Drodzy Czytelnicy!

Czy czy­stość przed­mał­żeń­ska jest na­dal war­to­ścią? Czy to się opła­ca? Da się w ogó­le cze­kać do ślu­bu?
Część lu­dzi mó­wi, że wol­ność to na­sze pra­wo i mo­że­my ro­bić to, co chce­my, tak­że w sfe­rze sek­su­al­nej. Oglą­da­jąc fil­my i se­ria­le cza­sem moż­na od­nieść wra­że­nie, że naj­waż­niej­sza jest przy­jem­ność. To sa­mo ro­bią nie­któ­re cza­so­pi­sma, pro­gra­my te­le­wi­zyj­ne, ce­le­bry­ci, in­flu­en­ce­rzy. Przy­go­to­wu­jąc się do te­ma­tu od­by­łam kil­ka cie­ka­wych roz­mów. Te oso­by, któ­re po­cze­ka­ły z sek­sem do ślu­bu, po­twier­dza­ją: war­to by­ło cze­kać. Nie ża­łu­ją wy­rze­czeń, choć otwar­cie mó­wią, że nie by­ło ła­two. Są do­wo­da­mi na to, że cze­ka­nie ma sens.

Za­wsze bę­dą zwo­len­ni­cy dwóch opcji: „war­to cze­kać” i „to się nie opła­ca”. Po­do­ba mi się okre­śle­nie sek­su­al­no­ści ks. Ka­mi­la Go­łusz­ki. Pi­sze on, że „ogień, nad któ­rym tra­ci­my kon­tro­le, ła­two mo­że prze­ro­dzić się w po­żar, któ­ry za­miast da­wać cie­pło i po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, sie­je znisz­cze­nie”. Wy­raź­nie stwier­dza rów­nież, że seks mał­żeń­ski jest świę­ty. Czy­stość wciąż ma zna­cze­nie. A co z ty­mi, oso­ba­mi, któ­re utra­ci­ły dzie­wic­two? Czy­stość dru­giej szan­sy to jest to. Pi­szą o niej Be­ata i Mar­cin Mą­drzy.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych dru­ku­je­my frag­men­ty ad­hor­ta­cji „Chri­stus vi­vit” („Chry­stus ży­je”) Oj­ca Świę­te­go Fran­cisz­ka do mło­dych...

Wołanie o pomoc

Kto uczy­nił coś złe­go i chce się na­wró­cić, przy­zna­je się do wi­ny i prze­pra­sza skrzyw­dzo­ne oso­by. Prze­pro­sze­nie Bo­ga, to mo­dli­twa, w cza­sie któ­rej Bóg nas uzdra­wia i urzą­dza nam ra­do­sne świę­to po­jed­na­nia.

Po­za Ma­ry­ją ża­den czło­wiek nie jest bez grze­chu. Na­wet naj­szla­chet­niej­szym z nas – już od mło­do­ści – zda­rza­ją się chwi­le sła­bo­ści. Wy­rzą­dza­my zło in­nym czy sa­mym so­bie. Jed­ni trwa­ją w grze­chu i czy­nią co­raz więk­sze zło, a in­ni po­dej­mu­ją wy­si­łek na­wró­ce­nia i wcho­dzą na dro­gę świę­to­ści. Bi­blia po­twier­dza, że naj­więk­szą szan­sę na na­wró­ce­nie i ra­do­sne ży­cie ma­ją ci, któ­rzy po grze­chu nie cho­wa­ją się przed Bo­giem Ci, co uzna­ją swój błąd i szu­ka­ją Bo­ga – jak król Da­wid czy św. Piotr, któ­ry po za­par­ciu się Mi­strza gorz­ko za­pła­kał i po­szedł za Je­zu­sem. Nie tyl­ko wo­bec Bo­ga, ale tak­że w od­nie­sie­niu do lu­dzi prze­pro­si­ny są po­cząt­kiem ra­do­ści. Są do­wo­dem na to, że za­czy­na­my się zmie­niać i że ma­my świa­do­mość bó­lu, ja­ki ko­muś za­da­li­śmy. Ra­do­sne łzy wzru­sze­nia po­ja­wia­ją się, gdy mąż ser­decz­nie prze­pra­sza żo­nę, któ­rą skrzyw­dził. Al­bo gdy do­ra­sta­ją­ce dziec­ko prze­pra­sza ro­dzi­ców, któ­rych zra­ni­ło nie­wdzięcz­no­ścią, lek­ce­wa­że­niem ich mi­ło­ści al­bo wi­kła­niem się w uza­leż­nie­nia.

Czy­taj da­lej »

By ogień nie przerodził się w pożar

Nie je­stem prze­ko­na­ny do mó­wie­nia o sek­su­al­no­ści w ka­te­go­riach „czy­sto­ści” lub „nie­czy­sto­ści”.

Ro­zu­miem, że to skrót my­ślo­wy. Jed­nak kry­je się za nim pew­na pu­łap­ka. Gdzieś w głę­bi na­sze­go ro­zu­mie­nia za­pi­su­je się poj­mo­wa­nie sek­su­al­no­ści ja­ko cze­goś, co mo­że nas „za­nie­czy­ścić”! A to prze­cież zu­peł­nie nie tak! Bo seks jest świę­ty. Wróć! Seks mał­żeń­ski jest świę­ty. I tak jak wszyst­ko in­ne, co świę­te, mu­si być uży­wa­ny w okre­ślo­nych ra­mach. Za­tem sek­su­al­ność sa­ma z sie­bie nie czy­ni nas nie­czy­sty­mi, ale jej nie­od­po­wied­nie uży­wa­nie już mo­że. Wszyst­ko, co ma więk­szą war­tość, ma rów­nież swo­je ce­le, do któ­rych po­win­no być wy­ko­rzy­sty­wa­ne. I tak jak in­ne rze­czy, tak i sek­su­al­ność, uży­wa­na nie do te­go, do cze­go zo­sta­ła da­na i w nie­od­po­wied­ni spo­sób, mo­że bar­dziej za­szko­dzić niż przy­nieść ko­rzyść!

Fot.: do­lga­chov © 123RF.com

Po co?

Wie­lu mło­dych w dzi­siej­szym świe­cie za­da­je so­bie py­ta­nie, po co w ogó­le ma­ją sta­wiać gra­ni­ce w swo­jej sek­su­al­no­ści. Prze­cież wie­lu lu­dzi wręcz za­chę­ca, by ją eks­plo­ro­wać. Cze­mu Ko­ściół tak „się ucze­pił” te­go te­ma­tu i sta­wia ty­le ob­ostrzeń? Mo­że wła­śnie dla­te­go, że sko­ro Bóg stwo­rzył czło­wie­ka, dał ży­cie każ­de­mu i każ­dej z nas, to...

Czystość wciąż ma znaczenie

Nie wal­czy się o coś, co nie jest waż­ne. Dla rzesz mło­dych lu­dzi czy­stość jest ta­ką war­to­ścią – god­ną praw­dzi­wych po­świę­ceń. Dla­cze­go?

Naj­pięk­niej­szy pre­zent dla męż­czy­zny

Czy­stość przed­mał­żeń­ska jest dla mnie bar­dzo waż­na. Mo­gę być pre­zen­tem dla męż­czy­zny, któ­ry bę­dzie mo­im mę­żem. Ja nie bę­dę po­rów­ny­wać in­nych męż­czyzn do mo­je­go mę­ża, a on in­nych ko­biet do mnie. Nie bę­dę się ba­ła, że je­śli zaj­dę w cią­żę, to nie bę­dzie się miał kto za­opie­ko­wać mo­im dziec­kiem. Je­śli nie współ­ży­li­śmy z by­łym chło­pa­kiem, to ła­twiej po­go­dzić się z roz­sta­niem i nie po­zo­sta­ją tak du­że zra­nie­nia, niż gdy­by­śmy te­go spró­bo­wa­li.

My­ślę, że war­to o nią wal­czyć, choć dzi­siej­sze me­dia mó­wią co in­ne­go. Czy­stość to wiel­ki skarb.

Ada

Fot.: Fa­bio For­mag­gio © 123RF.com

Na­uka od­po­wie­dzial­nej mi­ło­ści

Czy­stość przed­mał­żeń­ska po­zwa­la mi do­strzec praw­dzi­wą war­tość dru­giej oso­by, jest wy­zwa­niem, dzię­ki któ­re­mu mo­gę uczyć się od­po­wie­dzial­nej mi­ło­ści. Ja­ko męż­czy­zna wiem, że mo­je wy­zna­nie mi­ło­ści po­win­no być opar­te na świa­do­mej de­kla­ra­cji i czy­nach, któ­re bę­dą ją po­twier­dzać. Nie­za­cho­wa­nie czy­sto­ści przed­mał­żeń­skiej to uciecz­ka przed od­po­wie­dzial­no­ścią. To dro­ga na skró­ty, któ­ra zwięk­sza ry­zy­ko zra­nie­nia. Jed­no­cze­śnie do­sko­na­le zda­ję so­bie spra­wę z mo­ich sła­bo­ści. Sta­ram się...

Drodzy Czytelnicy!

Ko­lej­ny nu­mer, w któ­rym do­ty­ka­my trud­ne­go za­gad­nie­nia. O. Mar­cin Cie­cha­now­ski roz­pra­co­wu­je dla nas za­gro­że­nie du­cho­we. Wy­ja­śnia, dla­cze­go trze­ba się strzec ma­gii, sekt, ho­ro­sko­pów, wró­żek, ja­sno­wi­dzów, bał­wo­chwal­stwa, amu­le­tów, jo­gi, wy­wo­ły­wa­nia du­chów, ho­me­opa­tii i me­dy­cy­ny nie­kon­wen­cjo­nal­nej. Psy­cho­log Bo­gna Bia­łec­ka i ks. Sła­wo­mir Ko­strze­wa wy­ja­śnia­ją, z ja­kim pro­ble­mem na­le­ży się udać do księ­dza – a z ja­kim do psy­cho­lo­ga. Ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki de­ma­sku­je me­to­dy dzia­ła­nia sza­ta­na. Z ko­lei ks. To­masz Pod­lew­ski przy­po­mi­na, ze Bóg tak ko­cha każ­de­go z nas z oso­ba, ze po­li­czył na­wet wło­sy na na­szych gło­wach. Re­cep­ta na do­bre ży­cie: po­sta­wić Bo­ga na pierw­szym miej­scu. To nie gwiaz­dy wska­zu­ją nam dro­gę, tyl­ko On.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych prze­czy­ta­cie o owo­cach i da­rach Du­cha Świę­te­go, mo­dli­twie proś­by i Anie­le Stró­żu, któ­ry jest na­szym oso­bi­stym ochro­nia­rzem. Po­le­cam rów­nież wy­wiad z br. Jac­kiem Haj­no­sem OP, ry­sow­ni­kiem, ma­la­rzem i gra­fi­kiem, któ­ry mó­wi o oso­bach bez­dom­nych i ry­so­wa­niu.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Kiedy ksiądz, a kiedy psycholog?

Pięt­na­sto­let­nia Ania ma pro­blem. Drę­czą ją kosz­ma­ry sen­ne, w któ­rych jest świad­kiem mor­do­wa­nia ko­le­gów i ko­le­ża­nek ze szko­ły. Przy­wód­ca prze­śla­dow­ców ma czer­wo­ne oczy, któ­ry­mi ją prze­świe­tla i mó­wi strasz­ne rze­czy. Na przy­kład: „Wiem, że ob­ga­dy­wa­łaś Olę za jej ple­ca­mi. Znisz­czy­łaś jej re­pu­ta­cję. My­ślisz, że je­steś lep­sza od nas, a to ty ich mor­du­jesz sło­wem”. Ania nie wie, co z tym zro­bić. Czy to te­mat na wi­zy­tę u psy­cho­lo­ga, spo­wiedź czy eg­zor­cy­stę?

Bo­gna Bia­łec­ka: Ter­min „psy­cho­lo­gia” łą­czy dwa sta­ro­grec­kie sło­wa: ψυχή – psy­che, czy­li du­sza oraz λόγος lo­gos – sło­wo, myśl, ro­zu­mo­wa­nie. Czy­li źró­dło­słów mó­wi nam, że to na­uka o du­szy. Jed­nak psy­cho­lo­gia nie zaj­mu­je się du­szą ja­ko ta­ką. Zaj­mu­je się emo­cja­mi, spo­so­bem my­śle­nia (ro­zu­mo­wa­nia), po­sta­wa­mi, za­cho­wa­nia­mi czło­wie­ka. Du­szą zaj­mu­je się ksiądz. Teo­re­tycz­nie pro­ste, w prak­ty­ce nie.

Cza­sem mó­wi się, że psy­cho­te­ra­peu­ta jest le­ka­rzem emo­cji, a ksiądz le­ka­rzem du­szy. Jed­nak to się moc­no za­zę­bia. Anią tar­ga­ją sil­ne emo­cje, drę­czą ją kosz­ma­ry. To ma wpływ nie tyl­ko na jej sa­mo­po­czu­cie, ale i re­la­cje z in­ny­mi ludź­mi. A tak­że na jej du­szę. Drę­czy ją na przy­kład py­ta­nie, czy ta­kie sny są grze­chem.

Fot. Ion Chio­sea...

Przebiegłość szatana

Sza­tan zro­bi wszyst­ko, by ku­sić nas do zła, gdyż jak każ­da nie­szczę­śli­wa oso­ba, nie mo­że znieść te­go, że ktoś idzie dro­gą bło­go­sła­wień­stwa i ra­do­ści. Sza­tan jest za­zdro­sny o lu­dzi, któ­rzy ko­cha­ją i cie­szą się ży­ciem. Jest też dia­bel­sko prze­bie­gły.

Naj­ła­twiej po­ko­na nas prze­ciw­nik, któ­re­go lek­ce­wa­ży­my. Sza­tan o tym wie, gdyż zo­stał przez Bo­ga stwo­rzo­ny ja­ko duch do­bry i in­te­li­gent­ny. Utra­cił swo­ją do­broć wte­dy, gdy zbun­to­wał się prze­ciw Bo­gu i za­czął nie­na­wi­dzić za­miast ko­chać. Stał się upa­dłym anio­łem, ale po­zo­stał in­te­li­gent­ny. Od­tąd uży­wa swo­jej zdol­no­ści my­śle­nia, by na ku­sić. Chce, by­śmy my­li­li do­bro ze złem, bo wie, że gdy czy­ni­my zło, to wte­dy prze­sta­je­my być szczę­śli­wi. Wie też, że każ­dy czło­wiek, któ­ry uwie­rzy, że sza­tan nie ist­nie­je, prze­sta­je być czuj­ny, lek­ce­wa­ży wła­sne sła­bo­ści i za­gro­że­nia ze­wnętrz­ne, nie sta­wia so­bie wy­ma­gań. Ta­ki czło­wiek sta­je się na­iw­ny i za­czy­na wma­wiać so­bie, że każ­dy spo­sób po­stę­po­wa­nia jest do­bry i że szczę­śli­wi mo­gą być tak­że ci, któ­rzy nie re­spek­tu­ją De­ka­lo­gu i nie ko­cha­ją.

Świę­ty to ktoś, wo­bec ko­go sza­tan jest zu­peł­nie bez­rad­ny.

Chce, by­śmy prze­ce­nia­li sie­bie

Dru­gi po­mysł sza­ta­na po­le­ga na wma­wia­niu nam, że je­ste­śmy nie­omyl­ni. Że bez po­mo­cy Bo­ga po­ra­dzi­my so­bie w ży­ciu, bo ni­by sa­mi naj­le­piej wie­my, co przy­no­si nam ra­dość. Tej po­ku­sie sza­ta­na ule­gli już pierw­si...

To sprawka Ducha Świętego

Mi­nę­ło już 11 lat od mo­je­go sa­kra­men­tu Bierz­mo­wa­nia. Na­wet nie tak du­żo. Ra­zem ze zna­jo­my­mi cho­dzi­li­śmy na spo­tka­nia do ko­ścio­ła pa­ra­fial­ne­go. Nie­for­tun­nie od­by­wa­ły się wte­dy, kie­dy mia­łem tre­nin­gi w klu­bie pił­kar­skim. Dość czę­sto mnie po pro­stu nie by­ło. Póź­niej obe­rwa­ło mi się od księ­dza, któ­ry nas przy­go­to­wy­wał. Ba, na­wet za­gro­ził, że mnie nie do­pu­ści do Bierz­mo­wa­nia – je­śli nie zmie­nię swo­je­go po­dej­ścia. Przed sa­mym Bierz­mo­wa­niem zda­wa­li­śmy eg­za­min. Ja – z ra­cji wie­lu opusz­czo­nych spo­tkań – mu­sia­łem od­po­wie­dzieć na py­ta­nia eks­tra. Oczy­wi­ście, wszyst­ko zda­łem bez pro­ble­mu.

Fot. ar­chi­wum ks. Bar­tło­mie­ja Ba­chle­dy-Sze­li­gi

Pa­mię­tam do­sko­na­le dzień przy­ję­cia sa­kra­men­tu. Bierz­mo­wał nas kard. Sta­ni­sław Dzi­wisz. Wstyd przy­znać, ale z ca­łej li­tur­gii naj­le­piej za­pa­mię­ta­łem, że je­den z bierz­mo­wa­nych ze­mdlał. Po­tem pod­czas mo­dli­twy wier­nych ksiądz po­wie­dział: „Mó­dl­my się za na­sze­go zmar­łe­go ko­le­gę…”. Wszy­scy by­li­śmy w szo­ku.

Co chcesz, abym ro­bił?

Ja­ko pa­tro­na wy­bra­łem św. Jó­ze­fa. Nie był to wy­bór kie­ro­wa­ny na­bo­żeń­stwem do nie­go. Zro­bi­łem to ze wzglę­du na mo­je­go zmar­łe­go ta­tę, Jó­ze­fa. Z cza­sem, gdy zro­zu­mia­łem, ale by­ło to do­pie­ro w se­mi­na­rium, po co mi to imię, roz­po­czął się mój oso­bi­sty kult do te­go wiel­kie­go świę­te­go. Od te­go mo­men­tu mam w nim...

Drodzy Czytelnicy!

Po­dej­mu­je­my te­mat, któ­ry wzbu­dza wie­le kon­tro­wer­sji. Nie wszy­scy lu­dzie wie­dza (a je­śli wie­dza, to nie za­wsze przyj­mu­ją do wia­do­mo­ści), ze ży­cie czło­wie­ka za­czy­na się w mo­men­cie po­czę­cia. A to fakt, pod któ­rym pod­pi­su­ją się roż­ne au­to­ry­te­ty z dzie­dzi­ny me­dy­cy­ny. Z bio­lo­gią się nie dys­ku­tu­je.

War­to so­bie uświa­do­mić, ze ma­my bra­ci i sio­stry już w mo­men­cie, gdy są oni jesz­cze w brzu­chu na­szej ma­my, a nie do­pie­ro wte­dy, gdy mo­że­my ich no­sić na rę­kach. Wnio­sek jest pro­sty: sko­ro czło­wiek jest czło­wie­kiem od po­czę­cia (choć ma­lut­kim, zo­bacz­cie swój au­to­por­tret w pierw­szym dniu od po­czę­cia na s. 6), to od te­go cza­su na­le­ży mu się tro­ska i praw­na ochro­na. Nu­mer, któ­ry trzy­ma­cie w rę­kach, przy­go­to­wa­ło Pol­skie Sto­wa­rzy­sze­nie Obroń­ców Ży­cia Czło­wie­ka, któ­re już od 20 lat chro­ni ży­cie czło­wie­ka od po­czę­cia do na­tu­ral­nej śmier­ci.
W nu­me­rze pi­sze­my rów­nież o oso­bach nie­peł­no­spraw­nych.

Re­por­taż pt. „Ju­tro da­my ra­dę” opo­wia­da o do­mu z Wa­do­wic, w któ­rym miesz­ka sie­dem­dzie­siąt ko­biet z upo­śle­dze­niem in­te­lek­tu­al­nym. Opie­ku­ją się ni­mi wspa­nia­łe sio­stry na­za­re­tan­ki.
Dla swo­ich pod­opiecz­nych (i wraz z ni­mi!) two­rzą dom wy­peł­nio­ny cie­płem i mi­ło­ścią. Po­le­cam tez Wam świet­ne tek­sty na­sze­go psy­cho­lo­ga. Pa­ni An­na Ku­char­ska-Zyg­munt pod­po­wia­da, jak...

Czy Bóg wystarczy?

Me­my, uka­zu­ją­ce pierw­szo­ko­mu­nij­ne dziew­czyn­ki w nie­mal ba­lo­wych su­kien­kach lub chłop­ców w bia­łych ubran­kach sie­dzą­cych na no­wym qu­adzie, są śmiesz­ne i rów­no­cze­śnie tra­gicz­ne. Co tra­ci­my z ta­kim po­dej­ściem do sa­kra­men­tów?

Te­mat pre­zen­tów na I Ko­mu­nię Świę­tą po­ja­wia się co ro­ku w oko­li­cach ma­ja w me­diach, zwłasz­cza w in­ter­ne­cie. Au­to­rzy me­mów i ko­men­ta­rzy prze­ści­ga­ją się w po­ka­zy­wa­niu co­raz to bar­dziej prze­śmiew­czych zdjęć, uka­zu­ją­cych pierw­szo­ko­mu­nij­ne dzie­ci z no­wy­mi smart­fo­na­mi, ta­ble­ta­mi czy dro­na­mi. Wy­da­je się to być śmiesz­ne i rów­no­cze­śnie tra­gicz­ne. Oso­ba ma­ją­ca kon­takt z ży­wą wia­rą wie, że to prze­cież nie o to cho­dzi. Prze­cież naj­więk­szą ra­do­ścią dla dziec­ka jest fakt przy­ję­cia Ży­we­go Chry­stu­sa pod po­sta­cią Chle­ba Eu­cha­ry­stycz­ne­go! Mi­mo to co ro­ku te­mat wra­ca, co­raz bar­dziej spłasz­cza­jąc sa­mą rze­czy­wi­stość Eu­cha­ry­stii.

Ku­pić mi­łość?

Dla­cze­go tak się dzie­je? Trud­no zna­leźć jed­no­znacz­ną od­po­wiedź. Na pew­no jest to wi­na na­szej ka­te­che­zy, za­rów­no tych dzie­ci, jak i przede wszyst­kim ich ro­dzi­ców i bli­skich, któ­rzy, sa­mi nie po­tra­fiąc czer­pać ra­do­ści ze spo­tka­nia z Ży­wym Chry­stu­sem, pró­bu­ją za­stą­pić to do­świad­cze­nie czymś ma­te­rial­nym. Chry­stus to mi­łość. Je­śli jej nie czu­je­my, pró­bu­je­my za­stą­pić ją sztucz­nym za­mien­ni­kiem. Tak prze­cież też czę­sto dzie­je się w ro­dzi­nach, w któ­rych ro­dzi­ce nie ma­ją cza­su dla dzie­ci i brak mi­ło­ści czy za­in­te­re­so­wa­nia pró­bu­ją za­stą­pić ku­po­wa­niem dro­gich pre­zen­tów.

...