się do­brym i mą­drym.

Jak by­ło daw­niej?

W pierw­szych wie­kach chrze­ści­jań­stwa Chrztu świę­te­go udzie­la­no zwy­kle oso­bom do­ro­słym, któ­re by­ły do te­go so­lid­nie przy­go­to­wy­wa­ne i wy­ka­zy­wa­ły się du­żym stop­niem doj­rza­ło­ści. To dla­te­go ochrzczo­ny w ra­mach tej sa­mej uro­czy­sto­ści przyj­mo­wał rów­nież sa­kra­ment Bierz­mo­wa­nia. W kon­se­kwen­cji świad­ko­wie Chrztu by­li jed­no­cze­śnie świad­ka­mi Bierz­mo­wa­nia. Od­kąd po­wszech­na sta­ła się prak­ty­ka chrzcze­nia ma­łych dzie­ci, przyj­mo­wa­nie Bierz­mo­wa­nia zo­sta­ło prze­su­nię­te na póź­niej­szy okres ży­cia. Sta­ło się tak, by ochrzczo­ny mógł zo­stać od­po­wied­nio przy­go­to­wa­ny do sa­kra­men­tu chrze­ści­jań­skiej doj­rza­ło­ści. W tej no­wej sy­tu­acji po­ja­wi­ła się no­wa funk­cja, czy­li świa­dek Bierz­mo­wa­nia.

Fot. unsplash.com / Ma­theus Fer­re­ro

Ro­la świad­ka bierz­mo­wa­nia

Kan­dy­dat do Bierz­mo­wa­nia tym traf­niej wy­bie­rze od­po­wied­nią oso­bę na świad­ka, im bar­dziej uświa­do­mi so­bie za­da­nia, ja­kie na ta­kiej oso­bie spo­czy­wa­ją. Nie cho­dzi tu je­dy­nie o to, by w cza­sie uro­czy­sto­ści świa­dek Bierz­mo­wa­nia sta­nął za bierz­mo­wa­nym, by po­ło­żył rę­kę na je­go pra­wym ra­mie­niu i by po­dał je­go imię bi­sku­po­wi czy ka­pła­no­wi, któ­ry udzie­la te­go sa­kra­men­tu. Cho­dzi o coś znacz­nie wię­cej. Świa­dek Bierz­mo­wa­nia to ktoś, kto ma na co dzień świad­czyć wo­bec bierz­mo­wa­ne­go o Je­zu­sie, o Je­go mi­ło­ści i mą­dro­ści. A tak­że o tym, że naj­bar­dziej doj­rza­li i naj­szczę­śliw­si sta­je­my się wte­dy, gdy słu­cha­my Je­zu­sa nie tyl­ko bar­dziej niż in­nych lu­dzi, ale też bar­dziej niż sa­mych sie­bie – niż na­sze­go cia­ła, na­szych po­pę­dów, emo­cji czy jak­że czę­sto omyl­nych prze­ko­nań.

Za­sa­dy wy­bo­ru świad­ka

Po­za wy­jąt­ko­wy­mi sy­tu­acja­mi, świa­dek Bierz­mo­wa­nia po­wi­nien być tej sa­mej płci, co bierz­mo­wa­ny. Sko­ro ma po­ma­gać bierz­mo­wa­ne­mu w wier­nym na­śla­do­wa­niu Je­zu­sa, to war­to o tę funk­cję po­pro­sić jed­ne­go z ro­dzi­ców chrzest­nych. Dla chłop­ców jest to oj­ciec chrzest­ny, a dla dziew­cząt – mat­ka chrzest­na. Cza­sem są po­wo­dy, by wy­brać in­ną oso­bę, na przy­kład wte­dy, gdy ro­dzic chrzest­ny jest cho­ry czy gdy prze­ży­wa du­cho­wy kry­zys i sam po­trze­bu­je po­mo­cy. Świad­kiem nie mo­że być ro­dzic bierz­mo­wa­ne­go, bo ro­dzi­ce z mo­cy sa­kra­men­tu mał­żeń­stwa są już zo­bo­wią­za­ni do ka­to­lic­kie­go wy­cho­wy­wa­nia swo­ich dzie­ci. Naj­ła­twiej wy­brać świad­ka Bierz­mo­wa­nia wte­dy, gdy bierz­mo­wa­ny tu i te­raz czu­je się szcze­gól­nie moc­no wspie­ra­ny na dro­dze Bo­żej mi­ło­ści i mą­dro­ści przez ja­kąś oso­bę spo­śród krew­nych czy przy­ja­ciół. Ta­ka oso­ba bę­dzie z pew­no­ścią do­brym świad­kiem.

Ko­go wy­brać?

Ko­ściół po­da­je kon­kret­ne kry­te­ria, któ­re ma speł­niać oso­ba zdol­na do by­cia świad­kiem Bierz­mo­wa­nia. Ma to być ktoś ochrzczo­ny i bierz­mo­wa­ny w Ko­ście­le ka­to­lic­kim. Mu­si mieć skoń­czo­ne 16 lat. Ta­ka oso­ba ma być za­przy­jaź­nio­na z Chry­stu­sem, co prze­ja­wia się po­przez uczest­ni­cze­nie w nie­dziel­nej Eu­cha­ry­stii, oso­bi­stą mo­dli­twę, re­gu­lar­ne ko­rzy­sta­nie z sa­kra­men­tów po­ku­ty i po­jed­na­nia, włą­cze­nie się do ka­to­lic­kiej gru­py for­ma­cyj­nej oraz po­stę­po­wa­nie zgod­ne z De­ka­lo­giem i przy­ka­za­nia­mi mi­ło­ści. Nie mo­że być świad­kiem Bierz­mo­wa­nia ktoś, kto odłą­czył się od wspól­no­ty Ko­ścio­ła czy kto ła­mie pod­sta­wo­we nor­my mo­ral­ne (bo na przy­kład ży­je w kon­ku­bi­na­cie, od­szedł od mał­żon­ka czy jest w związ­ku ho­mo­sek­su­al­nym). Świa­dek Bierz­mo­wa­nia ma naj­pierw świad­czyć o tym, że sam jest doj­rza­łym uczniem Je­zu­sa, a tak­że o tym, że je­go du­mą i ra­do­ścią jest po­ma­ga­nie in­nym lu­dziom, by wy­bie­ra­li tę dro­gę, któ­rą wska­zu­je Je­zus, czy­li dro­gę bło­go­sła­wień­stwa i ży­cia.

ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki

Po co nam Kościół?

Je­stem księ­dzem, za­kon­ni­kiem, pi­ja­rem i uwa­żam się za szczę­śliw­ca.

W Ko­ście­le – pi­sa­nym wiel­ką li­te­rą „k” – i w ko­ście­le – pi­sa­nym ma­łą „k” – ni­gdy się nie nu­dzę. Mo­że dla­te­go tak do­brze się w nim czu­ję. Ko­ściół ko­ja­rzy mi się z nie­ustan­ną ak­tyw­no­ścią.

A ty: ja­kie masz sko­ja­rze­nia ze sło­wem „ko­ściół”? Od­po­wie­dzi bę­dzie ty­sią­ce. Ktoś mo­że nie naj­le­piej po­my­śleć o księ­żach, in­ny mo­że przy­po­mni so­bie swo­ją bab­cię, któ­ra scho­ro­wa­na z tru­dem cho­dzi­ła do ko­ścio­ła i dzi­wi­ła się, że wnu­ki nie chcą do nie­go cho­dzić. Ko­muś in­ne­mu ko­ściół w ogó­le ko­ja­rzy się z gru­pą star­szych osób, któ­re ni­by po ci­chu, ale tak na­praw­dę szep­tem od­ma­wia­ją ró­ża­niec, jesz­cze in­ne­mu ko­ja­rzy się on z twar­dy­mi i nie­wy­god­ny­mi ław­ka­mi. In­nym przy­po­mi­na­ją się du­ży krzyż, ob­ra­zy, fi­gu­ry, ma­lo­wi­dła, wi­tra­że…

Fot. unsplash.com / Ja­mes Owen

Ni­czym kart­ka w książ­ce

Czym jest Ko­ściół? Jest on po­dob­ny do mał­żeń­stwa. Czy isto­tę mał­żeń­stwa moż­na spro­wa­dzić do ob­rą­czek, ce­re­mo­nii za­ślu­bin czy kon­trak­tu? Mał­żeń­stwo to coś wię­cej – to re­la­cja opar­ta na mi­ło­ści, za­ufa­niu i wier­no­ści. Po­dob­nie isto­tą Ko­ścio­ła nie jest je­dy­nie in­sty­tu­cja, ale re­la­cja po­mię­dzy Bo­giem a Je­go lu­dem. I nie ozna­cza to re­la­cji po­mię­dzy Bo­giem a każ­dym po­je­dyn­czym czło­wie­kiem, ale mię­dzy Bo­giem a wspól­no­tą lu­dzi. Wia­ra chrze­ści­jań­ska za­kła­da tzw. re­la­cję pio­no­wą, czy­li więź czło­wie­ka z Bo­giem oraz re­la­cję po­zio­mą, czy­li na­sze re­la­cje z in­ny­mi. Każ­dy ochrzczo­ny jest ni­czym kart­ka pa­pie­ru włą­czo­na do książ­ki ja­ko jej część. W ten spo­sób hi­sto­ria każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na, tak he­ro­icz­ność je­go świę­to­ści, jak i tra­ge­dia je­go grze­chu, skła­da się na hi­sto­rię ca­łe­go Ko­ścio­ła. No­wy Te­sta­ment zna wie­lu po­je­dyn­czych bo­ha­te­rów, ale nie sa­mot­ni­ków. Dwóch rze­czy na pew­no nie moż­na zro­bić w sa­mot­no­ści: żyć w mał­żeń­stwie i być chrze­ści­ja­ni­nem.

Chrze­ści­ja­nin po­za wspól­no­tą jest jak wę­gie­lek po­za ogni­skiem: za­czy­na przy­ga­sać, chłod­nie­je…

Pe­wien mło­dy czło­wiek od­wie­dził swo­je­go dziad­ka, by opo­wie­dzieć mu o swo­ich wąt­pli­wo­ściach w wie­rze. Sie­dzie­li wte­dy obaj przy ko­min­ku. Dzia­dek – nic nie mó­wiąc – pod­szedł do ko­min­ka, szczyp­ca­mi wy­jął z pło­mie­ni roz­pa­lo­ny do czer­wo­no­ści wę­gie­lek i po­ło­żył go obok pa­le­ni­ska. Na­dal nic nie mó­wił. Po pa­ru mi­nu­tach wę­gie­lek prze­stał się ża­rzyć i w koń­cu wy­gasł. Wte­dy wło­żył go z po­wro­tem do ognia. I wkrót­ce znów był pe­łen bla­sku. Dzia­dek na­dal ni­cze­go nie tłu­ma­czył, nie prze­ko­ny­wał, ale ów mło­dy czło­wiek zro­zu­miał… Chrze­ści­ja­nin po­za wspól­no­tą jest jak wę­gie­lek po­za ogni­skiem, za­czy­na przy­ga­sać, chłod­nie­je…

By świe­ci­ło wszyst­kim, któ­rzy są w do­mu

Pro­wa­dząc ży­cie du­cho­we zda­rza się, że Pan Bóg nie tyl­ko za­pa­la, ale wręcz roz­pa­la w nas pło­mień wia­ry. „Nie za­pa­la się świa­tła i nie sta­wia pod kor­cem, ale na świecz­ni­ku, aby świe­ci­ło wszyst­kim, któ­rzy są w do­mu. Tak niech świe­ci wa­sze świa­tło przed ludź­mi, aby wi­dzie­li wa­sze do­bre uczyn­ki i chwa­li­li Oj­ca wa­sze­go, któ­ry jest w nie­bie” Mt 5, 15–16.

Jak dziec­ko po­trze­bu­je ro­dzi­ny, tak chrze­ści­ja­nin po­trze­bu­je wspól­no­ty. Je­zus mó­wił o so­bie, że jest Do­brym Pa­ste­rzem. Na­tu­rą owiec nie jest ży­cie sa­mot­ne, ale ży­cie w sta­dach. Ktoś kie­dyś po­wie­dział, że ra­dość dzie­lo­na z dru­gą oso­bą to po­dwój­na ra­dość, a smu­tek dzie­lo­ny z dru­gim czło­wie­kiem to po­ło­wa smut­ku.

Po co nam Ko­ściół? Naj­kró­cej mó­wiąc, do zba­wie­nia. W ka­te­chi­zmie dla mło­dych Youcat czy­ta­my: „Bóg chce Ko­ścio­ła, po­nie­waż chce zba­wić nas nie po­je­dyn­czo, lecz we wspól­no­cie. Chce uczy­nić z ca­łej ludz­ko­ści swój lud. Nikt nie po­dą­ża do nie­ba aspo­łecz­ną dro­gą. Kto my­śli je­dy­nie o so­bie i zba­wie­niu wła­snej du­szy, ży­je aspo­łecz­nie. A to, tak w nie­bie, jak i na zie­mi, jest nie­moż­li­we. Sam Bóg nie jest aspo­łecz­ny”. Bóg Oj­ciec, Syn Bo­ży i Duch Świę­ty to wspól­no­ta Osób Bo­skich. A czło­wiek zo­stał prze­cież stwo­rzo­ny na Je­go ob­raz i po­do­bień­stwo.

o. Ja­cek Wo­lan SchP

Dziękujemy, nasz drogi i umiłowany papieżu Pawle VI!

W tym dniu be­aty­fi­ka­cji pa­pie­ża Paw­ła VI przy­cho­dzą mi na myśl je­go sło­wa, któ­ry­mi usta­na­wiał Sy­nod Bi­sku­pów: „Śle­dząc uważ­nie zna­ki cza­sów, sta­ra­my się do­sto­so­wać dro­gi i me­to­dy (…) do wzra­sta­ją­cych wy­ma­gań na­szych dni i zmie­nia­ją­cych się wa­run­ków spo­łecz­nych”.

W od­nie­sie­niu do te­go wiel­kie­go pa­pie­ża, od­waż­ne­go chrze­ści­ja­ni­na, nie­stru­dzo­ne­go apo­sto­ła, przed Bo­giem mo­że­my dziś tyl­ko wy­po­wie­dzieć sło­wo tak pro­ste, a jed­no­cze­śnie szcze­re i waż­ne: Dzię­ku­je­my nasz dro­gi i umi­ło­wa­ny pa­pie­żu Paw­le VI! Dzię­ku­je­my za two­je po­kor­ne i pro­ro­cze świa­dec­two mi­ło­ści do Chry­stu­sa i Je­go Ko­ścio­ła!

W swo­im oso­bi­stym dzien­ni­ku wiel­ki ster­nik So­bo­ru za­pi­sał: „Mo­że Pan mnie po­wo­łał i trzy­ma mnie na tej po­słu­dze, nie dla­te­go, abym miał ja­kieś w tej dzie­dzi­nie zdol­no­ści, czy też abym rzą­dził i oca­lił Ko­ściół od je­go obec­nych trud­no­ści, ale abym nie­co dla Ko­ścio­ła wy­cier­piał i aby by­ło ja­sne, że to On, a nie kto in­ny pro­wa­dzi go i oca­la”. W tej po­ko­rze ja­śnie­je wiel­kość bło­go­sła­wio­ne­go Paw­ła VI, któ­ry, kie­dy za­ry­so­wy­wa­ło się spo­łe­czeń­stwo zla­icy­zo­wa­ne i wro­gie, po­tra­fił kie­ro­wać z da­le­ko­wzrocz­ną mą­dro­ścią – a cza­sem w sa­mot­no­ści – ste­rem ło­dzi Pio­tro­wej, ni­gdy nie tra­cąc ra­do­ści i uf­no­ści w Pa­nu.

Pa­weł VI umiał rze­czy­wi­ście od­da­wać Bo­gu to, co na­le­ży do Bo­ga, po­świę­ca­jąc ca­łe swo­je ży­cie „za­da­niu świę­te­mu, uro­czy­ste­mu i nie­zwy­kle po­waż­ne­mu: te­mu, aby kon­ty­nu­ować w cza­sie i krze­wić na zie­mi mi­sję Chry­stu­sa”, mi­łu­jąc Ko­ściół i pro­wa­dząc go, aby był rów­no­cze­śnie „od­da­ną dla ca­łej spo­łecz­no­ści ludz­kiej mat­ką i roz­daw­cą zba­wie­nia”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 19.10.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Pa­trząc na te­mat ak­tu­al­ne­go nu­me­ru „Dro­giˮ, nie tyl­ko przy­po­mi­nam so­bie Księ­gę Ro­dza­ju, skąd cy­tat ten zo­stał za­czerp­nię­ty (por Rdz 1, 27), przy­po­mi­nam so­bie rów­nież mnó­stwo prze­czy­ta­nych zdań, usły­sza­nych wy­po­wie­dzi.

Ale po ko­lei… W Bi­blii Ty­siąc­le­cia, naj­po­pu­lar­niej­szym współ­cze­snym tłu­ma­cze­niu Pi­sma Świę­te­go, w pierw­szym roz­dzia­le Księ­gi Ro­dza­ju czy­ta­my: „Stwo­rzył więc Bóg czło­wie­ka na swój ob­raz, na ob­raz Bo­ży go stwo­rzył: stwo­rzył męż­czy­znę i nie­wia­stę”. Wie­lu ko­men­ta­to­rów, w tym pol­ski pa­pież – św. Jan Pa­weł II, ro­zu­mie to sfor­mu­ło­wa­nie w sze­ro­kiej per­spek­ty­wie: twier­dzą, że peł­nia czło­wie­czeń­stwa jest w oboj­gu lu­dzi zjed­no­czo­nych w mi­ło­ści: do­pie­ro męż­czy­zna współ­dzia­ła­ją­cy z ko­bie­tą two­rzą „ca­łe­go czło­wie­ka”. Jan Pa­weł II w cy­klu ka­te­chez śro­do­wych (za­ty­tu­ło­wa­nych wła­śnie „Ko­bie­tą i męż­czy­zną stwo­rzył ich”) na­pi­sał tak: „Czło­wiek – Adam – za­padł w (…) sen, aby zbu­dzić się z nie­go »męż­czy­zną i nie­wia­stą«„. Kon­se­kwen­cją ta­kie­go ro­zu­mie­nia jest praw­da, że za­rów­no męż­czy­zna w ko­bie­cie utwo­rzo­nej z je­go bo­ku, jak i ko­bie­ta w męż­czyź­nie, z któ­re­go bo­ku zo­sta­ła wzię­ta, mo­gą roz­po­zna­wać sie­bie i od­kry­wać sie­bie.

Aby re­la­cje mię­dzy ludź­mi by­ły twór­cze, jed­nym z za­dań, ja­kie sto­ją przed każ­dym z nas, jest roz­wi­ja­nie swo­jej mę­sko­ści al­bo ko­bie­co­ści: naj­prak­tycz­niej­szym spo­so­bem jest spo­rzą­dze­nie li­sty cech, ja­kie ma do­bry mąż i oj­ciec oraz do­bra żo­na i mat­ka. Mąż jest opar­ciem i opie­ku­nem, oj­ciec jest wzor­cem i prze­wod­ni­kiem, żo­na i mat­ka two­rzy at­mos­fe­rę do­mu i w sen­sow­ny spo­sób ła­go­dzi su­ro­wość i ra­dy­ka­lizm mę­ża. Wiel­ką sa­tys­fak­cję da­je wzra­sta­nie w ce­chach, ja­kie pro­wa­dzą do ży­cia w szczę­śli­wej ro­dzi­nie. War­to też za­uwa­żyć, że oso­by du­chow­ne ko­rzy­sta­ją z tych sa­mych cech: ka­płan jest du­cho­wym oj­cem, za­kon­ni­ca re­ali­zu­je ma­cie­rzyń­stwo w re­la­cjach z oso­ba­mi, któ­rym słu­ży.

Na ko­niec przy­po­mnę pew­ne wy­da­rze­nie: w pew­nej szko­le prze­pro­wa­dzo­no ba­da­nie tem­pe­ra­men­tu. Gdy po­da­no wy­ni­ki, nie­któ­rzy chłop­cy by­li prze­ra­że­ni, że w ru­bry­ce „ko­bie­cość” mie­li 2–3 punk­ty (na 10), nie­któ­re dziew­czę­ta nie ro­zu­mia­ły, dla­cze­go tam, gdzie by­ła „mę­skość”, „zdo­by­ły” kil­ka punk­tów. Psy­cho­lo­dzy szyb­ko wy­ja­śnia­li: kil­ka punk­tów „ko­bie­co­ści” u męż­czyzn i „mę­sko­ści” u ko­biet to peł­na nor­ma, bez te­go zrów­no­wa­że­nia chłop­cy nie mie­li­by cie­nia czu­ło­ści, a dziew­czę­tom bra­ko­wa­ło­by kon­se­kwen­cji.

Je­ste­śmy stwo­rze­ni po to, by osią­gnąć szczę­ście, wie­le cech jest w za­ląż­ku, trze­ba je roz­wi­jać, by stać się doj­rza­łą oso­bą, cze­go oczy­wi­ście wszyst­kim ży­czę.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Biblia – podręcznik miłości prawdziwej

Żad­na in­na książ­ka ani księ­ga nie mó­wi o mi­ło­ści wię­cej niż Pi­smo Świę­te. W Bi­blii sło­wo mi­łość jest wie­lo­krot­nie od­mie­nio­ne przez wszyst­kie przy­pad­ki. Sko­ro pa­da ono tak czę­sto, mu­si być nie­zwy­kle waż­ne w oczach Bo­ga. War­to przyj­rzeć się, do ja­kiej mi­ło­ści za­chę­ca nas na kar­tach Pi­sma Świę­te­go sam Je­zus.

Mi­łość Bo­ga i bliź­nie­go

Przy­ka­za­nie mi­ło­ści, jak stwier­dza sam Je­zus, jest pierw­szym spo­śród wszyst­kich. Ozna­cza to, że speł­nia­nie wszyst­kich przy­ka­zań Bo­żych, ko­ściel­nych i wszyst­kich za­sad do­ty­czą­cych po­win­no­ści chrze­ści­ja­ni­na nie ma­ją sen­su bez mi­ło­ści. Jak stwier­dza sam Je­zus, to wła­śnie mi­łość jest „do­sko­na­łym wy­peł­nie­niem pra­wa”. Je­że­li ko­cham dru­gie­go, to ni­gdy go nie okrad­nę, nie okła­mię, nie zdra­dzę, nie skrzyw­dzę. Je­śli praw­dzi­wie ko­cham Bo­ga, nikt nie bę­dzie mu­siał na­rzu­cać mi obo­wiąz­ku uczest­ni­cze­nia we Mszy Świę­tej, bo sa­ma mi­łość przy­na­gli mnie do te­go, aby z Nim prze­by­wać. Za­tem speł­nia­jąc przy­ka­za­nie mi­ło­ści, wy­peł­nia­my wszyst­kie przy­ka­za­nia i ca­łe pra­wo Bo­że.

foto_01-03_20-2014

To przy­ka­za­nie moż­na po­dzie­lić na dwie za­sad­ni­cze czę­ści: pierw­sza z nich do­ty­czy mi­ło­ści do Bo­ga, na­to­miast dru­ga mi­ło­ści do bliź­nie­go. Obie czę­ści są rów­nie waż­ne i jed­na nie mo­że funk­cjo­no­wać w peł­ni bez dru­giej. Praw­dzi­wa mi­łość Bo­ga idzie za­wsze w pa­rze z mi­ło­ścią dru­gie­go czło­wie­ka. Po­dob­nie nie moż­na praw­dzi­wie ko­chać bliź­nie­go, bez mi­ło­ści do Bo­ga.

Mi­ło­wa­nie Bo­ga, do ja­kie­go zo­bo­wią­za­ni je­ste­śmy przy­ka­za­niem, to umi­ło­wa­nie Go w każ­dy moż­li­wy spo­sób i w każ­dym zna­cze­niu: my­ślą, ser­cem i du­szą. Bliź­nie­go je­ste­śmy zo­bo­wią­za­ni ko­chać jak sa­me­go sie­bie – to po­waż­ne zo­bo­wią­za­nie, któ­re ma kon­kret­ne kon­se­kwen­cje dla na­sze­go dzia­ła­nia. Sko­ro ko­cham bliź­nie­go na rów­ni z so­bą, to ozna­cza, że mu­szę po­zbyć się wszel­kie­go ego­izmu. Po­trze­by dru­gie­go czło­wie­ka mu­szą być dla mnie na rów­ni z mo­imi wła­sny­mi. To nie­pro­ste za­da­nie, bo ja­ko lu­dzie ma­my skłon­ność do dba­nia o „wła­sne spra­wy”. Choć czę­sto ma­my dla swo­je­go za­cho­wa­nia uspra­wie­dli­wie­nie i za­miast „ego­izm” mó­wi­my „za­rad­ność”, mu­si­my mieć świa­do­mość, że nie do te­go za­chę­ca nas Je­zus. Mi­łość chrze­ści­jań­ska to do­strze­ga­nie dru­gie­go czło­wie­ka i tro­ska o je­go spra­wy na rów­ni z na­szy­mi wła­sny­mi.

Świat, w któ­rym obec­nie ży­je­my, prze­ko­nu­je, że opła­ca się być spryt­nym, że kosz­tem dru­gie­go czło­wie­ka moż­na się wzbo­ga­cić, że ist­nie­je tzw. „zdro­wy ego­izm”, że po­trze­by in­nych są waż­ne, ale tyl­ko do te­go mo­men­tu, kie­dy nie ko­li­du­ją z mo­imi po­trze­ba­mi.

Mi­łość „zna­kiem roz­po­znaw­czym” chrze­ści­ja­ni­na

Je­zus w bar­dzo wie­lu miej­scach pod­kre­śla zna­cze­nie mi­ło­ści Bo­ga i bliź­nie­go, ale war­to uświa­do­mić so­bie, że wła­śnie mi­łość ma być ce­chą cha­rak­te­ry­stycz­ną chrze­ści­ja­ni­na. Nie wy­star­czy in­te­li­gen­cja, pra­co­wi­tość, oczy­ta­nie, a na­wet po­boż­ność – tak na­praw­dę li­czy się wła­śnie mi­łość. Nie ma chrze­ści­jań­stwa bez mi­ło­ści:

Po tym wszy­scy po­zna­ją, że­ście ucznia­mi mo­imi, je­śli bę­dzie­cie się wza­jem­nie mi­ło­wa­liˮ (J 13, 35).

Mi­łość bez­wa­run­ko­wa

Mi­łość, ja­ką pro­po­nu­je nam Je­zus, nie za­wsze jest pro­sta, wy­sta­wia nas na trud­ne pró­by. Chrze­ści­ja­nin nie jest zo­bo­wią­za­ny je­dy­nie do mi­ło­ści osób przez sie­bie wy­bra­nych, nie­licz­nych, bli­skich ani na­wet so­bie obo­jęt­nych. Bóg wy­ma­ga od nas umi­ło­wa­nia swo­ich nie­przy­ja­ciół, mi­ło­ści wy­ba­cza­ją­cej i bez­wa­run­ko­wej:

Lecz po­wia­dam wam, któ­rzy słu­cha­cie: Mi­łuj­cie wa­szych nie­przy­ja­ciół; do­brze czyń­cie tym, któ­rzy was nie­na­wi­dzą; bło­go­sław­cie tym, któ­rzy was prze­kli­na­ją i mó­dl­cie się za tych, któ­rzy was oczer­nia­ją. (..) Po­nie­waż On jest do­bry dla nie­wdzięcz­nych i złych. Bądź­cie mi­ło­sier­ni, jak Oj­ciec wasz jest mi­ło­sier­nyˮ (Łk 6, 27–36).

Wzo­rem mi­ło­ści nie­przy­ja­ciół jest dla nas sam Je­zus Chry­stus, któ­ry wsta­wia się do Oj­ca za wła­sny­mi opraw­ca­mi, za ty­mi, któ­rzy ska­za­li go na po­hań­bie­nie i śmierć, mó­wiąc: „Prze­bacz im, bo nie wie­dzą, co czy­nią”.

Jak moż­na ko­chać ko­goś, kto krzyw­dzi, kto nie ma li­to­ści, kto okrut­nie za­bi­ja? To nie mie­ści się w gło­wie, nie idzie w pa­rze z tym, cze­go uczy nas świat. Tu jest od­wrot­nie – swo­ich wro­gów na­le­ży zwal­czać, nisz­czyć, po­ko­ny­wać, udo­wad­niać swo­ją wyż­szość nad ni­mi. To ta­kie bar­dzo ludz­kie, chcia­ło­by się po­wie­dzieć – na­tu­ral­ne. Nie mu­szę ko­chać ko­goś, kto nie­na­wi­dzi mnie, a z mi­ło­ści do ko­goś, kto mnie skrzyw­dził, je­stem zwol­nio­ny.

Mi­łość nie­przy­ja­ciół to jed­na z tych cech, któ­re wy­róż­nia­ją chrze­ści­jań­stwo spo­śród in­nych naj­więk­szych re­li­gii świa­ta – czy­ni je wy­zna­niem trud­nym, wy­ma­ga­ją­cym, ale i je­dy­nym praw­dzi­wym. Nie moż­na bo­wiem od­bie­rać czło­wie­ko­wi god­no­ści, na­wet gdy je­go za­cho­wa­nie jest okrut­ne. W dal­szym cią­gu jest uko­cha­nym dziec­kiem Bo­ga, a sko­ro tak, to i my zo­bo­wią­za­ni je­ste­śmy mi­ło­wać go ja­ko swo­je­go bliź­nie­go.

Na wzór mi­ło­ści Bo­ga

To wła­śnie nasz osta­tecz­ny cel – choć wy­da­je się to bar­dzo trud­ne, a mo­że na­wet nie­wy­ko­nal­ne, po­win­ni­śmy dą­żyć do ta­kiej mi­ło­ści, ja­ką ob­da­rzył nas sam Bóg. On uko­chał nas mi­ło­ścią praw­dzi­wą, peł­ną i cał­ko­wi­cie bez­wa­run­ko­wą. Mi­mo te­go, że prze­ciw­sta­wia­jąc się Je­go wo­li, zgrze­szy­li­śmy, On po­słał swo­je­go uko­cha­ne­go Sy­na na pew­ną śmierć, aby­śmy mo­gli żyć wiecz­nie.

W tym ob­ja­wi­ła się mi­łość Bo­ga ku nam, że ze­słał Sy­na swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go na świat, aby­śmy ży­cie mie­li dzię­ki Nie­mu. W tym prze­ja­wia się mi­łość, że nie my umi­ło­wa­li­śmy Bo­ga, ale że On sam nas umi­ło­wał i po­słał Sy­na swo­je­go ja­ko ofia­rę prze­bła­gal­ną za na­sze grze­chy. Umi­ło­wa­ni, je­śli Bóg tak nas umi­ło­wał, to i my win­ni­śmy się wza­jem­nie mi­ło­wa­ćˮ (1 J 4, 9–11).

W Je­zu­sie Chry­stu­sie mi­łość Bo­ga ob­ja­wia się naj­peł­niej. On do­bro­wol­nie przy­jął na sie­bie nie­słusz­ną ka­rę i od­dał się w rę­ce opraw­ców dla na­sze­go zba­wie­nia. Ma­jąc świa­do­mość tak wiel­kiej mi­ło­ści Bo­ga – mi­łuj­my sie­bie wza­jem­nie.

Je­dy­nym źró­dłem praw­dzi­wej mi­ło­ści – zdol­nej do umi­ło­wa­nia bliź­nie­go, a na­wet swe­go nie­przy­ja­cie­la, zdol­nej wy­ba­czać i za­po­mi­nać – jest sam Bóg, o czym za­świad­cza nam Je­zus:

Jak Mnie umi­ło­wał Oj­ciec, tak i Ja was umi­ło­wa­łem. Wy­trwaj­cie w mi­ło­ści mojej!ˮ (J 15, 9).

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

Najwspanialsze odkrycie

Każ­dy czło­wiek pra­gnie mi­ło­ści, chce ko­chać i być ko­cha­nym. Nie­kie­dy ro­dzi się lęk, że nie do­zna­my mi­ło­ści, że nie bę­dzie­my jej umie­li dać. Tym­cza­sem Bóg ma „w za­na­drzu” nie­po­wta­rzal­ną nie­spo­dzian­kę. On za­wsze ko­cha, na­wet, je­śli te­go jesz­cze nie wi­dzi­my.

Stwór­ca

Czy da się do­świad­czyć mi­ło­ści Bo­ga? Trze­ba pa­mię­tać, że szu­ka­nie Bo­ga nie jest na­szym wspa­nia­ło­myśl­nym po­my­słem, ale to On chce dać się po­znać czło­wie­ko­wi. Wo­ła pro­rok: „Szu­kaj­cie Pa­na, gdy się po­zwa­la znaleźć!ˮ (Iz 55, 6). Bóg po­ma­ga nam, chce, aby­śmy roz­po­zna­li cel. Bóg da­je swo­je sło­wo i wie­le zna­ków, któ­re je­ste­śmy w sta­nie roz­po­znać.

Spró­buj­my do­strzec, ja­ki­mi „na­rzę­dzia­mi” dys­po­nu­je­my.

Pierw­szym jest in­tu­icja, któ­rą ma każ­dy z nas. In­tu­icja jest za­war­ta w cie­ka­wo­ści po­znaw­czej, pro­wa­dzi czę­sto do wie­lu od­kryć i wy­na­laz­ków. Jed­nak w spra­wach du­cho­wych nie ma przy­pad­ków, wszyst­kie zna­ki, dzię­ki któ­rym mo­że­my roz­po­znać Bo­ga, są Je­go da­rem. Ta­ka in­tu­icja, to pierw­szy sy­gnał, któ­ry pro­wa­dzi da­lej.

Za­chę­ce­ni przez in­tu­icję mo­że­my za­uwa­żyć świat stwo­rzo­ny przez Bo­ga. Każ­dy mo­że dojść do praw­dy, że jest Ktoś, kto jest pierw­szą przy­czy­ną wszyst­kie­go. Moż­na do te­go dojść, dys­po­nu­jąc je­dy­nie na­tu­ral­ny­mi zdol­no­ścia­mi po­znaw­czy­mi, wspie­ra­ny­mi ro­zu­mem.

foto_01-02_20-2014

Wi­dząc i po­dzi­wia­jąc świat, mo­że­my po­sta­wić py­ta­nie: skąd w ta­kim ra­zie mo­że­my do­wie­dzieć się wię­cej o Bo­gu Stwór­cy?

Zwy­kła sta­ty­sty­ka pod­su­wa nam książ­kę, któ­ra bi­je wszyst­kie re­kor­dy ilo­ści wy­da­nych eg­zem­pla­rzy – jest to oczy­wi­ście Pi­smo Świę­te. Tam po­zna­je­my na­ród wy­bra­ny, a w je­go hi­sto­rii wi­dać od­dzia­ły­wa­nie Ko­goś więk­sze­go od czło­wie­ka. Na­tchnio­ny au­tor wska­zu­je na Pa­na Bo­ga ja­ko na pierw­szą przy­czy­nę wszyst­kie­go. To oczy­wi­ście spo­sób pa­trze­nia, ale dzię­ki nie­mu mo­że­my do­ko­ny­wać dal­szych od­kryć. Gdy po­pro­si­my Du­cha Świę­te­go o po­trzeb­ną ła­skę, mo­że­my dzię­ki wie­rze dojść do sed­na – do te­go, że przez tę for­mę li­te­rac­ką Pan Bóg po­wo­li się od­sła­nia. „Gdy na­de­szła peł­nia cza­sów” Bóg po­słał na ten świat swo­je­go Sy­na. Je­zus Chry­stus, praw­dzi­wy Bóg i praw­dzi­wy czło­wiek, przy­no­si peł­nię ob­ja­wie­nia o Bo­gu.

Two­ja mi­ło­śćˮ

(pio­sen­ka M. Szcze­śnia­ka)

Je­steś bli­sko mnie,

a tę­sk­nię za Du­chem Twym.

Ko­cham kro­ki Twe

i wiem jak pu­kasz do drzwi.

Przy­cho­dzisz jak cie­pły wiatr.

Otwie­ram się i czu­ję znów, że:

Ref. Two­ja mi­łość jak cie­pły deszcz.

Two­ja mi­łość jak mo­rze gwiazd za dnia.

Two­ja mi­łość spra­wia, że

nie­skoń­cze­nie do­bry Świę­ty Duch

ogar­nia mnie.

Ko­cha­ją­cy Bóg

Bóg nas stwo­rzył i tak bar­dzo nas ko­cha, że chce, by­śmy Go zna­li i spę­dzi­li z Nim ca­łą wiecz­ność. Je­zus po­wie­dział: „Tak bo­wiem Bóg umi­ło­wał świat, że Sy­na swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wie­rzy, nie zgi­nął, ale miał ży­cie wiecz­ne (J 3, 16).

Aby móc do­strzec Je­go peł­ne do­bro­ci i mi­ło­ści dzia­ła­nie w świe­cie i w so­bie sa­mym, trze­ba ze­rwać ze złem, ro­ze­rwać kaj­da­ny grze­chu i od­po­wie­dzieć na tę mi­łość.

Dro­gą do przy­ję­cia tej praw­dy jest dzięk­czy­nie­nie, być mo­że na po­cząt­ku świa­do­mie so­bie na­rzu­ca­ne. Czę­sto dzię­ku­jąc, po­wo­li prze­mie­nia­my zdol­no­ści po­znaw­cze, spo­strze­gaw­czość. Pod­da­nie się Je­zu­so­we­mu pra­wu mi­ło­ści wle­wa w ser­ce po­kój i we­wnętrz­ną ra­dość.

Je­zus przy­szedł na świat po to, by każ­dy czło­wiek mógł zro­zu­mieć Bo­ga i po­znać Go oso­bi­ście. Tyl­ko Je­zus mo­że nadać ży­ciu zna­cze­nie i cel.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Garść dobrych rad, jak pokochać siebie

Je­śli chcesz doj­rza­le i od­po­wie­dzial­nie ko­chać in­nych, mu­sisz naj­pierw na­uczyć się ak­cep­to­wać i ko­chać sa­me­go sie­bie. Jak to zro­bić?

Nie je­steś bu­blem

Na jed­nym z ka­zań usły­sza­łam kie­dyś zda­nie: „Pan Bóg nie stwo­rzył bu­bli”. War­to więc zo­ba­czyć w so­bie oso­bę nie­po­wta­rzal­ną i nie­prze­cięt­ną. Tym­cza­sem każ­dy z nas ma ten­den­cję do we­wnętrz­nej kry­ty­ki: „To mo­ja wi­na”, „Je­stem do ni­cze­go”, „Je­stem bez­na­dziej­ny”, „Nie za­słu­gu­ję na to”... Ta­ki sto­su­nek do sa­me­go sie­bie nie ma nic wspól­ne­go z mi­ło­ścią. Cią­głe sa­mo­oskar­ża­nie się, ob­wi­nia­nie i sa­mo­kry­ty­ka przy­no­szą ból i po­wo­du­ją ni­skie po­czu­cie war­to­ści. Za­uważ­my swo­je za­le­ty, za­chwyć­my się swo­ją psy­chicz­ną, fi­zycz­ną i du­cho­wą kon­dy­cją. Prze­cież na ca­łym świe­cie nie ma dru­giej ta­kiej oso­by. Każ­dy z nas jest wy­jąt­ko­wy!

Bez prze­sa­dy

Wszy­scy ma­my swo­je sła­bo­ści. Trze­ba jed­nak na­uczyć się ko­chać sa­me­go sie­bie po­mi­mo bra­ków i nie­do­cią­gnięć. Rób to, co umiesz naj­le­piej, w czym je­steś do­bry. Pew­nych rze­czy nie je­ste­śmy w sta­nie zmie­nić, na przy­kład in­te­li­gen­cji, zdol­no­ści, tem­pe­ra­men­tu. Nie po­pa­daj więc w ob­se­sję wal­ki z wro­dzo­ny­mi ogra­ni­cze­nia­mi i nie za­drę­czaj się z te­go po­wo­du. War­to na­to­miast sku­pić się na tym, co mo­że­my po­pra­wić. Je­śli się spóź­niasz, je­steś ba­ła­ga­nia­rą lub le­niem – po­sta­raj się nad tym pra­co­wać.

foto_01-01_20-2014

Nie miej ża­lu

Cią­głe po­czu­cie krzyw­dy, ża­lu i nie­chę­ci w sto­sun­ku do in­nych osób od­bi­ja się ne­ga­tyw­nie na nas sa­mych. Dla­te­go za­miast roz­pa­mię­ty­wać zda­rze­nia z prze­szło­ści: czy­jąś nie­spra­wie­dli­wą oce­nę, przy­kre sło­wo czy brak dzia­ła­nia – sta­raj się żyć tu i te­raz. Ta­kie ka­to­wa­nie się my­śla­mi do ni­cze­go do­bre­go nie pro­wa­dzi. Po­że­gnaj się więc z prze­szło­ścią i nie roz­dra­puj ran. Za­cznij żyć te­raź­niej­szo­ścią, a bę­dzie ci ła­twiej. Wy­ba­cze­nie nie jest pro­stą spra­wą. Ale na pew­no war­to.

Po­dej­muj de­cy­zje

W po­ema­cie pt. „De­si­de­ra­taˮ na­pi­sa­nym przez Ma­xa Ehr­man­na, za­wie­ra­ją­cym wska­zów­ki na te­mat do­bre­go ży­cia, czy­ta­my: „Po­rów­nu­jąc się z in­ny­mi, mo­żesz stać się próż­ny i zgorzk­nia­ły, za­wsze bo­wiem znaj­dziesz lep­szych i gor­szych od sie­bie”. Dla­te­go za­cznij de­cy­do­wać sam o so­bie i prze­stań ob­wi­niać in­nych za swo­je nie­po­wo­dze­nia. Każ­dy z nas ma bo­wiem do prze­ży­cia swo­je ży­cie. Ten, kto ko­cha sie­bie, bie­rze od­po­wie­dzial­ność za swo­je ży­cie, ma od­wa­gę kro­czyć wła­sną dro­gą. War­to po­słu­chać rad in­nych lu­dzi, ale de­cy­zje trze­ba po­dej­mo­wać sa­mo­dziel­nie.

Masz ta­lent

Ko­chasz sa­me­go sie­bie, je­że­li li­czysz na Pa­na Bo­ga i sa­kra­men­ty świę­te, dzię­ki któ­rym mo­żesz się oczy­ścić. Wte­dy czu­jesz, że Bóg jest mi­ło­sier­dziem i ni­gdy cię nie za­wie­dzie. Po­nie­waż w oczach Bo­ga je­steś je­dy­ny i nie­po­wta­rzal­ny, masz pra­wo sie­bie chwa­lić i być dum­ny ze swo­ich ta­len­tów i po­zy­tyw­nych cech. To nie py­cha, tyl­ko zdro­wa i nor­mal­na re­ak­cja czło­wie­ka, któ­ry da­rzy sie­bie sza­cun­kiem i zna swo­ją war­tość. Za­pi­suj swo­je osią­gnię­cia i na­gra­dzaj się za każ­dą rzecz, któ­rą uda ci się zre­ali­zo­wać. War­to w tym ce­lu za­ło­żyć dzien­nik lub pa­mięt­nik, w któ­rym mo­żesz no­to­wać swo­je do­ko­na­nia i osią­gnię­cia.

Sza­cu­nek – sło­wo klucz

Pa­mię­taj, że zdro­wa mi­łość do sa­me­go sie­bie ma być pierw­szym kro­kiem do praw­dzi­we­go i szcze­re­go ko­cha­nia in­nych lu­dzi. Sza­cu­nek wo­bec in­nych jest od­zwier­cie­dle­niem na­sze­go wnę­trza. Je­śli ko­cha­my sie­bie, to tę mi­łość ofia­ru­je­my też in­nym lu­dziom. Je­śli w na­szych umy­słach i ser­cach stwo­rzy­my spo­kój i mi­łość, to znaj­dzie­my je tak­że w na­szym ży­ciu. Pa­mię­taj­my, że to, co da­je­my so­bie, da­je­my też in­nym, a co to da­je­my in­nym, wra­ca do nas.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

Rodzina musi karmić się słowem Bożym

Czy­ta­ne dzi­siaj sło­wo Bo­że przed­sta­wia ob­raz win­ni­cy ja­ko sym­bo­lu lu­du, któ­ry wy­brał so­bie Pan. Po­dob­nie jak win­ni­ca lud wy­ma­ga wie­le tro­ski, wy­ma­ga mi­ło­ści cier­pli­wej i wier­nej. Tak to Bóg czy­ni z na­mi i tak też ma­my czy­nić my, pa­ste­rze. Rów­nież za­trosz­cze­nie się o ro­dzi­nę jest spo­so­bem pra­cy w Win­ni­cy Pań­skiej, aby wy­da­ła owo­ce Kró­le­stwa Bo­że­go (zob. Mt 21, 33–43).Aby jed­nak ro­dzi­na mo­gła się do­brze roz­wi­jać, z uf­no­ścią i na­dzie­ją, mu­si kar­mić się sło­wem Bo­żym. Dla­te­go do­brze się zło­ży­ło, że wła­śnie dzi­siaj na­si bra­cia pau­li­ści ze­chcie­li roz­da­wać Bi­blię tu­taj, na pla­cu i w wie­lu in­nych miej­scach. Dzię­ku­je­my na­szym bra­ciom pau­li­stom! Czy­nią to z oka­zji set­nej rocz­ni­cy swe­go za­ło­że­nia przez bło­go­sła­wio­ne­go Ja­ku­ba Al­be­rio­ne – wiel­kie­go apo­sto­ła środ­ków prze­ka­zu. Tak więc dzi­siaj, gdy roz­po­czy­na się Sy­nod o ro­dzi­nie, przy po­mo­cy pau­li­stów mo­że­my po­wie­dzieć: Bi­blia w każ­dej ro­dzi­nie! „Ależ, Oj­cze, my już ma­my ich dwie, trzy...”. Ale gdzie je ukry­li­ście? Bi­blia jest nie po to, aby ją umie­ścić na pół­ce, ale że­by mieć ją obok, pod rę­ką, aby czy­tać ją czę­sto, co­dzien­nie, za­rów­no in­dy­wi­du­al­nie, jak i wspól­nie, mąż z żo­ną, ro­dzi­ce z dzieć­mi, mo­że wie­czo­rem, a zwłasz­cza w nie­dzie­lę. W ten spo­sób ro­dzi­na wzra­sta, piel­grzy­mu­je ze świa­tłem i mo­cą Sło­wa Bo­że­go!”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 5.10.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Pew­nie za­sad­ne bę­dzie py­ta­nie, czy war­to wciąż od no­wa pi­sać o mi­ło­ści, sko­ro na jej te­mat po­wie­dzia­no już wszyst­ko (a przy­naj­mniej tak się wy­da­je). War­to, bo mi­łość za­wsze po­tra­fi za­sko­czyć, na­wet tych, któ­rzy są pew­ni, że o niej wie­le wie­dzą, a tym bar­dziej „po­cząt­ku­ją­cych”. Za­wsze, gdy mó­wię o mi­ło­ści, po­ja­wia­ją się za­dzi­wie­ni: jed­ni dzi­wią się, że mi­łość jest de­cy­zją, a nie uczu­ciem (choć za­wsze uczu­cia jej to­wa­rzy­szą, czę­sto ne­ga­tyw­ne), in­ni ma­ją mi­ny jak znak za­py­ta­nia, gdy sły­szą, że mi­łość jest da­rem i za­da­niem czło­wie­ka jest go roz­po­znać i przy­jąć, jesz­cze in­ni dzi­wią się, gdy sły­szą, że mi­łość jest nie­skoń­czo­na, że ni­gdy w ży­ciu ziem­skim nie osią­gnie­my szczy­tu, że za­wsze moż­na wzra­stać w mi­ło­ści.

Kto naj­wię­cej wie o mi­ło­ści? Ktoś, o kim na­pi­sa­no, że JEST MIŁOŚCIĄ – te sło­wa znaj­du­je­my w Pi­śmie Świę­tym – 1J 4, 8b. Mi­łość znaj­du­je­my po­mię­dzy da­ra­mi Du­cha Świę­te­go (Ga 5, 22), do niej wzy­wa Je­zus, gdy mó­wi o mi­ło­ści Bo­ga do czło­wie­ka i pro­si o na­śla­do­wa­nie tej po­sta­wy.

Pa­trząc na lu­dzi doj­rza­łych, wi­dzi­my, że szczę­śli­wi są tyl­ko ci, któ­rzy przy­ję­li mi­łość i wcie­li­li w swo­je ży­cie: mi­łość, dzię­ki któ­rej nie na­rze­ka­ją, są wdzięcz­ni Bo­gu i lu­dziom, dzie­lą się swym ser­cem i cza­sem, umie­ją wy­słu­chać, sta­ra­ją się każ­de­go zro­zu­mieć, a jed­no­cze­śnie są wy­ma­ga­ją­cy wo­bec sie­bie i in­nych, bo bez sta­wia­nia po­przecz­ki nie umie­my wzra­stać, czy­li być co­raz bli­żej Pa­na Bo­ga.

Umoc­nie­ni przy­kła­dem do­świad­czo­nych chce­my wzy­wać mło­dych, by uczy­li się mi­ło­ści. To pro­ces po­le­ga­ją­cy na wsłu­chi­wa­niu się w sło­wo Bo­że, na wpa­try­wa­niu się w ży­cie lu­dzi wspa­nia­łych, przede wszyst­kim świę­tych, któ­rych Ko­ściół sta­wia ja­ko wzór. Chce­my wo­łać sło­wa­mi św. Ja­na Paw­ła II: „Mu­si­cie od sie­bie wy­ma­gać, na­wet gdy­by in­ni od Was nie wy­ma­ga­li” (ho­mi­lia z Gdań­ska z 1987 ro­ku). Z wie­lu roz­mów, ja­kie prze­pro­wa­dzi­łem z mło­dy­mi, wiem, że trze­ba się na­uczyć cie­szyć każ­dym „uda­nym sko­kiem” po­nad po­sta­wio­ną so­bie po­przecz­ką, trze­ba mieć po­ko­rę, by cza­sem tę po­przecz­kę nie­co ob­ni­żyć, a nie­kie­dy – gdy ro­ze­zna­my ro­sną­ce moż­li­wo­ści i więk­szą ener­gię – mieć od­wa­gę, aby ją pod­nieść. To na­pi­sa­łem w imie­niu wszyst­kich, któ­rzy pra­gną Wa­sze­go szczę­ścia, bo – uwierz­cie – więk­szość chce, aby­ście umie­li ko­chać i mieć w ser­cach co­raz wię­cej po­ko­ju i ra­do­ści, któ­rej nie znisz­czy ża­den smu­tek.

Wzra­sta­jąc w mi­ło­ści, sta­je­cie się źró­dłem na­szej ra­do­ści.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Czło­wiek ży­je po to, aby ko­chać. Je­śli nie ko­cha – to nie ży­je. Aby mi­łość trwa­ła przez ca­łe ży­cie, trze­ba ją pie­lę­gno­wać sta­ran­nie jak ogród. Nie­doj­rza­ła mi­łość mó­wi: „Ko­cham cię, po­nie­waż cię po­trze­bu­jęˮ. Doj­rza­ła mi­łość mó­wi: „Po­trze­bu­ję cię, po­nie­waż cię ko­cha­mˮ. Praw­dzi­wa mi­łość czy­ni obie oso­by za­wsze lep­szy­mi. Czło­wiek prze­cięt­ny sta­je się wy­jąt­ko­wy, gdy po­ko­cha i sam bę­dzie ko­cha­ny.

Pod niebieskimi skrzydłami

Anio­ły pil­nu­ją nas, za rę­ce ła­pią nas ca­ły czas. I za­miast cza­sem od­wró­cić wzrok, za na­mi ła­żą krok w krokˮ – śpie­wa zna­na wo­ka­list­ka. Czy każ­dy ma swo­je­go Anio­ła Stró­ża? Kim są na­si Stró­żo­wie? Kie­dy naj­bar­dziej mo­że­my od­czuć ich obec­ność?

Ty­tuł te­go tek­stu za­po­ży­czy­łam od ks. Twar­dow­skie­go, któ­ry w wier­szu py­ta swo­je­go Anio­ła:

Czy zo­sta­łeś anio­łem do­pie­ro po dłuż­szym na­my­śle?

Czy za­miast pal­ca ser­decz­ne­go masz tyl­ko wska­zu­ją­cy? (…)

Czy ni­gdy nie pła­czesz, że­by się ni­gdy nie uśmie­chać?

Czy umiesz uważ­nie bez po­wo­du słu­chać?

Czy nie przy­tu­lasz się, że­by odejść?

Czy nie tę­sk­nisz za cia­łem?

Za ludz­kim uśmie­chem?

foto_01-02_19-2014

Anioł­ki są obo­wiąz­ko­we w każ­dym skle­pie i sto­isku z pa­miąt­ka­mi od Gdań­ska po Za­ko­pa­ne. Du­że lub ma­łe. Py­za­te al­bo wy­smu­kłe. Z gli­ny, gip­su, ce­ra­mi­ki, drew­na a na­wet ro­bio­ne na szy­deł­ku. Do wy­bo­ru, do ko­lo­ru. Wie­sza­ne nad łó­żecz­kiem dzie­ci, sta­wia­ne na biur­ku lub na pół­ce. Sta­ły się ta­kim mi­łym ga­dże­tem. Je­śli chce­my ko­muś po­wie­dzieć, że go lu­bi­my, ży­czy­my mu do­brze – mo­że­my po­da­ro­wać mu ta­kie­go „anioł­ka”. Czy Anioł Stróż ma co­kol­wiek wspól­ne­go z ca­łą tą ko­mer­cją?

Na kar­tach Pi­sma Świę­te­go

Słu­chaj na­praw­dę to Twój Anioł

Więc po co ma na desz­czu cze­kać

On z nie­ba na to jest po­sła­ny

By czu­wał wier­nie przy czło­wie­ku

Ta­kie jest nad nim pra­wo Bo­że

Że żyć bez cie­bie nie mo­że

W szy­by pu­ka skrzy­dła­mi

Puść go – niech ży­je z na­mi

Cze­go za so­bą drzwi za­my­kasz

Czy bo­isz się prze­cią­gu?

Niech wiatr za­hu­czy jak mu­zy­ka

I w nie­bo nas po­cią­gnie

 

Er­nest Bryll

Anio­ło­wie (gr. an­ge­los – zwia­stun) „wy­stę­pu­ją w wie­lu tek­stach Pi­sma Świę­te­go ja­ko ta­jem­ni­cze isto­ty, któ­re nie na­le­żą do świa­ta ziem­skie­go, a prze­cież kon­tak­tu­ją się z ludź­mi i wy­wie­ra­ją na nich wpływ. Anio­ło­wie przed­sta­wia­ni są prze­waż­nie ja­ko wy­słan­ni­cy Bo­ga (...), uosa­bia­ją­cy Je­go obec­ność i opie­kę nad ludź­mi oraz słu­żą­cy po­mo­cą w dzie­le zba­wie­nia”. Tak roz­po­czy­na się ha­sło „anio­ło­wie” w „Słow­ni­ku Teo­lo­gicz­nym”.

W Sta­rym Te­sta­men­cie anio­ły by­ły peł­ny­mi Bo­żej mo­cy po­sta­cia­mi, in­ge­ru­ją­cy­mi w ży­cie czło­wie­ka. Anioł po­wstrzy­mał rę­kę Abra­ha­ma przed zło­że­niem w ofie­rze je­dy­ne­go sy­na, prze­mó­wił we śnie do Ja­ku­ba i pro­wa­dził Izra­eli­tów przez pu­sty­nię pod­czas wyj­ścia z Egip­tu. Rów­nie waż­ne za­da­nia mia­ły do speł­nie­nia anio­ły w No­wym Te­sta­men­cie. Za­cha­ria­szo­wi anioł za­po­wie­dział na­ro­dze­nie sy­na – Ja­na, Ar­cha­nioł Ga­briel zwia­sto­wał Ma­ryi, że zo­sta­nie Mat­ką Sy­na Bo­że­go. Pa­ste­rze, pa­są­cy swo­je trzo­dy w po­bli­żu Be­tle­jem, do­wia­du­ją się o na­ro­dzi­nach Me­sja­sza tak­że od anio­ła. Anio­ło­wie usłu­gi­wa­li Je­zu­so­wi na pu­sty­ni, anioł wspie­rał Pa­na Je­zu­sa pod­czas mo­dli­twy w Ogrój­cu. Anioł też od­su­nął ka­mień od gro­bu Zmar­twych­wsta­łe­go i prze­ka­zał ra­do­sną wieść przy­by­łym nie­wia­stom.

Ktoś ob­li­czył, że na kar­tach Pi­sma Świę­te­go o anio­łach mo­że­my prze­czy­tać po­nad trzy­sta ra­zy. Kim są anio­ło­wie dla nas, lu­dzi XXI wie­ku?

Anioł w XXI wie­ku

mo­je­go Anio­ła Stró­ża nie wi­dać

choć nie za­zdro­ści ar­cha­nio­łom

nie strze­że ni­ko­go jak na ob­raz­ku

prze­wra­ca kład­kę po któ­rej idę

rzu­ca w prze­paść na zbi­tą gło­wę

wy­cią­ga za no­gaw­ki

py­ta – jak le­ci

 

ks. Jan Twar­dow­ski

Sko­ro anio­ło­wie mie­li ty­le do ro­bo­ty w Bi­blii, to dla­cze­go mie­li­by mieć mniej pra­cy w na­szych cza­sach? W Księ­dze Wyj­ścia mo­że­my prze­czy­tać: „Oto ja po­sy­łam Anio­ła przed to­bą (...). Sza­nuj go i bądź uważ­ny na je­go sło­wa, bo imię mo­je jest w nim”. (Wj 23, 20). Pan Bóg na­dal po­sy­ła nam anio­ły. One są wśród nas. Tyl­ko my, lu­dzie XXI wie­ku nie za­wsze chce­my słu­chać ich pod­po­wie­dzi, nie pro­si­my o in­ter­wen­cję czy po­moc.

Anio­ła­mi są ci, któ­rzy pro­mie­niu­ją do­bre­mˮ – pi­sał Phil Bos­mans. – W nich ży­je od­czu­wal­na Mi­łość, któ­ra pra­gnie cię ob­jąć, kie­dy masz pro­ble­my i je­steś bez­rad­ny. Ci lu­dzie po­sia­da­ją jak­by nie­wi­dzial­ną, lecz bar­dzo wy­czu­lo­ną »an­te­nę«, któ­ra prze­chwy­tu­je sy­gna­ły wo­ła­ją­cych o po­moc, wzbu­dza na­tchnie­nie, a na­wet ro­dzaj we­wnętrz­ne­go na­ka­zu, przyj­ścia do po­trze­bu­ją­ce­go z po­mo­cą, ra­dą i do­brym sło­wem”. Spo­tka­łam ta­kich lu­dzi. To ci, któ­rych mo­gę na­zwać swo­imi przy­ja­ciół­mi, do któ­rych mo­gę za­dzwo­nić o każ­dej po­rze. Ale rów­nież ci, któ­rzy zja­wia­ją się nie­spo­dzie­wa­nie, gdy na­gle po­trze­bu­ję po­mo­cy, a po­tem „zni­ka­ją”. Są to tak­że ci, któ­rych po­dzi­wiam: dziew­czy­na, któ­ra w szko­le opie­ku­je się nie­peł­no­spraw­ną ko­le­żan­ką, chło­pak, któ­ry od­wie­dza więź­niów, wo­lon­ta­riu­sze, któ­rzy spę­dza­ją wol­ny czas z dzieć­mi, cho­ry­mi i star­szy­mi ludź­mi.

Pod aniel­ski­mi skrzy­dła­mi

Anie­le Bo­ży Stró­żu mój

ty wła­śnie nie stój przy mnie

jak ma­lo­wa­na la­la

ale ru­szaj w te pę­dy

ni­czym za­jąc po za­cho­dzie słoń­ca

sko­ro wy­ga­nia nas

dzie­sięć po dzie­sią­tej

ostat­ni au­to­bus (...)

Jak stwier­dzić obec­ność anio­ła przy so­bie? By­wa, że na­gle spły­wa na nas olśnie­nie, do­pa­da prze­czu­cie, ja­kaś dziw­na myśl. Ta­kie we­wnętrz­ne prze­ko­na­nie, któ­re jest do­dat­ko­wą ła­ską Bo­żą. Otrzy­mu­je­my na­tchnie­nia, by się po­mo­dlić, wy­spo­wia­dać, pod­jąć do­bre po­sta­no­wie­nie czy de­cy­zję, aby gdzieś pójść, bo ktoś nas po­trze­bu­je. Pew­nie do­pie­ro w nie­bie do­wie­my się, ile za­wdzię­cza­my Anio­ło­wi Stró­żo­wi. Pó­ki co wie­le rze­czy okry­wa ta­jem­ni­ca. Wie­rzy­my, że Anioł Stróż za­no­si na­sze proś­by do Bo­ga, ja­ko do „wyż­szej in­stan­cji”, ale sam rów­nież mo­że in­ter­we­nio­wać. Prze­cież każ­dy, na­wet nie­wie­rzą­cy, ma spe­cjal­ne­go, wy­jąt­ko­we­go, nie­po­wta­rzal­ne­go anio­ła. W Ewan­ge­lii św. Ma­te­usza Pan Je­zus mó­wi o naj­mniej­szych, twier­dząc, że ich anio­ło­wie wpa­tru­ją się w ob­li­cze Oj­ca w nie­bie. Dla­te­go mo­że­my mó­wić: „Anie­le Bo­ży, stró­żu mój”.

Aniel­ska in­ter­wen­cja

Anie­le Bo­ży Stró­żu mój,

pro­wa­dzisz mnie za rę­kę.

Znasz każ­dy uśmiech, każ­dy ból,

znasz wszyst­kie dro­gi krę­te.

Nie od­chodź choć­byś my­ślał, że

o To­bie za­po­mi­nam,

że ni­by do­brze zna­łeś mnie,

a je­stem cał­kiem in­na.

W cie­niu swych skrzy­deł ukryj mnie,

daj ser­cu łyk wy­tchnie­nia.

Bo jesz­cze wie­le trud­nych chwil

i wie­le do zro­bie­nia.

A kie­dy przyj­dzie ży­cia kres,

za­mkniesz mi dło­nią oczy.

I du­szę mą unie­siesz w dal

do roz­gwież­dżo­nych no­cy.

 

An­na Za­jącz­kow­ska

W ja­kich spra­wach mo­że­my się zwra­cać do anio­łów? Chy­ba w każ­dej. Świę­ci czę­sto pro­si­li swo­ich anio­łów stró­żów o po­moc w mo­dli­twie. Świę­ty ksiądz Jan Ma­ria Vian­ney mó­wił, że w przy­pad­ku trud­no­ści z mo­dli­twą trze­ba ukryć się za ple­ca­mi swo­je­go Anio­ła Stró­ża i pro­sić, że­by on się mo­dlił. Mo­że­my pro­sić o ra­dę, po­moc, in­ne spoj­rze­nie w da­nej sy­tu­acji. Mo­że­my mo­dlić się o opie­kę i po­moc w trud­no­ściach. Ksiądz Jan Twar­dow­ski wspo­mi­na w swo­im „Nie­co­dzien­ni­ku” star­szą pa­nią, któ­ra ile ra­zy się po­tknę­ła, besz­ta­ła swo­je­go Anio­ła Stró­ża: „I jak ty mnie, ga­po, pil­nu­jesz?”.

Po­dob­no, kie­dy św. pa­pież Jan XXIII miał pro­wa­dzić ofi­cjal­ne roz­mo­wy i po­ru­szać pod­czas nich skom­pli­ko­wa­ne kwe­stie, mo­dlił się do swo­je­go Anio­ła Stró­ża i anio­ła oso­by, z któ­rą roz­ma­wiał, aby obaj po­mo­gli zna­leźć do­bre roz­wią­za­nie. Po­mysł god­ny na­śla­do­wa­nia.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

Powołani do zadań specjalnych

29 wrze­śnia Ko­ściół ka­to­lic­ki ob­cho­dzi świę­to Świę­tych Ar­cha­nio­łów: Mi­cha­ła, Ga­brie­la i Ra­fa­ła, któ­rzy otrzy­ma­li od Bo­ga spe­cjal­ne mi­sje do wy­peł­nie­nia. Pierw­szy po­ko­nał smo­ka, dru­gi zwia­sto­wał Ma­ryi, że zo­sta­nie Mat­ką Sy­na Bo­że­go, trze­ci to­wa­rzy­szy mło­de­mu To­bia­szo­wi w po­dró­ży, ra­tu­je go z wie­lu nie­bez­piecz­nych przy­gód i uzdra­wia je­go nie­wi­do­me­go oj­ca.

Ar­cha­nioł Mi­chał

Mi­chał – z he­braj­skie­go Mika´el zna­czy „któż jak Bóg” (tzn. któż mo­że do­rów­nać Bo­gu?). Zaj­mu­je pierw­sze miej­sce wśród Ar­cha­nio­łów. Na kar­tach Pi­sma Świę­te­go wy­mie­nia­ny jest pię­cio­krot­nie. Jest uwa­ża­ny za anio­ła spra­wie­dli­wo­ści i ła­ski. Czę­sto jest pa­tro­nem ka­plic cmen­tar­nych. Mi­chał jest księ­ciem anio­łów, anio­łem są­du i Bo­żych kar, ale też anio­łem Bo­że­go mi­ło­sier­dzia. To pa­tron żoł­nie­rzy, ap­te­ka­rzy, kon­struk­to­rów wag i... pra­cow­ni­ków ban­ków. Jest tak­że pa­tro­nem umie­ra­ją­cych i ich orę­dow­ni­kiem na Są­dzie Bo­żym. W iko­no­gra­fii przed­sta­wia się go ja­ko ry­ce­rza w zbroi, z mie­czem w pra­wej rę­ce. U je­go stóp znaj­du­je się po­ko­na­ny i zwią­za­ny sza­tan w po­sta­ci smo­ka.

foto_01-03_19-2014

W Pol­sce ist­nie­ją dwa zgro­ma­dze­nia za­kon­ne pod we­zwa­niem św. Mi­cha­ła: mę­skie (mi­cha­li­tów) i żeń­skie (mi­cha­li­tek), za­ło­żo­ne przez bł. Bro­ni­sła­wa Mar­kie­wi­cza.

Pa­pież Le­on XIII usta­no­wił osob­ną mo­dli­twę do Świę­te­go Mi­cha­ła Ar­cha­nio­ła, któ­rą w nie­któ­rych ko­ścio­łach do dziś od­ma­wia się po Mszy świę­tej: „Świę­ty Mi­cha­le Ar­cha­nie­le! Wspo­ma­gaj nas w wal­ce, a prze­ciw za­sadz­kom i nie­go­dzi­wo­ści złe­go du­cha bądź na­szą obro­ną. Oby go Bóg po­gro­mić ra­czył, po­kor­nie o to pro­si­my, a Ty, Wo­dzu nie­bie­skich za­stę­pów, sza­ta­na i in­ne du­chy złe, któ­re na zgu­bę dusz ludz­kich po tym świe­cie krą­żą, mo­cą Bo­żą strąć do pie­kła. Ame­nˮ.

Ar­cha­nioł Ga­briel

Imię Ga­briel – z he­braj­skie­go Geber´el. Ge­ber ozna­cza – sil­ny, el – Pan Bóg. Imię to tłu­ma­czo­ne jest więc ja­ko „mąż Bo­ży”, „wo­jow­nik Bo­ży”.

Je­go imię w Sta­rym Te­sta­men­cie wy­stę­pu­je dwa ra­zy. W No­wym Te­sta­men­cie Ga­briel uwa­ża­ny jest za szcze­gól­ne­go opie­ku­na Świę­tej Ro­dzi­ny. Naj­pierw po­wia­do­mił Za­cha­ria­sza o na­ro­dzi­nach Ja­na Chrzci­cie­la, po­tem zwia­sto­wał Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­nie na­ro­dze­nie Pa­na Je­zu­sa. To Ga­briel po­ja­wił się w snach św. Jó­ze­fa, po­wia­da­mia­jąc go naj­pierw o ma­cie­rzyń­stwie Ma­ryi, po­tem ostrze­ga­jąc przed He­ro­dem i wresz­cie na­ka­zu­jąc mu wró­cić do Na­za­re­tu.

Pa­pież Pius XII ogło­sił Ar­cha­nio­ła Ga­brie­la pa­tro­nem te­le­fo­nu, ra­dia i te­le­wi­zji. Jest rów­nież pa­tro­nem urzęd­ni­ków pocz­to­wych, po­słań­ców i ko­re­spon­den­tów pra­so­wych. Naj­czę­ściej przed­sta­wia­ny jest w sce­nie Zwia­sto­wa­nia ja­ko mło­dzie­niec w bia­łych sza­tach, ze skrzy­dła­mi. W 1705 ro­ku św. Lu­dwik Gri­gnion de Mont­fort za­ło­żył ro­dzi­nę za­kon­ną pod na­zwą Bra­ci św. Ga­brie­la. Zaj­mu­ją się oni głów­nie opie­ką nad głu­chy­mi i nie­wi­do­my­mi.

Ar­cha­nioł Ra­fał

Ra­fał – z he­braj­skie­go Rapha´el – ozna­cza „Bóg uzdra­wia”, „Bóg ule­czył”. Ra­fał przed­sta­wił się w Księ­dze To­bia­sza, mó­wiąc iż jest jed­nym z „sied­miu anio­łów, któ­rzy sto­ją w po­go­to­wiu i wcho­dzą przed ma­je­stat Pań­ski”. W ludz­kiej po­sta­ci przy­bie­ra imię Aza­riasz i ofia­ro­wu­je mło­de­mu To­bia­szo­wi wę­dru­ją­ce­mu z Ni­ni­wy do Re­ga w Me­dii swo­je to­wa­rzy­stwo i opie­kę. Ra­tu­je go z wie­lu nie­bez­piecz­nych przy­gód, prze­pę­dza de­mo­na Asmo­de­usza i uzdra­wia nie­wi­do­me­go oj­ca To­bia­sza. Jest czczo­ny ja­ko pa­tron cho­rych, piel­grzy­mów i po­dróż­nych oraz ap­te­ka­rzy, gór­ni­ków, ma­ry­na­rzy i emi­gran­tów. Je­go orę­dow­nic­twa wzy­wa­my w cho­ro­bach oczu i w cza­sie za­ra­zy.

Każ­dy chrze­ści­ja­nin bę­dzie św. Mi­cha­łem, je­śli po­mo­że dru­gie­mu czło­wie­ko­wi po­ko­nać ist­nie­ją­ce w nim zło. Mo­że na­śla­do­wać Ra­fa­ła, le­cząc czy­jąś cho­rą du­szę do­brym sło­wem i życz­li­wym ge­stem. Mo­że stać się po­dob­nym do Ga­brie­la, gdy w trud­nej ży­cio­wej sy­tu­acji po­mo­że swe­mu bliź­nie­mu.

 

Sa­bi­na Mio­doń­ska

 

Tajemniczy świat aniołów

Bło­go­sła­wio­ny Jan Pa­weł II pod­czas swej piel­grzym­ki do Pol­ski w 2002 ro­ku od­wie­dził nie­spo­dzie­wa­nie opac­two Be­ne­dyk­ty­nów w Tyń­cu. Za­py­tał wów­czas sto­ją­ce­go przy pa­pa­mo­bi­le o. prof. Au­gu­sty­na Jan­kow­skie­go: – Pi­szesz? Tak, pi­szę o anio­łach. Przy­da się skwi­to­wał pa­pież.

Każ­dy głos w spra­wie aniel­skiej jest waż­ny. Prze­ży­wa­my swo­isty re­ne­sans wia­ry w anio­ły, gwał­tow­ny wzrost po­zor­nie me­ta­fi­zycz­nej fa­scy­na­cji lu­dzi anio­ła­mi. Mi­mo wie­lu wa­hań, o anio­łach war­to roz­ma­wiać, war­to o nich my­śleć i od­kry­wać ich obec­ność w na­szym co­dzien­nym, nie­rzad­ko za­bie­ga­nym ży­ciu. Anio­ły na za­wsze po­zo­sta­ną nie do koń­ca od­kry­tą ta­jem­ni­cą. Mó­wie­niu o anio­łach przy­świe­ca sym­bo­li­ka, me­ta­fo­ry­ka, pró­ba uchwy­ce­nia cze­goś, co w swej isto­cie jest nie­uchwyt­ne.

foto_01-01_19-2014

Mi­łu­ją­ca obec­ność

Anio­ło­wie two­rzą od­mien­ną od na­szej ludz­kiej cy­wi­li­za­cję. Anioł nie jest „czym­śˮ, jest „kim­śˮ, nie jest przed­mio­tem, lecz pod­mio­tem. Jest oso­bą. Anio­ło­wie ma­ją god­ność oso­bo­wą. Nie są ja­kąś per­so­ni­fi­ka­cją przy­mio­tów Bo­żych czy sił na­tu­ry. Ja­ko oso­by mo­gą de­cy­do­wać świa­do­mie i w spo­sób wol­ny o swo­im lo­sie.

Nie­kie­dy my­śli się o anio­łach je­dy­nie w ka­te­go­riach es­te­tycz­nych. Ich ob­raz sta­je się sen­ty­men­tal­ny, uprosz­czo­ny. Trze­ba od­na­leźć praw­dzi­we ob­li­cze anio­łów, ich wa­lecz­ność i du­cho­wą po­tę­gę. Te po­tęż­ne wład­cze isto­ty uświa­da­mia­ją nam bli­skość Bo­ga. Anio­ło­wie są bo­wiem od­bi­ciem po­tę­gi Naj­wyż­sze­go. Zwra­ca­ją się ku nam z mi­ło­ścią i tro­ską. Ma­ją dwie twa­rze – jed­ną zwró­co­ną w stro­nę Bo­ga, kon­tem­plu­ją­cą Je­go ob­li­cze, a dru­gą skie­ro­wa­ną w stro­nę czło­wie­ka.

Anioł jest trud­ny, bo skła­da się z nie­do­stęp­ne­go dla nas po­zna­nia, jest od nas in­ny i moż­na po­trak­to­wać go jak ob­ce­go, bu­dzą­ce­go lęk, za­gra­ża­ją­ce­go na­sze­mu świa­tu, na­sze­mu „ja”. Ale to świę­ty anioł po­zwa­la nam od­na­leźć za­gu­bio­ne skrzy­dła – tzn. mo­ty­wa­cję, chęć dzia­ła­nia, wia­rę. Uno­si nas ku Daw­cy skrzy­deł – sa­me­mu Bo­gu, ku Je­zu­so­wi – Pa­nu Pa­nów i ku Ma­ryi – Kró­lo­wej Anio­łów. Ulu­bio­ne za­ję­cie anio­łów to bo­wiem służ­ba.

Uchy­lo­ny rą­bek ta­jem­ni­cy

Pi­smo Świę­te wspo­mi­na o anio­łach w bli­sko 300 miej­scach, w 35 księ­gach – od Księ­gi Ro­dza­ju do Apo­ka­lip­sy. Bóg stwo­rzył anio­ły ja­ko isto­ty oso­bo­we, nie­śmier­tel­ne i od­ręb­ne od lu­dzi, czy­li po­sia­da­ją­ce in­ną i do­sko­nal­szą od ludz­kiej na­tu­rę. Naj­mniej in­te­li­gent­ny anioł jest bar­dziej in­te­li­gent­ny niż naj­bar­dziej in­te­li­gent­ny czło­wiek. Isto­ty aniel­skie są czy­sty­mi du­cha­mi, po­sia­da­ją ro­zum i wol­ną wo­lę. Czło­wiek ro­dzi się i umie­ra. Anioł jest stwo­rzo­ny przez Bo­ga i nie pod­le­ga śmier­ci na spo­sób cie­le­sny.

Anio­ło­wie po­ja­wia­ją się w tek­stach bi­blij­nych znie­nac­ka i ci­cho. Uka­zu­ją się w róż­nych oko­licz­no­ściach za­rów­no na ja­wie, jak i we śnie, w no­cy i w cią­gu dnia, pod­czas pra­cy i od­po­czyn­ku. Pan Je­zus pod­kre­ślał, że ich na­tu­ra wy­kra­cza po­za ka­te­go­rię płci. Mó­wił, że anio­ło­wie nie są isto­ta­mi wszech­wie­dzą­cy­mi, że nie zna­ją np. spraw osta­tecz­nych i nie ma­ją do­stę­pu do my­śli ludz­kich.

Cie­szą się oni wy­jąt­ko­wo bo­ga­tym po­zna­niem, ale nie zna­ją przy­szło­ści, ani też ta­jem­nic ludz­kie­go ser­ca. Na ty­le po­zna­ją ludz­kie my­śli i pra­gnie­nia, na ile są one for­mu­ło­wa­ne i wy­ra­ża­ne na ze­wnątrz. Anio­ło­wie mo­gą po­ro­zu­mie­wać się z ludź­mi i prze­ka­zy­wać im swo­je my­śli. Mo­gą pa­no­wać nad ludz­ką wy­obraź­nią i wpły­wać na na­sze zmy­sły. Nie mo­gą jed­nak two­rzyć bez­po­śred­nio w ludz­kim ro­zu­mie i wo­li my­śli i pra­gnień, lecz od­dzia­ły­wa­ją je­dy­nie po­śred­nio.

Anio­ło­wie mo­gą przyj­mo­wać ludz­kie cia­ła, tj. kształ­to­wać zja­wę do­strze­gal­ną przez czło­wie­ka. Czę­sto na kar­tach Pi­sma Świę­te­go przy­bie­ra­ją oni for­mę cia­ła, tak jak my prze­bie­ra­my się w ko­stiu­my. Cia­ła, któ­re przyj­mu­ją, nie są do­słow­nie ży­wy­mi cia­ła­mi ludz­ki­mi. Nie mu­szą jeść ani od­dy­chać. Są ma­ska­mi. Du­chy aniel­skie czę­sto ja­wi­ły się w Bi­blii ja­ko mło­dzi męż­czyź­ni, z re­gu­ły sil­ni, uro­dzi­wi i wy­twor­nie ubra­ni, trzy­ma­ją­cy w rę­ku ta­kie przed­mio­ty, jak miecz, la­ska, klucz, łań­cuch, try­bu­larz czy trą­ba.

Bo­ży za­mysł

Anio­ło­wie po­sia­da­ją na­tu­rę spo­łecz­ną tzn. mo­gą po­zna­wać świat ze­wnętrz­ny i są otwar­ci na du­cho­wą wspól­no­tę. Ich szcze­gól­nym za­da­niem jest zwia­sto­wa­nie „z da­le­ka i bli­skaˮ Bo­że­go za­my­słu zba­wie­nia i słu­że­nie wy­peł­nia­niu Bo­żych pla­nów. Anio­ło­wie róż­nią się mię­dzy so­bą bar­dziej niż my, gdyż każ­dy anioł jest od­ręb­nym ga­tun­kiem. Ma­te­ria roz­mna­ża ga­tu­nek na wie­le osob­ni­ków, tak jak pa­pier po­wie­la list na wie­le ko­pii w kse­ro­gra­fie. Anio­ło­wie nie za­wie­ra­ją w so­bie ma­te­rii. Mo­że ist­nieć tyl­ko je­den anioł w każ­dym ga­tun­ku lub for­mie.

Od sa­me­go po­cząt­ku w ten świat aniel­ski Bóg wpro­wa­dził róż­ni­ce anio­łów na po­szcze­gól­ne chó­ry ma­ją­ce w Bi­blii swo­je wła­sne na­zwy. Na­to­miast w pi­smach nie­któ­rych Oj­ców Ko­ścio­ła, a szcze­gól­nie Pseu­do-Dio­ni­ze­go Are­opa­gi­ty (V‒VI w.), moż­na zna­leźć wy­po­wie­dzi na te­mat po­szcze­gól­nych chó­rów aniel­skich i ich za­dań. Chó­ry aniel­skie okre­śla­ją za­da­nia, ja­kie anio­ło­wie speł­nia­ją wo­bec lu­dzi i świa­ta, re­ali­zu­jąc pla­ny Opatrz­no­ści. Pseu­do-Dio­ni­zy na­wią­zał do na­uki o Bo­żej Opatrz­no­ści. Bóg stwo­rzył świat, utrzy­mu­je go w ist­nie­niu, opie­ku­je się nim i re­ali­zu­je swo­je pla­ny przez anio­łów. Z te­go wy­nik­nę­ła za­sa­da po­dzia­łu na dzie­więć chó­rów aniel­skich o na­stę­pu­ją­cych na­zwach: Che­ru­bi­ni, Se­ra­fi­ni, Tro­ny, Pa­no­wa­nia, Mo­ce, Po­tę­gi, Księ­stwa, Ar­cha­nio­ło­wie i Anio­ło­wie.

Za­da­nia anio­łów

Każ­de­mu z lu­dzi Bóg przy­dzie­la oso­bi­ste­go anio­ła zwa­ne­go Anio­łem Stró­żem. To swe­go ro­dza­ju oso­bi­sty „ochro­niarz”, współ­cze­sny bo­dy­gu­ard so­ul­gu­ard, naj­wier­niej­szy przy­ja­ciel czło­wie­ka. Św. To­masz z Akwi­nu stwier­dza, że pra­gnie­nie przy­cho­dze­nia nam z po­mo­cą jest u anio­ła więk­sze, niż czło­wiek mo­że so­bie tyl­ko wy­obra­zić.

Anio­ło­wie pra­gną po­zo­stać ano­ni­mo­wi ja­ko słu­dzy, wy­słan­ni­cy Bo­ga. Wszak to du­chy prze­zna­czo­ne do usług, po­sła­ne na po­moc tym, któ­rzy ma­ją po­siąść zba­wie­nie (por. Hbr 1, 14). Nie­któ­rych jed­nak zna­my po imie­niu, po to by zbu­do­wać z ni­mi szcze­gól­ną wieź, na­brać mo­cy dzię­ki ich au­to­ry­te­to­wi. Zdra­dzić swo­je imię, to od­dać się we wła­da­nie dru­gie­mu. Ar­cha­niel­skie imio­na to: św. Mi­chał – „Któż jak Bó­gˮ, św. Ga­briel – „Bóg jest mo­cąˮ, św. Ra­fał – „Bóg ule­czy­łˮ.

Św. Grze­gorz Wiel­ki po­uczał, iż w każ­dej więk­szej spra­wie do­ty­czą­cej Zba­wi­cie­la, na wi­dow­nię dzie­jo­wą wkra­cza św. Mi­chał Ar­cha­nioł. Bł. ks. Bro­ni­sław Mar­kie­wicz pi­sał, że po zwy­cię­skiej pró­bie św. Mi­chał zo­stał ubo­ga­co­ny no­wą ła­ską Bo­żą ja­ko uczest­nik da­rów wcze­śniej nie­zna­nych. „Za­ja­śniał nie­zwy­kłym bla­skiem nad­przy­ro­dzo­nym, sta­jąc się naj­pięk­niej­szym, naj­po­tęż­niej­szym i w ogó­le pierw­szym spo­śród wszyst­kich du­chów aniel­skich w nie­bie”. Wódz Woj­ska Nie­bie­skie­go jest tym, któ­ry wal­czy z pie­kłem, osła­nia Ko­ściół, ale jest tak­że anio­łem po­ko­ju. Wal­czy dla spra­wy Bo­żej, by w du­szach ludz­kich i w ko­ście­le Chry­stu­so­wym kró­lo­wał świę­ty po­kój, któ­ry jest ła­dem mi­ło­ści.

Anio­ło­wie przy­po­mi­na­ją nam dwa fun­da­men­tal­ne za­da­nia chrze­ści­jań­skie­go ży­cia: kon­tem­pla­cję i du­cho­wą wal­kę. W ta­kim wła­śnie ce­lu anio­ło­wie prze­by­wa­ją przed Bo­giem – by Go kon­tem­plo­wać i uwiel­biać. Ale rów­no­cze­śnie anio­ło­wie są wy­sy­ła­ni przez Bo­ga, by po­ma­gać czło­wie­ko­wi w osią­gnię­ciu zba­wie­nia wiecz­ne­go.

Tę du­cho­wą rze­czy­wi­stość do­brze od­da­je ła­ciń­ska sen­ten­cja: Sem­per Deo ad­si­stunt in sem­per no­bis ad­si­stunt. Si­ste­re ozna­cza „stać obok”, anio­ło­wie „nie­ustan­nie sto­ją obok Bo­ga” i „nie­ustan­nie sto­ją obok nas” (lu­dzi). „Stać obok” jest naj­prost­szą i naj­pięk­niej­szą for­mą mi­ło­ści. Anio­ło­wie chcą nam po­ka­zać, że dro­ga do praw­dzi­we­go szczę­ścia pro­wa­dzi przez służ­bę Bo­gu i czło­wie­ko­wi, prze­ży­wa­ną ca­łym so­bą, wszyst­ki­mi swo­imi umie­jęt­no­ścia­mi i da­ra­mi. Otwie­ra­jąc się na Bo­ga i lu­dzi, otwie­ra­jąc się na służ­bę Bo­gu i lu­dziom, wkra­cza­my na dro­gę szczę­ścia i w tym ży­ciu i w wiecz­no­ści.

Być „dla” to w peł­ni aniel­ska du­cho­wość. Mo­że dla­te­go anio­ło­wie są tak wol­ni, uskrzy­dle­ni i nie­wi­dzial­ni, bo nie­ob­cią­że­ni mor­der­czym krę­ce­niem się wo­kół sie­bie. Ego­izm mo­że za­bić, a na pew­no wtrą­ca w stud­nię smut­ku i nie­ustan­ne­go lę­ku. Wyj­ście z te­go lo­chu sa­mo­udrę­cze­nia mo­że przy­po­mi­nać opusz­cze­nie wię­zie­nia, by zno­wu za­chwy­cić się świa­tłem i peł­ną pier­sią wdy­chać świe­że po­wie­trze.

 

Ks. Piotr Pru­sa­kie­wicz CSMA

Au­tor jest re­dak­to­rem na­czel­nym dwu­mie­sięcz­ni­ka o anio­łach i ży­ciu du­cho­wym „Któż jak Bóg”

www.kjb24.pl

Pozwólcie Chrystusowi się odnaleźć

Po­zwól­cie Chry­stu­so­wi się od­na­leźć. Nie­raz czło­wiek, mło­dy czło­wiek, by­wa za­gu­bio­ny w so­bie sa­mym, w ota­cza­ją­cym świe­cie, w ca­łej sie­ci spraw ludz­kich, któ­re go oplą­tu­ją. Po­zwól­cie się zna­leźć Chry­stu­so­wi. Niech wie o was wszyst­ko i niech was pro­wa­dzi. To praw­da, że – aby za Nim iść, po­dą­żać – trze­ba rów­no­cze­śnie od sie­bie sa­me­go wy­ma­gać, ale ta­kie jest pra­wo przy­jaź­ni. Je­śli ma­my iść ra­zem, mu­si­my pil­no­wać dro­gi, po któ­rej idzie­my. Je­śli po­ru­sza­my się w gó­rach, trze­ba prze­strze­gać zna­ków. Je­śli je­ste­śmy na wspi­nacz­ce, nie wol­no po­pu­ścić li­ny. Po­dob­nie trze­ba też za­cho­wy­wać łącz­ność z tym Bo­skim Przy­ja­cie­lem, któ­re­mu na imię Je­zus Chry­stus. I trze­ba z Nim współ­pra­co­wać. Rzym, 1979 r.

W was jest na­dzie­ja, po­nie­waż wy na­le­ży­cie do przy­szło­ści, a za­ra­zem przy­szłość do was na­le­ży. Na­dzie­ja zaś jest za­wsze zwią­za­na z przy­szło­ścią, jest ocze­ki­wa­niem „dóbr przy­szły­chˮ. Ja­ko cno­ta „chrze­ści­jań­skaˮ jest ona zwią­za­na z ocze­ki­wa­niem tych dóbr wiecz­nych, któ­re Bóg przy­obie­cał czło­wie­ko­wi w Je­zu­sie Chry­stu­sie. Rzym, 1985 R

Je­stem prze­ko­na­ny, że wszy­scy chce­cie bu­do­wać swo­je ży­cie na moc­nych pod­sta­wach, po­zwa­la­ją­cych prze­trwać pró­by, któ­rych nie brak ni­gdy, że chce­cie bu­do­wać je na fun­da­men­cie ze ska­ły. I oto sta­je przed wa­mi Ma­ry­ja, Dzie­wi­ca z Na­za­re­tu, po­kor­na Słu­żeb­ni­ca Pań­ska, któ­ra wska­zu­jąc na swe­go Sy­na, mó­wi: „Zrób­cie wszyst­ko, co­kol­wiek wam po­wieˮ, to zna­czy słu­chaj­cie Je­zu­sa, idź­cie za Nim, bądź­cie Mu po­słusz­ni, bądź­cie po­słusz­ni Je­go przy­ka­za­niom, za­ufaj­cie Mu. Wa­ty­kan, 1987 r.

Dro­dzy Mło­dzi, sta­je­cie wo­bec cier­pie­nia: sa­mot­ność, bra­ku suk­ce­sów i roz­cza­ro­wa­nia w ży­ciu oso­bi­stym, trud­no­ści od­na­le­zie­nia się w świe­cie do­ro­słych i w ży­ciu za­wo­do­wym, ro­zej­ścia i ża­ło­ba w wa­szych ro­dzi­nach, przez moc wo­jen i śmierć nie­win­nych. Wiedz­cie jed­nak, że w trud­nych chwi­lach, któ­rych nie bra­ku­je w ży­ciu każ­de­go czło­wie­ka, nie je­ste­ście sa­mi: tak jak Ja­no­wi u stóp krzy­ża, tak i wam Je­zus da­je swo­ją Mat­kę, aby po­cie­sza­ła was swo­ją czu­ło­ścią. Wa­ty­kan, 2003 r.

 

Św. Jan Pa­weł II