Drodzy Czytelnicy!

Już, już za chwi­lę Bo­że Na­ro­dze­nie, czy­li je­den z naj­bar­dziej „ro­dzin­nych” okre­sów w ro­ku. Usią­dzie­my ra­zem do sto­łu, po­dzie­li­my się opłat­kiem i zje­my pysz­ną ko­la­cję wi­gi­lij­ną. Bę­dzie­my śpie­wać ko­lę­dy i pój­dzie­my na pa­ster­kę. Spę­dzi­my du­żo cza­su z ro­dzi­ca­mi i ro­dzeń­stwem. Nie­któ­rych od­wie­dzą bab­cie i dziad­ko­wie, in­ni po­ja­dą na świę­ta do ro­dzi­ny. Nie wszy­scy jed­nak ma­ją to szczę­ście, że ich bli­scy są na wy­cią­gnię­cie rę­ki. Nie wszy­scy spę­dzą świę­ta z ma­mą i ta­tą. Dla­cze­go? Nie­któ­rzy ro­dzi­ce wy­jeż­dża­ją do pra­cy za­gra­ni­cę, zo­sta­wia­jąc w Pol­sce swo­je ro­dzi­ny. Czę­ści z nich nie uda się wziąć urlo­pu i wró­cić do do­mu na świę­ta. Co zro­bić, gdy mo­że­my ma­mę lub ta­tę wi­dy­wać raz na ja­kiś czas i jak pod­trzy­mać tę trud­ną re­la­cję? Pod­po­wie­dzi znaj­dzie­cie w ar­ty­ku­łach Mag­dy Urlich.

W czę­ści dla kan­dy­da­tów do Bierz­mo­wa­nia znaj­dzie­cie świa­dec­two Ali­cji, któ­ra przy­ję­ła już ten sa­kra­ment i któ­ra czę­sto py­ta Du­cha Świę­te­go, jak po­win­na po­stą­pić, gdy nie ma po­ję­cia, co na­le­ży zro­bić. Do­wie­cie się, ja­kie są za­sa­dy wy­bo­ru świad­ka do Bierz­mo­wa­nia i dla­cze­go chrze­ści­ja­ni­na moż­na po­rów­nać do wę­giel­ka. Na koń­cu cze­ka na was nie­sa­mo­wi­ta hi­sto­ria Grze­go­rza, któ­ry choć od­rzu­cił wia­rę, to się na­wró­cił, bo... po­czuł...

Nie wyrzucaj słoni

Zdo­bądź się na gest dla śro­do­wi­ska. Bądź eko. Wy­rzu­caj mniej. Bo uto­nie­my, ale nie w wo­dzie, lecz w śmie­ciach.

Da­ne są alar­mu­ją­ce. Każ­dy z nas wy­rzu­ca rocz­nie ok. 311 kg od­pa­dów. Po­wiesz, że to mniej niż śred­nia dla kra­jów Unii Eu­ro­pej­skiej, któ­ra wy­no­si bli­sko 500 ki­lo­gra­mów na miesz­kań­ca? Tak, ale wy­rzu­ca­my z ro­ku na rok co­raz wię­cej. Słoń afry­kań­ski po uro­dze­niu wa­ży ok. 110 kg. Na­sze śmie­ci wa­żą za­tem ty­le, co trzy ta­kie sło­nie. Licz­by ro­bią wra­że­nie.

Fot. 123RF.com / Za­val­ny­uk Ser­gey

Pro­du­ko­wać mniej śmie­ci

Roz­wią­za­nie? Za­cząć do sie­bie i pro­du­ko­wać mniej śmie­ci. Nie od ra­zu mu­sisz do­łą­czyć do eks­tre­mal­nych eko­lo­gów, któ­rych śmie­ci z ca­łe­go ro­ku (!) miesz­czą się w pu­deł­ku po bu­tach (!). Nie od ra­zu też mu­sisz za­kła­dać na bal­ko­nie ho­dow­lę dżdżow­nic ka­li­for­nij­skich, któ­re w kom­po­stow­ni­ku bę­dą zja­dać od­pad­ki or­ga­nicz­ne, czy­li m.in. skór­ki owo­ców, reszt­ki wa­rzyw, ogryz­ki ja­błek, i wy­da­lać je w for­mie bio­hum­mu­su, czy­li skład­ni­ka bar­dzo ży­znej gle­by (do­sko­na­łe­go dla ogrod­ni­ków). Co mo­żesz za­tem zro­bić? Do­łą­czyć do ru­chu ze­ro wa­ste na wła­snych za­sa­dach. Krok po kro­ku. Ruch ten opie­ra się na trzech głów­nych fi­la­rach. Ko­lej­no: re­duk­cji ku­po­wa­nych rze­czy, któ­re ge­ne­ru­ją...

Świadek Bierzmowania

Świa­dek Bierz­mo­wa­nia to ktoś wy­róż­nio­ny. Wy­bra­ny przez oso­bę przy­stę­pu­ją­cą do te­go sa­kra­men­tu. To ktoś, kto do­stę­pu­je za­szczy­tu po­ma­ga­nia bierz­mo­wa­ne­mu w osią­gnię­ciu doj­rza­ło­ści, czy­li w sta­wa­niu się do­brym i mą­drym.

Jak by­ło daw­niej?

W pierw­szych wie­kach chrze­ści­jań­stwa Chrztu świę­te­go udzie­la­no zwy­kle oso­bom do­ro­słym, któ­re by­ły do te­go so­lid­nie przy­go­to­wy­wa­ne i wy­ka­zy­wa­ły się du­żym stop­niem doj­rza­ło­ści. To dla­te­go ochrzczo­ny w ra­mach tej sa­mej uro­czy­sto­ści przyj­mo­wał rów­nież sa­kra­ment Bierz­mo­wa­nia. W kon­se­kwen­cji świad­ko­wie Chrztu by­li jed­no­cze­śnie świad­ka­mi Bierz­mo­wa­nia. Od­kąd po­wszech­na sta­ła się prak­ty­ka chrzcze­nia ma­łych dzie­ci, przyj­mo­wa­nie Bierz­mo­wa­nia zo­sta­ło prze­su­nię­te na póź­niej­szy okres ży­cia. Sta­ło się tak, by ochrzczo­ny mógł zo­stać od­po­wied­nio przy­go­to­wa­ny do sa­kra­men­tu chrze­ści­jań­skiej doj­rza­ło­ści. W tej no­wej sy­tu­acji po­ja­wi­ła się no­wa funk­cja, czy­li świa­dek Bierz­mo­wa­nia.

Fot. unsplash.com / Ma­theus Fer­re­ro

Ro­la świad­ka bierz­mo­wa­nia

Kan­dy­dat do Bierz­mo­wa­nia tym traf­niej wy­bie­rze od­po­wied­nią oso­bę na świad­ka, im bar­dziej uświa­do­mi so­bie za­da­nia, ja­kie na ta­kiej oso­bie spo­czy­wa­ją. Nie cho­dzi tu je­dy­nie o to, by w cza­sie uro­czy­sto­ści świa­dek Bierz­mo­wa­nia sta­nął za bierz­mo­wa­nym, by po­ło­żył rę­kę na je­go pra­wym ra­mie­niu i by po­dał je­go imię bi­sku­po­wi czy ka­pła­no­wi, któ­ry udzie­la te­go sa­kra­men­tu. Cho­dzi o coś znacz­nie wię­cej. Świa­dek Bierz­mo­wa­nia to...

Po co nam Kościół?

Je­stem księ­dzem, za­kon­ni­kiem, pi­ja­rem i uwa­żam się za szczę­śliw­ca.

W Ko­ście­le – pi­sa­nym wiel­ką li­te­rą „k” – i w ko­ście­le – pi­sa­nym ma­łą „k” – ni­gdy się nie nu­dzę. Mo­że dla­te­go tak do­brze się w nim czu­ję. Ko­ściół ko­ja­rzy mi się z nie­ustan­ną ak­tyw­no­ścią.

A ty: ja­kie masz sko­ja­rze­nia ze sło­wem „ko­ściół”? Od­po­wie­dzi bę­dzie ty­sią­ce. Ktoś mo­że nie naj­le­piej po­my­śleć o księ­żach, in­ny mo­że przy­po­mni so­bie swo­ją bab­cię, któ­ra scho­ro­wa­na z tru­dem cho­dzi­ła do ko­ścio­ła i dzi­wi­ła się, że wnu­ki nie chcą do nie­go cho­dzić. Ko­muś in­ne­mu ko­ściół w ogó­le ko­ja­rzy się z gru­pą star­szych osób, któ­re ni­by po ci­chu, ale tak na­praw­dę szep­tem od­ma­wia­ją ró­ża­niec, jesz­cze in­ne­mu ko­ja­rzy się on z twar­dy­mi i nie­wy­god­ny­mi ław­ka­mi. In­nym przy­po­mi­na­ją się du­ży krzyż, ob­ra­zy, fi­gu­ry, ma­lo­wi­dła, wi­tra­że…

Fot. unsplash.com / Ja­mes Owen

Ni­czym kart­ka w książ­ce

Czym jest Ko­ściół? Jest on po­dob­ny do mał­żeń­stwa. Czy isto­tę mał­żeń­stwa moż­na spro­wa­dzić do ob­rą­czek, ce­re­mo­nii za­ślu­bin czy kon­trak­tu? Mał­żeń­stwo to coś wię­cej – to re­la­cja opar­ta na mi­ło­ści, za­ufa­niu i wier­no­ści. Po­dob­nie isto­tą Ko­ścio­ła nie jest je­dy­nie in­sty­tu­cja, ale re­la­cja po­mię­dzy Bo­giem a Je­go lu­dem. I nie ozna­cza to...

Drodzy Czytelnicy!

Paź­dzier­nik. Ja­dę au­to­bu­sem ko­mu­ni­ka­cji miej­skiej. Sły­szę roz­mo­wę dwóch chło­pa­ków. Roz­ma­wia­ją o stu­diach, ko­lej­kach po od­biór in­dek­sów. Je­den py­ta ko­le­gę, dla­cze­go wy­brał swój kie­ru­nek stu­diów. „To był przy­pa­dek – brzmi od­po­wiedź. – Nie wie­dzia­łem, co wy­brać. Zo­ba­czę, jak bę­dzie”. Od­po­wiedź za­ska­ku­ją­ca? A mo­że jed­nak wprost prze­ciw­nie?
Są oso­by, któ­re już od przed­szko­la wie­dzą, kim chcą zo­stać. I ta­ki za­wód wy­bie­ra­ją ja­ko do­ro­śli. In­ni dłu­żej po­szu­ku­ją swo­jej dro­gi, pró­bu­ją, eks­pe­ry­men­tu­ją z róż­ny­mi za­wo­da­mi, by w koń­cu tra­fić na ten, któ­ry spra­wia im przy­jem­ność i pa­su­je do nich jak ulał. Jest jak­by szy­ty na mia­rę spe­cjal­nie dla nich. Są róż­ne dro­gi do sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej pra­cy. Jed­ni bę­dą się speł­niać w pra­cy cho­re­ogra­fa, in­ni gra­fi­ka, a jesz­cze in­ni ku­cha­rza. Wy­brać mu­sisz sam. Bo pra­ca bę­dzie istot­nym ele­men­tem two­je­go ży­cia. W nu­me­rze pod­po­wia­da­my, jak do­ko­nać do­bre­go wy­bo­ru.

Kan­dy­da­tów do Bierz­mo­wa­nia za­chę­ca­my do roz­mo­wy z ro­dzi­ca­mi o sa­kra­men­cie, do któ­re­go się przy­go­to­wu­ją. Czy coś stoi na prze­szko­dzie, że­by ich za­py­tać, dla­cze­go chcą, że­by­ście go przy­ję­li? Na ostat­nich stro­nach znaj­dzie­cie świa­dec­two o. Łu­ka­sza Buk­sy OMF, któ­ry opo­wie o tym, jak to się sta­ło, że wy­brał to­wa­rzy­stwo ró­wie­śni­ków z dwor­ca, by póź­niej od­na­leźć Bo­ga.

Nu­mer,...

Szalony z Miłości

Bóg co­dzien­nie, nie­ustan­nie, szep­cze ci do ucha: „Ko­cham cię”! Każ­dy twój od­dech jest Je­go wes­tchnie­niem z mi­ło­ści.

Czę­sto mó­wi się o tym, że Pan Bóg cię ko­cha, że Bóg jest mi­ło­ścią i że naj­waż­niej­szym wy­mia­rem chrze­ści­jań­stwa jest mi­łość. Za­pew­ne wszy­scy sły­sze­li­śmy już nie­je­den raz o tym, że Je­zus umarł za nas z mi­ło­ści i dla­te­go po­win­ni­śmy być wdzięcz­ni. Dzie­ciom przy­po­mi­na się, że to wła­śnie z te­go po­wo­du po­win­ny być „grzecz­ne”.

I zwy­kle jest tak, że jak coś sły­szy­my czę­sto, to prze­sta­je­my się za­sta­na­wiać nad zna­cze­niem tych słów. Jak wie­lu z nas za­sta­na­wia się nad tre­ścią mo­dli­twy Oj­cze nasz, po­wta­rza­nej co­dzien­nie? Na­wet gdy­by ktoś po­wta­rzał nam co­dzien­nie, że nas ko­cha, to rów­nież po ja­kimś cza­sie za­czę­li­by­śmy przyj­mo­wać to za pew­nik. A mo­że na­wet by­śmy się nie za­sta­na­wia­li nad głę­bią tych słów i co one dla nas ozna­cza­ją.

Nie mu­sisz ni­gdzie iść, w ża­den spo­sób so­bie na nią za­słu­gi­wać, ani tym bar­dziej jak­kol­wiek pła­cić za nią.

Po­wie­dzieć ko­muś „ko­cham cię” ozna­cza bar­dzo wie­le. To nie tyl­ko wy­ra­że­nie emo­cji, uczuć, ale przede wszyst­kim zo­bo­wią­za­nie. Dla­te­go po­win­ni­śmy być ostroż­ni w wy­ra­ża­niu mi­ło­ści, ale jed­no­cze­śnie nie zbyt oszczęd­ni.

...

Upadłam, ale powstałam

Mo­dlę się o wspa­nia­łe­go mę­ża i ży­cie w czy­sto­ści, czy­sto­ści dru­giej szan­sy.

Wy­cho­wa­ła mnie ma­ma. To ona prze­ka­za­ła mi wia­rę. Uczy­ła mo­dlić się, pro­wa­dzi­ła na Msze św. Od dziec­ka an­ga­żo­wa­łam się w ży­cie pa­ra­fii. Przez pa­rę lat śpie­wa­łam w dzie­cię­cej, a póź­niej mło­dzie­żo­wej, scho­li. Na­le­ża­łam do pa­ra­fial­nej gru­py mło­dzie­żo­wej. Na co­ty­go­dnio­wych spo­tka­niach bra­li­śmy udział w Mszy św., dzie­li­li­śmy się do­świad­cze­niem obec­no­ści Bo­ga w na­szym ży­ciu. Po­ma­ga­li­śmy pro­wa­dzić księ­dzu ró­ża­niec, przy­go­to­wy­wa­li­śmy oko­licz­no­ścio­we wy­stą­pie­nia – np. za­dusz­ki. Kształ­to­wa­li­śmy wia­rę, przy oka­zji umac­nia­jąc ko­le­żeń­skie wię­zi, któ­re prze­no­si­ły się po­za przy­ko­ściel­ną sal­kę – a to do piz­ze­rii, a to do sa­li ki­no­wej. Przy­kład mo­ich ko­le­ża­nek i ko­le­gów bar­dzo mi po­mógł. Dał mi si­łę, że­by nie wsty­dzić się wia­ry. Cie­szy­łam się, że mam wo­kół sie­bie lu­dzi, któ­rzy my­ślą i czu­ją to sa­mo, co­ja. Idla któ­rych Pan Bóg jest na pierw­szym miej­scu. Po­do­ba­ły mi się wy­jaz­dy na re­ko­lek­cje, z któ­rych za każ­dym ra­zem wra­ca­łam na­peł­nio­na no­wą ener­gią i z od­no­wio­ną mi­ło­ścią do Bo­ga.

Fot. unsplash.com / Ja­mie Stre­et

No­we py­ta­nia

Gdy nad­szedł czas do­ra­sta­nia, przez dłuż­szy czas in­te­re­so­wa­ły mnie wy­łącz­nie książ­ki i na­uka, choć nie by­łam ku­jo­nem. Przy­szedł...

Święć się imię Twoje

Kto sza­nu­je dru­gą oso­bę, ten z sza­cun­kiem i wdzięcz­no­ścią wy­ma­wia jej imię.

Bóg sam ob­ja­wił lu­dziom swo­je imię. Po­dał Moj­że­szo­wi, że Je­go imię to Jah­we. Po he­braj­sku sło­wo to ozna­cza ko­goś, kto jest. Bóg nie tyl­ko jest w tym zna­cze­niu, że ist­nie­je. Bóg jest obec­ny, czy­li jest cią­gle przy nas, dla nas, z na­mi. On wczu­wa się w na­sze my­śli i prze­ży­cia, sku­pia się na każ­dym z nas, jak by­śmy by­li je­dy­ni na tej zie­mi. Naj­bar­dziej na­wet ko­cha­ją­cy ro­dzi­ce nie są w sta­nie być dzień i noc przy swo­ich dzie­ciach. Cza­sa­mi mu­szą za­jąć się so­bą czy in­ny­mi ludź­mi. Bóg ni­gdy nie zaj­mu­je się so­bą. On jest Em­ma­nu­elem, czy Bo­giem z na­mi. Ko­chać to być obec­nym dla ko­cha­nej oso­by.

Mi­łość i świę­tość to naj­więk­sze po­wo­dy do świę­to­wa­nia.

Je­zus po­dał jesz­cze jed­no imię Bo­ga. Wy­ja­śnił, że Stwór­ca to Ab­ba, czy­li czu­le ko­cha­ją­cy ta­tuś. Bóg nie jest ani ko­bie­tą, ani męż­czy­zną, gdyż jest peł­nią. Stwór­ca nie jest ogra­ni­czo­ny by­ciem na spo­sób jed­nej z płci. Mo­że­my na­zy­wać Go naj­bar­dziej i naj­czu­lej ko­cha­ją­cym Ro­dzi­cem. Każ­dy z nas ma pra­wo w ser­cu na­zy­wać Bo­ga na swój nie­po­wta­rzal­ny spo­sób, po­dob­nie jak uko­cha­ni na­zy­wa­ją sie­bie po swo­je­mu.

Czy­taj da­lej »

In vitro. Za wszelką cenę

Sta­ty­stycz­nie, aby mo­gło się uro­dzić jed­no dziec­ko po­czę­te przy po­mo­cy me­to­dy in vi­tro, mu­si po­wstać aż 17 em­brio­nów. Ozna­cza to, że 16 z nich, bę­dą­cych je­go ro­dzeń­stwem, mu­si zgi­nąć.

Jed­ną z naj­więk­szych trud­no­ści, a na­wet dra­ma­tem, któ­re­mu mu­si sta­wić czo­ła na­wet co pią­ta pa­ra, jest nie­płod­ność. Ter­mi­nem tym okre­śla­my nie­moż­ność po­czę­cia dziec­ka przez ko­bie­tę i męż­czy­znę w spo­sób na­tu­ral­ny po okre­sie co naj­mniej ro­ku sta­rań.

Me­dy­cy­na roz­wi­nę­ła się tak bar­dzo, że wie­lu nie­płod­nym pa­rom mo­że po­móc do­cze­kać się upraw­nio­ne­go po­tom­stwa. W le­cze­niu nie­płod­no­ści le­ka­rze naj­czę­ściej się­ga­ją po far­ma­ko­te­ra­pię (po­daż od­po­wied­nich le­ków) oraz le­cze­nie za­bie­go­we przy uży­ciu naj­no­wo­cze­śniej­szych tech­nik, w tym mi­kro­chi­rur­gii.

Fot. 123rf.com / helenap2014

Mi­mo tak sze­ro­kich moż­li­wo­ści sku­tecz­ne­go po­stę­po­wa­nia wie­le par de­cy­du­je się na in vi­tro. Tu ce­lem rów­nież jest do­pro­wa­dze­nie do po­czę­cia, ale in­ny­mi me­to­da­mi.

Mi­mo że nie­któ­re kli­ni­ki in vi­tro re­kla­mu­ją się ja­ko dzia­ła­ją­ce zgod­nie z na­ucza­niem Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go, w prak­ty­ce de­kla­ra­cje te nie ma­ją nic wspól­ne­go z praw­dą. Pro­ce­du­ra za­płod­nie­nia po­za­ustro­jo­we­go ro­dzi wie­le pro­ble­mów na­tu­ry mo­ral­nej.

Za­nim jed­nak za­sta­no­wi­my się, na czym po­le­ga zło mo­ral­ne in vi­tro, przyj­rzyj­my się je­go ko­lej­nym eta­pom.

Eta­py in vi­tro

Za­płod­nie­nie po­za­ustro­jo­we, czy­li za­płod­nie­nie in vi­tro...

Drodzy Czytelnicy!

No­wy cykl za­czy­na­my od zmian, któ­re wy­ni­ka­ją z te­go, że uważ­nie wsłu­chu­je­my się w wa­sze ma­ilo­we gło­sy. „Dro­gę do Bierz­mo­wa­nia” chcą czy­tać rów­nież oso­by, któ­re nie są na eta­pie przy­go­to­wy­wa­nia się do Bierz­mo­wa­nia. Za­cho­wu­je­my więc część spe­cjal­nie dla kan­dy­da­tów do sa­kra­men­tu doj­rza­ło­ści chrze­ści­jań­skiej (pod ko­niec nu­me­ru), a w po­zo­sta­łej czę­ści pi­sma bę­dzie­my po­ru­szać waż­ne dla was te­ma­ty, prze­pro­wa­dzać wy­wia­dy z cie­ka­wy­mi oso­ba­mi, po­le­cać mło­dzie­żo­we wspól­no­ty. Nie za­brak­nie też roz­ryw­ki i kon­kur­sów z na­gro­da­mi.

Za­czy­na­my od trud­ne­go te­ma­tu, czy­li za­bu­rzeń od­ży­wia­nia. Na­le­żysz do osób, któ­re idąc uli­cą prze­glą­da­ją się w wi­try­nach skle­po­wych, by się do sie­bie uśmiech­nąć? Czy ra­czej do tych, któ­re kon­takt z lu­strem ogra­ni­cza­ją do nie­zbęd­ne­go mi­ni­mum? Jak wy­ja­śnia psy­cho­log Ma­ria Lan­ger-Fy­da, na po­wsta­nie tych za­bu­rzeń mo­że mieć wpływ m.in. ne­ga­tyw­ny ob­raz sie­bie. Jed­ną z przy­czyn je­go po­wsta­wa­nia jest to, że me­dia wtła­cza­ją nam do głów je­den kon­kret­ny ide­ał pięk­na, któ­ry sta­je się ucie­le­śnie­niem ma­rzeń wie­lu z nas. Sta­je­my się nie­ja­ko za­pro­gra­mo­wa­ni, by do te­go ide­ału dą­żyć za wszel­ką ce­nę, na­wet kosz­tem zdro­wia i – nie­ste­ty – cza­sem rów­nież ży­cia. Tak ro­dzą się np. ano­rek­sja i bu­li­mia, z któ­ry­mi mie­rzy się nie­ma­ło osób.

W nu­me­rze...