Drodzy Czytelnicy!

Ży­je­my jak zom­bie. Wpa­trze­ni w na­sze smart­fo­ny. Ba­da­nia do­wo­dzą, że do­ty­ka­my ich 2600 ra­zy (!) dzien­nie i prze­cięt­nie się­ga­my po nie co dzie­sięć mi­nut. Jak to wpły­wa na na­sze re­la­cje z in­ny­mi? Od­po­wiedź ma­my pod no­sem. W prze­no­śni i do­słow­nie. Spójrz­my na naj­bliż­szy sto­lik w ka­wiar­ni.

Grup­ka zna­jo­mych – wi­dać, że zna­ją się jak ły­se ko­nie. Sie­dzą ni­by ze so­bą, ale każ­dy z nich trzy­ma w rę­ku te­le­fon i re­agu­je na każ­de otrzy­ma­ne po­wia­do­mie­nie. A my? Na spo­tka­niach ro­dzin­nych trzy­ma­my smart­fon w dło­ni lub na sto­le. Bo jak to? Prze­ga­pić zdję­cie Tom­ka lub po­wia­do­mie­nie od Ani? Za nic w świe­cie!

Czy prze­mknę­ła nam kie­dyś przez gło­wę myśl, ile cza­su spę­dza­my wpa­trze­ni w ekran te­le­fo­nu? Po­le­cam spraw­dzić to obiek­tyw­nie, uży­wa­jąc choć­by przez kil­ka dni jed­nej z apli­ka­cji do mie­rze­nia cza­su i spo­so­bu je­go spę­dza­nia przez nas, gdy ma­my nos w smart­fo­nie. Wy­ni­ki mo­gą za­sko­czyć i prze­ra­zić. Z pew­no­ścią skoń­czą wy­mów­ki, że nie ma­my na nic cza­su. Bo go ma­my, tyl­ko mar­nu­je­my na scrol­lo­wa­nie Fa­ce­bo­oka, Twit­te­ra czy Pin­te­re­sta. A co gdy­by tak czas wy­li­czo­ny przez apli­ka­cję spę­dzić na na­uce na kla­sów­kę z ma­te­ma­ty­ki, spo­tka­niach ze zna­jo­my­mi, jeź­dzie na...

Namaszczenie oznacza wezwanie

Sa­kra­men­ty to wi­dzial­ne zna­ki mi­ło­ści Bo­ga i Je­go ła­ski. W Bierz­mo­wa­niu pod­sta­wo­wym zna­kiem uświę­ca­ją­ce­go dzia­ła­nia Bo­ga jest olej krzyż­ma.

Olej, któ­re­go uży­wa się w sa­kra­men­cie Bierz­mo­wa­nia, świę­ci się w Wiel­ki Czwar­tek przed po­łu­dniem w cza­sie Mszy św. spra­wo­wa­nej w ka­te­drze. Na­zwa te­go ole­ju po­cho­dzi od grec­kie­go sło­wa chri­sis, czy­li na­masz­cze­nie. Jest to ja­sny olej z oli­wek, zmie­sza­ny z ciem­nym, pach­ną­cym bal­sa­mem. Po­świę­ce­nia krzyż­ma do­ko­nu­je bi­skup po Ko­mu­nii świę­tej. No­wo po­świę­co­ne­go ole­ju pierw­szy raz uży­wa się przy udzie­la­niu Chrztu i Bierz­mo­wa­nia w cza­sie Wi­gi­lii Pas­chal­nej. Olej krzyż­ma słu­ży ja­ko sa­kra­men­tal­ny znak przy udzie­la­niu Chrztu, Bierz­mo­wa­nia, sa­kra­men­tu ka­płań­stwa, a tak­że przy kon­se­kra­cji ko­ścio­ła czy oł­ta­rza.

Fot. unsplash.com / Al­mos Bech­told

Sym­bo­li­ka krzyż­ma i na­masz­cze­nia

Oli­wa jest sym­bo­lem te­go, co cen­ne. Nie tyl­ko jest spo­ży­wa­na ja­ko zdro­we źró­dło tłusz­czu. Przez stu­le­cia słu­ży­ła też ja­ko śro­dek do pie­lę­gna­cji skó­ry oraz ja­ko spe­cy­fik lecz­ni­czy, któ­ry de­zyn­fe­ku­je i ła­go­dzi ból. Sto­so­wa­na w lamp­kach oliw­nych sta­je się źró­dłem świa­tła. Po­nad­to uży­wa­nie oli­wy ma zna­cze­nie sym­bo­licz­ne. Na­cie­ra­nie oli­wą, czy­li na­masz­cze­nie, sym­bo­li­zu­je włą­cze­nie czło­wie­ka w Bo­że ży­cie i Bo­żą moc. W Sta­rym Te­sta­men­cie czy­ta­my, że oli­wę sto­so­wa­no przy na­masz­cze­niu kró­la – ja­ko...

DIY. Do It Yourself. Jak skutecznie usiąść, aby czytać?

Jak uży­wać tych wszyst­kich mą­drych na­rzę­dzi z róż­nych ar­ty­ku­łów czy po­rad­ni­ków, gdy trud­no po­ko­nać dwie stro­ny bi­blij­ne­go tek­stu? Etiop, dwo­rza­nin kró­lo­wej Kan­da­ki, wra­cał z Je­ro­zo­li­my – jak po­da­ją Dzie­je Apo­stol­skie – czy­ta­jąc w swo­im wo­zie pro­ro­ka Iza­ja­sza. I nic nie ro­zu­miał. Gdy po­ja­wił się przed nim Fi­lip, Etiop­czyk po­wie­dział: Jak­że mo­gę ro­zu­mieć, je­śli mi nikt nie wy­ja­śni. Za­pro­sił Fi­li­pa do wo­zu i po­ka­zał mu, co ak­tu­al­nie czy­tał. Ale: czy­tał. Nie ma py­tań bez czy­ta­nia, nie ma roz­wią­zań bez usil­ne­go po­szu­ki­wa­nia, nie ma wie­dzy bez jej za­wzię­te­go zdo­by­wa­nia. Coś zdo­by­te z pa­sją i w jej re­zul­ta­cie, da­je ogrom­ną ra­dość i me­ga sa­tys­fak­cję. I po­py­cha ku na­stęp­nym, nie­zna­nym prze­strze­niom. To mo­że: kil­ka tro­pów.

Fot. unsplash.com / Pri­scil­la Du Pre­ez

Czy­taj jed­nym tchem

Czy­taj ewan­ge­lię we­dług św. Mar­ka jed­nym tchem, od de­ski do de­ski (=od po­cząt­ku do koń­ca). Gło­śna lek­tu­ra zaj­mu­je oko­ło pół­to­rej go­dzi­ny – ci­cha znacz­nie, znacz­nie mniej. Nie zwra­caj uwa­gi na śród­ty­tu­ły, czy­li roz­dzie­la­ją­ce tekst sfor­mu­ło­wa­nia wy­dru­ko­wa­ne po­gru­bio­ną czcion­ką. One są wtór­ne. Ich ce­lem był po­dział tek­stu bi­blij­ne­go z my­ślą o li­tur­gii czy pod­czy­ty­wa­niu pod­czas na­bo­żeństw. Z punk­tu wi­dze­nia współ­cze­snej eg­ze­ge­zy moż­na dziś...

Poza smartfonem jest całkiem spoko

Wy­cze­ki­wa­na na­gro­da oka­za­ła się dla mnie pu­łap­ką. Co­raz wię­cej i wię­cej cza­su spę­dza­łem z te­le­fo­nem w rę­ce.

Do dzi­siaj pa­mię­tam mo­ment, gdy do­sta­łem od ro­dzi­ców pierw­sze­go smart­fo­na. Z za­mknię­ty­mi ocza­mi po­tra­fię opo­wie­dzieć, ja­ki to był mo­del i ja­kie miał ce­chy. To by­ła na­gro­da za świa­dec­two z pa­skiem. Oj, jak bar­dzo się sta­ra­łem, że­by ją zdo­być. Na nie­szczę­ście mi się uda­ło. Dla­cze­go „na nie­szczę­ście”? Po­nie­waż od te­go cza­su nie mia­łem już do­brych ocen. Co­raz wię­cej cza­su spę­dza­łem z no­sem w te­le­fo­nie, gra­jąc, scrol­lu­jąc Fa­ce­bo­oka, prze­glą­da­jąc In­sta­gra­ma, oglą­da­jąc fil­mi­ki na YouTu­be. By­łem na bie­żą­co z naj­śmiesz­niej­szy­mi i naj­głup­szy­mi fil­mi­ka­mi. Nikt nie był w sta­nie mnie czymś no­wym za­sko­czyć. Wszyst­ko wcze­śniej wi­dzia­łem.

Ży­cie w smart­fo­nie

Im wię­cej cza­su spę­dza­łem z te­le­fo­nem, tym gor­sze mia­łem oce­ny. Zda­rza­ło mi się za­po­mi­nać o za­da­niach do­mo­wych. Czas prze­zna­czo­ny na na­ukę na kla­sów­ki spę­dza­łem na pod­glą­da­niu zna­jo­mych w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych. Za­sy­pia­łem z te­le­fo­nem w rę­ce. Gdy prze­bu­dza­łem się w no­cy, się­ga­łem od­ru­cho­wo po te­le­fon i za­czy­na­łem prze­glą­dać in­ter­net i ulu­bio­ne stro­ny. Jak póź­niej ob­li­czy­łem, spę­dza­łem w in­ter­ne­cie po 6–8 go­dzin dzien­nie.

Do­szło do te­go, że za­czą­łem być ner­wo­wy, je­śli roz­ła­do­wał mi się te­le­fon. Usil­nie...

Nie przegraj młodości

Nie przegraj młodości

Fun­da­cja Nie­dzie­la. In­sty­tut Me­diów re­ali­zu­je pro­jekt „Nie prze­graj mło­do­ści”, ma­ją­cy na ce­lu prze­ciw­dzia­ła­nie roz­wo­jo­wi prze­stęp­czo­ści w śro­do­wi­sku dzie­ci i mło­dzie­ży przy za­an­ga­żo­wa­niu ro­dzi­ców, na­uczy­cie­li, uczniów. W ra­mach pro­jek­tu po­wsta­ły trzy ma­te­ria­ły fil­mo­we, któ­re do­ty­czą na­stę­pu­ją­cej te­ma­ty­ki:

Część I – Sy­gna­ły

Tre­ści przed­sta­wio­ne w tym fil­mie ma­ją na ce­lu po­móc ro­dzi­com w roz­po­zna­wa­niu sy­gna­łów, któ­re mo­gą su­ge­ro­wać, że ich dziec­ko mo­że być za­gro­żo­ne, pod­da­wa­ne wpły­wom kry­mi­no­gen­nych czyn­ni­ków. Cho­dzi tu­taj o pod­nie­sie­nie czuj­no­ści ro­dzi­ców i ich świa­do­mej ob­ser­wa­cji za­cho­wań dzie­ci. W wy­wia­dzie spe­cja­li­ści wska­zu­ją ro­dzi­com, ja­kie­go ty­pu za­cho­wa­nia dzie­ci mo­gą być nie­po­ko­ją­ce oraz w ja­ki spo­sób mo­gą one chcieć ukry­wać, nie przy­zna­wać się do swo­ich złych za­cho­wań. Moż­na wy­ko­rzy­stać go na przy­kład na wy­wia­dów­kach z ro­dzi­ca­mi przez wy­cho­waw­ców.

Część II – Jak roz­ma­wiać

Ma­te­riał fil­mo­wy uka­zu­ją­cy pro­ble­ma­ty­kę do­ty­czą­cą umie­jęt­ne­go prze­pro­wa­dze­nia roz­mo­wy z dziec­kiem, wy­ka­zu­ją­cym moż­li­wość wy­stą­pie­nia za­gro­że­nia na­wią­za­nia bliż­sze­go kon­tak­tu z prze­stęp­czo­ścią i śro­do­wi­ska­mi prze­stęp­czy­mi, chu­li­gań­ski­mi, nar­ko­ty­ko­wy­mi. Ta dru­ga część fil­mu mo­że być przy­dat­ną dla wy­cho­waw­ców do wy­ko­rzy­sta­nia na in­nym spo­tka­niu z ro­dzi­ca­mi lub udo­stęp­nie­niu te­go ma­te­ria­łu bez­po­śred­nio kon­kret­nie wy­bra­nym ro­dzi­com.

Część III – Nie zmar­nuj swo­je­go ży­cia

Ma­te­riał fil­mo­wy za­wie­ra świa­dec­twa osób, któ­re ze­rwa­ły z...

Drodzy Czytelnicy!

Już, już za chwi­lę Bo­że Na­ro­dze­nie, czy­li je­den z naj­bar­dziej „ro­dzin­nych” okre­sów w ro­ku. Usią­dzie­my ra­zem do sto­łu, po­dzie­li­my się opłat­kiem i zje­my pysz­ną ko­la­cję wi­gi­lij­ną. Bę­dzie­my śpie­wać ko­lę­dy i pój­dzie­my na pa­ster­kę. Spę­dzi­my du­żo cza­su z ro­dzi­ca­mi i ro­dzeń­stwem. Nie­któ­rych od­wie­dzą bab­cie i dziad­ko­wie, in­ni po­ja­dą na świę­ta do ro­dzi­ny. Nie wszy­scy jed­nak ma­ją to szczę­ście, że ich bli­scy są na wy­cią­gnię­cie rę­ki. Nie wszy­scy spę­dzą świę­ta z ma­mą i ta­tą. Dla­cze­go? Nie­któ­rzy ro­dzi­ce wy­jeż­dża­ją do pra­cy za­gra­ni­cę, zo­sta­wia­jąc w Pol­sce swo­je ro­dzi­ny. Czę­ści z nich nie uda się wziąć urlo­pu i wró­cić do do­mu na świę­ta. Co zro­bić, gdy mo­że­my ma­mę lub ta­tę wi­dy­wać raz na ja­kiś czas i jak pod­trzy­mać tę trud­ną re­la­cję? Pod­po­wie­dzi znaj­dzie­cie w ar­ty­ku­łach Mag­dy Urlich.

W czę­ści dla kan­dy­da­tów do Bierz­mo­wa­nia znaj­dzie­cie świa­dec­two Ali­cji, któ­ra przy­ję­ła już ten sa­kra­ment i któ­ra czę­sto py­ta Du­cha Świę­te­go, jak po­win­na po­stą­pić, gdy nie ma po­ję­cia, co na­le­ży zro­bić. Do­wie­cie się, ja­kie są za­sa­dy wy­bo­ru świad­ka do Bierz­mo­wa­nia i dla­cze­go chrze­ści­ja­ni­na moż­na po­rów­nać do wę­giel­ka. Na koń­cu cze­ka na was nie­sa­mo­wi­ta hi­sto­ria Grze­go­rza, któ­ry choć od­rzu­cił wia­rę, to się na­wró­cił, bo... po­czuł...

Nie wyrzucaj słoni

Zdo­bądź się na gest dla śro­do­wi­ska. Bądź eko. Wy­rzu­caj mniej. Bo uto­nie­my, ale nie w wo­dzie, lecz w śmie­ciach.

Da­ne są alar­mu­ją­ce. Każ­dy z nas wy­rzu­ca rocz­nie ok. 311 kg od­pa­dów. Po­wiesz, że to mniej niż śred­nia dla kra­jów Unii Eu­ro­pej­skiej, któ­ra wy­no­si bli­sko 500 ki­lo­gra­mów na miesz­kań­ca? Tak, ale wy­rzu­ca­my z ro­ku na rok co­raz wię­cej. Słoń afry­kań­ski po uro­dze­niu wa­ży ok. 110 kg. Na­sze śmie­ci wa­żą za­tem ty­le, co trzy ta­kie sło­nie. Licz­by ro­bią wra­że­nie.

Fot. 123RF.com / Za­val­ny­uk Ser­gey

Pro­du­ko­wać mniej śmie­ci

Roz­wią­za­nie? Za­cząć do sie­bie i pro­du­ko­wać mniej śmie­ci. Nie od ra­zu mu­sisz do­łą­czyć do eks­tre­mal­nych eko­lo­gów, któ­rych śmie­ci z ca­łe­go ro­ku (!) miesz­czą się w pu­deł­ku po bu­tach (!). Nie od ra­zu też mu­sisz za­kła­dać na bal­ko­nie ho­dow­lę dżdżow­nic ka­li­for­nij­skich, któ­re w kom­po­stow­ni­ku bę­dą zja­dać od­pad­ki or­ga­nicz­ne, czy­li m.in. skór­ki owo­ców, reszt­ki wa­rzyw, ogryz­ki ja­błek, i wy­da­lać je w for­mie bio­hum­mu­su, czy­li skład­ni­ka bar­dzo ży­znej gle­by (do­sko­na­łe­go dla ogrod­ni­ków). Co mo­żesz za­tem zro­bić? Do­łą­czyć do ru­chu ze­ro wa­ste na wła­snych za­sa­dach. Krok po kro­ku. Ruch ten opie­ra się na trzech głów­nych fi­la­rach. Ko­lej­no: re­duk­cji ku­po­wa­nych rze­czy, któ­re ge­ne­ru­ją...

Świadek Bierzmowania

Świa­dek Bierz­mo­wa­nia to ktoś wy­róż­nio­ny. Wy­bra­ny przez oso­bę przy­stę­pu­ją­cą do te­go sa­kra­men­tu. To ktoś, kto do­stę­pu­je za­szczy­tu po­ma­ga­nia bierz­mo­wa­ne­mu w osią­gnię­ciu doj­rza­ło­ści, czy­li w sta­wa­niu się do­brym i mą­drym.

Jak by­ło daw­niej?

W pierw­szych wie­kach chrze­ści­jań­stwa Chrztu świę­te­go udzie­la­no zwy­kle oso­bom do­ro­słym, któ­re by­ły do te­go so­lid­nie przy­go­to­wy­wa­ne i wy­ka­zy­wa­ły się du­żym stop­niem doj­rza­ło­ści. To dla­te­go ochrzczo­ny w ra­mach tej sa­mej uro­czy­sto­ści przyj­mo­wał rów­nież sa­kra­ment Bierz­mo­wa­nia. W kon­se­kwen­cji świad­ko­wie Chrztu by­li jed­no­cze­śnie świad­ka­mi Bierz­mo­wa­nia. Od­kąd po­wszech­na sta­ła się prak­ty­ka chrzcze­nia ma­łych dzie­ci, przyj­mo­wa­nie Bierz­mo­wa­nia zo­sta­ło prze­su­nię­te na póź­niej­szy okres ży­cia. Sta­ło się tak, by ochrzczo­ny mógł zo­stać od­po­wied­nio przy­go­to­wa­ny do sa­kra­men­tu chrze­ści­jań­skiej doj­rza­ło­ści. W tej no­wej sy­tu­acji po­ja­wi­ła się no­wa funk­cja, czy­li świa­dek Bierz­mo­wa­nia.

Fot. unsplash.com / Ma­theus Fer­re­ro

Ro­la świad­ka bierz­mo­wa­nia

Kan­dy­dat do Bierz­mo­wa­nia tym traf­niej wy­bie­rze od­po­wied­nią oso­bę na świad­ka, im bar­dziej uświa­do­mi so­bie za­da­nia, ja­kie na ta­kiej oso­bie spo­czy­wa­ją. Nie cho­dzi tu je­dy­nie o to, by w cza­sie uro­czy­sto­ści świa­dek Bierz­mo­wa­nia sta­nął za bierz­mo­wa­nym, by po­ło­żył rę­kę na je­go pra­wym ra­mie­niu i by po­dał je­go imię bi­sku­po­wi czy ka­pła­no­wi, któ­ry udzie­la te­go sa­kra­men­tu. Cho­dzi o coś znacz­nie wię­cej. Świa­dek Bierz­mo­wa­nia to...

Po co nam Kościół?

Je­stem księ­dzem, za­kon­ni­kiem, pi­ja­rem i uwa­żam się za szczę­śliw­ca.

W Ko­ście­le – pi­sa­nym wiel­ką li­te­rą „k” – i w ko­ście­le – pi­sa­nym ma­łą „k” – ni­gdy się nie nu­dzę. Mo­że dla­te­go tak do­brze się w nim czu­ję. Ko­ściół ko­ja­rzy mi się z nie­ustan­ną ak­tyw­no­ścią.

A ty: ja­kie masz sko­ja­rze­nia ze sło­wem „ko­ściół”? Od­po­wie­dzi bę­dzie ty­sią­ce. Ktoś mo­że nie naj­le­piej po­my­śleć o księ­żach, in­ny mo­że przy­po­mni so­bie swo­ją bab­cię, któ­ra scho­ro­wa­na z tru­dem cho­dzi­ła do ko­ścio­ła i dzi­wi­ła się, że wnu­ki nie chcą do nie­go cho­dzić. Ko­muś in­ne­mu ko­ściół w ogó­le ko­ja­rzy się z gru­pą star­szych osób, któ­re ni­by po ci­chu, ale tak na­praw­dę szep­tem od­ma­wia­ją ró­ża­niec, jesz­cze in­ne­mu ko­ja­rzy się on z twar­dy­mi i nie­wy­god­ny­mi ław­ka­mi. In­nym przy­po­mi­na­ją się du­ży krzyż, ob­ra­zy, fi­gu­ry, ma­lo­wi­dła, wi­tra­że…

Fot. unsplash.com / Ja­mes Owen

Ni­czym kart­ka w książ­ce

Czym jest Ko­ściół? Jest on po­dob­ny do mał­żeń­stwa. Czy isto­tę mał­żeń­stwa moż­na spro­wa­dzić do ob­rą­czek, ce­re­mo­nii za­ślu­bin czy kon­trak­tu? Mał­żeń­stwo to coś wię­cej – to re­la­cja opar­ta na mi­ło­ści, za­ufa­niu i wier­no­ści. Po­dob­nie isto­tą Ko­ścio­ła nie jest je­dy­nie in­sty­tu­cja, ale re­la­cja po­mię­dzy Bo­giem a Je­go lu­dem. I nie ozna­cza to...

Drodzy Czytelnicy!

Paź­dzier­nik. Ja­dę au­to­bu­sem ko­mu­ni­ka­cji miej­skiej. Sły­szę roz­mo­wę dwóch chło­pa­ków. Roz­ma­wia­ją o stu­diach, ko­lej­kach po od­biór in­dek­sów. Je­den py­ta ko­le­gę, dla­cze­go wy­brał swój kie­ru­nek stu­diów. „To był przy­pa­dek – brzmi od­po­wiedź. – Nie wie­dzia­łem, co wy­brać. Zo­ba­czę, jak bę­dzie”. Od­po­wiedź za­ska­ku­ją­ca? A mo­że jed­nak wprost prze­ciw­nie?
Są oso­by, któ­re już od przed­szko­la wie­dzą, kim chcą zo­stać. I ta­ki za­wód wy­bie­ra­ją ja­ko do­ro­śli. In­ni dłu­żej po­szu­ku­ją swo­jej dro­gi, pró­bu­ją, eks­pe­ry­men­tu­ją z róż­ny­mi za­wo­da­mi, by w koń­cu tra­fić na ten, któ­ry spra­wia im przy­jem­ność i pa­su­je do nich jak ulał. Jest jak­by szy­ty na mia­rę spe­cjal­nie dla nich. Są róż­ne dro­gi do sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej pra­cy. Jed­ni bę­dą się speł­niać w pra­cy cho­re­ogra­fa, in­ni gra­fi­ka, a jesz­cze in­ni ku­cha­rza. Wy­brać mu­sisz sam. Bo pra­ca bę­dzie istot­nym ele­men­tem two­je­go ży­cia. W nu­me­rze pod­po­wia­da­my, jak do­ko­nać do­bre­go wy­bo­ru.

Kan­dy­da­tów do Bierz­mo­wa­nia za­chę­ca­my do roz­mo­wy z ro­dzi­ca­mi o sa­kra­men­cie, do któ­re­go się przy­go­to­wu­ją. Czy coś stoi na prze­szko­dzie, że­by ich za­py­tać, dla­cze­go chcą, że­by­ście go przy­ję­li? Na ostat­nich stro­nach znaj­dzie­cie świa­dec­two o. Łu­ka­sza Buk­sy OMF, któ­ry opo­wie o tym, jak to się sta­ło, że wy­brał to­wa­rzy­stwo ró­wie­śni­ków z dwor­ca, by póź­niej od­na­leźć Bo­ga.

Nu­mer,...