Drodzy Czytelnicy!

W nu­me­rze, któ­ry trzy­ma­cie w rę­kach, po­ru­sza­my dwa bar­dzo trud­ne te­ma­ty: sa­mo­oka­le­cze­nie i de­pre­sja. Wy­da­wać by się mo­gło, że jed­no i dru­gie do­ty­ka nie­zna­nych nam Ko­wal­skich i nie mo­że spo­tkać nas oso­bi­ście. A to nie­praw­da. O ska­li obu pro­ble­mów świad­czą li­sty nad­sy­ła­ne do re­dak­cji. Pi­sa­li­ście do nas ano­ni­mo­wo, że­by­śmy przy­go­to­wa­li nu­mer o sa­mo­oka­le­cze­niach i o de­pre­sji.

Z de­pre­sją zma­ga się czte­ry proc. na­sto­lat­ków, ale ob­ja­wy de­pre­syj­ne mo­że prze­ja­wiać aż co pią­ta oso­ba. Naj­now­sze ba­da­nia po­ka­zu­ją rów­nież, że co szó­sty na­sto­la­tek oka­le­cza się. Fak­ty są alar­mu­ją­ce.

Za­chę­cam do prze­czy­ta­nia tek­stów, któ­re przy­bli­żą oba pro­ble­my i po­ka­żą, że z jed­ne­go i dru­gie­go jest wyj­ście. Wła­śnie tak! W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych znaj­dzie­cie spo­so­by na przy­go­to­wa­nie ser­ca do przy­ję­cia sa­kra­men­tu doj­rza­ło­ści chrze­ści­jań­skiej. Do­wie­cie się, co do­kład­nie wy­ra­ża­ją po­sta­wy sie­dzą­ca, sto­ją­ca i klę­czą­ca, któ­re przyj­mu­je­my w cza­sie każ­dej Mszy św. Prze­czy­ta­cie o Sa­kra­men­tach i cu­dow­nym uzdro­wie­niu cho­rej dziew­czy­ny. Po­zna­cie Mar­tę, któ­ra ewan­ge­li­zu­je śpie­wem oraz Tom­ka, któ­ry dzie­li się świa­dec­twem ży­cia w czy­sto­ści.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Ważne: Postawa w czasie Mszy

Czę­sto w trak­cie Eu­cha­ry­stii nie ro­zu­mie­my po­staw, ja­kie przyj­mu­je­my. Że­by do­brze prze­żyć czas Mszy świę­tej, waż­ne jest po­zna­nie wszyst­kich jej ele­men­tów. Tym­cza­sem nie­raz pew­ne rze­czy wy­ko­nu­je­my zu­peł­nie „bez­wied­nie”, nie za­sta­na­wia­jąc się w ogó­le, po co to ro­bi­my.

Wie­my z lek­cji re­li­gii, a mo­że i z wła­sne­go do­świad­cze­nia, że w cza­sie każ­dej Eu­cha­ry­stii przyj­mu­je­my trzy głów­ne po­sta­wy: sto­ją­cą, sie­dzą­cą i klę­czą­cą.

Po­sta­wa sto­ją­ca: go­to­wość

Po­sta­wę sto­ją­cą przyj­mu­je­my głów­nie na po­cząt­ku Eu­cha­ry­stii, w cza­sie Ewan­ge­lii, w nie­któ­rych mo­men­tach mo­dli­twy eu­cha­ry­stycz­nej i w chwi­li ro­ze­sła­nia. Ozna­cza na­szą go­to­wość. Tro­chę jak żoł­nierz sto­ją­cy na bacz­ność, cze­ka­ją­cy na ko­lej­ne „roz­ka­zy”. Głów­nie w cza­sie Ewan­ge­lii, któ­rej słu­cha­my w po­sta­wie sto­ją­cej, po­ka­zu­je­my go­to­wość, by wdra­żać w ży­cie jej prze­kaz. Na ko­niec Eu­cha­ry­stii, kie­dy sły­szy­my sło­wa: „Idź­cie w po­ko­ju Chry­stu­sa”, rów­nież da­je­my znak go­to­wo­ści do dzia­ła­nia, by to, co się wy­da­rzy­ło w cza­sie mi­nio­nej go­dzi­ny, nie zo­sta­ło zmar­no­wa­ne, ale wręcz sta­ło się tre­ścią na­szej mi­sji.

Fot. pixabay.com

Po­sta­wa sie­dzą­ca: za­słu­cha­nie

Sie­dzi­my w cza­sie Eu­cha­ry­stii głów­nie w cza­sie czy­tań i ho­mi­lii. Ta po­sta­wa ozna­cza na­sze za­słu­cha­nie. Gdy sie­dzi­my, nie an­ga­żu­je­my zbyt moc­no swo­je­go cia­ła. W tym cza­sie pra­cu­je nasz umysł, któ­ry te­raz...

Depresja to nie „foch”

Z de­pre­sją zma­ga się czte­ry proc. na­sto­lat­ków, ale ob­ja­wy de­pre­syj­ne mo­że prze­ja­wiać aż co pią­ta oso­ba. Jak ją od­róż­nić od przed­wio­sen­ne­go spad­ku for­my czy chwi­lo­we­go przy­gnę­bie­nia?

Naj­waż­niej­sze na po­czą­tek: de­pre­sja to cho­ro­ba. Nie tak ła­twa do po­ko­na­nia jak gry­pa, ale do okieł­zna­nia z po­mo­cą spe­cja­li­stów. Nie­le­czo­na mo­że mieć po­waż­ne skut­ki ubocz­ne, z pró­ba­mi sa­mo­bój­czy­mi włącz­nie.

Trud­ne doj­rze­wa­nie

Za­cznij­my od prze­strze­ni, w któ­rej mo­że po­ja­wić się cho­ro­ba. Cóż, Ame­ry­ki nie od­kry­je­my, je­śli po­wie­my, że okres doj­rze­wa­nia to je­den z naj­trud­niej­szych eta­pów w ży­ciu. Zmie­nia się wszyst­ko: ty­po­wo ko­le­żeń­ska re­la­cja mo­że się prze­ro­dzić w pierw­szą mi­łość, doj­rze­wa­ją­ce cia­ło mo­że bu­dzić nie­po­kój i za­wsty­dze­nie, po­ja­wia­ją się no­we szko­ły i gru­py ró­wie­śni­cze, w któ­rych trze­ba „za­wal­czyć” o swo­ją po­zy­cję. W do­dat­ku co­raz ja­skra­wiej ry­su­ją się wszel­kie nie­do­sko­na­ło­ści ro­dzi­ców, któ­rzy na­gle prze­sta­ją być wszech­wie­dzą­cy i wszech­wład­ni. I ten świat – ta­ki nie­spra­wie­dli­wy, pe­łen hi­po­kry­zji, z upa­dły­mi au­to­ry­te­ta­mi… To na­praw­dę moż­ne czło­wie­ka przy­gnę­bić.

Fot. Da­vid Pe­re­iras Vil­la­gra¡ © 123RF.com

Tu mu­si­my się za­trzy­mać: choć okres doj­rze­wa­nia jest obiek­tyw­nie trud­ny, z bu­zu­ją­cy­mi emo­cja­mi i skłon­no­ścia­mi do na­prze­mien­nej apa­tii i wy­bu­cho­wo­ści, tłu­ma­cze­nie prze­dłu­ża­ją­cych się sta­nów izo­la­cji, chan­dry czy otę­pie­nia nie moż­na za­wsze...

Problem. Reakcja. Blizna

Czy w ży­ciu wszyst­kie­go trze­ba spró­bo­wać? Z Agniesz­ką Bo­is­se, psy­cho­lo­giem i psy­cho­te­ra­peu­tą z Kli­ni­ki Mał­żeń­skiej przy Ma­ło­pol­skim Cen­trum Psy­cho­te­ra­pii, roz­ma­wia Mag­da Gu­ziak-No­wak.

Mo­ja ko­le­żan­ka al­bo mój ko­le­ga się sa­mo­oka­le­cza. Jak mo­gę po­móc, gdzie szu­kać po­mo­cy?

– War­to po­my­śleć o oso­bie do­ro­słej, do któ­rej mo­że­my się zwró­cić z tym pro­ble­mem, na­wet je­śli nie są to ro­dzi­ce. Oso­bą, u któ­rej moż­na szu­kać wspar­cia mo­że być ktoś z ro­dzi­ny, szkol­ny pe­da­gog, wy­cho­waw­ca czy za­ufa­ny na­uczy­ciel. Cza­sem war­to za­pro­po­no­wać, że wspól­nie po­szu­ka­my oso­by, z któ­rą o tym po­ga­da­my. A ta­ka po­moc mo­że się oka­zać nie­odzow­na.

Fot. Vik­to­ria Lu­ko­ni­na © 123RF.com

Po dru­gie – to bar­dzo waż­ne – sta­raj­my się być przy­ja­cie­lem a nie te­ra­peu­tą al­bo ro­dzi­cem. Mło­dzi lu­dzie ma­ją ce­chę, któ­ra jest szla­chet­na, ale też czę­sto nie­bez­piecz­na – chcą wszyst­kim po­ma­gać, ma­ją du­żo em­pa­tii, są wraż­li­wi na cier­pie­nie in­nych. Gdy ma­my do czy­nie­nia z sa­mo­oka­le­cze­nia­mi, trze­ba uwa­żać, aby nie brać na sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści za tę sy­tu­ację. War­to roz­ma­wiać i wspie­rać, ale nie fun­do­wać ko­le­żan­ce czy przy­ja­cie­lo­wi „te­ra­pii na wła­sną rę­kę”, bo spra­wa mo­że być zbyt po­waż­na.

I jesz­cze jed­no. Przy­ja­ciel mo­że nam szep­nąć do ucha: „Po­wiem ci coś...

Drodzy Czytelnicy!

Me­dia kreu­ją ide­ały pięk­na ko­bie­ce­go i mę­skie­go. Bu­dzą w nas pra­gnie­nie, by dą­żyć do tych wzo­rów. Za­po­mi­na­my, że zdję­cia te bar­dzo czę­sto są re­tu­szo­wa­ne. Na­si zna­jo­mi wrzu­ca­ją na por­ta­le spo­łecz­no­ścio­we fot­ki, a to z fe­rii, a to z wa­ka­cji. Na wszyst­kich pięk­nie wy­glą­da­ją. Ośle­pia­ją nas ich pięk­ne uśmie­chy. Czę­sto jed­nak do po­wsta­nia jed­ne­go uję­cia po­trzeb­nych im by­ło kil­ka­dzie­siąt in­nych, mniej uda­nych.

Pa­mię­taj­my, że nie mu­si­my być ide­al­ni. Pan Bóg ko­cha nas ta­ki­mi, ja­ki­mi je­ste­śmy. Każ­de­go: te­go z od­sta­ją­cy­mi usza­mi, te­go z nad­wa­ga, te­go z pie­ga­mi, te­go po­ru­sza­ją­ce­go się na wóz­ku in­wa­lidz­kim, te­go nie­wi­do­me­go, te­go nie­do­sły­szą­ce­go i te­go z krzy­wa trój­ka też. Mnie ko­cha w oku­la­rach, przez któ­re prze­pła­ka­łam wie­le dni w szko­le pod­sta­wo­wej i w pierw­szej kla­sie li­ceum. Dla Bo­ga każ­dy z nas jest pięk­ny. Od­kry­cie tej praw­dy wy­zwa­la z ka­no­nów pięk­na, na­rzu­ca­nych przez świat. Po­zwa­la ode­tchnąć, po­lu­bić sie­bie i z mi­ło­ścią spoj­rzeć so­bie w oczy w lu­strze w ła­zien­ce.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych pi­sze­my o ro­li, ja­ka peł­ni świa­dek do Bierz­mo­wa­nia, wy­li­cza­my do­wo­dy na to, ze Je­zus na­praw­dę cho­dził po zie­mi i po­da­je­my wa­run­ki do­brej spo­wie­dzi. Dzie­li­my się też z Wa­mi świa­dec­twa­mi Krzyś­ka, któ­ry nie...

Wygraj z kompleksami

Kie­dy ro­dzą się w lu­dziach kom­plek­sy? Ra­czej nie wi­dzi­my prze­cież, by przed­szko­lak przej­mo­wał się tym, że ma nad­wa­gę czy ru­de wło­sy, że tak po­zwo­lę so­bie się­gnąć po ste­reo­ty­py…

- Kom­plek­sy da­ją o so­bie szcze­gól­nie znać w okre­sie doj­rze­wa­nia. To czas, kie­dy mło­dy czło­wiek sta­je się szcze­gól­nie wraż­li­wy na opi­nię na swój te­mat wy­ra­ża­ną przez in­ne oso­by, zwłasz­cza z gru­py ró­wie­śni­czej. Wcze­śniej naj­waż­niej­sza jest dla nie­go opi­nia ro­dzi­ców i naj­bliż­sze­go oto­cze­nia. Okres doj­rze­wa­nia wią­że się z bar­dzo sil­ną po­trze­bą by­cia ak­cep­to­wa­nym. Je­śli nie jest on ak­cep­to­wa­ny przez gru­pę ró­wie­śni­czą, ro­dzi się w nim po­czu­cie by­cia gor­szym.

fot. Ka­ta­rzy­na Bia­ła­sie­wicz © 123RF.com

Ja­kie mo­gą być przy­czy­ny te­go bra­ku ak­cep­ta­cji?

- Zda­rza się, że dziec­ko po­sia­da pew­ne ce­chy, któ­re nie są mi­le wi­dzia­ne w je­go oto­cze­niu. Je­śli idzie o ce­chy cha­rak­te­ru, dziec­ko mo­że mieć np. skłon­ność do po­pa­da­nia w sil­ne emo­cje, ła­two iry­to­wać się pod wpły­wem prze­ciw­no­ści lo­su. Przez in­ne dzie­ci bę­dzie ono wte­dy po­strze­ga­ne ja­ko oso­ba nie­bu­dzą­ca sym­pa­tii.

Ma­ło te­go, czę­sto zda­rza się, że w przy­pad­ku in­cy­den­tów z udzia­łem ta­kie­go dziec­ka, na­uczy­ciel bie­rze stro­nę agre­so­ra, dzi­wiąc się, że np. na wy­zwi­sko w ro­dza­ju „Ty głup­ku” dziec­ko...

Święty egoizm

Czy w mi­ło­sier­dziu jest miej­sce na… od­mo­wę po­mo­cy?

Wy­ja­śnij­my so­bie coś

Wie­lu z nas ko­ja­rzy ego­izm z kon­cen­tro­wa­niem się na so­bie. Czy to słusz­na de­fi­ni­cja? I tak, i nie. Bo z jed­nej stro­ny w ego­izmie cho­dzi o sku­pia­nie się na „ja”, ale z dru­giej – nie da się żyć, kom­plet­nie po­mi­ja­jąc sie­bie sa­me­go. Ja­ka za­tem jest mia­ra? – Ego­izm to kon­cen­tro­wa­nie się wy­łącz­nie na so­bie – wy­ja­śnia tę kwe­stię o. Krzysz­tof Dy­rek. Nie moż­na więc tak po pro­stu na­zwać ego­istą czło­wie­ka, któ­ry szu­ka wła­sne­go do­bra. Mia­rą ego­izmu nie jest sam fakt „sku­pia­nia na so­bie. Ego­ista to ktoś, kto szu­ka „wy­łącz­nie” wła­sne­go do­bra.

fot. Si­be­ria © 123RF.com

Jak tu wsze­dłeś?!

A skąd się wła­ści­wie bie­rze ego­izm? Zda­rza się, że czło­wiek nie do­świad­cza w ży­ciu zbyt wie­le mi­ło­ści. I nie cho­dzi tu wy­łącz­nie o dzie­ci po­zba­wio­ne ro­dzi­ców czy in­ne tra­ge­die. Tak na­praw­dę wszy­scy je­ste­śmy w środ­ku bar­dzo de­li­kat­ni. I cza­sem wy­star­czy kil­ka sy­tu­acji, w któ­rych po pro­stu „za­bra­kło” nam mi­ło­ści ze stro­ny osób, od któ­rych mie­li­śmy pra­wo jej ocze­ki­wać. Wów­czas po­ja­wia się ból. Je­śli się to po­wta­rza, czło­wiek (zwłasz­cza dziec­ko!) za­czy­na po­strze­gać sie­bie ja­ko nie­god­ne­go mi­ło­ści. I nie uczy się doj­rza­le sie­bie ko­chać. Bo prze­cież to...

Istnienia Jezusa nie da się podważyć!

Tak­że dziś lu­dzie pod­li naj­chęt­niej po raz dru­gi ska­za­li­by Je­zu­sa na śmierć i pil­no­wa­li, że­by już ni­gdy nie wy­szedł z gro­bu. Jed­nym ze spo­so­bów „no­wo­cze­sne­go” ska­zy­wa­nia Je­zu­sa na śmierć jest twier­dze­nie, że On ni­gdy nie ist­niał.

Co ja­kiś czas po­ja­wia­ją się lu­dzie, któ­rzy pod­da­ją w wąt­pli­wość to, czy Je­zus ist­niał na­praw­dę. Jak to jest moż­li­we, że ktoś uzna­je za po­stać mi­to­lo­gicz­ną ko­goś naj­bar­dziej zna­ne­go w hi­sto­rii ludz­ko­ści, kto w ra­dy­kal­ny spo­sób zmie­nił dzie­je te­go świa­ta, za ko­go mi­lio­ny mę­czen­ni­ków od­da­ło ży­cie i kto jest naj­więk­szym au­to­ry­te­tem mo­ral­nym dla co naj­mniej mi­liar­da osób w na­szych cza­sach? Od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie sta­nie się oczy­wi­sta wte­dy, gdy uświa­do­mi­my so­bie, czym cha­rak­te­ry­zu­je się czło­wiek świę­ty.

Chry­stus nio­są­cy krzyż, El Gre­co, ok. 1578 r.

Lu­dzie pod­li bo­ją się świę­to­ści

Czło­wiek świę­ty to ktoś, kto cie­szy i fa­scy­nu­je lu­dzi szla­chet­nych, kto nie­po­koi tych, któ­rzy grze­szą i ko­go chcą za­bić lu­dzie pod­li. Tak by­ło na przy­kład ze św. Ja­nem Paw­łem II. Lu­dzie szla­chet­ni przy­jeż­dża­li do nie­go z ca­łe­go świa­ta, że­by cho­ciaż na chwi­lę go zo­ba­czyć. Grzesz­ni­kom przy Pa­pie­żu trzę­sły się rę­ce z nie­po­ko­ju i po­czu­cia wi­ny, a lu­dzie...

Drodzy Czytelnicy!


Za­wsze w dniu, w któ­rym od­da­je do dru­ku ko­lej­ny nu­mer „Dro­gi do Bierz­mo­wa­nia” pod­no­si mi się po­ziom ad­re­na­li­ny. Nie jest mi po­trzeb­na ka­wa, by się po­bu­dzić. Chce, że­by wszyst­ko by­ło do­pię­te na ostat­ni gu­zik. Nie chce ni­cze­go prze­oczyć. Po raz ostat­ni czy­tam ca­ły nu­mer, że­by wy­ła­pać li­te­rów­ki, któ­re wcze­śniej mi umknę­ły. Przez ca­ły dzień. to­wa­rzy­szy mi stres.

W tym nu­me­rze roz­kła­da­my stres na czyn­ni­ki pierw­sze. Pi­sze­my, skąd się bie­rze i pod­po­wia­da­my, jak go unik­nąć. Chce­cie mieć lep­sze oce­ny? Z pew­no­ścią: ) Jak je zdo­by­wać? – wy­ja­śni dr Klau­dia Mar­ty­now­ska. Pi­sze­my też o do­brym od­po­czyn­ku. Jest on bar­dzo waż­ny, je­śli chce się mniej stre­so­wać.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych prze­czy­ta­cie, dla­cze­go za­le­ca się, że­by w cza­sie Bierz­mo­wa­nia zo­sta­wić imię, któ­re otrzy­ma­li­śmy przy Chrzcie św. Do­wie­cie się, jak zo­stać rycerzem/rycerka Bo­ga i po­zna­cie chło­pa­ka, któ­ry stwo­rzył apli­ka­cje, któ­ra po­ma­ga w przy­go­to­wa­niu się do sa­kra­men­tu doj­rza­ło­ści chrze­ści­jań­skiej.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Spotkać Miłość

Gdy mia­łem sie­dem lat, od­kry­łem, że ma­ma cho­dzi­ła co­dzien­nie na Eu­cha­ry­stię. Wy­cho­dzi­ła o 5.30 i szła pie­szo dwa ki­lo­me­try do ko­ścio­ła, że­by za­osz­czę­dzić na au­to­bu­sie. W tam­tych cza­sach li­czył się każ­dy grosz. Po­pro­si­łem ją, by nie cho­dzi­ła co­dzien­nie do ko­ścio­ła, bo wte­dy mo­że dłu­żej spać i bę­dzie mia­ła wię­cej sił. Ma­ma uśmiech­nę­ła się i od­po­wie­dzia­ła: „Mam si­łę wła­śnie dla­te­go, że co­dzien­nie spo­ty­kam się z Je­zu­sem i no­szę Go w ser­cu”.

fot. pixabay.com – he­bi­moh

 Wy­obraź­my so­bie, że któ­re­goś dnia przy wyj­ściu ze szko­ły pięt­na­sto­let­ni chło­pak pro­po­nu­je swo­jej ko­le­żan­ce z kla­sy, że od­pro­wa­dzi ją do do­mu. Lu­bią ze so­bą roz­ma­wiać, więc ona chęt­nie się zga­dza. Gdy są już bli­sko jej do­mu, chło­pak wi­dzi, że prze­jeż­dża­ją­cy wła­śnie obok nich sa­mo­chód wjeż­dża na chod­nik pro­sto w dziew­czy­nę. Rzu­ca się w jej kie­run­ku, że­by uchro­nić ją przed ude­rze­niem au­ta. Uda­je mu się, ale sam zo­sta­je po­waż­nie ran­ny. Dziew­czy­na jest wzru­szo­na do łez tym, że chło­pak za­ry­zy­ko­wał dla niej ży­cie. Bę­dzie co­dzien­nie – wzru­szo­na i wdzięcz­na za je­go po­świę­ce­nie – od­wie­dzać go w szpi­ta­lu, a póź­niej w do­mu. Śla­dy ran na je­go cie­le bę­dą jej cią­gle...