Drodzy Czytelnicy!

To wstęp­niak, któ­ry by­ło mi bar­dzo trud­no na­pi­sać. Trzy­ma­cie w dło­niach ostat­ni nu­mer „Dro­gi do Bierz­mo­wa­nia” cy­klu 2019/2020 i... ostat­ni nu­mer w ogó­le. Hi­sto­ria pi­sma, któ­ra roz­po­czę­ła się 25 lat te­mu, wraz z tym nu­me­rem do-bie­gła koń­ca. Za­pa­dła de­cy­zja o za­koń­cze­niu wy­da­wa­nia te­go ty­tu­łu z po­wo­dów go­spo­dar­czych. Ko­niecz­ne ogra­ni­cze­nia, wy­da­ne przez rząd w związ­ku z pan­de­mią ko­ro­na­wi­ru­sa, moc­no do­tknę­ły wie­le re­dak­cji, w tym na­szą, i zna­czą­co utrud­ni­ły dys­try­bu­cję cza­so­pism. W obec­nej sy­tu­acji zo­sta­li­śmy zmu­sze­ni do za­mknię­cia „Dro­gi do Bierz­mo­wa­nia” po wy­da­niu te­go nu­me­ru.

Nie spo­sób wy­mie­nić wszyst­kich osób, któ­re by­ły za­an­ga­żo­wa­ne w two­rze­nie te­go ty­tu­łu. Trze­ba jed­nak wspo­mnieć o trzech z nich. Pierw­szą jest dr inż. An­to­ni Zię­ba, wiel­ki obroń­ca ludz­kie­go ży­cia od po­czę­cia aż do na­tu­ral­nej śmier­ci, za­ło­ży­ciel Pol­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Obroń­ców Ży­cia Czło­wie­ka, w któ­re­go gło­wie na po­cząt­ku 1995 r. zro­dził się po­mysł na mło­dzie­żo­wy ty­go­dnik ka­to­lic­ki, któ­re­go mi­sją by­ła­by ewan­ge­li­za­cja. Pan In­ży­nier (tak wszy­scy z je­go oto­cze­nia o nim mó­wi­li i się do nie­go zwra­ca­li) po­roz­ma­wiał o tym, co wy­my­ślił, z sa­mym pa­pie­żem Ja­nem Paw­łem II. Pa­pież wy­ra­ził en­tu­zjazm na myśl o mło­dzie­żo­wym ka­to­lic­kim ty­tu­le. I po­wsta­ła „Dro­ga. Ty­go­dnik Mło­dzie­ży Ka­to­lic­kiej”. A nie­stru­dzo­ny...

Odporni psychicznie

Jak ra­dzić so­bie z prze­mo­cą w szko­le? Bro­oks Gibbs, ame­ry­kań­ski tre­ner umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych pra­cu­ją­cy z mło­dzie­żą, od­po­wia­da krót­ko: mu­si­cie stać się od­por­ni psy­chicz­nie.

Gibbs jest eks­per­tem od spe­cy­ficz­nej for­my prze­mo­cy – nę­ka­nia (ang. bul­ly­ing). Przede wszyst­kim cho­dzi tu o prze­moc słow­ną – prze­zy­wa­nie, wy­śmie­wa­nie, ob­ra­ża­nie. Prze­kro­cze­nie gra­ni­cy prze­mo­cy fi­zycz­nej jest wy­kro­cze­niem. To już in­ny ka­li­ber, na­le­ży zwró­cić się o po­moc na ze­wnątrz. Jed­nak z prze­mo­cą słow­ną moż­na spró­bo­wać po­ra­dzić so­bie sa­me­mu.

Fot. 123rf.com / Ian Al­len­den

Pró­ba sił

Bro­oks za­uwa­ża, że prze­moc to wła­ści­wie gra w to, kto jest sil­niej­szy: ty czy ja? Od two­jej od­po­wie­dzi za­le­ży więc, czy agre­sor po­czu­je się jesz­cze moc­niej­szy, czy prze­ciw­nie – po­czu­je two­ją si­łę i da ci spo­kój. Co jest klu­czo­we? Co de­cy­du­je o two­jej si­le lub sła­bo­ści? Zda­niem Bro­ok­sa to po pro­stu fakt, czy dasz się wy­pro­wa­dzić z rów­no­wa­gi.

O co cho­dzi? Gdy ktoś mó­wi ci, że je­steś idio­tą, wy­śmie­wa two­je ubra­nie lub wy­gląd, mo­żesz się zde­ner­wo­wać i za­cząć bro­nić. Po­sta­wa de­fen­syw­na i two­ja złość czy lęk jest po­żyw­ką dla prze­śla­dow­cy. Na­krę­ca się jesz­cze bar­dziej, a im bar­dziej roz­pacz­li­wie ty re­agu­jesz, tym le­piej...

Być „bardziej”

Chcą być jesz­cze „bar­dziej” szczę­śli­wy­mi chrze­ści­ja­na­mi. Ma­gi­so­wi­cze. Mło­dzi, peł­ni pa­sji, za­an­ga­żo­wa­ni. Za­ra­ża­ją ener­gią i dzie­lą się do­świad­cze­niem Bo­ga, wia­ry i wspól­no­ty.

Hi­sto­rie „jak to się za­czę­ło” są róż­ne. Jed­nak nic tak nie dzia­ła jak przy­kład J. – Mo­ja przy­ja­ciół­ka by­ła w Ma­gi­sie. Wi­dzia­łam, że po spo­tka­niach by­ła ra­do­sna, peł­na ener­gii. To wła­śnie ona na­mó­wi­ła mnie i za­bra­ła na pierw­sze spo­tka­nie. Tam­tej­sza at­mos­fe­ra po­zy­tyw­nie mnie za­sko­czy­ła. Wie­dzia­łam, że chcę tam zo­stać – opo­wia­da Zu­zan­na Kap­ka z kra­kow­skie­go Ma­gi­su.

Fot. ar­chi­wum Ma­gis Kra­ków

Być szczę­śli­wym

Ma­gis to ka­to­lic­ki ruch mło­dzie­żo­wy, sku­pio­ny wo­kół To­wa­rzy­stwa Je­zu­so­we­go, skie­ro­wa­ny głów­nie do uczniów li­ce­ów. For­ma­cja trwa czte­ry la­ta i obej­mu­je czte­ry wy­mia­ry „by­cia szczę­śli­wym”: mo­dli­twę, wspól­no­tę, ewan­ge­li­za­cję i służ­bę.

Pod­czas co­ty­go­dnio­wych spo­tka­niach w kil­ku­oso­bo­wych gru­pach (każ­dy sto­pień for­ma­cji ma swo­ją gru­pę) uczest­ni­cy, idąc śla­da­mi je­zu­itów, zgłę­bia­ją du­cho­wość igna­cjań­ską, sta­ra­ją się od­kry­wać sie­bie, a co za tym idzie Bo­ga w swo­im ży­ciu. Do­dat­ko­wo każ­de­go ty­go­dnia ma­ją wspól­ne spo­tka­nie dla wszyst­kich stop­ni for­ma­cji. Wte­dy gro­ma­dzą się na Mszy świę­tej, kon­fe­ren­cji czy ad­o­ra­cji. – Pod­czas spo­tkań chce­my po­głę­biać więź z Bo­giem i mię­dzy so­bą. Przed wstą­pie­niem do wspól­no­ty mia­łam pro­blem...

Mieć Matkę na zawsze

Po­je­cha­łem z pry­mi­cją na Ja­sną Gó­rę, aby mieć Mat­kę. Mat­kę, któ­ra już bę­dzie za­wsze…”

Ste­fan Wy­szyń­ski uro­dził się w 1901 r. w wio­sce Zu­ze­la nad Bu­giem. Wy­cho­wy­wał się ra­zem z sio­stra­mi Ana­sta­zją, Ja­ni­ną oraz Sta­sią. Je­go młod­szy brat Wa­cław zmarł w wie­ku 11 lat. Dzie­ciń­stwo przy­szłe­go kar­dy­na­ła przy­pa­dło na trud­ny okres za­bo­rów. W szko­le pa­no­wa­ła ru­sy­fi­ka­cja, któ­rej sprze­ci­wiał się ma­ły Ste­fan. Nie­rzad­ko za to klę­czał w ką­cie. Pew­ne­go ra­zu oświad­czył przy ca­łej kla­sie: „Mam dość na­ucza­nia pa­na pro­fe­so­ra!”

Mło­dy Ste­fan był śred­nio po­boż­nym dziec­kiem. Dłu­gie klę­cze­nie w cza­sie ro­dzin­ne­go ró­żań­ca moc­no go mę­czy­ło. Co ra­no wpa­try­wał się w dwa ob­ra­zy Ma­ryj­ne nad je­go łóż­kiem. Za­sta­na­wiał się, cze­mu jed­na Ma­ry­ja by­ła bia­ła, a dru­ga czar­na. Kie­dy miał 9 lat, prze­żył jed­no z naj­smut­niej­szych wy­da­rzeń w ży­ciu: śmierć mat­ki, za któ­rą ni­gdy nie prze­stał tę­sk­nić. W 1924 r. mó­wił: „Po­je­cha­łem z pry­mi­cją na Ja­sną Gó­rę, aby mieć Mat­kę. Mat­kę, któ­ra już bę­dzie za­wsze…”

Ka­pe­lan w po­wsta­niu

Z ro­dzin­ne­go do­mu Ste­fan wy­niósł du­ży sza­cu­nek do ludz­kiej pra­cy. Po stu­diach zo­stał pro­fe­so­rem i wy­kła­dow­cą na­uk spo­łecz­nych w se­mi­na­rium we Wło­cław­ku, a rów­no­cze­śnie pro­wa­dził dusz­pa­ster­stwo...

Drodzy Czytelnicy!

Naj­pierw prze­ży­wasz, że nie masz obok sie­bie chłopaka/dziewczyny. Smut­no ci, że bra­ku­je ko­goś, z kim moż­na by wyjść na spa­cer czy do ki­na. I na­gle jest. Na two­jej dro­dze sta­je on/ona. Wy­da­je ci się, że to ten je­den jedyny/jedna je­dy­na i że już za­wsze bę­dzie­cie ra­zem. Czu­jesz mo­ty­le w brzu­chu za każ­dym ra­zem, gdy się spo­ty­ka­cie, a na­wet na sa­mą myśl o tym. Czas spę­dza­ny ra­zem trak­tu­jesz jak coś wy­jąt­ko­we­go. Je­ste­ście szczę­śli­wi, bo za­ko­cha­ni. Pa­trzy­cie w tym sa­mym kie­run­ku.

Im wię­cej ran­dek za wa­mi, tym wię­cej po­ja­wia się py­tań o to, w któ­rym miej­scu po­sta­wić gra­ni­cę fi­zycz­nej bli­sko­ści. A czy­stość jest bar­dzo waż­nym ele­men­tem cho­dze­nia ze so­bą i na­rze­czeń­stwa. Mag­da­le­na Urlich pi­sze o tym, że „gdy ży­ję w czy­sto­ści zgod­nie ze swo­im sta­nem ży­cia (ja­ko oso­ba sa­mot­na, w mał­żeń­stwie lub za­ko­nie, ka­płań­stwie), je­stem wier­na te­mu, w co wie­rzę. Mo­ja wia­ra jest spój­na, gdy ma od­zwier­cie­dle­nie w ży­ciu”. O tym, że war­to za­wal­czyć o czy­stość, prze­ko­nu­ją Ania i dwa mał­żeń­stwa – Mag­da i Ma­rek oraz Jo­an­na i Piotr.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych Ma­rek Sta­roń opo­wia­da o swo­jej Bo­żej ma­tu­rze. Ksiądz Ma­rek Dzie­wiec­ki pi­sze o na­wró­ce­niu, któ­re jest...

Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie….

Naj­groź­niej­szą po­ku­są jest wia­ra w to, że szczę­ście moż­na osią­gnąć ła­two: bez pra­cy nad cha­rak­te­rem, bez na­wró­ce­nia, bez czuj­no­ści, bez norm mo­ral­nych, bez mi­ło­ści i od­po­wie­dzial­no­ści. Bez sta­wa­nia się po­dob­ny­mi do Bo­ga.

Bóg jest re­ali­stą

Stwór­ca jest ko­cha­ją­cym i ser­decz­nym Ro­dzi­cem. Los każ­de­go z nas jest dla Nie­go naj­waż­niej­szy. Pra­gnie, by­śmy by­li szczę­śli­wi już tu i te­raz, a nie do­pie­ro kie­dyś tam, w nie­bie. Bóg wie, że ża­den czło­wiek nie jest do­sko­na­ły jak On. Wie, że każ­dy z nas mo­że ulec po­ku­sie szu­ka­nia szczę­ścia tam, gdzie go nie ma. Prze­ko­na­li się o tym już pierw­si lu­dzie. Adam i Ewa wmó­wi­li so­bie, że bez po­mo­cy Bo­ga od­róż­nią do­bro od zła, czy­li że od­róż­nią szczę­ście od nie­szczę­ścia. Prze­ce­ni­li sie­bie. Oka­za­ło się, że bez po­mo­cy Bo­ga po­tra­fią je­dy­nie po­mie­szać do­bro i zło oraz czy­nić to, co od­bie­ra im ra­dość.

Fot. freepik.com

Bóg nie wo­dzi na po­ku­sze­nie!

Pa­pież Fran­ci­szek po­twier­dził to, co wie­dzie­li­śmy od wie­ków: to nie Bóg wo­dzi nas na po­ku­sze­nie! To czy­ni czło­wiek i zły duch. Sło­wa z Mo­dli­twy Pań­skiej: „I nie wódź nas na po­ku­sze­nie” ozna­cza­ją na­szą proś­bę: Bo­że, nie do­puść, aby­śmy...

Była normalną, kochającą żoną

Po­cho­dzi­ła z wie­lo­dziet­nej wło­skiej ro­dzi­ny. Za­wsze by­ła bli­sko Bo­ga. Spra­wy du­cha pie­lę­gno­wa­ła tak­że w mał­żeń­stwie i swo­jej ro­dzi­nie. By­ła wy­jąt­ko­wa, ale nie ode­rwa­na od rze­czy­wi­sto­ści. Jo­an­na to zwy­czaj­na – nad­zwy­czaj­na świę­ta.

Bę­dąc w czwar­tej cią­ży, usły­sza­ła dia­gno­zę – włók­niak. Le­ka­rze, chcąc ra­to­wać Jo­an­nę, mu­sie­li­by usu­nąć ma­ci­cę, w któ­rej znaj­do­wa­ła się zło­śli­wa zmia­na, ale i nie­na­ro­dzo­ne dziec­ko. Ona po­wie­dzia­ła, że naj­pierw uro­dzi, a do­pie­ro po­tem zaj­mie się le­cze­niem sa­mej sie­bie. Wie­dzia­ła, na co się de­cy­du­je. Prze­cież by­ła le­ka­rzem. Nie­dłu­go po uro­dze­niu cór­ki zmar­ła, ma­jąc za­le­d­wie 39 lat. Do ostat­nich chwil roz­da­wa­ła wszyst­kim uśmiech i spo­kój du­cha.

Fot. Wi­ki­me­dia Com­mons / Jo­sé Lu­iz

W za­chwy­cie

Jej ży­cie, choć krót­kie, by­ło praw­dzi­wą ko­pal­nią pięk­nych chwil. Ko­re­spon­den­cja z mę­żem mo­że być na­uką dla wie­lu mał­żon­ków. Uka­zu­je przede wszyst­kim wiel­ką mi­łość. A war­to pod­kre­ślić, że ko­cha­li się sza­le­nie. Piotr czę­sto wy­jeż­dżał w po­dró­że służ­bo­we, a ona mu pi­sa­ła: „Oto mi­nę­ła noc i po­ło­wa dnia bez mo­je­go naj­uko­chań­sze­go Pio­tra. Jed­nak je­steś przy mnie cią­gle obec­ny i to­wa­rzy­szę Ci chwi­la po chwi­li w Twej dłu­giej po­dró­ży”. Uwi­ła dla swo­jej ro­dzi­ny wspa­nia­łe gniaz­do, peł­ne mat­czy­nej mi­ło­ści, wi­docz­nej w...

Bóg zawsze ma pomysł!

Nie patrz na grzech, nie patrz na sie­bie – patrz na Mnie!

Do­świad­cze­nie po­ka­zu­je, że je­śli przyj­mu­je­my ja­kieś twier­dze­nia bądź za­sa­dy, to ze wzglę­du na ko­goś, kto nam je przed­sta­wia, a kto ma u nas au­to­ry­tet, ufa­my mu i prze­ko­na­li­śmy się, że mu na nas za­le­ży. Al­bo wte­dy, gdy wi­dzi­my sen­sow­ność, kon­kret­ne zy­ski, roz­wój, szer­sze ho­ry­zon­ty, wy­ni­ka­ją­ce z przy­ję­cia tych norm. Pierw­szy po­wód da­je lep­sze re­zul­ta­ty.

Fot. freepik.com

Co cie­ka­we: wła­śnie to jest spo­sób Bo­że­go po­da­wa­nia nam rę­ki w co­dzien­no­ści. Tak Bóg da­je wska­zów­ki, jak funk­cjo­no­wać, aby po­tem nie spi­jać gorz­kich kon­se­kwen­cji wła­snej głu­po­ty. Bóg w kon­tak­tach z ludź­mi, w sy­tu­acjach opi­sa­nych w Bi­blii, ni­gdy nie mó­wi o po­słu­szeń­stwie – pro­si o słu­cha­nie. Ni­by nie­wiel­ka róż­ni­ca – ale jest. Słu­chasz Oso­by, sły­szysz Jej emo­cje, na­sta­wie­nie do cie­bie, tembr gło­su, za­an­ga­żo­wa­nie w dia­log. I re­agu­jesz sto­sow­nie do te­go, jak ode­bra­łeś jej na­sta­wie­nie do cie­bie w tej kon­kret­nej wy­mia­nie zdań czy sy­tu­acji. Je­steś w sta­nie przy­jąć ar­gu­men­ty ab­so­lut­nie prze­ciw­ne two­je­mu wcze­śniej­sze­mu my­śle­niu tyl­ko dla­te­go, że prze­ko­na­ła cię lo­gi­ka wy­po­wie­dzi tej oso­by i jej czu­łość, aten­cja w od­nie­sie­niu do cie­bie. Za­tem: je­śli...

Drodzy Czytelnicy!

Na stu­diach po­zna­łam oso­by, któ­re mó­wi­ły, że w ogó­le się nie uczą. Po eg­za­mi­nach oka­zy­wa­ło się, że do­sta­wa­ły ze wszyst­kie­go piąt­ki. Spo­tka­łam też oso­by, któ­rym bar­dzo za­le­ża­ło na sty­pen­dium dla naj­lep­szych stu­den­tów i któ­re przy­zna­wa­ły, że du­żo się uczą. By­łam też świad­kiem łez ko­le­ża­nek po nie­za­li­czo­nym ko­lo­kwium lub eg­za­mi­nie. Wal­ka o piąt­ki by­ła jaw­na lub ukry­ta. Nie wszy­scy jed­nak się tej pre­sji pod­da­wa­li. By­ły oso­by, któ­re ze spo­ko­jem pod­cho­dzi­ły do stu­dio­wa­nia. Z jed­nych przed­mio­tów mie­li lep­sze oce­ny, z in­nych gor­sze. Nie prze­ży­wa­li po­ra­żek. Pod­no­si­li się po nich. Po­pra­wia­li oce­ny i szli do przo­du.

Wy­ścig szczu­rów i chęć by­cia naj­lep­szym w kla­sie z wszyst­kich przed­mio­tów, osią­ga­nia naj­lep­szych wy­ni­ków w spor­tach, zwy­cię­ża­nia w olim­pia­dach i kon­kur­sach to rze­czy­wi­stość wie­lu z nas. Je­śli je­ste­śmy od niej wol­ni, to na pew­no zna­my oso­by, któ­re ży­ją pod pre­sją „by­cia naj”. Mo­że jest to ko­le­ga z pierw­szej ław­ki, a mo­że ko­le­żan­ka z ostat­niej pod oknem. Mag­da­le­na Urlich py­ta: „Po­goń za tym, by być naj­lep­szym, kosz­tem wol­ne­go cza­su, snu czy to­wa­rzy­skich spo­tkań. Czy to ma sens?” Od­po­wie­dzi szu­kaj­cie na na­stęp­nej stro­nie.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych Ka­sia przy­zna­je, że nie po swo­im, ale do­pie­ro...

Nie bój się błędu

Dzie­ci za­moż­nych ro­dzi­ców pod­da­ne są zbyt du­żej pre­sji – wy­ni­ka z ba­dań. Tak du­żej, że bo­ją się po­peł­nić ja­ki­kol­wiek błąd.

Za­moż­ni ro­dzi­ce, o któ­rych mo­wa w ba­da­niach ame­ry­kań­skich na­ukow­ców, to przede wszyst­kim bo­ga­ci pro­fe­sjo­na­li­ści. Swo­ją po­zy­cję za­wo­do­wą zdo­by­li dzię­ki świet­ne­mu wy­kształ­ce­niu. W od­róż­nie­niu od bo­ga­czy, któ­rzy swój sta­tus zdo­by­li dzię­ki dzia­łal­no­ści biz­ne­so­wej, nie mo­gą prze­ka­zać swo­im dzie­ciom wła­snej po­zy­cji. Ich dzie­ci bę­dą mu­sia­ły zdo­by­wać świat od no­wa. Odzie­dzi­czą mo­że pie­nią­dze czy zna­jo­mo­ści, ale wy­kształ­ce­nie i po­zy­cję za­wo­do­wą mu­szą wy­pra­co­wać sa­me. W ame­ry­kań­skich re­aliach eli­tar­nych szkół, za któ­re trze­ba sło­no pła­cić, nie jest to spra­wą ła­twą. Ob­raz świa­ta ja­ko dżun­gli, w któ­rej trze­ba bez­względ­nie wal­czyć o ogra­ni­czo­ne za­so­by, na­peł­nia dzie­ci lę­kiem. Stąd sta­ny de­pre­syj­ne i zi­den­ty­fi­ko­wa­ny przez ba­da­czy syn­drom One Wrong Mo­ve – jed­ne­go błęd­ne­go ru­chu. To świat, w któ­rym je­den fał­szy­wy krok mo­że po­zba­wić szan­sy na suk­ces w przy­szło­ści. Mo­że więc le­piej ogra­ni­czyć ry­zy­kow­ne dzia­ła­nia i trzy­mać się te­go, co pew­ne i bez­piecz­ne?

Fot. freepik.com

Suk­ces bez po­raż­ki?

A jed­nak trzy­ma­nie się spraw­dzo­nych roz­wią­zań to ra­czej nie jest dro­ga do suk­ce­su. Po­twier­dzi­li to in­ni ame­ry­kań­scy ba­da­cze, z ze­spo­łu prof. Ca­ro­lyn...