Drodzy Czytelnicy!

Paź­dzier­nik. Ja­dę au­to­bu­sem ko­mu­ni­ka­cji miej­skiej. Sły­szę roz­mo­wę dwóch chło­pa­ków. Roz­ma­wia­ją o stu­diach, ko­lej­kach po od­biór in­dek­sów. Je­den py­ta ko­le­gę, dla­cze­go wy­brał swój kie­ru­nek stu­diów. „To był przy­pa­dek – brzmi od­po­wiedź. – Nie wie­dzia­łem, co wy­brać. Zo­ba­czę, jak bę­dzie”. Od­po­wiedź za­ska­ku­ją­ca? A mo­że jed­nak wprost prze­ciw­nie?
Są oso­by, któ­re już od przed­szko­la wie­dzą, kim chcą zo­stać. I ta­ki za­wód wy­bie­ra­ją ja­ko do­ro­śli. In­ni dłu­żej po­szu­ku­ją swo­jej dro­gi, pró­bu­ją, eks­pe­ry­men­tu­ją z róż­ny­mi za­wo­da­mi, by w koń­cu tra­fić na ten, któ­ry spra­wia im przy­jem­ność i pa­su­je do nich jak ulał. Jest jak­by szy­ty na mia­rę spe­cjal­nie dla nich. Są róż­ne dro­gi do sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej pra­cy. Jed­ni bę­dą się speł­niać w pra­cy cho­re­ogra­fa, in­ni gra­fi­ka, a jesz­cze in­ni ku­cha­rza. Wy­brać mu­sisz sam. Bo pra­ca bę­dzie istot­nym ele­men­tem two­je­go ży­cia. W nu­me­rze pod­po­wia­da­my, jak do­ko­nać do­bre­go wy­bo­ru.

Kan­dy­da­tów do Bierz­mo­wa­nia za­chę­ca­my do roz­mo­wy z ro­dzi­ca­mi o sa­kra­men­cie, do któ­re­go się przy­go­to­wu­ją. Czy coś stoi na prze­szko­dzie, że­by ich za­py­tać, dla­cze­go chcą, że­by­ście go przy­ję­li? Na ostat­nich stro­nach znaj­dzie­cie świa­dec­two o. Łu­ka­sza Buk­sy OMF, któ­ry opo­wie o tym, jak to się sta­ło, że wy­brał to­wa­rzy­stwo ró­wie­śni­ków z dwor­ca, by póź­niej od­na­leźć Bo­ga.

Nu­mer,...

Szalony z Miłości

Bóg co­dzien­nie, nie­ustan­nie, szep­cze ci do ucha: „Ko­cham cię”! Każ­dy twój od­dech jest Je­go wes­tchnie­niem z mi­ło­ści.

Czę­sto mó­wi się o tym, że Pan Bóg cię ko­cha, że Bóg jest mi­ło­ścią i że naj­waż­niej­szym wy­mia­rem chrze­ści­jań­stwa jest mi­łość. Za­pew­ne wszy­scy sły­sze­li­śmy już nie­je­den raz o tym, że Je­zus umarł za nas z mi­ło­ści i dla­te­go po­win­ni­śmy być wdzięcz­ni. Dzie­ciom przy­po­mi­na się, że to wła­śnie z te­go po­wo­du po­win­ny być „grzecz­ne”.

I zwy­kle jest tak, że jak coś sły­szy­my czę­sto, to prze­sta­je­my się za­sta­na­wiać nad zna­cze­niem tych słów. Jak wie­lu z nas za­sta­na­wia się nad tre­ścią mo­dli­twy Oj­cze nasz, po­wta­rza­nej co­dzien­nie? Na­wet gdy­by ktoś po­wta­rzał nam co­dzien­nie, że nas ko­cha, to rów­nież po ja­kimś cza­sie za­czę­li­by­śmy przyj­mo­wać to za pew­nik. A mo­że na­wet by­śmy się nie za­sta­na­wia­li nad głę­bią tych słów i co one dla nas ozna­cza­ją.

Nie mu­sisz ni­gdzie iść, w ża­den spo­sób so­bie na nią za­słu­gi­wać, ani tym bar­dziej jak­kol­wiek pła­cić za nią.

Po­wie­dzieć ko­muś „ko­cham cię” ozna­cza bar­dzo wie­le. To nie tyl­ko wy­ra­że­nie emo­cji, uczuć, ale przede wszyst­kim zo­bo­wią­za­nie. Dla­te­go po­win­ni­śmy być ostroż­ni w wy­ra­ża­niu mi­ło­ści, ale jed­no­cze­śnie nie zbyt oszczęd­ni.

...

Upadłam, ale powstałam

Mo­dlę się o wspa­nia­łe­go mę­ża i ży­cie w czy­sto­ści, czy­sto­ści dru­giej szan­sy.

Wy­cho­wa­ła mnie ma­ma. To ona prze­ka­za­ła mi wia­rę. Uczy­ła mo­dlić się, pro­wa­dzi­ła na Msze św. Od dziec­ka an­ga­żo­wa­łam się w ży­cie pa­ra­fii. Przez pa­rę lat śpie­wa­łam w dzie­cię­cej, a póź­niej mło­dzie­żo­wej, scho­li. Na­le­ża­łam do pa­ra­fial­nej gru­py mło­dzie­żo­wej. Na co­ty­go­dnio­wych spo­tka­niach bra­li­śmy udział w Mszy św., dzie­li­li­śmy się do­świad­cze­niem obec­no­ści Bo­ga w na­szym ży­ciu. Po­ma­ga­li­śmy pro­wa­dzić księ­dzu ró­ża­niec, przy­go­to­wy­wa­li­śmy oko­licz­no­ścio­we wy­stą­pie­nia – np. za­dusz­ki. Kształ­to­wa­li­śmy wia­rę, przy oka­zji umac­nia­jąc ko­le­żeń­skie wię­zi, któ­re prze­no­si­ły się po­za przy­ko­ściel­ną sal­kę – a to do piz­ze­rii, a to do sa­li ki­no­wej. Przy­kład mo­ich ko­le­ża­nek i ko­le­gów bar­dzo mi po­mógł. Dał mi si­łę, że­by nie wsty­dzić się wia­ry. Cie­szy­łam się, że mam wo­kół sie­bie lu­dzi, któ­rzy my­ślą i czu­ją to sa­mo, co­ja. Idla któ­rych Pan Bóg jest na pierw­szym miej­scu. Po­do­ba­ły mi się wy­jaz­dy na re­ko­lek­cje, z któ­rych za każ­dym ra­zem wra­ca­łam na­peł­nio­na no­wą ener­gią i z od­no­wio­ną mi­ło­ścią do Bo­ga.

Fot. unsplash.com / Ja­mie Stre­et

No­we py­ta­nia

Gdy nad­szedł czas do­ra­sta­nia, przez dłuż­szy czas in­te­re­so­wa­ły mnie wy­łącz­nie książ­ki i na­uka, choć nie by­łam ku­jo­nem. Przy­szedł...

Święć się imię Twoje

Kto sza­nu­je dru­gą oso­bę, ten z sza­cun­kiem i wdzięcz­no­ścią wy­ma­wia jej imię.

Bóg sam ob­ja­wił lu­dziom swo­je imię. Po­dał Moj­że­szo­wi, że Je­go imię to Jah­we. Po he­braj­sku sło­wo to ozna­cza ko­goś, kto jest. Bóg nie tyl­ko jest w tym zna­cze­niu, że ist­nie­je. Bóg jest obec­ny, czy­li jest cią­gle przy nas, dla nas, z na­mi. On wczu­wa się w na­sze my­śli i prze­ży­cia, sku­pia się na każ­dym z nas, jak by­śmy by­li je­dy­ni na tej zie­mi. Naj­bar­dziej na­wet ko­cha­ją­cy ro­dzi­ce nie są w sta­nie być dzień i noc przy swo­ich dzie­ciach. Cza­sa­mi mu­szą za­jąć się so­bą czy in­ny­mi ludź­mi. Bóg ni­gdy nie zaj­mu­je się so­bą. On jest Em­ma­nu­elem, czy Bo­giem z na­mi. Ko­chać to być obec­nym dla ko­cha­nej oso­by.

Mi­łość i świę­tość to naj­więk­sze po­wo­dy do świę­to­wa­nia.

Je­zus po­dał jesz­cze jed­no imię Bo­ga. Wy­ja­śnił, że Stwór­ca to Ab­ba, czy­li czu­le ko­cha­ją­cy ta­tuś. Bóg nie jest ani ko­bie­tą, ani męż­czy­zną, gdyż jest peł­nią. Stwór­ca nie jest ogra­ni­czo­ny by­ciem na spo­sób jed­nej z płci. Mo­że­my na­zy­wać Go naj­bar­dziej i naj­czu­lej ko­cha­ją­cym Ro­dzi­cem. Każ­dy z nas ma pra­wo w ser­cu na­zy­wać Bo­ga na swój nie­po­wta­rzal­ny spo­sób, po­dob­nie jak uko­cha­ni na­zy­wa­ją sie­bie po swo­je­mu.

Czy­taj da­lej »

In vitro. Za wszelką cenę

Sta­ty­stycz­nie, aby mo­gło się uro­dzić jed­no dziec­ko po­czę­te przy po­mo­cy me­to­dy in vi­tro, mu­si po­wstać aż 17 em­brio­nów. Ozna­cza to, że 16 z nich, bę­dą­cych je­go ro­dzeń­stwem, mu­si zgi­nąć.

Jed­ną z naj­więk­szych trud­no­ści, a na­wet dra­ma­tem, któ­re­mu mu­si sta­wić czo­ła na­wet co pią­ta pa­ra, jest nie­płod­ność. Ter­mi­nem tym okre­śla­my nie­moż­ność po­czę­cia dziec­ka przez ko­bie­tę i męż­czy­znę w spo­sób na­tu­ral­ny po okre­sie co naj­mniej ro­ku sta­rań.

Me­dy­cy­na roz­wi­nę­ła się tak bar­dzo, że wie­lu nie­płod­nym pa­rom mo­że po­móc do­cze­kać się upraw­nio­ne­go po­tom­stwa. W le­cze­niu nie­płod­no­ści le­ka­rze naj­czę­ściej się­ga­ją po far­ma­ko­te­ra­pię (po­daż od­po­wied­nich le­ków) oraz le­cze­nie za­bie­go­we przy uży­ciu naj­no­wo­cze­śniej­szych tech­nik, w tym mi­kro­chi­rur­gii.

Fot. 123rf.com / helenap2014

Mi­mo tak sze­ro­kich moż­li­wo­ści sku­tecz­ne­go po­stę­po­wa­nia wie­le par de­cy­du­je się na in vi­tro. Tu ce­lem rów­nież jest do­pro­wa­dze­nie do po­czę­cia, ale in­ny­mi me­to­da­mi.

Mi­mo że nie­któ­re kli­ni­ki in vi­tro re­kla­mu­ją się ja­ko dzia­ła­ją­ce zgod­nie z na­ucza­niem Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go, w prak­ty­ce de­kla­ra­cje te nie ma­ją nic wspól­ne­go z praw­dą. Pro­ce­du­ra za­płod­nie­nia po­za­ustro­jo­we­go ro­dzi wie­le pro­ble­mów na­tu­ry mo­ral­nej.

Za­nim jed­nak za­sta­no­wi­my się, na czym po­le­ga zło mo­ral­ne in vi­tro, przyj­rzyj­my się je­go ko­lej­nym eta­pom.

Eta­py in vi­tro

Za­płod­nie­nie po­za­ustro­jo­we, czy­li za­płod­nie­nie in vi­tro...

Drodzy Czytelnicy!

No­wy cykl za­czy­na­my od zmian, któ­re wy­ni­ka­ją z te­go, że uważ­nie wsłu­chu­je­my się w wa­sze ma­ilo­we gło­sy. „Dro­gę do Bierz­mo­wa­nia” chcą czy­tać rów­nież oso­by, któ­re nie są na eta­pie przy­go­to­wy­wa­nia się do Bierz­mo­wa­nia. Za­cho­wu­je­my więc część spe­cjal­nie dla kan­dy­da­tów do sa­kra­men­tu doj­rza­ło­ści chrze­ści­jań­skiej (pod ko­niec nu­me­ru), a w po­zo­sta­łej czę­ści pi­sma bę­dzie­my po­ru­szać waż­ne dla was te­ma­ty, prze­pro­wa­dzać wy­wia­dy z cie­ka­wy­mi oso­ba­mi, po­le­cać mło­dzie­żo­we wspól­no­ty. Nie za­brak­nie też roz­ryw­ki i kon­kur­sów z na­gro­da­mi.

Za­czy­na­my od trud­ne­go te­ma­tu, czy­li za­bu­rzeń od­ży­wia­nia. Na­le­żysz do osób, któ­re idąc uli­cą prze­glą­da­ją się w wi­try­nach skle­po­wych, by się do sie­bie uśmiech­nąć? Czy ra­czej do tych, któ­re kon­takt z lu­strem ogra­ni­cza­ją do nie­zbęd­ne­go mi­ni­mum? Jak wy­ja­śnia psy­cho­log Ma­ria Lan­ger-Fy­da, na po­wsta­nie tych za­bu­rzeń mo­że mieć wpływ m.in. ne­ga­tyw­ny ob­raz sie­bie. Jed­ną z przy­czyn je­go po­wsta­wa­nia jest to, że me­dia wtła­cza­ją nam do głów je­den kon­kret­ny ide­ał pięk­na, któ­ry sta­je się ucie­le­śnie­niem ma­rzeń wie­lu z nas. Sta­je­my się nie­ja­ko za­pro­gra­mo­wa­ni, by do te­go ide­ału dą­żyć za wszel­ką ce­nę, na­wet kosz­tem zdro­wia i – nie­ste­ty – cza­sem rów­nież ży­cia. Tak ro­dzą się np. ano­rek­sja i bu­li­mia, z któ­ry­mi mie­rzy się nie­ma­ło osób.

W nu­me­rze...

Szukał Allaha, znalazł Jezusa

Na­be­el Qu­re­shi ca­łym ser­cem szu­kał Bo­ga, ma­jąc na­dzie­ję, że znaj­dzie Go w swo­jej mu­zuł­mań­skiej wie­rze. Li­czył też na to, że uda mu się na­wró­cić swo­ich chrze­ści­jań­skich przy­ja­ciół. Za­le­ża­ło mu na tym, że­by po­znać Praw­dę, ale dro­ga, ja­ką ob­rał, do­pro­wa­dzi­ła go do cze­goś zu­peł­nie in­ne­go niż mógł­by przy­pusz­czać.

Wy­cho­wy­wał się w ko­cha­ją­cej, po­ko­jo­wo na­sta­wio­nej ro­dzi­nie. Więk­szość ży­cia spę­dził w USA. Z po­dzi­wem pa­trzył na swo­je­go ta­tę i – jak on – mo­dlił się pięć ra­zy dzien­nie. Uczył się na pa­mięć Ko­ra­nu po an­giel­sku i po arab­sku. Jak na na­sto­lat­ka był świet­nie zo­rien­to­wa­ny w spra­wach wia­ry, cze­go nie moż­na by­ło po­wie­dzieć o je­go przy­ja­cio­łach ze szko­ły, któ­rzy za­zwy­czaj prze­gry­wa­li z nim w dys­ku­sjach, nie umie­jąc wy­tłu­ma­czyć mu pod­staw chrze­ści­jań­stwa. Bar­dzo chciał przy­bli­żyć im is­lam i stop­nio­wo skło­nić do zmia­ny re­li­gii.

Fot. pexels.com / Bra­dy Knoll

Is­lam a chrze­ści­jań­stwo

Do cza­su. W szko­le śred­niej po­znał w koń­cu ko­goś, ko­go rów­nie moc­no jak je­go po­cią­ga­ły kwe­stie wiary.Ten ktoś był chrze­ści­ja­ni­nem. Da­wid, je­go no­wy przy­ja­ciel, za­chę­cał go do kry­tycz­ne­go prze­czy­ta­nia tek­stu Ko­ra­nu i po­rów­na­nia go z Bi­blią.

Czuł, że mu­si udo­wod­nić fałsz chrze­ści­jań­stwa.

Na­be­el zo­stał wy­cho­wa­ny w po­ko­jo­wej wer­sji is­la­mu...

Ksiądz odpowiada

By­łam do spo­wie­dzi i nie od ra­zu od­pra­wi­łam po­ku­tę. Pod ko­niec dnia za­po­mnia­łam już, co to by­ło. Czy to ozna­cza, że mu­szę jesz­cze raz iść do spo­wie­dzi? Ka­sia

Ka­siu!

Po­ku­ta za­da­wa­na przez ka­pła­na jest jed­nym z pię­ciu wa­run­ków do­brej spo­wie­dzi, ja­ko „za­dość­uczy­nie­nie Pa­nu Bo­gu i bliź­nie­mu za po­peł­nio­ne grze­chy”.

Każ­dy grzech nie­sie za so­bą skut­ki, na­ru­sza na­szą więź z Pa­nem Bo­giem, ra­ni bliź­nie­go (na­wet je­śli bez­po­śred­nio go nie do­ty­ka) i ra­ni nas sa­mych. Pią­ty wa­ru­nek do­brej spo­wie­dzi za­kła­da za­dość­uczy­nie­nie, czy­li pró­bę na­pra­wie­nia wy­rzą­dzo­nej krzyw­dy. Oczy­wi­ście, tym, któ­ry przyj­mu­je na sie­bie po­ku­tę za na­sze grze­chy na pierw­szym miej­scu jest sam Chry­stus. To on umie­ra za nas na Krzy­żu! Na­sza po­ku­ta jest tyl­ko pró­bą uczest­nic­twa w Je­go cier­pie­niu za na­sze grze­chy.

Fot. pixabay.com / ge­ralt.

Ka­te­chizm Ko­ścio­ła Ka­to­lic­kie­go o po­ku­cie pi­sze tak: „O ile to moż­li­we, po­win­na od­po­wia­dać cię­ża­ro­wi i na­tu­rze po­peł­nio­nych grze­chów. Mo­że nią być mo­dli­twa, ja­kaś ofia­ra, dzie­ło mi­ło­sier­dzia, służ­ba bliź­nie­mu, do­bro­wol­ne wy­rze­cze­nie, cier­pie­nie, a zwłasz­cza cier­pli­wa ak­cep­ta­cja krzy­ża, któ­ry mu­si­my dźwi­gać”.

Po­ku­tę naj­le­piej wy­peł­nić moż­li­wie szyb­ko po spo­wie­dzi (chy­ba, że jej cha­rak­ter za­kła­da coś in­ne­go), że­by nie za­po­mnieć, co by­ło jej tre­ścią. Po przy­ję­ciu...

Kluczem do czystości jest wsparcie

Od­kąd pa­mię­tam – czy­stość przed­mał­żeń­ska by­ła waż­nym ele­men­tem mo­jej mło­do­ści. Wy­ni­ka­ło to z wy­cho­wa­nia, ja­kie otrzy­ma­łem od ro­dzi­ców, ale tak­że, a mo­że przede wszyst­kim z wia­ry.

Wie­dzia­łem, że chcę być dla tej jed­nej je­dy­nej wy­bran­ki mo­je­go ser­ca w peł­ni da­rem. Tak: da­rem, bo czy­stość tak wła­śnie po­strze­gam – ja­ko pięk­ny pre­zent, któ­ry ofia­ro­wu­je się dru­giej oso­bie. W teo­rii wszyst­ko pięk­nie brzmia­ło – „bę­dę żył w czy­sto­ści do ślu­bu i ko­niec”. Prak­ty­ka oka­za­ła się bar­dzo wy­bo­istą dro­gą do ce­lu.. My­ślę, że jak więk­szość mło­dych chło­pa­ków mia­łem „pod gór­kę” z czy­sto­ścią. Pod­po­rą na tej trud­nej ścież­ce oka­za­ła się ona, wte­dy mo­ja dziew­czy­na, a te­raz wspa­nia­ła żo­na. Gdy­by nie ona, nie wiem, jak wie­le sy­tu­acji w na­szym ży­ciu by się po­to­czy­ło. To ona czę­sto w chwi­lach trud­nych, peł­nych pa­sji, na­mięt­no­ści (bo nie oszu­kuj­my się, że mię­dzy dwoj­giem ko­cha­ją­cych się osób jej nie ma) szyb­ko wra­ca­ła na zie­mię i mó­wi­ła: stop. Bo­że, dzię­ki Ci za nią!

Fot. pixabay.com / Pe­xels

Wra­cać na do­bry tor

Jej po­sta­wa też nie by­ła przy­pad­ko­wa. Ro­dzi­ce, a zwłasz­cza ma­ma, po­wta­rza­li jej, jak ta czy­sto­ści jest waż­na w bu­do­wa­niu szczę­śli­wej re­la­cji mał­żeń­skiej. Do­dat­ko­wo...

Pytanie do psychologa

Dro­go, nic mi się nie chce ro­bić, a już zwłasz­cza od­ra­biać za­jęć. Smut­no mi przez ca­ły czas i słu­cham smut­nych pio­se­nek, no chy­ba że spo­ty­kam się z przy­ja­ciół­mi. Wte­dy śmie­je­my się i do­brze się ba­wię. Chy­ba nie wspo­mnia­łem, że moi ro­dzi­ce są w trak­cie roz­wo­du. Czy to jest de­pre­sja? Ty­le o niej sły­sza­łem. Je­stem cho­ry? Co mam zro­bić, Mi­chał

Mi­cha­le!

Pa­mię­taj, że nie da się po­sta­wić dia­gno­zy na pod­sta­wie kil­ku zdań. Jed­nak to, co na­pi­sa­łeś na­pa­wa opty­mi­zmem. Oso­ba w de­pre­sji zwy­kle nie po­tra­fi cie­szyć się z ni­cze­go, a pi­szesz, że spo­tka­nie pod­no­si Cię na du­chu. To wspa­nia­le mieć przy­ja­ciół!

Smu­tek wy­glą­da na na­tu­ral­ną re­ak­cję na prze­dłu­ża­ją­cy się stres. Na­wet je­śli ro­dzi­ce pod­cho­dzą do roz­wo­du w mak­sy­mal­nie kul­tu­ral­ny spo­sób, jest to na pew­no dla Cie­bie trud­ne. Każ­da du­ża zmia­na w ży­ciu po­wo­du­je tzw. re­ak­cję stre­so­wą, a co do­pie­ro wy­wró­ce­nie do­mo­we­go ży­cia do gó­ry no­ga­mi.

Czym jest stres?

Stres to nie­swo­ista re­ak­cja or­ga­ni­zmu na po­ten­cjal­ne za­gro­że­nie. Pry­mi­tyw­ne czę­ści mó­zgu, te od­po­wie­dzial­ne za prze­trwa­nie, re­agu­ją na moż­li­we za­gro­że­nie, przy­go­to­wu­jąc cia­ło do ata­ku lub uciecz­ki. Po­ja­wia­ją się np. nie­po­kój, za­wę­że­nie uwa­gi, na­pię­cie mię­śni itp.

Fot....